Budzisz i Parafianowicz w „Kontrze” Rymanowskiego: Polska boksuje dwie kategorie wagowe poniżej swoich możliwości

Marek Budzisz i Zbigniew Parafianowicz byli gośćmi Patryka Rymanowskiego w programie „Kontra”, gdzie rozmawiali o stanie relacji polsko-ukraińskich, słabości polskiej polityki zagranicznej i przemysłu zbrojeniowego, bitwie o pamięć historyczną oraz perspektywach sojuszu międzymorza.

Spór Czarnek–Kaczyński i pytanie o polską spójność

Rozmowę otworzyło pytanie o najważniejsze wydarzenie ostatnich godzin w relacjach Warszawa–Kijów. Parafianowicz ocenił pozytywnie fakt, że Polska nie dała się sprowokować do gwałtownych działań, mimo że – jak sugerował wcześniej szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow – Kijów miał oczekiwać takiej eskalacji przy okazji rocznicy ludobójstwa wołyńskiego. Zwrócił uwagę, że mimo wezwań do uchwały blokującej integrację europejską Ukrainy dopóki ta nie porzuci odniesień do ideologii banderowskiej, nie pojawił się żaden konkretny projekt ustawy w tym kierunku, co sytuuje Polskę jako państwo poważne, forsujące rezolucję w Parlamencie Europejskim.

Budzisz odniósł się do bieżącego sporu wywołanego wypowiedzią posła Przemysława Czarnka, który stwierdził, że trzeba zmusić Unię Europejską do wstrzymania finansowania zbrojeń i odbudowy Ukrainy, dopóki ta nie wejdzie na „ścieżkę wartości proludzkich” – co spotkało się z natychmiastową krytyką ze strony prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, deklarującego, że pomoc militarna dla Ukrainy jest kluczowa dla polskiej racji stanu. Budzisz jednoznacznie przyznał rację Kaczyńskiemu, oceniając wypowiedź Czarnka jako niepotrzebną i obnażającą słabość koncepcyjną, tym bardziej że poseł nie dysponuje żadnymi realnymi narzędziami, by wymusić taką politykę na Unii. Skrytykował też premiera Donalda Tuska za komentarz, że „lepszego premiera niż Czarnek Rosja nie mogła sobie wymarzyć” – ocenił to jako przykład tej samej niepotrzebnej retoryki, wpychającej politykę zagraniczną w spory partyjne. Podsumował, że źródłem słabości państwa polskiego jest uprawianie polityk partyjnych zamiast polityki państwowej, gdzie wektory poszczególnych ugrupowań wzajemnie się znoszą.

Koalicja chętnych i projekt Freja bez Polski

Budzisz zwrócił uwagę na spotkanie koalicji chętnych w Paryżu i zainicjowanie projektu Freja – budowy europejskich zdolności antybalistycznych określanych jako „Europejska Żelazna Kopuła” – w którym nie uczestniczy Polska. Ocenił to jako błąd, ponieważ firmy zbrojeniowe państw uczestniczących będą wspólnie rozwijać technologie i testować je w warunkach bojowych na Ukrainie, zyskując przewagę kompetencyjną niezależnie od ostatecznego kształtu samego projektu.

Rozwinęła się na ten temat ożywiona wymiana zdań między gośćmi. Parafianowicz bronił częściowo pozycji rządu, wskazując, że Polska współpracuje z Ukraińcami tam, gdzie to możliwe – jak przy produkcji haubicoarmaty Bohdana we współpracy zakładów w Wadowicach z przeniesionymi zakładami mechanicznymi z Kramatorska – oraz że polski przemysł nie jest potęgą w dziedzinie obrony powietrznej, uczestnicząc głównie w programach z Amerykanami (system Wisła, Raytheon) i Brytyjczykami (program NAREF z MBDA, firmy Pit-Radwar i Skarżysko-Kamienna). Budzisz kontrargumentował, przywołując przykład duńskiej firmy Firepoint, która w ciągu roku od pierwszego kontaktu z polskim wiceministrem obrony zdołała uruchomić budowę fabryki paliwa rakietowego, podczas gdy polskie Ministerstwo Obrony nie ruszyło żadnego projektu z tą firmą, czekając bezskutecznie na inicjatywę Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Przywołał też przykłady Niemiec, którzy obstawiają wszystkie możliwe kierunki technologiczne (umowa z Saabem, rozmowy o Tomahawkach, Arrow 3, MBDA, IRIS-T, przejmowanie izraelskich startupów), oraz Czech, którzy poprzez inicjatywę amunicyjną wypromowali prywatną firmę Czechoslovak Group na giełdę w Amsterdamie.

Budzisz krytykował bierność Polskiej Grupy Zbrojeniowej, kontrolowanej przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, kontrastując to z niemieckim modelem inwestowania 85 proc. środków zbrojeniowych we własne firmy, co pozwoliło wyrosnąć koncernowi Helsing – założonemu w 2022 roku, dziś wycenianemu na 18 miliardów euro. Ocenił, że w Polsce istnieją co najmniej cztery prywatne firmy, które przy podobnym wsparciu państwa osiągnęłyby podobną skalę, przywołując przykład fińskiej firmy ICEYE, założonej częściowo przez Polaków, która rozwinęła się w Finlandii, a nie w Polsce.

Efektory do Patriotów i pytanie o polską fabrykę

W odpowiedzi na pytanie prowadzącego o możliwość budowy w Polsce fabryki produkującej rakiety do systemów Patriot, Parafianowicz przyznał z ubolewaniem, że Polska nie jest „ligą niemiecką” dla Amerykanów, więc produkcja efektorów najprawdopodobniej powstanie głównie w Niemczech. Budzisz sprostował jednak, że w Niemczech mowa jest wyłącznie o produkcji starszej wersji PAC-2, nie nowocześniejszej PAC-3, oraz raczej o modernizacji i serwisie niż pełnej produkcji – ocenił, że najbardziej optymistyczne szacunki ekspertów zakładają co najmniej dwa lata na uzyskanie zgód strony amerykańskiej, w tym Kongresu, na udostępnienie technologii naprowadzania i napędu.

Rozwinęła się dyskusja o polskim pocisku Barakuda (głowica 45 kg) w kontraście do produkowanych przez Firepoint dronów FP-1 (głowica do 110 kg, zasięg 200 km), z którą Parafianowicz argumentował, że Ukraińcy nie produkują własnych efektorów obrony powietrznej klasy Patriot czy SAMP-T, w związku z czym muszą pozyskiwać je z darowizn międzynarodowych – a europejscy producenci traktują sprzedaż sprzętu Ukrainie (finansowaną w dużej mierze z unijnego Ukraine Facility, 90 mld euro) jako zalegalizowaną formę pomocy publicznej dla własnego przemysłu, przywołując przykład szwedzkich Gripenów przekazanych za darmo w nadziei na przyszły kontrakt na nowocześniejszą wersję. Budzisz odpowiadał, że skoro Europa w ogóle nie produkuje rakiet średniego i dalekiego zasięgu, to i Ukraińcy nie mają skąd czerpać gotowej technologii w tym segmencie – co nie zmienia faktu, że mają zaawansowane własne programy rozwojowe, czego przykładem miał być początkowo lekceważony projekt pocisku Flamingo, dziś odpowiedzialny, według Zełenskiego, za 60 proc. uderzeń dalekiego zasięgu.

