Adam Michnik — redaktor naczelny Gazety Wyborczej — skomentował kryzys w relacjach polsko-ukraińskich w rozmowie z Bartoszem T. Wielińskim w podcaście 8:10 Gazety Wyborczej. Michnik ocenił decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Zełenskiemu jako niedopuszczalną i szkodliwą dla polskich interesów, a wyjście z kryzysu widzi w deeskalacji i dialogu.
Nadanie nazwy jednostce — gest wewnątrzpolityczny, nie atak na Polskę
Michnik ocenił, że nie sądzi, by decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA była skierowana przeciwko Polsce i polskiej pamięci. Przyznał jednak, że w otoczeniu prezydenta Ukrainy powinni być ludzie zdolni przewidzieć, że część Polaków poczuje się tym dotknięta. Jego zdaniem Zełenski zdecydował się na ten gest z pobudek wewnątrzpolitycznych — musiał wykonać ukłon w kierunku nacjonalistycznej części ukraińskiego elektoratu.
Reakcja Nawrockiego — niedopuszczalna i szkodliwa dla Polski
Michnik ocenił odebranie orderu jako splunięcie w twarz prezydentowi Ukrainy, która prowadzi wojnę z putinowską Rosją. Nazwał ten gest okropnym, błędnym, fałszywym i niedopuszczalnym. Stwierdził, że jeśli intencją Nawrockiego było zaszkodzenie Polsce i polskim sprawom, to mu się udało — bo Zełenski poczuł się osobiście poniżony i nie przyjedzie na konferencję odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Dodał, że polski honor nie potrzebuje tego typu błazeńskich i teatralnych gestów.
Michnik ocenił też, że gest Nawrockiego wpisuje się w strategię Miedwiediewa i putinowskiej polityki divide et impera — trwałego skłócenia Polaków z Ukraińcami, co leży w interesie imperialnej polityki Rosji.
Zełenski zasłużył na order — ale to pytanie do Dudy
Na pytanie, za co Zełenski dostał Order Orła Białego, Michnik odpowiedział, że to pytanie do prezydenta Dudy. Sam ocenił, że Zełenski zasłużył na ten order za postawę w kluczowym momencie — gdy zaproponowano mu ewakuację z Kijowa, miał powiedzieć, że potrzebuje broni, a nie podwózki. Ta postawa — zdaniem Michnika — była zgodna z najlepszym polskim etosem rycerskim.
Różne perspektywy historyczne — nie może to determinować przyszłości
Michnik wezwał do spojrzenia na relacje polsko-ukraińskie z obu perspektyw. Wskazał, że polskie i ukraińskie postrzeganie UPA oraz wydarzeń na Wołyniu jest zasadniczo różne — i że trzeba to zaakceptować jako punkt wyjścia do rozmowy. Przeszłość nie może stać się łańcuchem przykuwającym do siebie obu narodów. Jako przykład podał stosunki polsko-litewskie — przez dekady wydawały się nierozwiązywalne ze względu na Wilno, a dziś granica między Polską a Litwą praktycznie nie istnieje.
Michnik zaznaczył, że społeczeństwa mają prawo do własnej oceny historii i swoich bohaterów — tak jak Polska ma Rondo Romana Dmowskiego, tak Ukraina ma ulice nazwane imionami postaci, które w Polsce oceniane są jednoznacznie negatywnie. Dodał, że gdy sam widział we Lwowie, Drohobyczu i Iwano-Frankiwsku ulice imienia banderowców, nie podobało mu się to — ale nie uważa, żeby Polska miała prawo narzucać Ukrainie ocenę jej własnej historii.
Wyjście z kryzysu — deeskalacja i prawda
Michnik ocenił, że z kryzysu trzeba wyjść, bo nie ma innego wyjścia. Pierwszym krokiem powinna być deeskalacja. Drugim — wyraźne powiedzenie, że głos Nawrockiego jest głosem nacjonalistycznej części Polski, a jest też druga Polska — demokratyczna, która jest przeciwna takim gestom. Przestrzegł przed narastającą antyukraińską falą w mediach społecznościowych, którą ocenił jako głupią, szkodliwą i w dużej mierze inspirowaną przez rosyjskie służby specjalne.
Na pytanie, czy jest optymistą, Michnik odpowiedział twierdząco — wierzy, że zdrowy rozsądek wygra, tak jak zwyciężył na Węgrzech i w Armenii, gdzie siły demokratyczne pokonały tendencje autorytarne.