Jacek Międlar w 20. odcinku swojego „Komentarza Międlara” odniósł się do sprawy zniszczenia pomnika upamiętniającego członków Ukraińskiej Powstańczej Armii. Przekonywał, że największym problemem nie jest samo użycie młotka czy sprayu, lecz fakt, że tego rodzaju monumenty w ogóle znajdują się na terenie Polski. W swoim komentarzu mówił także o interpelacji posła Andrzeja Zapałowskiego, reakcji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, własnych doświadczeniach związanych z groźbami, relacjach świadków z Zamojszczyzny, Chełmszczyzny i Podkarpacia, a także o działalności edukacyjnej i dokumentalnej.
Międlar: pytanie brzmi, dlaczego pomnik UPA stoi w Polsce
Międlar rozpoczął materiał od stwierdzenia, że w czasach powszechnego fałszu mówienie prawdy jest czynem rewolucyjnym. Następnie przeszedł do pomnika, który określił jako monument upamiętniający członków UPA. Przypomniał swoje stanowisko dotyczące tej organizacji i jej upamiętniania, wskazując, że jego zdaniem honorowanie UPA jest niedopuszczalne ze względu na zbrodnie popełnione na Polakach.
W tym kontekście odniósł się do Grzegorza Brauna, który – jak mówił – kilka dni wcześniej sięgnął po młotek i spray. Międlar ironicznie określił młotek jako kolejny, obok gaśnicy i drabiny, element tworzący jego zdaniem „triadę” charakterystycznych dla Brauna atrybutów.
Jednocześnie zaznaczył, że jego zdaniem samo posprejowanie czy uderzenie młotem w kamień nie jest największym skandalem. Za znacznie poważniejszą kwestię uznał to, że na polskiej ziemi w ogóle stoi monument poświęcony członkom UPA. Pytał, jak doszło do jego powstania i gdzie należy postawić granicę dotyczącą upamiętniania osób związanych z ukraińskim nacjonalizmem.
Międlar pytał również, czy kolejnym etapem będzie upamiętnianie członków 14. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Galizien”. Twierdził przy tym, że problem nie ogranicza się do jednego monumentu. Według jego własnych wyliczeń na Zamojszczyźnie i Podkarpaciu znajduje się niemal 50 podobnych obiektów.
Jak przekonywał, część osób upamiętnianych na tych monumentach miała należeć wcześniej do formacji pozostających w służbie niemieckiej. W swojej wypowiedzi wiązał ich działalność między innymi z udziałem w mordach na ludności żydowskiej, a następnie z mordowaniem Polaków.
Świadectwa o mordach i historia jednego z pomników
W materiale pojawiły się również fragmenty relacji świadków, które Międlar wykorzystuje w swoim projekcie dokumentalnym. Jeden ze świadków opowiadał o wydarzeniach, podczas których w domu znajdowały się dzieci. Z jego relacji wynikało, że sprawcy mieli zaatakować dzieci, a matka próbowała odciągnąć świadka od miejsca zdarzenia, aby nie widział tego, co się dzieje.
Międlar następnie przeszedł do kwestii formalnego statusu pomnika. Twierdził, że monument od kilku dekad stoi na polskiej ziemi nielegalnie. Jako podstawę swojego stanowiska wskazał między innymi interpelację posła i profesora Uniwersytetu Rzeszowskiego Andrzeja Zapałowskiego.
27 listopada 2025 roku Zapałowski skierował do ministra kultury i dziedzictwa narodowego interpelację nr 13874 dotyczącą pomnika członków UPA w gminie Dołhobyczów. Jak relacjonował Międlar, poseł pytał między innymi o to, kto i na jakiej podstawie prawnej wybudował monument, czy w sprawie jego budowy prowadzone było postępowanie administracyjne, czy obiekt nie narusza przepisów dotyczących propagowania ustrojów totalitarnych oraz czy osoby prowadzące prace remontowe posiadały wymagane zgody polskich władz.
11 grudnia 2025 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego udzieliło odpowiedzi na interpelację. Międlar zwrócił uwagę na zawartą w niej informację, zgodnie z którą – jak przedstawiał – Lubelski Urząd Wojewódzki wskazywał, że znajdujący się tam obiekt nie figuruje w prowadzonej przez wojewodę ewidencji grobów i cmentarzy wojennych.
