Marcin Strzyżewski w materiale na swoim kanale zmierzył się z popularną narracją, że Unia Europejska jedną ręką wspiera Ukrainę, a drugą napycha rosyjskie kieszenie, kupując ropę i gaz. Przyznał, że polityka wielu państw Unii wobec Rosji była krótkowzroczna i naiwna. Na podstawie danych fińskiego ośrodka CREA, firmy Kpler i rosyjskich źródeł pokazał jednak, że udział Unii w rosyjskim eksporcie surowców jest mniejszy, niż się powszechnie sądzi. Wskazał też, że kluczowy rosyjski projekt skroplonego gazu Jamał LNG przez lata dzielił zyski z francuskim i chińskim kapitałem i korzystał z ogromnych ulg podatkowych, co ograniczało wpływy do rosyjskiego budżetu.
Naiwność Europy, która umożliwiła wojnę
Strzyżewski zauważył, że narracja o Unii finansującej Rosję rodzi teorie, jakoby Brukseli zależało na jak najdłuższej wojnie, ale pomija kilka istotnych szczegółów. Zanim do nich przeszedł, przyznał, że polityka poszczególnych państw Unii była bardzo krótkowzroczna. Zarówno przed aneksją Krymu w 2014 roku, jak i po niej wielu europejskich polityków robiło z Rosją lukratywne interesy. Kupowali surowce i rozwijali wspólne projekty, dzięki którym Rosja zarabiała, odkładała pieniądze, kupowała uzbrojenie i budowała moce przemysłowe do jego produkcji. Jego zdaniem rozpoczęta przez Rosję wojna była w dużej mierze możliwa dlatego, że niektórzy Europejczycy okazali się naiwni.
Ropa: Unia daleko za Chinami i Indiami
Autor oparł się na raporcie fińskiego ośrodka Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA), który nazwał rzetelną instytucją, z danymi z 10 września. Unii nie ma wśród odbiorców rosyjskiego węgla. W przypadku ropy naftowej jest na czwartym miejscu, ale z dużą stratą do liderów: Chiny kupują 50 procent rosyjskiej ropy, Indie 37 procent, a Turcja i Unia Europejska po około 5 procent, przy czym udział Unii jest według wykresu nieco mniejszy. Strzyżewski ocenił, że nie jest to krytyczne, choć nie pomaga, bo lepiej byłoby, gdyby unijne pieniądze w ogóle nie trafiały do rosyjskiej kasy. Wśród odbiorców gotowych produktów naftowych, takich jak benzyna i olej napędowy, są Turcja, Chiny, Brazylia, Singapur, Arabia Saudyjska i Indie, a państw europejskich na liście nie ma. Autor założył jednak, że Europa może pośrednio kupować na przykład olej napędowy wyprodukowany w Indiach czy Turcji z rosyjskiej ropy.
Gazociągi: Węgry i Słowacja
W przypadku gazu przesyłanego rurociągami Unia jest na pierwszym miejscu, ale chodzi przede wszystkim o Węgry i Słowację. Według CREA w sierpniu to Węgry były największym unijnym odbiorcą rosyjskich paliw kopalnych, importując gaz za 386 milionów euro (ok. 1,7 mld zł). Surowiec płynie gazociągiem z Rosji przez Turcję i dalej przez Serbię na Węgry i Słowację. Strzyżewski ocenił, że Węgry nie poradziły sobie jeszcze ze spuścizną Viktora Orbána, którego zaliczył do klasy naiwnych polityków. Dodał, że ta naiwność miała wysoką cenę, którą Rosja według niego wypłacała bezpośrednio do kieszeni Orbána i jego sojuszników. Przypuszcza, że podobnie było w przypadku wielu innych polityków, w tym niemieckich przy projektach Nord Stream, gdzie partykularny, osobisty interes mógł zostać zrealizowany na miliony euro. Zastrzegł jednak, że nie ma na to dowodów, więc nie poda nazwisk. Dodał, że nie jest tu po to, by narzekać na europejską klasę polityczną, bo to nie wymaga komentarza i każdy może ponarzekać we własnym zakresie.
Skroplony gaz i zarzut hipokryzji
Największy problem pojawia się według autora w przypadku skroplonego gazu LNG. Węgierski gazociąg to znany problem, a Węgry przechodzą polityczną transformację i zaakceptowały unijne zakazy, które wkrótce wejdą w życie. Często pojawia się jednak argument, że gaz kupuje także Europa Zachodnia, na przykład Francja, która dużo mówi o powstrzymywaniu Putina, co ma być dowodem potężnej hipokryzji. Strzyżewski przyznał, że wciąż chodzi o finansowanie rosyjskiego budżetu i naiwność, ale mniejszą, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Powołał się na „The Moscow Times”, który za „Financial Times” i danymi firmy analitycznej Kpler podał, że na czele odbiorców rosyjskiego LNG jest Francja z 3,6 mln ton, przed Belgią z 2,9 mln i Hiszpanią z 2,7 mln ton. Wszystkie te dostawy pochodziły z zakładu Jamał LNG, odpowiadającego za ponad 60 procent rosyjskiego eksportu skroplonego gazu. Autor podkreślił, że to ważna informacja, bo do Francji nie docierają gazociągi, więc wiadomo, skąd pochodzi gaz trafiający do Europy Zachodniej.
