Aleksandra Pawlicka rozmawiała w programie „Wydarzy się” z Jackiem Żakowskim (Radio TOK FM, Uniwersytet Civitas), Beatą Grabarczyk (Radio Nowy Świat), Karolem Surówką (Polskie Radio, Program Pierwszy) i Jakubem Bodzionym (Kultura Liberalna) o politycznych skutkach rocznicy rzezi wołyńskiej, zapowiedzianego przez premiera muru pamięci oraz sporu o przekazane Ukrainie pociski Patriot.
Mur pamięci kontra przemówienie Nawrockiego
Punktem wyjścia rozmowy była rocznica rzezi wołyńskiej i dwie równoległe deklaracje. Premier Donald Tusk zapowiedział budowę w Warszawie muru pamięci z nazwiskami wszystkich zidentyfikowanych ofiar wojen XX wieku w Ukrainie, w tym ofiar zbrodni wołyńskiej. Tego samego dnia prezydent Karol Nawrocki wygłosił na uroczystościach rocznicowych przemówienie, w którym porównał Wołyń do sowieckiego stalinizmu i niemieckiego nazizmu. Prowadząca zapytała, kto na tej politycznej licytacji może zyskać najwięcej.
Jacek Żakowski ocenił jednoznacznie, że realnym beneficjentem sporu jest Władimir Putin, który narzuca agendę polityczną zarówno Polsce, jak i Ukrainie — jak zauważył, kampania w sieci prowadzona przez rosyjskich trolli i domagająca się odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego ruszyła jeszcze przed nadaniem jednej z jednostek wojskowych imienia UPA. Żakowski zwrócił uwagę, że niemal cała polska klasa polityczna poddaje się tej narracji przekazywanej przez sieć. Skrytykował też wizytę prezydenta Nawrockiego w miejscowości, gdzie dawna cerkiew została przerobiona na kościół katolicki po tym, jak zniknęła z niej ludność prawosławna i grekokatolicka — zdaniem publicysty prezydent nie zainteresował się losem tych mieszkańców, mówiąc jedynie o mordzie na Polakach i kilku Ukraińcach, a przy tym nie wspomniał polskiego nacjonalizmu jako jednej z praprzyczyn zbrodni wołyńskiej, choć potępił nacjonalizm ukraiński i niemiecki. Żakowski ocenił jednak pozytywnie inicjatywę Tuska, ponieważ pozwoli ona ustalić realną liczbę ofiar — obecnie funkcjonujące szacunki mówiące o 120 tysiącach zabitych nie mają, jego zdaniem, żadnego materialnego pokrycia, a bardziej prawdopodobna liczba to kilkadziesiąt tysięcy. Porównał tę sytuację do wcześniejszych, zawyżonych szacunków liczby ofiar śmiertelnych stanu wojennego, przyznając, że sam kiedyś powielał tę zawyżoną liczbę.
Mur czy ściana — spór o symbolikę i ryzyko awantury
Beata Grabarczyk zwróciła uwagę, że gest odebrania Zełenskiemu orderu ma charakter głównie symboliczny i emocjonalny, podczas gdy budowa pomnika jest przedsięwzięciem materialnym i racjonalnym — zaniepokoiła ją jednak symbolika słowa „mur”, które kojarzy się z dzieleniem, a nie ze słowem „ściana”. Karol Surówka zaproponował odczytanie tego muru jako granicy odcinającej od złej przeszłości. Grabarczyk przewidziała też, że lista nazwisk umieszczonych na murze może wywołać polityczną awanturę, ponieważ wciąż istnieją niedostępne dla badaczy miejsca pochówku ofiar, których nie pozwolono dotąd ekshumować. Prowadząca zauważyła, że mur nie musi być zamkniętą listą i może być uzupełniany o kolejne nazwiska w miarę ustaleń badaczy.
Grabarczyk przyznała też ogólne zmęczenie sytuacją, w której polska przeszłość — czy to Wołyń, czy Jedwabne — jest wykorzystywana do budowania bieżącej polityki, wskazując na kontrwystawę zorganizowaną w kontrze do pomnika w Jedwabnem jako przykład zakłamywania historii.
Odpowiedź Zełenskiego i pomysł grupy do spraw trudnych
Pawlicka przypomniała, że w ramach obchodów rocznicowych Wołodymyr Zełenski napisał w mediach społecznościowych, że Polska i Ukraina stoją dziś wobec wspólnego zagrożenia dla swojej niepodległości. Karol Surówka ocenił ten wpis pozytywnie, zaznaczając jednak, że pytanie o to, kto polityczne zyskuje na sporze, pozostaje aktualne — a cała dyskusja o trudnej historii toczy się w najgorszym możliwym momencie, przy zbliżającej się kampanii wyborczej w Polsce i obawach Zełenskiego o wybory w Ukrainie. Surówka przywołał przy tym konkretny naukowy przełom: w minionym tygodniu badacze pracujący w miejscowości Poźniki zidentyfikowali osiem ofiar rzezi wołyńskiej — pierwsze osiem spośród potencjalnie kilkudziesięciu czy stu tysięcy. Podkreślił, że przed badaczami są lata żmudnej pracy, która wymaga co najmniej poprawnych relacji polsko-ukraińskich, by mogła być prowadzona bez zakłóceń.
Pawlicka wspomniała również, że w rozmowie z Aleksandrem Kwaśniewskim w programie „Trójkąt Polityczny” zapytała go, czy w relacjach polsko-ukraińskich powinna powstać grupa do spraw trudnych, na wzór tej działającej niegdyś w relacjach polsko-rosyjskich pod przewodnictwem profesora Rotfelda, i czy sam Kwaśniewski byłby gotów takiej grupie przewodniczyć. Były prezydent odpowiedział, że rozważyłby taką propozycję, gdyby ją otrzymał.
Bodziony: aferę rozpętał Zełenski, ale winna jest też polska polityka lekceważenia
Jakub Bodziony ocenił, że najwięcej na całej sprawie zyskują jednocześnie Karol Nawrocki i Wołodymyr Zełenski, ponieważ to strona ukraińska — niezależnie od tego, czy z lekceważenia, czy z niewiedzy — rozpętała aferę nazwaniem jednostki wojskowej imieniem UPA, a następnie nie próbowała jej naprawić, tylko dodatkowo ją nakręcała. Zdaniem Bodzionego Zełenski, obawiając się konieczności ustępstw terytorialnych w przyszłych negocjacjach pokojowych, dąży do szybkich wyborów, które dałyby mu legitymizację społeczną, a ponieważ ważnym elektoratem są w Ukrainie żołnierze i weterani, łatwo było zmobilizować ich kosztem Polski jako łatwego celu. Publicysta przypomniał przy tym wcześniejsze błędy polskiej polityki wobec Ukrainy — wzywanie prezydenta Nawrockiego (wówczas kandydata) na granicę podczas sporu zbożowego, udawanie niepamiętania jego nazwiska, niewyjaśnioną do dziś sprawę w Przewodowie, przy jednoczesnej natychmiastowej nocie z przeprosinami, gdy dron wleciał do Finlandii. Ocenił, że obecna reakcja w Polsce to efekt długo gotującego się napięcia, a jednocześnie krytykował liberalno-lewicową stronę sceny politycznej za wcześniejsze udawanie, że problemu nie ma. Podkreślił, że jedynym sensownym wyjściem jest współpraca transakcyjna, ponieważ kwestia historyczna — choć najmniej istotna z punktu widzenia bieżącego bezpieczeństwa i gospodarki — może, źle potraktowana, zepsuć relacje w obu tych obszarach.
Spór o rozliczenie historii: pacyfikacje ukraińskich wsi w II RP
W odpowiedzi na argument, że Ukraina nie ma miejsca w Unii Europejskiej, dopóki nie rozliczy swojej historii, Jacek Żakowski zapytał retorycznie, czy miejsce w Europie ma Polska, która sama nie rozliczyła się z pacyfikacji ośmiu ukraińskich wsi, przeprowadzonych przez polskie wojsko w II Rzeczpospolitej jeszcze przed wybuchem rzezi wołyńskiej. Przypomniał, że próba upamiętnienia tych wydarzeń sprzed kilku lat zakończyła się zgłoszeniem sprawy do prokuratury przez ówczesnego ministra Przemysława Czarnka i całkowitym zamilknięciem tematu, a żaden polski premier ani prezydent nigdy nie uczcił ukraińskich ofiar tych pacyfikacji. Żakowski argumentował, że Polska musi najpierw rozliczyć się z własnej historii kolonizacji i pacyfikacji, zanim będzie mogła czegoś podobnego oczekiwać od Ukraińców.