Na tej podstawie Międlar wyciągał wniosek, że monument stoi nielegalnie. Podkreślał również, że w jego ocenie brak wpisu do ewidencji oznacza, iż nie ma podstaw do traktowania tego miejsca jako objętego ochroną związaną z pochówkiem szczątków.
Jednocześnie krytykował media oraz służby za to, że koncentrują się na osobach, które uszkodziły monument, zamiast – jak argumentował – odpowiedzieć przede wszystkim na pytanie, kto i na jakiej podstawie prawnej pozwolił na jego postawienie.
Reakcja MSWiA i porównanie z groźbami wobec Międlara
Kolejnym elementem komentarza była reakcja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na zniszczenie pomnika. Międlar przywołał wypowiedź rzeczniczki MSWiA Karoliny Gałeckiej, która informowała, że sprawcy zniszczenia pomnika w Białymstoku nie pozostaną bezkarni, a policjanci zabezpieczają dowody i przesłuchują świadków.
Międlar zestawił tę reakcję ze swoją własną sprawą. Twierdził, że pod jego domem pojawiały się kartki zawierające groźby zabójstwa jego oraz członków jego rodziny. Jak mówił, od tamtego czasu minęło niemal 10 lat, a postępowanie – według jego relacji – nie przyniosło oczekiwanego rezultatu.
W dalszej części komentował informacje dotyczące prowadzonego postępowania w sprawie pomnika. Jak przedstawiał, śledztwo obejmuje między innymi kierunki związane ze znieważeniem pomnika lub miejsca spoczynku, uszkodzeniem mienia oraz czynem związanym z nienawiścią na tle narodowościowym.
Międlar pytał, dlaczego państwo polskie z takim zaangażowaniem chroni obiekt, którego status prawny – w jego ocenie – budzi poważne wątpliwości. Jego zdaniem, jeżeli monument rzeczywiście nie posiada wymaganej podstawy prawnej, powinien zostać usunięty przez właściwe instytucje.
W bardzo ostrych słowach przekonywał, że nielegalny obiekt upamiętniający osoby, które według niego odpowiadają za ludobójstwo, powinien zostać usunięty z polskiej przestrzeni. Twierdził także, że upamiętnianie ideologii banderowskiej powinno być traktowane jako forma propagowania ideologii totalitarnej.
„Młotkiem tego się nie zrobi”
Międlar zaznaczył jednak, że sam młotek nie jest rozwiązaniem problemu. Według niego działania Brauna miały przede wszystkim pokazać, że problem istnieje i zwrócić na niego uwagę opinii publicznej.
W jego ocenie właściwe działania powinny podjąć instytucje podlegające polskiej władzy. To one – jak przekonywał – powinny doprowadzić do usunięcia monumentów, które jego zdaniem gloryfikują osoby odpowiedzialne za zbrodnie lub związane z niemieckimi formacjami.
Międlar podkreślał, że posiada listę takich obiektów oraz rozbudowane archiwum. Zapowiedział, że kolejne pomniki pokaże w następnym odcinku „Sąsiadów”. Jednocześnie zwrócił się do odbiorców z prośbą o finansowe wsparcie projektu, wskazując, że nie otrzymuje grantów, a jego produkcje zdobywają nominacje i nagrody. Poinformował, że jego film otrzymał nominację do nagrody głównej na Międzynarodowym Festiwalu Niepokalana.
Archiwum Międlara i relacje świadków z Zamojszczyzny, Chełmszczyzny i Podkarpacia
Międlar przekonywał, że temat zna również z bezpośrednich kontaktów ze świadkami. Jak mówił, odwiedzał Zamojszczyznę, Chełmszczyznę i Podkarpacie, rozmawiał z osobami pamiętającymi wydarzenia z okresu wojny i nagrywał ich wspomnienia. Twierdził, że posiada już ponad 100 relacji, a część z nich pochodzi właśnie z tych regionów.
Wspominał również o wizytach w miejscach, które – według relacji świadków – były miejscami zbrodni. Opisywał domy, w których miało dochodzić do mordów całych rodzin, oraz relacje dotyczące wyjątkowego okrucieństwa sprawców.
Według Międlara wydarzenia na Zamojszczyźnie i Chełmszczyźnie były częścią ludobójstwa Polaków. Jednocześnie zwracał uwagę na rolę lokalnych formacji samoobrony, Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej, które – jak mówił – broniły polskich rodzin. W jego ocenie po tej stronie Bugu skala możliwości obrony była większa niż po drugiej stronie rzeki.
Relacja świadka: zabity dziadek, matka i siostra
W programie Międlar pokazał fragment relacji świadka wykorzystanej w trzecim odcinku „Sąsiadów”. Świadek opisywał wtargnięcie napastników do domu i wspominał, że osoba prowadząca grupę była rozpoznawalna dla jego babci.
Z relacji wynikało, że dziadek oraz stryj zostali zabici bagnetami. Świadek wspominał także o dziecku, które miało zostać ranione bagnetami, oraz o śmierci kobiety znajdującej się w domu.
W dalszej części wspomnienia świadek opowiadał, że jego matka została zastrzelona. Siostra, która po ataku jeszcze żyła, zaczęła płakać. Według relacji napastnik wrócił i oddał do niej strzał. Świadek mówił również o własnym zranieniu pociskiem.
Międlar przekonywał, że tego rodzaju świadectwa są dla niego podstawowym źródłem wiedzy o wydarzeniach. W jego ocenie pamięć o ofiarach powinna być budowana przede wszystkim na relacjach osób, które przeżyły tamte wydarzenia.
„To oni zasługują na upamiętnienie”
W dalszej części programu Międlar mówił o tym, co jego zdaniem dzieje się obecnie z pamięcią o zbrodniach na Polakach. Przekonywał, że tragiczna historia tych terenów jest dziś przedstawiana poprzez ukraiński folklor i w takiej formie ma być odbierana jako coś sympatycznego i godnego szacunku.
Wskazywał na Zamojszczyznę, Chełmszczyznę i Podkarpacie jako regiony, w których – według jego przekazu – dochodziło do ludobójstwa polskiej ludności. Jednocześnie podkreślał rolę Batalionów Chłopskich, Armii Krajowej oraz lokalnych samoobron, których członkowie mieli bronić swoich rodzin, domów i miejscowości.
Międlar uważa, że to właśnie tym osobom należy się szczególne miejsce w polskiej pamięci historycznej, a nie osobom związanym z UPA. W tym kontekście przypomniał również drugi odcinek „Genocidium Atrox”, który – jak poinformował – został nominowany do nagrody głównej festiwalu. Gala finałowa ma odbyć się 20 września w Ołtarzewie. Międlar zachęcał widzów do udziału w wydarzeniu, podczas którego zapowiadano również jego spotkanie z publicznością.
Międlar krytykuje Waldemara Żurka i prokuratorów zajmujących się przestępstwami z nienawiści
Kolejny wątek dotyczył ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Międlar odniósł się do informacji o ponad 100 wyspecjalizowanych prokuratorach zajmujących się przestępstwami motywowanymi uprzedzeniami i tzw. mową nienawiści.
W jego ocenie prokuratura już teraz zmaga się z przewlekłością postępowań i niewystarczającą liczbą pracowników, a dodatkowe kierowanie ponad 100 prokuratorów do spraw dotyczących przestępstw motywowanych uprzedzeniami jest niewłaściwym priorytetem. Międlar kwestionował również sposób stosowania pojęcia „mowy nienawiści”.
Przekonywał, że krytyka banderyzmu nie powinna być automatycznie utożsamiana z nienawiścią wobec drugiego człowieka. W jego ocenie sprzeciw wobec ideologii, którą określał jako banderowską, nie oznacza nienawiści wobec ludzi jako takich.
W tym miejscu przeszedł do własnej sprawy sądowej. Przypomniał, że został prawomocnie skazany za użycie hasła „Polska antybanderowska” oraz za spalenie czerwono-czarnej flagi, którą przedstawiał jako symbol ideologii banderowskiej. Wspomniał także o Romku Zielińskim, z którym – jak mówił – podjął wówczas takie działania.
Sprawa sądowa Międlara i apel do ministra sprawiedliwości
Międlar wskazał sędzię Anetę Talagę z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia jako osobę, która wydała wobec niego wyrok. Według jego relacji sąd uznał, że doszło do znieważenia narodu, przy czym w uzasadnieniu pojawiło się odniesienie do „banderowców”.
Następnie Międlar wysunął zarzuty dotyczące udziału w postępowaniu przedstawicieli B’nai B’rith oraz Związku Ukraińców w Polsce. Przedstawił własną interpretację ich roli w sprawie i powiązał ją ze swoim przekonaniem, że osoby sprzeciwiające się gloryfikacji UPA są niesprawiedliwie traktowane przez państwo.
W tym kontekście zwrócił się bezpośrednio do Waldemara Żurka z pytaniem, czy minister wniesie kasację w jego sprawie, skoro deklaruje walkę z mową nienawiści. Międlar przekonywał, że jeżeli minister rzeczywiście chce zajmować się tym problemem, powinien – w jego ocenie – wspierać również osoby sprzeciwiające się gloryfikacji banderyzmu.
Odnosząc się do obchodów Dnia Niepodległości w Warszawie, Międlar stwierdził, że obecność ministra powinna jego zdaniem wiązać się również z jasnym komunikatem skierowanym do Ukraińców, że na terenie Polski nie powinno być gloryfikacji banderyzmu ani zbrodniarzy związanych z tą ideologią.
Międlar mówi o efektach swojej działalności
W dalszej części programu ton wypowiedzi zmienił się z krytycznego na bardziej osobisty. Międlar mówił o satysfakcji związanej z tym, że – w jego ocenie – wieloletnia działalność edukacyjna zaczyna przynosić rezultaty.
Przekonywał, że udało mu się wyjść poza własną „bańkę” i dotrzeć do osób, które wcześniej nie znały przedstawianej przez niego historii. Jednocześnie zaznaczył, że nie przypisuje całego dorobku wyłącznie sobie. Wskazał na wieloletnią pracę środowisk kresowych i okołokresowych, rodzin ofiar, świadków, historyków, społeczników, autorów książek, dokumentalistów oraz osób organizujących spotkania.
Według Międlara dzięki tej działalności coraz więcej Polaków ma poznawać historię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, UPA, lokalnych samoobron oraz skalę zbrodni na Polakach na Kresach, a także na terenach Podkarpacia i Lubelszczyzny.
Międlar podkreślił, że uważa swój udział w tym procesie za znaczący. Jednocześnie dziękował osobom wspierającym go również finansowo, wskazując, że tworzenie filmów, pisanie książek i działalność dokumentacyjna są także jego pracą zawodową.
Apel o świadków z Podkarpacia
Międlar zwrócił się również do osób, które mogą znać kolejnych świadków wydarzeń na Podkarpaciu. Jak mówił, potrzebuje następnych relacji do kolejnych tomów „Sąsiadów” i następnych odcinków projektu.
Zaapelował o kontakt za pośrednictwem formularza kontaktowego projektu. Podkreślił, że szczególnie poszukuje świadków z Podkarpacia.
W swojej wypowiedzi posłużył się metaforą wiązki rózg. Przekonywał, że pojedynczą osobę można łatwo złamać, natomiast połączenie dziesiątek, setek czy tysięcy osób może stworzyć grupę zdolną skuteczniej działać. Wymienił przy tym historyków, rodziny pomordowanych, świadków, społeczników, polityków i działaczy różnych organizacji.
Międlar mówił o konieczności wspólnego przeciwstawiania się temu, co określał mianem „antypolonizmu”, „banderyzmu”, „fałszowania historii” oraz „gloryfikacji UPA”. W jego wypowiedzi pojawiło się również określenie „piąta kolumna banderowska w Polsce”.
Jednocześnie pozytywnie ocenił fakt, że niektórzy politycy – jak mówił – wykorzystują swoje możliwości oraz immunitet do podejmowania działań w tej sprawie. Zachęcał odbiorców do wspierania takich polityków.
Andrzej Szeptycki, książka o 1918 roku i kontrowersyjna interpretacja historii
Pod koniec programu Międlar wrócił do działalności wydawniczej. Przypomniał o nowej książce dotyczącej korespondencji arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego. W swojej wypowiedzi użył wobec Szeptyckiego bardzo ostrych określeń, przedstawiając go jako osobę odpowiedzialną za wspieranie – w jego ocenie – ludobójstwa Polaków i krytykując proces jego możliwej beatyfikacji.
Międlar wspomniał również o książce dotyczącej wydarzeń z 1918 roku. Zwrócił uwagę na zawarte w niej treści dotyczące udziału Żydów w zabijaniu Polaków, przedstawiając publikację jako materiał, z którym odbiorcy powinni się zapoznać.
W dalszej części przypomniał o trzech odcinkach „Sąsiadów” dostępnych na DVD, wymienił także inne publikacje i materiały związane z jego działalnością. Wspomniał między innymi o powieści „Uśmiech Lwowa”, książce „Mussolini. Wybór źródeł” oraz materiałach promowanych w ramach jego działalności wydawniczej.
Międlar: najpierw źródła, później opracowania
Przy okazji książki dotyczącej Mussoliniego Międlar przedstawił również swoją metodę pracy z materiałami historycznymi. Zaznaczył, że publikacja nie jest wydawana przez niego, lecz przez „Myśl Polską”.
Jak mówił, podczas studiów uczono go, że chcąc poznać postać historyczną lub wydarzenie, należy w pierwszej kolejności sięgać do źródeł i klasycznych tekstów, a dopiero później do opracowań. W jego ocenie bezpośrednia lektura źródeł pozwala lepiej zrozumieć postacie historyczne oraz spojrzeć na nie z perspektywy polskiej.
Międlar odniósł tę metodę również do własnej pracy nad „Sąsiadami”. Jak podkreślał, projekt ma opierać się przede wszystkim na świadkach, których określał jako pierwsze źródło wiedzy.
To właśnie świadkom – według jego słów – chce „postawić” trwały pomnik poprzez dokumentowanie ich relacji. W jego ocenie sukces projektu wynika między innymi z tego, że pozwala on osobom będącym bezpośrednimi źródłami wiedzy przemawiać własnym głosem.
Spotkania w całej Polsce i kolejny film dokumentalny
Końcową część programu Międlar poświęcił zapowiedziom kolejnych spotkań i prezentacji swojego projektu. Poinformował, że trasa rozpoczyna się 28 września, a szczegółowy harmonogram ma być dostępny na stronie projektu.
W październiku zapowiedział spotkania między innymi w Radzionkowie, Lublinie, Zamościu, Pabianicach, Złocieńcu, Pile, Koszalinie, Słupsku, Dębicy i Biłgoraju. Jak mówił, podczas spotkań prowadzi prelekcje i prezentuje trzeci odcinek „Sąsiadów”.
W listopadzie na liście znalazły się Chotomów, Kluczbork, Sosnowiec i Dynów. W styczniu Międlar planuje pojawić się w Jedliczu, Żurominie, Mławie i Wałkowie, w lutym w Radomsku i Krakowie, natomiast w marcu między innymi w Gdyni, Goraju, Ostrowie Wielkopolskim i Rypinie.
Zapowiedział również kolejne miejscowości, a także dalsze spotkania na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i w Warszawie. Zachęcał odbiorców do śledzenia aktualizowanego harmonogramu.
Na zakończenie Międlar poinformował, że pracuje także nad kolejnym filmem dokumentalnym, który – jak zapowiedział – ma być produkcją, o której „zrobi się bardzo głośno”. Przypomniał również, że pierwsze dwa odcinki „Sąsiadów” są dostępne na YouTube, a nie tylko na Prime.
Tytuł materiału źródłowego: „PRECZ Z BANDEROWSKIMI POMNIKAMI! „TO SAMOWOLKA” | #20 Komentarz Międlara”
Kanał: JACEK MIĘDLAR
Data publikacji: 12 września 2026
Długość materiału: 28:35
Liczba subskrybentów kanału: 29 tys.