Jerzy Karwelis w autorskim komentarzu dla „Tygodnika DoRzeczy” przeanalizował ostrzeżenie Wołodymyra Zełenskiego skierowane do cywilnych samolotów przed lotami nad Rosją, stawiając tezę, że stanowi ono w istocie zawoalowaną groźbę wobec ludności cywilnej, wpisującą się w szerszą strategię wojny na wyniszczenie. Punktem wyjścia rozważań uczynił pytanie, czy Ukraina — a w konsekwencji także Polska — mogą zostać wciągnięte w bezpośrednią eskalację konfliktu z Rosją.
Groźba czy troska: interpretacja ostrzeżenia Zełenskiego
Karwelis przypomniał, że prezydent Ukrainy ostrzegł niedawno przed ryzykiem dla cywilnych lotów nad terytorium Rosji, tłumacząc to gęstniejącym ruchem ukraińskich dronów i rakiet w rosyjskiej przestrzeni powietrznej. Ocenił, że wypowiedź tę można odczytywać na kilka sposobów — jako rzeczową ostrogę, jako wyraz troski Zełenskiego o rosyjskich pasażerów (troski, którą autor uznał za mało wiarygodną), a przede wszystkim, jego zdaniem najbliższą prawdy, jako pośrednią groźbę wymierzoną w ludność cywilną. Zaznaczył, że obecna faza wojny w coraz większym stopniu obiera za cel morale cywilów po obu stronach frontu, a wysiłek wojenny, by mógł się powieść, musi angażować całe społeczeństwo — kluczowym zasobem w wojnie na wyniszczenie staje się więc cierpliwość obywateli, nie tylko sprzęt wojskowy.
Analogie do Iranu i Wielkiej Brytanii z czasów II wojny światowej
Autor przywołał niedawną operację wojskową Stanów Zjednoczonych wobec Iranu, której celem — jego zdaniem — miało być doprowadzenie do zapaści infrastruktury państwowej i wywołanie ludowego buntu przeciwko władzom. Porównał tę strategię do niemieckich nalotów na Wielką Brytanię w czasie II wojny światowej, prowadzonych z podobnym założeniem osłabienia morale przeciwnika. Ocenił, że w obu przypadkach efekt okazał się odwrotny do zamierzonego — doszło do konsolidacji narodowej wokół władz, a nie buntu przeciwko nim.
Odnosząc tę analogię do sytuacji Rosji, Karwelis ocenił, że oczekiwanie Zachodu na masowe protesty na rosyjskich ulicach świadczy o naiwności lub braku wiedzy o realiach rosyjskiego społeczeństwa — Władimir Putin utrzymuje, jego zdaniem, wysokie poparcie sondażowe między innymi dzięki unikaniu powszechnej mobilizacji i korzystaniu z najemników oraz wsparcia wojsk z Korei Północnej, co dla wielu Rosjan sprowadza wojnę do odległego, telewizyjnego przekazu. Zastrzegł, że gdyby doszło do wewnętrznego przewrotu na Kremlu, władzę przejęłoby raczej grono jastrzębi dążących do eskalacji, w tym rozważających użycie broni jądrowej, niż siły skłonne do deeskalacji — co, jego zdaniem, nie leży w interesie ani Zachodu, ani Ukrainy.
Czy eskalacja leży w interesie obu stron
Karwelis postawił tezę, że ani Zachód, ani sam Zełenski mogą nie być faktycznie zainteresowani zakończeniem wojny, lecz raczej jej przedłużaniem, licząc na to, że to Rosja pierwsza wyczerpie swoje zasoby materialne i społeczne. Ocenił jednak taką strategię jako ryzykowną, ponieważ eskalacja mogłaby sprowokować Rosję do działań desperackich, a jednocześnie trudno jest utrzymać spójną narrację, że Ukraina jednocześnie zwycięża i pozostaje bezbronną ofiarą, skoro sama prowadzi dalekosiężne ataki odwetowe przy użyciu zachodniego uzbrojenia. Zasugerował, że gdyby Rosja zdecydowała się na użycie broni jądrowej lub sprawdzenie gotowości NATO na Bałkanach, wywołałoby to natychmiastowe, głośne oburzenie międzynarodowe — co, jego zdaniem, może być scenariuszem korzystnym zarówno dla Zachodu, jak i dla Zełenskiego.
Karwelis odniósł te same mechanizmy do sytuacji ukraińskiego społeczeństwa, wskazując, że ukraińskie zaangażowanie na froncie jest bezpośrednie i coraz częściej wymuszane poprzez przymusowy pobór, podczas gdy zachodnie wsparcie sprzętowe nie jest w stanie zastąpić brakującej siły żywej. Zauważył przy tym, że deklarowane przez Rosję roczne wskaźniki poboru (300–400 tysięcy żołnierzy) stanowią, jego zdaniem, złą wiadomość nie tylko dla frontu ukraińskiego, i postawił pytanie, czy również Putin nie liczy na scenariusz analogiczny do irańskiego — czyli na to, że wyczerpane społeczeństwo ukraińskie zwróci się przeciwko własnemu prezydentowi.
Trzy scenariusze zmiany władzy w Kijowie
Karwelis rozważył trzy hipotetyczne scenariusze ewentualnej zmiany władzy na Ukrainie. Pierwszy zakładałby, że do buntu społecznego w ogóle nie dojdzie, ponieważ motywacja obrony własnego kraju przed napastnikiem pozostaje silniejsza niż zmęczenie wojną, a rozliczenia wewnętrzne zostaną odłożone na czas po zakończeniu konfliktu — podobnie jak, jego zdaniem, miało to miejsce w powojennej Polsce. Drugi scenariusz zakładałby zorganizowaną zmianę władzy, inspirowaną z zewnątrz — Karwelis przywołał w tym kontekście wcześniejsze doniesienia dotyczące roli byłej urzędniczki amerykańskiego Departamentu Stanu Victorii Nuland w kształtowaniu wydarzeń politycznych na Ukrainie, sugerując, że tego typu wpływ mógłby zostać powtórzony, niekoniecznie inicjowany bezpośrednio przez Waszyngton czy Brukselę, lecz na przykład w wyniku wewnętrznej rywalizacji frakcji oligarchicznych.
Trzeci, najbardziej rozbudowany scenariusz Karwelis określił jako historyczno-analogiczny: powrót z frontu zmęczonych, sfrustrowanych i uzbrojonych żołnierzy po ewentualnym zawieszeniu broni. Postawił pytanie, w jakim kierunku mogłaby się skierować ich frustracja — czy przeciwko Rosji, czy przeciwko własnym władzom, które zaniechały wcześniejszych negocjacji pokojowych (przywołał w tym kontekście rozmowy w Stambule z pierwszych miesięcy wojny), czy przeciwko korupcyjnym praktykom oligarchów żerujących na pomocy humanitarnej i militarnej. Zasugerował również ryzyko poszukiwania „zastępczego winowajcy” w postaci Polski, wskazując na napięcia narosłe od sprawy odznaczenia Orderem Orła Białego, oraz wyraził wątpliwość, czy ideologia banderowska rzeczywiście stanowi trwały fundament tożsamości walczących żołnierzy, czy dotyczy jedynie wąskich, radykalnych środowisk.
Interes Zełenskiego w umiędzynarodowieniu wojny
Karwelis postawił tezę, że Zełenskiemu zależy na eskalacji zmuszającej Zachód do bezpośredniego, kinetycznego zaangażowania w wojnę — wskazał, że obecne formy zachodniego wsparcia (udostępnianie przestrzeni powietrznej, zaopatrzenie, szkolenia, wywiad, wsparcie w namierzaniu celów) już dziś dają Rosji formalne podstawy do uznania Zachodu za stronę konfliktu w świetle prawa międzynarodowego, a fakt, że Moskwa tego nie robi, świadczy — jego zdaniem — o braku woli rozszerzenia wojny po stronie rosyjskiej. Dodał przy tym ostry zarzut pod adresem własnych, zachodnich przywódców: ocenił, że wykorzystują oni „straszaka wojennego” w sposób analogiczny do wcześniejszego „straszaka covidowego” — jako narzędzie do powiększania władzy nad obywatelami i realizacji, jak to określił, w pełni centralistycznego, a nie federalnego scenariusza dla Brukseli. Zasugerował ponadto, że pełne włączenie się Zachodu w wojnę leżałoby w osobistym interesie Zełenskiego, ponieważ odwróciłoby uwagę od wcześniejszych afer korupcyjnych w jego otoczeniu.
Analogia do Polski z 1939 roku
Karwelis zestawił obecną sytuację Ukrainy z położeniem Polski we wrześniu 1939 roku, zaznaczając kluczową różnicę: Polska, w przeciwieństwie do dzisiejszej Ukrainy, dysponowała formalnymi traktatami bezpieczeństwa z Francją i Wielką Brytanią, na które jednak — jego zdaniem — błędnie polegała, podczas gdy realne wsparcie sojusznicze ograniczyło się do symbolicznego wypowiedzenia wojny bez rzeczywistych działań (tzw. dziwna wojna). Przypomniał również gorzkie doświadczenia powojenne, w tym nieobecność polskich żołnierzy na defiladzie zwycięstwa oraz zajęcie polskich rezerw złota zgromadzonych w Wielkiej Brytanii. Skontrastował to z sytuacją Ukrainy, która nie dysponuje żadnymi formalnymi gwarancjami bezpieczeństwa i w związku z tym, jego zdaniem, musi polegać wyłącznie na własnych działaniach — co, jak ocenił, czyni dążenie Zełenskiego do eskalacji i rozszerzenia wojny racjonalnym z punktu widzenia interesu ukraińskich władz, nawet jeśli nie leży to w interesie Polski.
Karwelis zakończył komentarz oceną, że interes Polski jest w tym względzie dokładnie odwrotny do interesu ukraińskiego — Polska powinna dążyć do nieuwikływania się w bezpośrednią eskalację konfliktu — oraz wyraził przekonanie, że gdyby doszło do rozszerzenia wojny, miałoby to formę uzupełnienia siły żywej kosztem narodów słowiańskich, wykorzystywanych, jego zdaniem, niejednokrotnie w historii w konfliktach z Rosją. Zaznaczył przy tym, że wśród polskich polityków nie brakuje osób ochoczych do angażowania się w ten konflikt oraz ich, jak to ujął, „przerażająco głupich” zwolenników — ludzi, którzy według niego sami przyczyniali się do prowokowania Rosji poprzez własną słabość i służalczą postawę klienta wobec zagranicznego patrona. Zasugerował złośliwie, że ci sami politycy, jeśli dożyją, jeszcze znajdą się w pierwszych szeregach publicznej narracji twierdzącej, że nikt nie ostrzegał przed wojną. Zaznaczył na koniec, że Polska powinna zarówno współczuć Ukrainie, jak i przestrzegać ją przed scenariuszem, który sama — jego zdaniem — wielokrotnie przeżywała w swojej historii.
Materiał „Czy Zełenski nas wciągnie w wojnę?” opublikowany został na kanale „Tygodnik DoRzeczy” na YouTube, liczącym 132 tys. subskrybentów, 12 września 2026.