Dlaczego Polska nie korzysta z ukraińskiej wiedzy wojennej

Budzisz wielokrotnie podkreślał, że polskie instytucje państwowe od pięciu lat nie prowadzą systemowej polityki pozyskiwania technologii i wiedzy bojowej od Ukrainy, w przeciwieństwie do Brytyjczyków, którzy przejęli rolę Polski w szkoleniu sił specjalnych już od marca 2022 roku. Wskazał na zaniechany projekt firmy Zen, w którego rozwój lobbował prezydent Andrzej Duda, a którego rozmowy z Agencją Uzbrojenia utknęły – jak twierdził Budzisz – właśnie z powodu obecności Dudy przy stole negocjacyjnym, co skłoniło premiera do publicznej deklaracji zerwania rozmów. Skrytykował też brak wykorzystania kompetencji fundacji ratownika Damiana Dudy, działającego stale w strefie przyfrontowej, przez polskie Siły Zbrojne, a także fakt, że budżet cywilnej Agencji Wywiadu jest mniejszy niż budżet IPN.

Obaj rozmówcy zgodzili się, że hipotetyczna budowa w latach 2022–2024 fabryki silników do dronów na terenie Polski dałaby państwu realne narzędzie oddziaływania na Ukrainę – narzędzie, którego dziś, zdaniem Budzisza, Polska nie posiada, co ułatwia Kijowowi prowadzenie polityki w rodzaju tej zademonstrowanej przy okazji dekretu o UPA.

Ambasadorowie, MSZ i „choroba trawiąca państwo polskie”

Znaczną część rozmowy poświęcono krytyce polskiej dyplomacji. Parafianowicz przypomniał, że kierownik polskiej placówki w Kijowie Piotr Łukasiewicz wygłosił symetryzujące przemówienie podczas obchodów rocznicy ludobójstwa wołyńskiego oraz miał – według nieoficjalnych informacji z narady kierowników placówek – uznawać za początek kryzysu decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu, a nie decyzję Zełenskiego o nazwaniu jednostki imieniem UPA. Budzisz dodał, że brak było jakiejkolwiek reakcji polskiego MSZ na kolportowany przez ambasadora Ukrainy Wasyla Bodnara w mediach społecznościowych materiał relatywizujący skalę ataków z 11 lipca 1943 roku.

Budzisz przywołał osobistą historię ze stycznia poprzedniego roku, gdy Strategy&Future zostało zaproszone do Kijowa na spotkanie z kilkudziesięcioma deputowanymi Rady Najwyższej ze wszystkich frakcji politycznych, na którym nie pojawił się nikt z polskiej ambasady – co Budzisz przypisał osobistej niechęci ambasadora Łukasiewicza do think tanku. Obaj rozmówcy krytykowali ministra Radosława Sikorskiego za odwołanie na początku kadencji około 40 ambasadorów i zastąpienie ich kierownikami placówek, często bez odpowiedniej rangi merytorycznej, co – jak ocenił Budzisz – jest przejawem obsadzania stanowisk dyplomatycznych partyjnymi kolegami kosztem profesjonalizmu. Parafianowicz zauważył też, że Sikorski miał do czynienia z dwoma prezydentami gotowymi na kompromis w sprawach personalnych – Andrzejem Dudą i Karolem Nawrockim – co podważa jego argument o braku woli po stronie ośrodka prezydenckiego.

Dlaczego Zełenski zagrał kartą UPA

Budzisz przedstawił tezę, że nadanie jednostce Sił Specjalnych imienia bohaterów UPA nie było przypadkiem, lecz elementem zaplanowanej akcji politycznej otoczenia Zełenskiego, mającej wywołać efekt jednoczenia narodu wokół prezydenta jako „ojca ukraińskiej niezależności” w obliczu zbliżających się wyborów. Wskazał na serię spotkań Zełenskiego z rywalami politycznymi – generałem Załużnym, Budanowem, a także z liderem partii radykalnej Ołehem Laszko i byłym wicepremierem Serhijem Tihipko (nieoficjalnym doradcą Budanowa) – jako próbę budowania szerokiego, jednoczącego przekazu. Zadał przy tym kluczowe pytanie, czy polskie służby wiedziały wcześniej o tych politycznych kalkulacjach i czy MSZ ostrzegło prezydenta Nawrockiego przed możliwymi konsekwencjami odebrania orderu – sugerując, że reakcja polska, choć słuszna co do zasady, mogła zostać rozegrana taktycznie sprawniej, np. poprzez zgłoszenie propozycji odebrania orderu przez członka kapituły, a nie osobiste ogłoszenie przez prezydenta.

