Sowiński w Wirtualnej Polsce: Ukraina podjęła szerszą grę. Chodzi o ograniczenie roli Polski w regionie

Paweł Pawłowski rozmawiał z profesorem Sławomirem Sowińskim, politologiem z UKSW, w programie Newsroom w Wirtualnej Polsce. Rozmowa dotyczyła kryzysu polsko-ukraińskiego, oceny decyzji Nawrockiego i perspektyw konferencji URC w Gdańsku.

Ukraina chce wywrócić stolik — nie chodzi tylko o wewnętrzną politykę Zełenskiego

Sowiński ocenił, że decyzja Zełenskiego o nazwie jednostki to nie tylko przykrywka dla wewnętrznych problemów prezydenta Ukrainy — choć i ten element był obecny. Jego zdaniem Ukraina podjęła szerszą grę, której celem jest pewna detronizacja pozycji Polski w Europie Środkowej i wywrócenie dotychczasowego układu relacji polsko-ukraińskich. Do tej pory Polska była w tych relacjach senior partnerem — mecenasem, adwokatem, tym który wprowadzał Ukrainę na europejskie salony i ogromnie jej pomógł w 2022 roku. Ukraina w czwartym roku wojny, przekonana o własnej sile militarnej i technologicznej, nie chce już nikomu nic zawdzięczać. Co więcej — Sowiński ocenił, że Ukraina chce zająć pozycję, którą dotychczas zajmowała Polska, i mieć bezpośredni kontakt z Berlinem, Paryżem i Londynem bez polskiego pośrednictwa.

Ukraińcy uderzyli w dwa stereotypy o Polsce

Sowiński wskazał, że prowokując Polskę w sprawie dla niej niezwykle bolesnej — rzeź wołyńskiej — Ukraina uderzyła w dwa zachodnie stereotypy o Polsce. Pierwszy — że Polska jest państwem sentymentalnym, romantycznym, kierującym się emocjami zamiast zimną rachubą polityczną. Drugi — że polska klasa polityczna jest skłócona i łatwa do pokłócenia. Ocenił, że obserwując ostatnie tygodnie trudno nie odnieść wrażenia, że oba te stereotypy zostały niestety potwierdzone.

Decyzja Nawrockiego — wątpliwości co do adekwatności

Sowiński przyznał, że prezydent Nawrocki dał Ukrainie czas do namysłu i tym samym pokazał pewien ton politycznej racjonalności. Jednak co do samej formy odpowiedzi ma wątpliwości — nie jest przekonany, że война orderowa pokazała skuteczność dyplomatyczną Polski. Zasugerował, że bardziej adekwatne mogły być inne formy reakcji — na przykład uchwała Sejmu, lub symetryczne nadanie nazwy ofiar wołyńskich ważnej instytucji czy elementowi infrastruktury. Wyraził też przekonanie, że nadanie Orderu Orła Białego Zełenskiemu było błędem — nie dlatego, że prezydent Ukrainy nie był wtedy bohaterem, ale dlatego, że jest politykiem innego państwa, który z definicji broni interesów sprzecznych z polskimi.

Polska nie powinna dać się uczynić czarnym charakterem

Sowiński ostrzegł, że Ukraina szuka nowego czarnego charakteru — wcześniej rolę tę pełnił Orbán, teraz próbuje się ją przypisać Nawrockiemu i Polsce. To służy Ukrainie do demonstrowania własnej europejskości na kontrastowym tle. Polska nie powinna dać się w tę manipulację wciągnąć — tym bardziej, że głosy o tym, że Polska powinna przejąć rolę hamulcowego ukraińskiej akcesji do UE, pojawiają się już na Ukrainie wprost.

Profesor zaznaczył, że nie jest wielkim entuzjastą dbania o wizerunek w oczach Zachodu za wszelką cenę — ale Polska zbudowała przez lata pozycję wiarygodnego, skutecznego i przewidywalnego państwa, które wcześniej niż inni rozumiało zagrożenie ze strony Rosji. Tego kapitału nie należy trwonić nerwowymi gestami.

Kuluarowa gra ważniejsza niż spektakl

Sowiński ocenił, że tego typu konflikty i rywalizacje nie rozwiązuje się na konferencjach ani efektownymi gestami publicznymi, lecz w kuluarach — gdzie eksperci i politycy uzgadniają rozwiązania, które potem są ogłaszane. Przed konferencją w Gdańsku żadnego porozumienia polsko-ukraińskiego osiągnąć się nie da — rozdźwięk jest zbyt wielki. Zaapelował o wyciszenie frontu wewnętrznego, bo każde wykorzystywanie sprawy w polityce krajowej — zarówno atakowanie prezydenta przez opozycję, jak i głosy z otoczenia kancelarii o rzekomym upokorzeniu premiera — odbiera sprawie powagę i działa na korzyść przeciwników Polski.

Co naprawdę liczy się w Gdańsku

Sowiński wskazał, że kluczowe dla konferencji w Gdańsku nie jest to, czy przyjedzie Zełenski — lecz czy przyjadą szefowa Komisji Europejskiej, kanclerz Niemiec i inni ważni europejscy oficjele. Jeśli tak — będzie to sygnał, że Europa nadal widzi w Polsce ważnego i wiarygodnego partnera i że Polska jest przy stole. Gdyby oni nie przyjechali, byłoby to bardzo niepokojące.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *