Jasina i Orzeł w Kanale Otwartym: Ukraina nie doceniła, że Polska jest już w Unii, a ona dopiero chce być

Nowe

Igor Janke rozmawiał w Kanale Otwartym z dr. Łukaszem Jasiną i Józefem Orłem o tym, jak 83. rocznica Krwawej Niedzieli i towarzyszące jej wydarzenia polityczne zmieniają miejsce ludobójstwa wołyńskiego w polskiej pamięci narodowej, a także o strategicznych konsekwencjach ostatniego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich dla przyszłości regionu.

Trzy przemówienia i mur pamięci

Janke otworzył rozmowę pytaniem o refleksję nad wydarzeniami dnia – zapowiedzią Donalda Tuska budowy w Warszawie muru pamięci z ponad 120 tysiącami nazwisk ofiar, wystąpieniami prezydenta i ministra Kosiniaka-Kamysza, a także przyznaniem przez szefa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, że doszło do zbrodni, oraz mszami za ofiary odprawianymi w kościołach na Wołyniu.

Jasina zastrzegł na wstępie, że nie czuje się osobą najlepiej predestynowaną do oceny tego zjawiska, ponieważ tematyką wołyńską żyło jego rodzinne miasto już w latach dziewięćdziesiątych, a on sam był historykiem specjalizującym się w sprawach wschodnich i osobiście obserwował wiele procesów upamiętniających wokół sześćdziesiątej rocznicy zbrodni. Ocenił, że temat wołyński narastał intensywnie w ciągu ostatnich trzech lat, choć przez długi czas pozostawał w cieniu Holokaustu, zniszczenia Warszawy i Katynia – wielu Polaków w ogóle nie wiedziało o zbrodni przed 1989 rokiem. Wskazał, że obecna eskalacja wynika z rozwoju (pozytywnego i negatywnego) relacji polsko-ukraińskich, obecności diaspory ukraińskiej w Polsce oraz szczególnego „momentum” tego roku po sześciu trudnych tygodniach w relacjach dwustronnych, które – jego zdaniem – wcale się jeszcze nie skończyły.

Jasina zwrócił uwagę, że lipcowe obchody rocznicy wołyńskiej stają się dziś porównywalne rangą do obchodów 1 sierpnia (Powstanie Warszawskie), 15 sierpnia (Święto Wojska Polskiego) i 1 września (wybuch II wojny światowej). Zauważył przy tym zjawisko „odkrywania” Wołynia przez polityków i partie, które nigdy wcześniej się do tej tematyki nie odnosiły, oraz wpisywanie tej zbrodni we wszystkie bieżące polsko-polskie konflikty polityczne, czemu towarzyszą kolejne obietnice pomnikowe i upamiętnieniowe.

Jasina szczegółowo omówił trzy kluczowe przemówienia z okazji rocznicy. Prezydent Nawrocki przemawiał w dawnej cerkwi w Radrużu, miejscu zarówno zbrodni na Polakach, jak i powojennych starć narodowościowych – Jasina ocenił to jako wyraźne opowiedzenie się prezydenta po stronie prawicowo-patriotycznej polityki historycznej. Premier Tusk wygłosił oświadczenie w Warszawie, które Jasina określił jako „nic nie wnoszące”, zaznaczając wprost, że nie chce użyć określenia „masło myślane” (czyli życzeniowe myślenie), ale ocenił obietnicę muru pamięci jako złożoną prawdopodobnie bez realnego pokrycia. Zwrócił uwagę, że nawet Jad Waszem po siedemdziesięciu latach istnienia nie zdołał stworzyć pełnej listy nazwisk ofiar Holokaustu, a polskie Muzeum Powstania Warszawskiego wciąż nie zrealizowało analogicznego projektu na mniejszą skalę. Najbardziej emocjonalne, zdaniem Jasiny, było przemówienie wicepremiera Kosiniaka-Kamysza w Ołyce na Wołyniu – uznał je za autentyczne, zgodne z tradycyjnie twardym stanowiskiem PSL w tej sprawie.

Jasina skrytykował natomiast wystąpienie chargé d’affaires ad interim Polski, pułkownika Piotra Łukasiewicza, który – jak zaznaczył, cytując własne słowa dyplomaty – stwierdził, że nie chce symetryzować, po czym przypomniał, że międzywojenna Polska dopuszczała się działań przeciwko mniejszości ukraińskiej. Jasina ocenił to jako niepotrzebne w tak emocjonalnym momencie, mogące zostać odczytane przez Ukraińców jako oznaka słabości.

Perspektywa geopolityczna: kto komu narzuci wizję historii

Orzeł, zastrzegając na wstępie, że nie jest historykiem, lecz zajmuje się geopolityką z perspektywy polskiego interesu, przedstawił tezę, że ludobójstwo wołyńskie staje się dla Polaków datą rangi Grunwaldu, roku 1920, Holokaustu czy Powstania Warszawskiego – co ma swoje dobre strony w kontekście słabnącej edukacji historycznej w szkołach (skrytykował przy tym program nauczania historii firmowany przez minister Barbarę Nowacką jako „ideologiczny i nikomu niepotrzebny”).

Orzeł przedstawił długoterminową prognozę: Ukraina wyjdzie z wojny jako państwo okrojone, wyludnione, ale suwerenne i doświadczone, z silnym, oddolnym przemysłem zbrojeniowym rozwijanym poza regulacjami. Ocenił, że w przyszłości Ukraina stanie się konkurentem Polski nie tylko w rolnictwie, ale też w przemyśle zbrojeniowym i innowacyjnym, a silniejszy politycznie i gospodarczo sąsiad będzie próbował narzucić własną wizję wspólnej historii, w tym narracji wołyńskiej – co wymaga od Polski przemyślenia strategii nie tylko na obecną rocznicę, ale na kolejne dekady.

Czy Ukraina wygrała historię o UPA?

Janke zwrócił uwagę na paradoks: choć pierwszy ruch – decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA – wywołał lawinę wydarzeń, trudno jednoznacznie ocenić, kto tę „rozgrywkę” wygrał. Z jednej strony gwałtownie pogorszyły się relacje polsko-ukraińskie, z drugiej – na całym świecie, w tysiącach tytułów prasowych w krajach, które nigdy wcześniej nie słyszały o rzezi wołyńskiej, pojawiły się o niej artykuły. Jasina potwierdził, że zagraniczni dziennikarze masowo poszukiwali komentatorów, konsultując się m.in. z nim i jego kolegami występującymi w podobnych podcastach, by zrozumieć kontekst.

Kluczowym wydarzeniem była rezolucja Parlamentu Europejskiego, przyjęta znakomitą większością głosów i wymieniająca z nazwiska prezydenta Zełenskiego. Jasina podkreślił, że była to rzadka sytuacja ponadpartyjnej zgody – posłowie Koalicji Obywatelskiej i PiS głosowali razem, podobnie jak wcześniej w sprawach dotyczących Rosji (jedynym wyjątkiem po polskiej stronie był Grzegorz Braun, dla którego rezolucja była zbyt łagodna). Ocenił to jako dowód, że Ukraina nie doceniła siły Polski jako pełnoprawnego członka Unii Europejskiej wobec własnej pozycji kraju dopiero aspirującego do wspólnoty – mimo wcześniejszych prób rozgrywania polskiego konfliktu prezydent–premier oraz wypowiedzi ukraińskich polityków (byłego ministra Dmytra Kułeby, obecnego szefa MSZ Andrija Sybihy, Kyryła Budanowa) i publicysty Witalija Portnikowa sugerujących, że Ukraina może „omijać” Polskę w drodze do integracji europejskiej.

Orzeł dodał kontekst kulisowy: Ukraina prowadziła bardzo silny lobbing przeciwko rezolucji, korzystając z rozbudowanych, wieloletnich kontaktów w międzynarodowych strukturach (przywołał własne doświadczenie z wizyty w NATO w 1992 roku, gdzie Ukraińcy jako jedyni z krajów postsowieckich mieli już „swoich ludzi” na miejscu). Ukraińcom udało się przekonać część delegacji bałtyckich do głosowania przeciw lub wstrzymania się.

Dlaczego Litwa i Łotwa ostatecznie zagłosowały za rezolucją

Janke sprostował, powołując się na wyniki głosowania, że wszyscy głosujący eurodeputowani z Litwy i Łotwy ostatecznie poparli rezolucję. Jasina wyjaśnił to złożonym rachunkiem interesów: kraje bałtyckie mają własne, drażliwe kwestie historyczne związane z kolaboracją z Niemcami podczas wojny i obawiają się otwierania podobnych dyskusji na własnym podwórku, są też regularnie atakowane przez rosyjską propagandę o podobne zarzuty. Kluczowe jest jednak to, że – w ocenie Jasiny – Polska pozostaje dla państw bałtyckich zdecydowanie ważniejszym partnerem bezpieczeństwa niż Ukraina.

Orzeł rozwinął ten wątek, wskazując na brak formalnych gwarancji bezpieczeństwa dla państw bałtyckich i spekulując, że Ukraina mogłaby (ale nie zrobiła tego) zaoferować im wojskowe wsparcie – 10-15 tysięcy żołnierzy ukraińskich rozmieszczonych w regionie odstraszałoby Rosję skuteczniej niż deklaracje NATO, biorąc pod uwagę wycofywanie się Ameryki z konwencjonalnej obecności wojskowej w Europie. Szczegółowo opisał istniejącą strukturę obronną NATO w regionie: powołano formalnie dwa korpusy – jeden holendersko-niemiecki, odpowiedzialny za obronę Łotwy i Estonii, oraz drugi polski, międzynarodowy, z siedzibą dowództwa w Szczecinie, odpowiedzialny za obronę Litwy. Zaznaczył, że gdyby Ukraina, za zgodą państw bałtyckich, wysłała tam dodatkowo 10-15 tysięcy własnych żołnierzy, kraje te zyskałyby realną gwarancję bezpieczeństwa przed rosyjską inwazją, ponieważ – jak ocenił – „nie stać ich NATO, a żołnierzy ukraińskich się boją” [Rosjanie].

Wyjaśnił, że Ukraina nie zdecydowała się na taki gest częściowo z powodu wspomnianych historycznych obciążeń, ale też dlatego, że same kraje bałtyckie obawiają się rosyjskiej i sowieckiej mentalności, którą – zdaniem Jasiny – kojarzą z ukraińskimi elitami politycznymi równie mocno co z Moskwą, mimo współczesnego konfliktu Ukrainy z Rosją. Przywołał tu postać Kai Kallas, której ojciec miał bogate doświadczenie instytucjonalne z czasów Związku Sowieckiego, jako przykład elit bałtyckich pamiętających mechanizmy dominacji dużego państwa nad małymi republikami.

Polska polityka bałtycka – sukces mimo słabości ekonomicznej

Jasina ocenił polską politykę wobec państw bałtyckich jako jeden z rzadkich obszarów, z których jest „naprawdę dumny” z realizmu polskiej dyplomacji – Polska jest tam postrzegana jako kluczowy gwarant bezpieczeństwa, jedyne państwo (poza Skandynawią), przez które może realnie nadejść pomoc wojskowa. Przywołał sukces w uregulowaniu trudnej historii polsko-litewskiej (w tym kwestii mniejszości polskiej na Wileńszczyźnie) oraz konsekwentną, ponadpartyjną politykę kolejnych polskich rządów – zauważył zaskakującą ciągłość podejścia nawet u Radosława Sikorskiego, dawniej postrzeganego jako polityk o bardziej imperialistycznym nastawieniu, dziś prowadzącego w krajach bałtyckich politykę podobną do jego poprzedników.

Orzeł zakwestionował ten optymizm, wskazując na relatywnie niską liczbę polskich instytucji i inwestycji w regionie (szczególnie na Łotwie) w porównaniu do państw skandynawskich i Niemiec. Kwestionując optymizm Jasiny, zapytał wprost nie tylko o liczbę polskich instytucji, ale też o to, ilu polskich żołnierzy bywa regularnie w krajach bałtyckich oraz jaki jest procentowy udział polskich inwestycji zagranicznych (FDI) w tych krajach w porównaniu z Niemcami i Skandynawią – sugerując, że to tłumaczy, dlaczego kraje bałtyckie czasem „orientują się w innych kierunkach”. Jasina odpowiedział, że mimo słabszego kapitału polskich firm w skali globalnej (problem niezwiązany wyłącznie z regionem bałtyckim), największą zagraniczną inwestycją na Litwie pozostaje wciąż inwestycja polska, a postrzeganie Polski jako realistycznego partnera znacząco wzrosło w ostatnich 5-10 latach – choć zastrzegł, że ten postęp można łatwo zaprzepaścić w zależności od przyszłego kształtu koalicji rządzącej w Polsce.

Koncepcja Międzymorza i strategiczne okno możliwości

Orzeł przedstawił rozbudowaną wizję strategiczną: istniejąca „ósemka bałtycka” (kraje skandynawskie i bałtyckie) rozwija od lat współpracę wojskową i gospodarczą bez udziału Polski i Niemiec – co uznał za spóźnioną, ale wciąż możliwą do odrobienia stratę. Zaproponował koncepcję opartą na budowanej przez Polskę dużej armii, mogącej stać się zapleczem bezpieczeństwa dla Skandynawii i krajów bałtyckich w obliczu wycofywania się amerykańskich sił konwencjonalnych z Europy (przy zachowaniu przez USA parasola nuklearnego, wywiadowczego, logistycznego i częściowo kosmicznego/starlinkowego, zgodnie z deklaracjami wiceministra obrony USA Elbridge’a Colby’ego).

Zaproponował utworzenie lub przekształcenie dowództwa NATO obejmującego obszar od Grenlandii po Rumunię czy Turcję – wszystkie kraje graniczące z Rosją – nawiązując wprost do koncepcji Międzymorza Józefa Piłsudskiego oraz teorii geopolitycznych Nicholasa Spykmana i Harolda Mackindera. Wskazał na strategiczne znaczenie topniejącej pokrywy lodowej Arktyki, otwierającej nowe szlaki żeglugowe dla rosyjskich i chińskich okrętów wojennych, czym tłumaczył amerykańskie zainteresowanie Grenlandią. Sprecyzował, co dokładnie Stany Zjednoczone wynegocjowały z Danią w sprawie wyspy: możliwość stawiania amerykańskich baz wojskowych w dowolnym miejscu na Grenlandii oraz udział w wydobyciu metali ziem rzadkich i innych zasobów – mimo że formalnie wyspa „wróciła” pod duńską flagę. Skrytykował decyzję niemieckiego rządu o rezygnacji z budowy sześciu okrętów wojennych przez Rheinmetall, które przydałyby się na Bałtyku i Morzu Północnym, jako przykład niejasnej roli Niemiec w tej układance.

Orzeł przyznał jednak, że rozmówcy w krajach skandynawskich i bałtyckich, pytani o koncepcję Międzymorza, regularnie odpowiadają pytaniem o stanowisko Niemiec – nie wyobrażając sobie takiego bloku bez ich udziału, podczas gdy Niemcy mają alternatywę w postaci własnego, samodzielnego sojuszu z Ukrainą. Podkreślił dodatkową korzyść strategiczną budowy takiego bloku obronnego: możliwość wynegocjowania z Brukselą i Berlinem większej autonomii wobec unijnych projektów integracyjnych (migracja, polityka klimatyczna, centralizacja), wskazując na już uchwalone przez Parlament Europejski intencje odbierania państwom członkowskim części kompetencji w zakresie obronności i przemysłu zbrojeniowego.

Janke zakwestionował tezę, jakoby Polska bezpowrotnie straciła to strategiczne okno, argumentując, że utraci je dopiero, jeśli nie będzie prowadzić proaktywnej polityki – sama obecność w regionie nie wystarczy, potrzebna jest aktywna, ciągła praca dyplomatyczna i gospodarcza.


Materiał „Czym dla Polaków staje się ludobójstwo na Wołyniu? Rywalizacja o wizję historii” (fragment nagrania) opublikowano na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 220 tys. subskrybentów, 15 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *