Adrianna Kalisz opublikowała na kanale PRZEkanał komentarz publicystyczny poświęcony kryzysowi polsko-ukraińskiemu i podziałom w Polsce po odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. W materiale wzięli udział również komentatorzy — w tym były prezydent Aleksander Kwaśniewski — których wypowiedzi autorka wplotła w swój wywód.
Ukraińcy zjednoczeni, Polacy podzieleni
Kalisz zwróciła uwagę na fundamentalną asymetrię sytuacji. Gdy Nawrocki ogłosił odebranie orderu, Ukraińcy — w tym politycy będący dotychczas w opozycji wobec Zełenskiego — natychmiast zjednoczyli się wokół swojego prezydenta. Ukraińscy dyplomaci masowo zwracali polskie odznaczenia, w ukraińskiej sieci zawrzało od wpisów pełnych pogardy wobec Polski i Polaków — że jesteśmy nikim, że Rosja powinna nas wyrżnąć, że srają na nas i na nasze ordery. Tymczasem pod tymi samymi wpisami kłócili się wyłącznie Polacy między sobą. Część z nich jawnie stawała po stronie Zełenskiego przeciwko własnemu prezydentowi — łącznie z byłym posłem, który zwrócił własne polskie odznaczenie w geście solidarności z ukraińskim prezydentem.
Kalisz oceniła to jako hańbę i wyraz choroby, która trawi polskie społeczeństwo od lat. Polska klasa polityczna z aptekarską precyzją karmi wewnętrzny podział — i teraz konflikt polsko-polska wyszedł poza lokalne podwórko i stał się sygnałem dla całego świata: hej, my się tu pozabijamy sami, nie potrzebujemy wroga z zewnątrz.
UPA i zbrodnia wołyńska — nie ma tłumaczenia
Kalisz podkreśliła, że nadanie jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA to jawne czczenie kolaborantów nazistowskich — jedyna taka sytuacja w całej Europie. Gdyby jakiekolwiek inne państwo zrobiło coś podobnego, byłaby afera na cały świat. Tymczasem część polskiej klasy politycznej i mediów znalazła dla Ukrainy największą dozę zrozumienia — nie mając zrozumienia dla Polaków, dla których jest to jawne naplucie w twarz.
Zaznaczyła, że nie chodzi o to, żeby na każdym kroku przywoływać Wołyń i tworzyć linię napięcia — młode pokolenia Ukraińców często nie wiedzą nic o tych zbrodniach, bo każde państwo uczy historii po swojemu. Ale właśnie dlatego obowiązkiem Polski jest pamięć historyczna i szacunek do własnego kraju. Ukraina ma prawo czcić kogo chce — ale Polska ma prawo, a wręcz obowiązek, wyciągać z tego konsekwencje. Nawet jeśli są symboliczne.
Polska pomogła Ukrainie — i nie dostała nic w zamian
Kalisz przypomniała, że to Polska jako pierwsza i przez długi czas jedyna mobilizowała Zachód do pomocy Ukrainie. Gdy Niemcy rozważały wysyłkę starych hełmów i czekały na negocjacje z Putinem, Polska przekazywała czołgi, samoloty i amunicję — siedem dni w tygodniu, całą dobę, przez lotnisko w Rzeszowie. Gdyby nie polskie decyzje w pierwszych dniach wojny, Ukrainy mogłoby już nie być.
Tymczasem ukraińskie sondaże pokazują, że Ukraińcy za największych sojuszników uważają Niemcy, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Niemcy zawarły już z Ukrainą sojusz o zacieśnionej współpracy — pieniądze w zamian za patenty na najnowocześniejsze drony. Polska pompuje miliardy, w tym ze środków funduszu SAFE, który miał służyć polskiemu zbrojeniu — i nie dostaje nic.
Technologia dronowa, którą Ukraina miała przekazać w zamian za MiG-i, nadal nie trafiła do Polski. Kalisz przytoczyła słowa wiceministra Tomczyka, który przyznał wprost w Radiu ZET, że MiG-i nie zostaną przekazane, dopóki Ukraina nie wywiąże się z tej obietnicy. Marszałek Sejmu w wywiadzie tłumaczył, że po prostu czekamy. Autorka skomentowała to krótko: czekajcie dalej — już te drony mieliśmy dostać za MiG-i, teraz za SAFE, ciekawe ile razy jeszcze będą wciskać tę samą bajeczkę.
