Hubert z kanału Good Times Bad Times Polska przygotował specjalny, globalny odcinek poświęcony polsko-ukraińskiemu sporowi o politykę pamięci wobec Ukraińskiej Powstańczej Armii. Materiał, wyemitowany równolegle w wersji polskiej, angielskiej i ukraińskiej, ma na celu przedstawienie sporu szerszej, międzynarodowej publiczności w sposób możliwie wyważony, z uwzględnieniem argumentów obu stron.
Dlaczego powstał ten odcinek
Autor wyjaśnił na wstępie, że wcześniejsze komentarze dotyczące kryzysu na linii Warszawa–Kijów były pisane wyłącznie z myślą o polskiej publiczności i zakładały określony poziom zrozumienia kontekstu historycznego. Wrzucenie ich bezpośrednio na kanały międzynarodowe mogłoby przynieść efekt odwrotny od zamierzonego, dlatego zdecydowano się na przygotowanie odrębnego, kompleksowego materiału, wyjaśniającego meritum sprawy osobom niezorientowanym w temacie. Hubert zaznaczył, że ma świadomość nieuchronnych zarzutów o brak obiektywizmu wynikających z polskiego pochodzenia kanału.
Podkreślił przy tym jednoznacznie prougraińskie stanowisko kanału, przywołując setki wcześniejszych materiałów o heroicznej obronie Ukrainy oraz osobiste zaangażowanie – pomoc uchodźcom przyjętym we własnym domu po 24 lutego 2022 roku. Zastrzegł jednak, że słuszność ukraińskiej walki na froncie nie może przesłaniać prawdy historycznej – można w pełni wspierać ukraiński opór i jednocześnie oczekiwać uczciwego zmierzenia się z trudną przeszłością.
Kalendarium kryzysu
Hubert szczegółowo zrekonstruował chronologię wydarzeń. Kryzys wybuchł 26 maja, gdy Wołodymyr Zełenski podpisał dekret nadający Odrębnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” honorową nazwę imienia bohaterów UPA, uzasadniony odnowieniem tradycji narodowego wojska. Dzień wcześniej prezydent Ukrainy uczestniczył w ponownym pochówku Andrija Melnyka, przywódcy frakcji OUN-M.
Autor przedstawił przy tym niezbędne rozróżnienie terminologiczne: UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) to zbrojna formacja ukraińskiego podziemia nacjonalistycznego, w ukraińskiej narracji kojarzona głównie z walką przeciw Związkowi Sowieckiemu, w polskiej – z masowymi mordami na ludności cywilnej Wołynia i Galicji Wschodniej, w wyniku których, według najczęściej przywoływanych szacunków profesora Grzegorza Motyki, zginęło około 100 tysięcy polskich cywilów. OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) to struktura polityczno-ideologiczna, która w 1940 roku rozpadła się na frakcję banderowską (OUN-B) i melnykowską (OUN-M).
Decyzja Zełenskiego wywołała natychmiastowe krytyczne oświadczenie polskiego MSZ, ostrzegające przed wykorzystaniem tego faktu przez rosyjską propagandę. Prezydent Karol Nawrocki zasugerował możliwość odebrania Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Mimo tłumaczeń ze strony ministra Andrija Sybihy i szefa kancelarii prezydenta Kyryła Budanowa, że decyzja nie miała antypolskich intencji, nie doszło do wiążącej deeskalacji, w efekcie czego 19 czerwca Nawrocki spełnił swoją zapowiedź. W odpowiedzi order odesłali także Budanow, Sybiha, ambasador Wasyl Bodnar oraz trzej byli prezydenci Ukrainy – Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko, który przyznał, że masowa akcja odsyłania odznaczeń była wcześniej omawiana na wypadek takiego scenariusza. Spór przestał być więc konfliktem personalnym Zełenski–Nawrocki, a stał się demonstracją znacznej części ukraińskich elit państwowych.
Kolejnym punktem eskalacji była rezygnacja Zełenskiego z udziału w konferencji Ukraine Recovery Conference w Gdańsku – ukraińskiej delegacji przewodniczył ostatecznie premier Julia Swyrydenko (w transkrypcie: Juliusz Frydenko). Jarosław Kaczyński zapowiedział zwrot przyznanego mu ukraińskiego Orderu Księcia Jarosława Mądrego, a Zełenski ogłosił projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym, deklarując, że nikt nie będzie Ukrainie dyktował, komu ma być wdzięczna – co w Polsce odebrano jako dalszą eskalację, tym bardziej że natychmiast pojawiły się pytania o możliwość umieszczenia w Panteonie postaci Stepana Bandery czy Romana Szuchewycza.
