Miłosz Ploch rozmawiał z generałem Maciejem Materką, byłym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego i przewodniczącym rady Frontline Foundation, w podcaście Granice Bezpieczeństwa na kanale Fakt. Rozmowa dotyczyła kryzysu polsko-ukraińskiego, zmarnowanej szansy na partnerstwo gospodarcze, konferencji URC w Gdańsku oraz zagrożeń, jakie Ukraina może generować dla Polski po zakończeniu wojny.
Polska pomogła Ukrainie — i przegrała dyplomatycznie
Materka przypomniał, że Polska od pierwszych dni pełnoskalowej inwazji angażowała się bezprecedensowo — przyjmowała uchodźców, organizowała pomoc humanitarną i wojskową, koordynowała przez lotnisko w Rzeszowie dostawy uzbrojenia z całego świata. Polskie czołgi przekazane w odpowiednim miejscu i czasie pomogły obronić Charków. Podczas gdy Niemcy wahały się i rozważały wysyłkę starych hełmów, Polska działała natychmiast.
Tymczasem Ukraina w tym samym czasie podpisywała poważne kontrakty zbrojeniowe i gospodarcze z Niemcami, Brytyjczykami i Francuzami. Z Polską — poza milionami Ukraińców pracującymi na polskim rynku — nie udało się podpisać żadnych wiążących umów gospodarczych. Materka ocenił, że ten czas został po prostu zmarnowany — przez permanentny kryzys polskiego państwa i jego dyplomacji, kampanie wyborcze, spory między ośrodkiem prezydenckim a rządowym oraz brak strategii.
Zełenski celowo wyeskalował — żeby nie tłumaczyć się z braku kontraktów dla Polski
Materka postawił tezę, że decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce nazwy Bohaterów UPA nie była przypadkowa ani wyłącznie motywowana polityką wewnętrzną. Jego zdaniem Zełenski celowo wyeskalował relacje z Polską — być może właśnie po to, żeby nie musieć tłumaczyć się na konferencji w Gdańsku, dlaczego Polska nie została uwzględniona w kontraktach odbudowy. Zełenski zjednoczył wokół siebie ukraińską scenę polityczną, podniósł własne poparcie i zyskał pretekst do nieobecności. Ukraina po prostu stwierdziła, że już nic istotnego od Polski nie potrzebuje.
Ukraina nie chce budować siły wspólnie z Polską
Materka wprost ocenił, że Ukraina i Zełenski nie chcą budować wspólnej siły z Polską. Zamiast partnerstwa wybrali bezpośrednie relacje z mocarstwami zachodnimi — Niemcami, Francją, Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi. Polska, która geograficznie leży między Niemcami a Ukrainą i która zrobiła dla Ukrainy najwięcej, jest dziś spychana do roli drugorzędnego gracza. Ukraina świadomie zmierza do zajęcia pozycji, którą dotychczas zajmowała Polska w Europie Środkowej — roli pośrednika między Wschodem a Zachodem, z bezpośrednim dostępem do Berlina i Paryża.
Generał ocenił, że Ukraina patrzy na Polskę jako na kraj konkurencyjny — w rolnictwie, taniej sile roboczej, surowcach i taniej energii. Jeśli Ukraina zdecydowała się nie wchodzić z Polską w żaden sojusz gospodarczy, to znaczy, że wybrała konkurencję zamiast partnerstwa.
Konferencja w Gdańsku — teatr czy realna szansa
Materka wyraził sceptycyzm co do rezultatów konferencji URC w Gdańsku. Kontrakty odbudowy Ukrainy zostały już w dużej mierze podzielone między inne państwa. Jeśli konferencja zakończy się na listach intencyjnych, uściskach dłoni i zdjęciach — niewiele z tego wyniknie. Ocenił jednak, że rząd powinien maksymalnie wykorzystać tę okazję do odbudowania komunikacji z Ukrainą i wyciągnięcia jak największych korzyści dla Polski — podobnie jak prezydent Nawrocki wykorzystuje swoje relacje z Trumpem.
Polska musi znaleźć twarde lewary nacisku
Materka wezwał decydentów do zbudowania realnych narzędzi nacisku na Ukrainę — nie symbolicznych gestów, lecz konkretnych instrumentów gospodarczych i dyplomatycznych. Wskazał na możliwość wstrzymania przekazania kolejnych samolotów MiG, które stoją gotowe, oraz na mechanizmy europejskie — Ukraina żyje dziś z pieniędzy unijnych i to jest narzędzie, które ma polski rząd. Odrzucił natomiast pomysły zamknięcia przejść granicznych jako krótkowzroczne i szkodliwe dla polskiej gospodarki uzależnionej od ukraińskiej siły roboczej.
Zaapelował też o zjednoczenie ośrodka prezydenckiego i rządowego w sprawach fundamentalnych — przypomniał, że w przypadku rosyjskich dronów i rotacji wojsk amerykańskich obie strony potrafiły współpracować sprawnie. Ta sama logika powinna obowiązywać w polityce wobec Ukrainy.
Ukraina po wojnie będzie dla Polski zagrożeniem
Materka rozwinął swoją kontrowersyjną tezę, że Ukraina niezależnie od wyniku wojny będzie generować zagrożenia dla Polski. Wskazał kilka konkretnych wymiarów. Po pierwsze — żołnierze frontowi, straumatyzowani i zbrutalizowani wieloletnimi walkami, będą trafiać do Polski, gdzie często mieszkają ich rodziny, a ich podatność na manipulację przez rosyjskie służby jest bardzo wysoka. Po drugie — uzbrojenie przekazane Ukrainie przez Zachód będzie wracać do Polski przez kanały przemytnicze i grupy przestępcze. Po trzecie — ukraińskie służby specjalne działają na terenie Polski i przy pogarszających się relacjach będą działać coraz bardziej aktywnie. Po czwarte — miliony Ukraińców w Polsce, część z rodzinami pozostałymi na terenach potencjalnie zajętych przez Rosję, stanowią gotowy materiał do operacji wywiadowczych Kremla.
Ocenił, że zachowanie Zełenskiego uruchamia w Polsce środowiska prorosyjskie — ludzie szukający winnych swoich problemów zaczną odnosić wrażenie, że Ukraińcy nie są wdzięczni, a niektórzy wyciągną z tego błędny wniosek o słuszności narracji Putina. To jest dokładnie cel Rosji.
Polska nie ma strategii — i to widać
Materka wielokrotnie podkreślał, że Polska nie dysponuje strategią bezpieczeństwa narodowego, bo nie została ona podpisana przez prezydenta z powodu trwających uzgodnień z ośrodkiem rządowym. Ocenił, że Ukraina ma strategię, a Polska nie. Polska dyplomacja jest w permanentnym kryzysie — spór o ambasadorów między prezydentem a rządem, brak ciągłości, permanentna kampania wyborcza. To wszystko pokazuje Ukrainie i innym partnerom, że Polska jest słabym negocjatorem, który można rozgrywać.