Zełenski grał powyżej swojej wagi — kosztem Polski
Kalisz wplotła w swój komentarz głos eksperta, który ocenił, że ukraiński nacjonalizm integralny w wersji light przeżywający dziś renesans na Ukrainie zakłada realizację celów jednego państwa bez oglądania się na interesy innych. Zełenski rozmawiał ponad głowami Polski z Brukselą, próbował grać w Waszyngtonie, traktując Polskę jako klienta Stanów Zjednoczonych, próbował nawet wymusić na Polsce przekazanie Ukrainie broni koreańskiej. W żadnych rozmowach — o handlu, zbożu, kontraktach odbudowy — nie uwzględniał polskich interesów. To wszystko wynika z pewnej podbudowy ideologicznej — mitu założycielskiego budowanego w oparciu o nacjonalizm integralny, który zakłada, że żadne interesy innych państw się nie liczą, jedziemy po całości.
Kalisz przytoczyła też ujawnioną informację, że w kancelarii premiera wiedziano od jakiegoś czasu, iż Niemcy będą robić wszystko, żeby poróżnić Polskę z Ukrainą. Ta wiedza nie została w żaden sposób wykorzystana — rząd robi dokładnie to, na czym zależy kanclerzowi Merzowi.
Była też sprawa korupcji i ucieczki przez Polskę
Kalisz wspomniała, że jedyne, czym Polska się wykazała wobec najbliższego otoczenia Zełenskiego, to ułatwienie bezpiecznej ucieczki jego prawej ręki oskarżonej o korupcję — przez Polskę do Izraela, przed zatrzymaniem. Straż Graniczna nie skomentowała. Autorka ironicznie zapytała, czy polscy możni wręcz zlecili bezpieczny przejazd.
Order rozdawany jak ulotki
Kalisz nie szczędziła też krytyki pod adresem poprzedniej władzy. Andrzej Duda rozdał 108 Orderów Orła Białego w czasie własnych kadencji — w tym prezydentowi Cypru, którego nazwiska autorka nie jest w stanie przywołać. Order, który powinien być najwyższym symbolem państwowym, był rozdawany według niepisanej zasady wzajemności — Duda dostał odznaczenie od Ukrainy, więc dał Zełenskiemu polskie. Nawrocki jako pierwszy zareagował na tę dewaluację i jako pierwszy zażądał choćby minimum szacunku — i dostał falę krytyki od własnych rodaków, a część z nich wyzywała go od nazioli.
Zełenski próbował wciągnąć Polskę do wojny
Kalisz wplotła w materiał fragment wywiadu z byłym prezydentem Kwaśniewskim, który skomentował sprawę incydentu w Przewodowie. Przyznał, że Zełenski wywierał wtedy na Polskę presję, żeby natychmiast ogłosiła, że rakieta była rosyjska. Kwaśniewski potwierdził, że odebrał to jako próbę wciągnięcia Polski do wojny — i że takie próby trwają od pierwszego dnia konfliktu, bo marzeniem Ukrainy byłoby, żeby całe NATO stanęło razem z nią i walczyło ramię w ramię. Polska nie mogła się na to zgodzić.
Hipokryzja po obu stronach
Kalisz nie oszczędziła żadnej ze stron polskiej sceny politycznej. Poprzedni obóz rządzący klęczał przed Zełenskim tak samo jak dzisiaj koalicja — i dopiero gdy znalazł się w opozycji, a prezydent z jego środowiska zaczął się stawiać, nagle też zaczął się stawiać. Obecna koalicja w chwili gdy prezydent ogłaszał odebranie orderu, wysyłała premiera na spotkanie z Zełenskim, przyznawała kolejne 2 miliardy pomocy i rozmawiała o szybszym wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej. A w ważnych rozmowach głów państw premier jedzie w drugim wagonie.
Patriotyzm to nie wrogość wobec innych narodów
Kalisz zaznaczyła wyraźnie, że nie ma pretensji do Ukraińców o to, że stoją za swoim prezydentem — wręcz im tej postawy zazdrości. Nie uważa też, że Polacy powinni obrażać Ukraińców jako naród. Jej zdaniem można jednocześnie solidaryzować się z Ukraińcami jako ludźmi — tymi, którzy uciekli w 2022 roku, którym siłą zabrali bliskich na front — i jednocześnie stać murem za własnym krajem, gdy jego symbolami się gardzi. Nie widzi w tym żadnej sprzeczności. To daje jasny sygnał: pomagamy bo jesteśmy dobrzy, ale szanujemy się bo mamy honor.
Przytoczyła słowa swojej ukraińskiej znajomej, która mieszka w Polsce od lat: rozumiem, że część Polaków nie lubi Ukraińców, i nawet się czasem nie dziwię. Ale to, jak wy siebie nienawidzicie nawzajem — no to jest dziwne. Kalisz podsumowała: tak, to jest dziwne, to jest chore i to jest niesamowicie niebezpieczne. Podzielonym narodem nie tylko łatwo się manipuluje — podzielony naród jest też łatwym celem dla każdego z zewnątrz.