Dlaczego Polska „wyciąga historyczne brudy” właśnie teraz
Hubert odniósł się do zarzutu, że Polska sięga po trudną historię w najgorszym możliwym momencie, gdy Ukraina walczy o przetrwanie. Wyjaśnił, że temat wołyński nie jest nagłym wynalazkiem – w okresie PRL był tematem niewygodnym, a realne prace badawcze, ekshumacje i zbieranie relacji świadków rozpoczęto dopiero po 1989 roku. W sierpniu 1992 roku przeprowadzono pierwsze ekshumacje w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, wydobywając szczątki co najmniej 323 osób, a kolejne prace kontynuowano punktowo w latach 2011, 2013 i 2015.
Gestom pojednania towarzyszyły momenty symboliczne – w 2003 roku, w 60. rocznicę zbrodni, prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma wspólnie oddali hołd ofiarom pod hasłem „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Przełom nastąpił jednak w 2015 roku, gdy Ukraina przyjęła pakiet ustaw dekomunizacyjnych chroniących oficjalną pamięć o OUN i UPA, na co polski Sejm odpowiedział w 2016 roku uchwałą nazywającą zbrodnie na obywatelach II RP ludobójstwem. W 2017 roku, po nielegalnym rozebraniu w Polsce pomnika UPA w Chruszowicach, Ukraina wstrzymała IPN-owi poszukiwania polskich grobów – nie tylko ofiar Wołynia, ale też żołnierzy z I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. W latach 2018–2024 Polska skierowała dziewięć kolejnych oficjalnych wniosków obejmujących łącznie 65 lokalizacji – wszystkie spotkały się z odmową lub brakiem odpowiedzi, mimo że mówimy już o okresie po rosyjskiej inwazji, gdy Polska od początku twardo wspierała Kijów.
Hubert zaznaczył przy tym istotny kontekst polityczny: przypomniał, że frakcją, z której wywodzi się obecny prezydent Karol Nawrocki – dziś oskarżany przez część komentatorów o prorosyjskość i znajdujący się na liście sankcyjnej Kremla – była partia rządząca w momencie wybuchu wojny w 2022 roku, a mimo to rząd PiS nigdy nie wykorzystał swojej pozycji negocjacyjnej, by warunkować pomoc dla Ukrainy postępami w sprawie Wołynia, choć w chwili próby mógłby to zrobić skutecznie.
Przełom nastąpił dopiero pod koniec 2024 roku, gdy Radosław Sikorski i Andrij Sybiha ogłosili wspólne stanowisko potwierdzające brak przeszkód dla polskich prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych. W kwietniu 2025 roku doszło do ekshumacji we wsi Puźniki, wydano też zgody na Ostrówki, Wolę Ostrowiecką i lwowskie Hołosko. Majowy dekret Zełenskiego z 2026 roku – jak podkreślił Hubert – „całkowicie zburzył to, co udało się zbudować”.
Dlaczego dla Ukraińców UPA to symbol wolności
Autor wyjaśnił asymetrię pamięci historycznej: w polskiej świadomości UPA kojarzy się z Wołyniem i Galicją Wschodnią, w ukraińskiej, zwłaszcza zachodnioukraińskiej – z powojenną walką przeciw sowieckiemu aparatowi bezpieczeństwa. Przez dekady po 1991 roku ta pamięć pozostawała regionalna i sporna – jeszcze w 2013 roku, według Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KMIS), 42 proc. respondentów oceniało UPA negatywnie. W 2022 roku odsetek ten spadł do 8 proc. Podobna zmiana dotyczyła oceny Stepana Bandery – z 58 proc. ocen negatywnych w 2012 roku do 74 proc. ocen pozytywnych dekadę później, choć aż 50 proc. badanych wciąż nie potrafiło ocenić UPA wcale, co Hubert wiąże ze słabą wiedzą Ukraińców o faktycznej działalności formacji.
Zmiana ta przyspieszyła po 2014 roku wraz z aneksją Krymu i wojną w Donbasie – Ukraina musiała szybko zbudować własną opowieść historyczną oderwaną od sowieckiego mitu „bratnich narodów”. Pełnoskalowa inwazja z 2022 roku jeszcze ten proces wzmocniła, a symbole oporu, w tym UPA, stały się narzędziem mobilizacji wojennej – przy czym, jak zaznaczył Hubert, były przedstawiane w sposób pozbawiony niuansów, z pominięciem ciemnych kart historii. Dodatkowym czynnikiem było przejęcie przez część Ukraińców na zasadzie przekory obraźliwego w ustach rosyjskiej propagandy słowa „banderowiec” jako określenia człowieka niepodporządkowującego się Moskwie.
Głęboko historyczne korzenie ukraińskiego resentymentu
Hubert cofnął się do XVI–XVII wieku, opisując ziemie dzisiejszej Ukrainy jako pogranicze polsko-litewsko-ruskie, gdzie nie istniał jeszcze nowoczesny konflikt narodowy, lecz konflikt stanów, religii i modeli cywilizacyjnych. Polskie, spolonizowane elity dominowały politycznie i ekonomicznie nad prawosławnym chłopstwem i kozaczyzną, co z czasem zlało się w obraz obcej dominacji. Symbolem tego pogranicza uczynił postać Jeremiego Wiśniowieckiego – księcia z ruskiego rodu, który przeszedł na katolicyzm i zapisał się jako bezwzględny pogromca powstania Chmielnickiego z 1648 roku, uznawanego dziś w ukraińskiej pamięci za jeden z fundamentów opowieści o walce z polskim uciskiem.
To historyczne tło powróciło ze szczególną siłą w II Rzeczpospolitej, gdzie – według opracowania IPN – mieszkało około 5 milionów Ukraińców (16 proc. ludności państwa). Hubert przypomniał alternatywny scenariusz: sojusz Józefa Piłsudskiego z atamanem Symonem Petlurą z 1920 roku i wspólny marsz na Kijów w ramach federacyjnej koncepcji Piłsudskiego, w której niepodległa Ukraina była warunkiem bezpieczeństwa regionu. Projekt ten pogrzebał jednak Pokój Ryski z 1921 roku, zawarty ponad głowami Ukraińców i nazwany przez historyka Piotra Wandycza „katastrofą” – Piłsudski miał wówczas przepraszać internowanych żołnierzy Petlury, a sam Petlura zginął pięć lat później w Paryżu z rąk sowieckiego zamachowca.
Niespełnione obietnice autonomii Galicji Wschodniej, brak ukraińskiego uniwersytetu i przymusowa dwujęzyczność szkół stały się gruntem dla radykalizmu – już w 1921 roku Ukraińska Organizacja Wojskowa dokonała we Lwowie zamachu na Piłsudskiego, a jej kampania terroru uderzała także w Ukraińców opowiadających się za ugodą z Polską, jak zamordowany w 1922 roku poeta Sydir Twerdochlib, wiceminister Tadeusz Hołówko (zabity przez OUN w 1931 roku) czy dyrektor gimnazjum Iwan Babij (1934 rok). Polska odpowiadała represjami, których symbolem stała się pacyfikacja z 1930 roku – kampania wobec ludności Galicji przeprowadzona w odpowiedzi na ponad 2000 aktów sabotażu, ale uderzająca zbiorowo, także w ludzi niewinnych.
Hubert wyraźnie zastrzegł jednak, że uznanie błędów II RP wobec mniejszości ukraińskiej nie może prowadzić do fałszywego zrównania polityki polskiej z polityką Imperium Rosyjskiego czy Związku Sowieckiego, które systemowo niszczyły ukraińskość poprzez Cyrkularz Wałujewski, Ukaz Emski, hołodomor, czystki elit i terror NKWD – celem było złamanie zdolności narodu do samodzielnego istnienia. II RP, mimo asymilacyjnej, chwilami brutalnej polityki, dopuszczała funkcjonowanie ukraińskich partii, prasy, spółdzielczości i cerkwi – nie była projektem nastawionym na fizyczne unicestwienie narodu.
Autor omówił też Akcję Wisłę z 1947 roku – przymusową deportację ludności ukraińskiej, łemkowskiej i bojkowskiej na Ziemie Odzyskane, opartą na logice odpowiedzialności zbiorowej i będącą głęboką krzywdą dla dziesiątek tysięcy osób – zaznaczając jednocześnie, że była to operacja koordynowana przez komunistyczne władze podległe już wówczas Moskwie, co nie pozwala nazywać jej prostą kontynuacją polskiego imperializmu.
