Były prezydent Bronisław Komorowski był gościem Polskiego Radia 24, gdzie rozmawiał z Kamilem Szewczykiem o konferencji URC w Gdańsku, wojnie orderowej, stosunkach polsko-ukraińskich, integracji europejskiej Ukrainy oraz o tym, komu zależy na pogorszeniu relacji między Warszawą a Kijowem.
Nawrocki osiągnął swój cel — wypchnął Zełenskiego
Komorowski ocenił, że o to właśnie chodziło prezydentowi Nawrockiemu — żeby odepchnąć Zełenskiego, wypchnąć go z udziału w konferencji. Jeżeli więc patrzeć na nieobecność ukraińskiego prezydenta w kategorii sukcesu, to jest to sukces Nawrockiego. Natomiast z punktu widzenia Polski najważniejsze jest to, że ta konferencja się odbyła i przyniesie dobre owoce — zarówno dla Polski, jak i dla Ukrainy. Oczywiście byłoby lepiej, gdyby prezydent Zełenski przyjechał i wykorzystał to jako okazję do podjęcia wspólnie z premierem Tuskiem próby jakiegoś załagodzenia niepotrzebnego konfliktu — który zresztą sam w znacznej mierze wywołał niemądrą decyzją o nadaniu imienia UPA jednemu z oddziałów Armii Ukraińskiej, a który pogłębił prezydent Nawrocki wywołując wojnę orderową.
Polityka z piaskownicy — ja swojego orderu nie oddam
Komorowski przyznał, że sam posiada order od państwa ukraińskiego i zapewnił, że na pewno nie zamierza go oddawać. Dostał go za zasługi dla budowania dobrych relacji polsko-ukraińskich — i nie zrobi żadnego ruchu, który szedłby w poprzek tej potrzebnej, strategicznie ważnej dla Polski misji, jaką jest budowanie na przyszłość dobrych relacji polsko-ukraińskich ponad bardzo trudną i bolesną historią między oboma narodami — w której mieści się także zbrodnia wołyńska.
Wojnę orderową po obu stronach ocenił jednoznacznie jako politykę z piaskownicy. To jest niepoważna sprawa, niepoważne traktowanie własnych odznaczeń. Zwrócił uwagę, że kapituła Orderu Orła Białego obradowała prawie cały dzień w Juracie — prawdopodobnie dlatego, że jej członkowie mają świadomość, iż takie ruchy dawania, odbierania, wyrzucania i przesyłania orderów są zawsze kosztem powagi odznaczenia. Order Orła Białego to prestiż Polski jako kraju, który takie odznaczenie nadaje politykom zagranicznym.
Kontrakty na odbudowę nie zależą wyłącznie od Ukrainy i Polski
Zapytany, czy napięte relacje polsko-ukraińskie mogą spowodować, że kontrakty na odbudowę Ukrainy zostaną po polskiej stronie zaprzepaszczone, Komorowski odpowiedział, że nie sądzi. O tych kontraktach decydują bowiem instytucje Unii Europejskiej i zasady przez nią tworzone — znaczna część tych kontraktów jest finansowana albo z pieniędzy europejskich, albo z funduszy przeznaczonych na ubezpieczenie tego rodzaju transakcji. To nie będą decyzje ani czysto polskie, ani czysto ukraińskie w stopniu wystarczającym — będą to decyzje z udziałem instytucji unijnych.
Odniósł się też do twierdzeń, że Polska nic nie zyska na tych kontraktach i że głównym rozgrywającym są Niemcy. Ocenił, że twierdzą to ci, którzy jednocześnie dorzucają koks do pieca, psując relacje polsko-ukraińskie, i zaraz mówią, że skoro relacje są złe, to kontraktów nie będzie. To są niepoważni ludzie — i najczęściej są to te same osoby, które swego czasu w sposób zupełnie beztroski i demoralizujący te relacje wszystko oddawały Ukraińcom za darmochę. Jako przykład wskazał wpuszczenie przez rząd PiS ogromnych ilości ukraińskiego zboża do Polski — i ci sami politycy potem krzyczeli, że trzeba to zatrzymać. Takich przykładów jest cała masa. To nie tylko hipokryci — to głupki polityczne.
Ukraina powinna wejść do UE, ale wsparcie nie może być bezwarunkowe
Komorowski ocenił, że w polskim interesie jest, żeby Ukraina weszła do Unii Europejskiej i była związana ze światem zachodnim — bo na wschodzie jest Rosja. To jednak nie znaczy, że nasze wsparcie dla Ukrainy w jej niełatwej drodze ku zachodowi powinno być bezwarunkowe. Tak właśnie działał PiS — wszystko za darmochę. Polska ma prawo, a wręcz obowiązek, realizować to co jest strategicznym interesem Polski i Polaków — a tym jest Ukraina zorientowana na zachód — jednocześnie załatwiając polskie interesy. Tak działa rozsądna polityka w świecie demokratycznym, oparta nie na złych emocjach, lecz na rachunku korzyści.
Pozostałe wątki
Rozmowa dotyczyła też afery szpitalnej w Szpitalu Południowym — Komorowski ocenił, że rząd Tuska reaguje prawidłowo, nie nerwowo, i wyraził przekonanie, że winni zostaną rozliczeni. Ewentualną odpowiedzialność polityczną zacząłby od wszystkich premierów, którzy przez lata blokowali lub unikali reformy służby zdrowia — i przypomniał, że jedyna poważna reforma służby zdrowia, przeprowadzona przez rząd Jerzego Buzka, została wywrócona przez rząd Leszka Millera natychmiast po objęciu władzy. Odniósł się też do sondażu IBRIS dla Onetu wskazującego na rekordowe 55% zaufania do Nawrockiego — ocenił, że to słaby wynik jak na pierwsze miesiące prezydentury, bo on sam w analogicznym okresie miał 80% zaufania, a Kwaśniewski podobnie. Regułą jest wzrost zaufania do prezydenta o co najmniej 10-15% w pierwszym roku po wygranych wyborach — a tu przybyło zaledwie 8 punktów.
Rozmowę przeprowadził Kamil Szewczyk. Program dostępny na kanale Polskie Radio 24 na YouTube, liczącym ponad 109 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 26 czerwca 2026 roku.