Embargo z datą ważności
Strzyżewski przypomniał, że pełny zakaz importu rosyjskiego LNG zacznie obowiązywać na początku 2027 roku, a gazu przesyłanego gazociągami od jesieni 2027 roku. Unia daje państwom czas na przygotowanie się do nowych warunków, ale zdaniem autora jest go zbyt wiele i trzeba było działać szybciej. Przyznał, że to trudna sytuacja, w której prawie 30 państw musi się porozumieć, a wśród nich są politycy tacy jak Viktor Orbán czy Robert Fico, którzy zwykle w takich decyzjach nie pomagają. Podkreślił jednak, że obecna sytuacja ma termin ważności i w którymś momencie się skończy.
Jamał LNG: projekt rosyjsko-chińsko-francuski
Autor zwrócił uwagę na strukturę właścicielską Jamał LNG, niemal monopolistycznego dostawcy skroplonego gazu na rynki europejskie. Według rosyjskiej państwowej agencji TASS z 26 kwietnia 2024 roku 20 procent udziałów należało do francuskiej firmy TotalEnergies, 50 procent do rosyjskiego Nowateku, 20 procent do chińskiego koncernu CNPC, a 10 procent do Funduszu Jedwabnego Szlaku. Był to więc projekt rosyjsko-chiński-francuski, a gdy gaz płynął do Francji, Hiszpanii i innych państw europejskich, po drodze powstawał także francuski zysk. Strzyżewski zaznaczył, że i ta sytuacja ma termin ważności. Według informacji z 27 sierpnia 2026 roku TotalEnergies zakończyła przekazanie swojego 10-procentowego udziału w projekcie Arctic LNG 2, należącym do grupy Nowatek, i wycofała się z niego. Autor ocenił, że Francuzi zgodnie z embargiem wycofują się z rosyjskich inwestycji, znowu za późno, ale ważne, że to się dzieje.
Ulgi podatkowe, które ograniczały wpływy Kremla
Za najważniejszą uznał informację z rosyjskiego portalu RBK z 2017 roku, z czasu uruchamiania Jamał LNG. Portal pisał, że zakład powstał dzięki hojnemu dofinansowaniu ze strony rosyjskich podatników. Złoże Jużno-Tambiejskie, będące bazą surowcową projektu, zwolniono z podatku od wydobycia kopalin na pierwsze 12 lat produkcji, pod warunkiem że wydobycie w tym okresie nie przekroczy 250 miliardów metrów sześciennych. Strzyżewski dodał, że w ostatnich tygodniach pojawił się pomysł przedłużenia tej ulgi, która wciąż obowiązuje. Na tych samych warunkach przyznano zwolnienie z podatku od nieruchomości i obniżono stawkę podatku od zysku do 13,5 zamiast 18 procent. Do zakończenia budowy udziałowców zwolniono z VAT od importowanego sprzętu niedostępnego w Rosji, a po jej ukończeniu mogli korzystać z zerowego cła eksportowego na LNG. Autor podkreślił, że projekt był więc zwolniony z dwóch najważniejszych danin w rosyjskim sektorze surowcowym: podatku od wydobycia kopalin i cła eksportowego. Zastrzegł, że nie można twierdzić, iż projekt nie generuje żadnych podatków, bo płaci obniżony podatek od zysku, a jego pracownicy płacą podatki od pensji. Wpływy do budżetu były jednak wyraźnie mniejsze, niż mogłyby być, a zyski z handlu z Europą dzielono między Rosjan, Francuzów i Chińczyków, co sprawia, że sytuacja nie jest jednoznaczna.
Trochę tak, ale nie w takim stopniu
Strzyżewski podkreślił, że nie neguje faktu, iż zakupy rosyjskich surowców finansują wojnę, i bardzo żałuje, że Europa odcina się od nich tak powoli, bo należało to robić znacznie szybciej. Przestrzegł jednak przed memami i demotywatorami, które przedstawiają miliardy wysłane przez Unię do Rosji w sposób powierzchowny. Jego zdaniem sprawa nie jest tak prosta, a hasło, że Unia wspiera Ukrainę, a finansuje Rosję, jest prawdziwe tylko częściowo. Odnotował też niuanse, takie jak wzrost zakupów rosyjskiego LNG w momencie, gdy pojawiły się problemy z dostawami gazu z Kataru.
Transformacja energetyczna jako lekcja
Na koniec autor uznał kurs na transformację energetyczną za dobry kierunek, bo uniezależnia Unię od tego rodzaju dostaw. Przyznał, że część elementów paneli fotowoltaicznych czy turbin wiatrowych Europa sprowadza spoza Unii. Zauważył jednak, że zakup urządzenia, które generuje energię latami, oznacza mniejsze uzależnienie niż zakup gazu, który natychmiast spala się w elektrowni. Podkreślił, że Europa importuje ogromną część surowców energetycznych, więc w czasie wojennych zawirowań ma duży problem. Wyraził nadzieję, że sytuacja z Rosją będzie dla Unii lekcją, by takie sprawy rozwiązywać skuteczniej.
Materiał „Jak Europa finansuje Rosję, kupując od nich ropę i gaz” dostępny na kanale Marcin Strzyżewski na YouTube, liczącym 173 tys. subskrybentów. Opublikowany 3 października 2026.