Parafianowicz nie zgodził się z tą oceną, argumentując, że reakcja prezydenta była właściwa i konieczna jako ostatni moment na jednoznaczne zakomunikowanie stronie ukraińskiej granicy, oraz że umiędzynarodowienie sporu poprzez Parlament Europejski (z możliwością dalszego kierowania sprawy do Kongresu USA) było korzystną strategią, analogiczną do metod stosowanych przez Izrael.

Dymisja premier Swyrydenko i rywalizacja Zełenski–Załużny–Budanow

Parafianowicz ocenił odejście premier Julii Swyrydenko jako klasyczną „zmianę zderzaków” przed spodziewanymi wyborami – Swyrydenko była związana z byłym szefem administracji prezydenckiej Andrijem Jermakiem, a jej prawdopodobny następca, szef Naftohazu Serhij Korsuński, jest bliskim współpracownikiem Tihipko. Budzisz dodał, że doświadczenie Korsuńskiego w przygotowaniu magazynów gazowych przed poprzednią zimą sugeruje, że administracja Zełenskiego już planuje kolejny trudny sezon grzewczy.

Obaj rozmówcy potwierdzili napięte relacje między Zełenskim a generałem Załużnym, opisując doniesienia „Ukraińskiej Prawdy” o czerwcowym spotkaniu, podczas którego Zełenski – po zaobserwowaniu rosnącego poparcia w majowych sondażach – miał sondować, czy Załużny i Budanow zrezygnują z rywalizacji wyborczej. Załużny miał odmówić rezygnacji, mimo propozycji objęcia dowolnego stanowiska poza prezydenckim.

Skąd bierze się polska bierność

Budzisz sformułował diagnozę centralną dla całej rozmowy: państwo polskie nie ma jednego ośrodka prowadzenia strategicznej polityki państwowej, łączącego elementy polityki gospodarczej, wojskowej, zagranicznej i soft power. Ujął to w formie pytania retorycznego: dlaczego Polska „boksuje dwie kategorie wagowe poniżej swojej klasy”, podczas gdy Ukraina „boksuje dwie kategorie powyżej własnej”, co w efekcie sprowadza oba kraje do tej samej wagi na arenie międzynarodowej. Odpowiedź, jego zdaniem, jest prosta: Polska nie wykorzystuje własnych możliwości.

Budzisz podkreślał, że polityka to w gruncie rzeczy ciąg okazji – „opportunities” – które albo się wykorzystuje, albo ktoś inny je przechwyci. Ocenił, że Polska przez ostatnie lata zmarnowała bardzo wiele takich okazji, i to niezależnie od tego, czy rządziła koalicja Tuska, czy wcześniej rząd Morawieckiego – obydwa rządy, jego zdaniem, były w tym obszarze równie pasywne. Wskazał wprost na mechanizm, który tę bierność wymusza: aktywność polityczna jest ryzykowna, bo naraża na atak polityczny ze strony przeciwników. Jeśli rząd coś zaproponuje, wykorzysta to opozycja – tak jak zrobił to Kaczyński z wypowiedzią Czarnka. Jeśli z kolei to opozycja zgłosi jakąś inicjatywę, zostanie ona automatycznie skontestowana przez rządzącą koalicję. W efekcie każda potencjalna aktywność państwowa zostaje przechwycona przez wewnętrzną „pałkę” partyjną, zanim zdąży przynieść realne korzyści strategiczne.

Budzisz odniósł tę bierność również bezpośrednio do MSZ, stawiając pytanie, gdzie był minister Sikorski w momencie wybuchu kryzysu wołyńsko-banderowskiego – stwierdził, że nie zauważył żadnej jego aktywności w tym czasie, co uznał za kolejny przejaw tej samej „choroby”. Ocenił krytycznie samo Ministerstwo Spraw Zagranicznych jako „resort jednoosobowego lansu, i to jeszcze dość słabego” – sugerując, że instytucja funkcjonuje bardziej jako narzędzie budowania osobistej pozycji ministra niż jako sprawny aparat realizujący spójną politykę państwową.

Podsumowując ten wątek, Budzisz stwierdził, że brak narzędzi realnego oddziaływania na partnerów i sojuszników jest bezpośrednim skutkiem braku aktywnej polityki – a to z kolei ułatwia stronie ukraińskiej prowadzenie gry taką, jaką ostatnio zaobserwowano w wykonaniu Zełenskiego, ponieważ Polska nie dysponuje żadnym realnym mechanizmem nacisku, który mogłaby, choćby teoretycznie, zastosować.

Bitwa o pamięć historyczną – czy jest do odzyskania

Zapytany wprost, czy Polska przegrała bitwę o pamięć historyczną w świadomości Ukraińców, Parafianowicz odpowiedział jednoznacznie, że „galicyjski mit założycielski” współczesnego narodu ukraińskiego jest na tyle silny, że jest nie do odzyskania. Ocenił, że realistycznym celem jest jedynie budowanie barier uniemożliwiających najwyższym władzom państwowym formalne sankcjonowanie tej narracji – przywołał przykład wniosku leżącego na biurku Budanowa i Zełenskiego o nadanie 67. Brygadzie Zmechanizowanej, powstałej na bazie Prawego Sektora, imienia Romana Szuchewycza, którego – jak twierdził – obecny spór polsko-ukraiński zablokował.

Budzisz zwrócił uwagę na dominującą w ukraińskiej narracji tendencję do relatywizowania: z jednej strony przez wskazywanie, że Armia Krajowa również nie była „niewinna”, z drugiej przez podważanie skali ofiar (twierdzenia, że atak z 11 lipca dotyczył 10–20, a nie 100 wsi, lub że liczba ofiar sięgała kilkudziesięciu, a nie stu tysięcy) oraz budowaną od lat na jednym z ukraińskich uniwersytetów listę ukraińskich ofiar polskich odwetów, sięgającą już ponad 30 tysięcy nazwisk. Przywołał argumentację ukraińskiego historyka (w transkrypcie nazwisko brzmi fonetycznie jako „Hujc”), porównującą Wołyń do rabacji galicyjskiej z 1846 roku. Parafianowicz skrytykował w tym kontekście wypowiedź publicysty Jacka Żakowskiego, który miał ucieszyć się z budowy muru pamięci ofiar ludobójstwa wołyńskiego jako narzędzia do „policzenia”, ilu naprawdę było ofiar – porównując to (błędnie, zdaniem Parafianowicza) do sali imion w Yad Vashem, gdzie też nie figurują wszystkie nazwiska sześciu milionów ofiar Holokaustu.

Ukraińska „zarządzana demokracja” a polski pluralizm

W odpowiedzi na żartobliwe pytanie widza, czy z rozmowy wynika, że jedynym ratunkiem dla Polski jest dyktatura, Parafianowicz i Budzisz zdecydowanie odrzucili taką sugestię, kontrastując polski pluralizm medialny z sytuacją na Ukrainie. Budzisz przywołał ustalenia dziennikarzy portalu Bihus.info, którzy odkryli, że brat szefa ukraińskiego wydziału do zwalczania przestępczości zorganizowanej posiada 143 nieruchomości – w odpowiedzi służby specjalne przeprowadziły rewizję w redakcji Bihus.info, co Budzisz ocenił jako dowód, że Ukraina nie jest „modelowym wzorem demokracji”. Parafianowicz dodał kolejne przykłady: media ujawniły, że szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy oraz główny negocjator z Amerykanami, Rustem Umierow, posiada pięć nieruchomości na Florydzie i jedną w Nowym Jorku, a ambasador Ukrainy w USA Oksana Stefaniszyna straciła stanowisko po ujawnieniu, że kupiła po zaniżonej cenie dużą nieruchomość w Kijowie. Parafianowicz ocenił, że mimo takich problemów wewnętrznych, wielogłos i możliwość swobodnej, czasem niedorzecznej debaty historycznej (przywołując przykład publicystów Sławomira Sierakowskiego i Jacka Żakowskiego) jest różnicą jakościową między polską demokracją liberalną a tym, co określił jako faktyczny „zamordyzm” zbudowany przez Zełenskiego na Ukrainie – i to model polski, mimo wszystkich jego wad, obaj rozmówcy zdecydowanie preferują.

Umowa handlowa, embargo rolne i kwestia akcesji do UE

Budzisz ocenił, że ukraińskie elity polityczne w rzeczywistości nie są zainteresowane szybkim wejściem do Unii Europejskiej, co potwierdza niski, 15-procentowy stopień realizacji tzw. planu Kaczki-Kos (wicepremiera Tarasa Kaczki odpowiedzialnego za negocjacje akcesyjne) w pierwszym półroczu, przy oczekiwanych 50 procentach. Ukraińskie elity są, jego zdaniem, zainteresowane dostępem do unijnego rynku i europejskimi subsydiami, a nie reformami wymuszającymi przejrzystość i walkę z korupcją, które podważyłyby fundamenty władzy Zełenskiego.

Parafianowicz potwierdził realność zagrożenia proceduralnego dla Polski w związku z umową o pogłębionej strefie wolnego handlu, przewidującą limity eksportowe dla ukraińskich towarów rolnych – jeśli Ukraina formalnie nie przekracza tych limitów, Bruksela może naciskać na zniesienie polskiego embarga, wykorzystując do tego prawo europejskie, czego architektem miałby być właśnie wicepremier Kaczka.

Sojusz Międzymorza i pozycja Polski wobec państw bałtyckich

Na pytanie o możliwość budowy międzymorza pod ukraińskim przywództwem, Parafianowicz ocenił, że taka ambicja jest żywa w środowisku azowskim i najbardziej prawicowych kręgach ukraińskich, wspominając koncepcyjne, techniczne rozważania o ukraińskich gwarancjach bezpieczeństwa dla państw bałtyckich (np. rozmieszczenie jednostek dronowych) jako sposobie na ominięcie ograniczeń artykułu 5. Zaznaczył jednak, że rozmówcy litewscy, z którymi się konsultował, wciąż postrzegają Polskę jako bardziej wiarygodnego, traktatowego sojusznika niż Ukrainę – choć ta ocena może się zmienić, jeśli Polska będzie „hamletyzować” w razie realnego ataku na Litwę.

Budzisz sprecyzował, że koncepcja obecna dziś na Ukrainie przypomina raczej odbudowę Wielkiego Księstwa Litewskiego (pas bezpieczeństwa północ–południe) niż klasyczne Międzymorze, które z definicji wymaga udziału Polski jako gwaranta głębi strategicznej. Wskazał, że kluczowym elementem tej układanki jest przyszłość Białorusi – zależnej wojskowo od Rosji Białorusi, która blokuje możliwość budowy takiego korytarza bezpieczeństwa. Omówił niedawne ultimatum Zełenskiego wobec Alaksandra Łukaszenki, dotyczące wyłączenia retranslatorów sygnału, rozpoznanych celów wojskowych na Białorusi oraz dostaw paliwa do Rosji – ocenił to jako rozgrywkę sprzeczną z polityką resetu amerykańsko-białoruskiego i element rywalizacji między Zełenskim a Trumpem o to, kto jest „gospodarzem” regionu.

Rozmówcy zgodzili się, że żaden format Międzymorza czy Trójmorza nie powstanie przy obecnej pasywności Polski. Parafianowicz zaproponował, w duchu prowokacyjnym, przesunięcie polskich jednostek na terytoria państw bałtyckich (np. zastąpienie niemieckiej brygady w rejonie zamieszkanym przez polską mniejszość) jako tańszą i skuteczniejszą metodę obrony Polski niż stacjonowanie na terytorium krajowym, argumentując dodatkowo, że każdy ruch wojsk poza granicami buduje ich realną gotowość bojową. Budzisz zaproponował bardziej stonowany wariant: przejęcie zadań garnizonów brytyjskich lub kanadyjskich w państwach bałtyckich (Estonia, Łotwa), by zwolnić je do ewentualnej misji stabilizacyjnej na Ukrainie po zawieszeniu broni, a także zwrócił uwagę na trwający proces „europeizacji NATO” po ostatnim szczycie, który będzie wymagał od Polski większej obecności personalnej w strukturach dowodzenia Sojuszu.

Sondaże i zmiana nastrojów społecznych

Rymanowski przywołał dane sondażowe: według „Rzeczpospolitej” 42 proc. Polaków nie ma zdania, czy przekazywanie uzbrojenia Ukrainie zwiększa bezpieczeństwo Polski, a 38 proc. uważa przeciwnie; według Onetu blisko 45 proc. badanych ocenia skalę polskiej pomocy wojskowej jako zbyt dużą. Ankieta przeprowadzona na kanale Rymanowski Live (82 tys. głosów) pokazała, że 57 proc. respondentów sprzeciwia się dalszemu przekazywaniu sprzętu, oceniając, że osłabia to Polskę.

Parafianowicz i Budzisz zgodnie przypisali tę zmianę nastrojów błędom strategicznym samego Zełenskiego, a nie zmianie polskiego poparcia dla Ukrainy jako takiej. Budzisz argumentował, że decyzje o przekazaniu sprzętu w 2022 i 2023 roku były słuszne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski w ówczesnej sytuacji strategicznej, a stopniowe ograniczanie zaangażowania w kolejnych latach jest równie racjonalną odpowiedzią na zmieniające się okoliczności – nie istnieją, jego zdaniem, „wieczne sojusze” ani „dozgonne przyjaźnie”, tylko bieżąca kalkulacja interesów. Obaj podkreślili, że korzystne dla Polski są przede wszystkim transakcje wiążące się z bezpośrednim zwrotem gospodarczym, jak sprzedaż armatohaubic Krab, które stały się jednym z największych kontraktów zbrojeniowych w najnowszej historii Polski.

Projekt firmy Zen i przyszłość sojuszu

Budzisz ujawnił, że firma Zen (ta sama, w której lobbował prezydent Duda) podpisała ze stroną ukraińską porozumienie o całkowitym transferze technologii dronów dalekiego zasięgu oraz rakiet balistycznych i manewrujących, zobowiązując się przekazać całość technologii, wraz z ulepszeniami, państwu polskiemu. Ocenił, że jedynym problemem blokującym realizację tej umowy jest osobista niechęć rządu do towarzystwa, w jakim projekt się pojawił, nazywając to kolejnym przejawem podporządkowania interesu państwowego sporom partyjnym.

Na zakończenie części merytorycznej obaj goście ocenili, że mimo obecnego kryzysu, zarówno w polskim, jak i ukraińskim środowisku eksperckim i politycznym (przywołano nazwiska deputowanego Mykoły Kniażyckiego i historyka Jarosława Hrycaka) obecna jest myśl o potrzebie przyszłego sojuszu strategicznego opartego na zasadach transakcyjnych, a nie sentymentalnych.


Program „Kontra #30: Rymanowski, Budzisz, Parafianowicz: Quo vadis, Ukraino?” wyemitowano na kanale Rymanowski Live na YouTube, liczącym 741 tys. subskrybentów.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *