Karolina Wójcicka rozmawiała z profesorem Pawłem Kowalem, przewodniczącym Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych i pełnomocnikiem rządu do spraw odbudowy Ukrainy, w wideo podcaście Bliski Świat w Dzienniku Gazecie Prawnej. Rozmowa dotyczyła konferencji URC w Gdańsku, nieobecności Zełenskiego, szans polskiego biznesu i perspektyw relacji polsko-ukraińskich.
Konferencja bez Zełenskiego — ale nie bez Ukrainy
Kowal odrzucił narrację, że nieobecność Zełenskiego czyni konferencję porażką. Wskazał, że Ukrainę reprezentuje delegacja najwyższego szczebla z premierką Julią Świrydenką na czele — co jego zdaniem podkreśla gospodarczy i pragmatyczny wymiar wydarzenia. Konferencja URC w Gdańsku jest według niego prawdopodobnie największą polityczno-gospodarczą konferencją w Europie w tym roku — kilkunastu prezydentów i premierów, kilkudziesięciu ministrów, szefowie głównych banków i organizacji międzynarodowych, około dwa razy więcej uczestników niż w Davos. Zainteresowanie biznesowe było tak duże, że organizatorzy mieli problem z nadmiarem chętnych do udziału, a zapytania napływały dosłownie do ostatniej chwili.
Ukraińcy rozważali inne miejsca — to normalne
Kowal odniósł się do cytatu z książki Zbyszka Parafianowicza, w którym jeden z ministrów rządu Tuska miał powiedzieć, że Ukraińcy ich nie chcą i rozważali przeniesienie konferencji do Austrii lub Paryża. Kowal nie zaprzeczył, że Ukraina rozważała różne lokalizacje — ale ocenił, że to normalne przy tak dużym wydarzeniu. Jednocześnie nie zgodził się z ogólną tezą Parafianowicza o złym klimacie relacji polsko-ukraińskich, oceniając, że dziennikarz ma zbyt czarną wizję. Faktem pozostaje, że ostateczny wybór padł na Gdańsk — co jest dużym sukcesem Polski, gdyż konferencja ma lepszą obsadę niż ubiegłoroczna edycja we Włoszech.
Spór historyczny — nie ma punktów stycznych, czas rozwiąże
Kowal jako historyk ocenił, że w kwestii oceny UPA między Polską a Ukrainą nie ma i nie będzie kompromisu — nie ma po prostu punktów stycznych. Ostatnie tygodnie pozwoliły wyraźnie zdefiniować tę różnicę i to jest jedyny zysk z kryzysu. Jego zdaniem jednym z wyjść jest po prostu niepodtrzymywanie sporu w nieskończoność — czas rozwiązuje takie konflikty, nawet jeśli nie ma między stronami zgody. Zaznaczył jednak, że w stu innych sprawach Polska i Ukraina mają wspólne interesy i strategicznie stoją po tej samej stronie. Jako mieszkaniec wschodniej Polski podkreślił, że ludzie na wschodzie i południowym wschodzie kraju każdego dnia odczuwają oddech Rosji i rozumieją, że walcząca Ukraina leży w polskim interesie narodowym.
Polska ma 3600 podmiotów gotowych do współpracy
Kowal odrzucił sceptycyzm co do udziału polskich firm w odbudowie Ukrainy. Wskazał, że Polska ma około 3600 podmiotów z doświadczeniem pracy po obu stronach granicy — nie wie, czy jakikolwiek inny kraj ma podobną skalę. Polskie firmy mają już teraz równe szanse z Francuzami i Niemcami — mogą korzystać z głównego instrumentu finansowego obsługiwanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Trwają dziesiątki projektów — konsorcja budowy dróg, projekty energetyczne, plany zakupowe PZU, sektor ubezpieczeń rozwijający się na Ukrainie dzięki polskim inwestycjom. W czasie wojny trudno inwestować w nieruchomości, ale chodzi o przygotowanie się na moment tuż po jej zakończeniu. Na konferencji ma zostać podpisanych około 200 umów i porozumień.
Sektor zbrojeniowy — WB i drony
W kwestii współpracy zbrojeniowej Kowal zaznaczył, że struktury przemysłu są różne — ukraiński sektor jest głównie prywatny, polski głównie publiczny w ramach PGZ. Wskazał jednak, że prywatna firma WB ma już dobrą pozycję na Ukrainie, a kilka polskich firm dronowych jest istotnymi graczami, dostarczając odpowiednich materiałów. Dodatkowe możliwości rozwoju technologii dronowych dają środki z Ukraine Facility na produkcję podwójnego zastosowania.