Jakub Bodziony zgodził się, że pacyfikacje ukraińskich wsi były skandaliczne i powinny zostać upamiętnione, zastrzegł jednak, że nie zgadza się z sugestią, jakoby miały one tłumaczyć późniejsze ludobójstwo na Wołyniu — to, zdaniem publicysty, zbyt daleko idąca implikacja. Żakowski odpowiedział, że nie chodzi o usprawiedliwienie, lecz o pokazanie mechanizmu, w którym przemoc rodzi przemoc po obu stronach, porównując sytuację do procesów kolonialnych, jakie obserwowano w Rodezji kilkadziesiąt lat temu.
Krytyka konferencji o pociskach Patriot: „obniżanie rangi pomocy dla Ukrainy to absurd”
Osobny wątek rozmowy dotyczył burzy wokół ujawnienia, że Polska przekazała Ukrainie pociski przechwytujące do systemów Patriot. Jakub Bodziony ocenił, że konferencja prasowa dotycząca tej decyzji była przeprowadzona amatorsko — nie podano na niej ani dokładnej liczby przekazanego sprzętu, ani jego wartości, co jego zdaniem tylko napędza ukraińską narrację, że Polska przekazała niewiele i to sprzęt niskiej wartości. Przypomniał, że dane o pomocy przekazywanej Ukrainie od lat gromadzi Ośrodek Studiów Wschodnich, więc nie było potrzeby prowadzenia tak nieprzygotowanej komunikacji. Zaznaczył jednocześnie, że przekazanie pięciu pocisków, według oceny nie tylko polskiego sztabu generalnego, ale i dowództwa sojuszniczego w Europie, nie wpłynęło realnie na zdolności obrony powietrznej Polski, a każde uzbrojenie przekazane Ukrainie oznacza albo ocalone ukraińskie życia, albo martwych żołnierzy rosyjskich.
Karol Surówka dodał, że twierdzenie, jakoby Polska przekazywała Ukrainie głównie „złom”, jest nieprawdziwe — Polska dała Ukrainie największą liczbę czołgów spośród wszystkich sojuszników w krytycznym momencie wojny, a przekazane samoloty MiG i poradzieckie czołgi były dla obrony Kijowa kluczowe, gdy miasto było niemal oblężone. Ocenił, że świadome obniżanie rangi tej pomocy przez polskich polityków jest absurdalne, i porównał obecną rywalizację o to, kto przekazał Ukrainie mniej, do mechanizmów znanych z polityki amerykańskiej i brytyjskiej, w których próba prześcignięcia radykałów kończy się jedynie przesunięciem całej sceny politycznej w stronę skrajności — z korzyścią, w tym wypadku, dla Konfederacji.
Beata Grabarczyk oceniła, że rząd, wchodząc w antyukraińską narrację, próbuje odebrać to paliwo polityczne Prawu i Sprawiedliwości, lecz jej zdaniem taka strategia nie przynosi efektów po prawej stronie sceny politycznej, budząc za to niepokój wśród własnego elektoratu. Jacek Żakowski wskazał w tym kontekście na wpis ministra Marcina Kierwińskiego o „hordach migrantów” na granicy, oceniając, że to język przejęty wprost od Jarosława Kaczyńskiego, co pokazuje, jak daleko sięga to przesunięcie w komunikacji rządzącej koalicji.
Pozostała część programu dotyczyła spraw czysto krajowych: publicyści ocenili szczyt NATO w Ankarze jako umocnienie sojuszu mimo nieprzewidywalności Donalda Trumpa, skomentowali krytycznie program naprawczy ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy jako pozbawiony konkretów, odnieśli się do sprawy Zbigniewa Ziobry i wniosku ekstradycyjnego wobec niego, a program zakończył się wspomnieniem o zmarłej dziennikarce Janinie Paradowskiej z okazji premiery poświęconego jej filmu dokumentalnego w TVP Info.
Program poprowadziła Aleksandra Pawlicka. Materiał „Polsko-ukraiński spór o historię | WYDARZY SIĘ” dostępny na kanale TVP Info Publicystyka na YouTube, liczącym 228 tys. subskrybentów. Opublikowany 12 lipca 2026.