Czym różni się Wołyń od polskich akcji odwetowych
Hubert bezpośrednio przyznał, że w odwecie za ludobójstwo wołyńskie oraz w szerszym chaosie wojny polsko-ukraińskiej z lat 1943–1947 polskie podziemie – oddziały Armii Krajowej, batalionów chłopskich, a później formacji narodowych – dokonywało akcji odwetowych wobec ludności ukraińskiej, w wyniku których zginęło szacunkowo 10–15 tysięcy Ukraińców. Wprost nazwał zbrodnią wojenną atak na Sahryń z marca 1944 roku, gdzie oddziały AK i batalionów chłopskich zaatakowały ukraińskie wsie na Chełmszczyźnie. Podkreślił, że Polacy również palili ukraińskie wsie i zabijali kobiety i dzieci ze względu na przynależność do społeczności uznawanej zbiorowo za wrogą.
Zaznaczył jednak zasadniczą różnicę: polskie akcje odwetowe nie wynikały z centralnej decyzji Polskiego Państwa Podziemnego ani Komendy Głównej AK o eliminacji Ukraińców jako narodu, podczas gdy Wołyń i Galicja Wschodnia to planowa, ideologicznie uzasadniana czystka etniczna prowadzona przez struktury ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Przywołał doktrynę wojenną OUN autorstwa Mychajła Kołodzińskiego, mówiącą wprost o „wymieceniu polskiego elementu” i budowie terytorium „czystego pod względem narodowym”, decyzję banderowskiej OUN z końca 1942 roku o tworzeniu oddziałów partyzanckich i wysiedlaniu Polaków pod groźbą śmierci, pierwszy masowy mord w Parośli 9 lutego 1943 roku oraz skoordynowany atak UPA na 99 polskich wsi 11 lipca 1943 roku. Kluczową postacią, według IPN, był Dmytro Kliaczkiwski „Kłym Sawur”, który w czerwcu 1943 roku miał przekazać ustną dyrektywę o „powszechnej fizycznej likwidacji całej polskiej ludności”.
Głosy ukraińskich historyków
Hubert przywołał wypowiedź uznanego ukraińskiego historyka Jarosława Hrycaka z 2018 roku dla portalu Zaxid.net (w transkrypcie: ZIQUA), który stwierdził wprost, że na Wołyniu z wysokim prawdopodobieństwem doszło do aktu ludobójstwa, za które główną odpowiedzialność ponosi strona ukraińska, wskazując jednocześnie na odpowiedzialność Polski za politykę międzywojenną wobec mniejszości, która sprowokowała sytuację sprzyjającą konfliktowi. Hrycak, wskazując Niemcy jako wzór rozliczenia z własną historią, był jednym z sygnatariuszy wspólnego listu polskich i ukraińskich historyków z grudnia 2024 roku, tłumacząc: „Polacy w 2022 roku pomagali, ale nie zapomnieli o Wołyniu”.
Hubert odniósł się też do zarzutu hipokryzji wobec kultu Armii Krajowej, wyjaśniając, że polska historiografia nie neguje zbrodni popełnionych przez pojedyncze oddziały AK, traktując je jako zbrodnie, a nie akty bohaterstwa – i tego samego oczekuje od Ukrainy wobec UPA: nie wymazania pamięci o antysowieckim oporze, lecz jasnego przyznania, że częścią tej historii była też masowa zbrodnia na polskich cywilach.
Film „Wołyń” i cień milczenia
Hubert wspomniał również o filmie „Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego, obrazującym te wydarzenia i zalecanym wyłącznie osobom o mocnych nerwach ze względu na drastyczność scen. Zaznaczył, że produkcja ta nigdy nie była oficjalnie dystrybuowana na Ukrainie, a nawet Instytut Polski, planujący jej pokaz w Kijowie, wycofał się z tego zamiaru po naciskach ze strony ukraińskiego MSZ.
Stanowisko profesora Motyki i postulaty polskiej strony
Autor przywołał profesora Grzegorza Motykę, najważniejszego polskiego badacza konfliktu, członka Kolegium IPN, którego zdaniem zbrodnia wołyńska była operacją zaplanowaną odgórnie i możliwą do datowania niemal co do dnia (9 lutego 1943 – 18 maja 1945). Zaznaczył jednak, że ten sam Motyka publicznie skrytykował decyzję o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego jako nieproporcjonalną, ponieważ przyznano go za obronę kraju przed rosyjską inwazją, a te warunki nie ustały.
Hubert przedstawił pięć niezmiennych od 30 lat postulatów polskiej strony: systemowe, a nie punktowe ekshumacje; prawo do godnego upamiętnienia ofiar; nazwanie charakteru zbrodni po imieniu, bez symetryzowania; zaprzestanie honorowania sprawców z urzędu; oraz powrót do wspólnego stołu historyków, którego fundamentem jest już podpisany komunikat z grudnia 2024 roku. Zaznaczył też, że strona ukraińska ma swój uzasadniony postulat – opieki nad ukraińskimi grobami i legalnymi upamiętnieniami w Polsce, który Polska powinna traktować równie poważnie, jak oczekuje tego wobec Wołynia.
Reakcja Parlamentu Europejskiego i ton Kijowa
Hubert odnotował, że 8 lipca Parlament Europejski przyjął głosami 592 europosłów rezolucję określającą decyzję Zełenskiego o nazwaniu jednostki imieniem UPA jako niepotrzebną i niesprowokowaną, wyrażając ubolewanie z powodu lekceważenia polskiej wrażliwości związanej z rzezią wołyńską. Przywołał wypowiedzi europosłów – Thijsa Reuten (SND) oraz Michaela Gahlera (EPL, główny sprawozdawca ds. postępów Ukrainy), który podkreślił, że walka UPA ze Stalinem w żaden sposób nie może usprawiedliwiać popełnionych okrucieństw. Premier Donald Tusk stwierdził, że „nie ma mowy o wspólnocie europejskiej bez pojednania, a nie ma pojednania bez pogodzenia się z bolesną historią”.
Tego samego dnia Kyryło Budanow oświadczył jednak, że Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo, porównując presję Polski do wcześniejszego ultimatum Rosji – co w Polsce odebrano jako kolejny krok eskalujący, stawiający sojusznika na równi z agresorem. W bardziej koncyliacyjnym tonie minister Andrij Sybiha zaproponował pakiet antykryzysowy obejmujący spotkanie historyków oraz udział liderów religijnych w dialogu.
Hubert wspomniał również o możliwym kierunku wyjścia z impasu w polityce historycznej – wskazał, że istnieją konkretne karty historii walki ukraińskich partyzantów z okupacją niemiecką, a w jeszcze większym stopniu sowiecką, które mogłyby być godnie upamiętniane bez wzbudzania polskiego sprzeciwu. Zastrzegł jednak wyraźnie, we własnym komentarzu, że powinny to być wyłącznie te jednostki i osoby, które nie były zaangażowane w akcje eksterminacyjne na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Podsumowanie i apel do obu narodów
Hubert zakończył materiał bezpośrednim zwróceniem się do ukraińskich widzów, podkreślając wieloletnią życzliwość kanału wobec Ukrainy i zaznaczając, że tekst ma być aktem budowania zrozumienia, nie atakiem. Opisał przeciętną polską percepcję sytuacji: poczucie, że Polska wsparła Ukrainę w najtrudniejszym momencie, gdy inne stolice liczyły na upadek Kijowa, przekazując pomoc szacowaną na około 5 proc. PKB (ponad 50 miliardów dolarów), głównie w pierwszych dwóch latach wojny – i że obecnie, gdy skala tej pomocy naturalnie zmalała, kancelaria Zełenskiego zaczęła traktować Polskę jako rywala strategicznego, budując bliższe relacje z Niemcami czy Skandynawią.
Zaznaczył, że nie zamierza mówić Ukraińcom, co powinni zrobić, by nie zostać posądzonym o „polski kolonializm” – podkreślił jedynie, że przyszłość Ukrainy wykuwa się nie tylko na froncie, ale też w sposobie podchodzenia do własnej historii i budowania dobrosąsiedzkich relacji. Do Polaków skierował apel, by nie obwiniać za konflikt Ukraińców mieszkających w Polsce, którzy – z wyjątkiem marginalnych przypadków jawnego afiszowania się symboliką UPA – nie odpowiadają za polityczną eskalację, a mogą ponosić jej największe społeczne koszty w codziennej przestrzeni publicznej.
Materiał zakończono informacją o zbiórce założonej przez pierwszego tłumacza kanału GTBT Ukraina, obecnie służącego w ukraińskich siłach powietrznych, na budowę schronów dla systemów bezzałogowych przed rosyjskimi dronami dalekiego zasięgu.
Materiał „UPA dzieli Polskę i Ukrainę (odcinek globalny)” opublikowany został na kanale Good Times Bad Times Polska na YouTube, liczącym 564 tys. subskrybentów. Wyemitowany 14 lipca 2026.