Parafianowicz w Wirtualnej Polsce: konferencja w Gdańsku to festiwal zaklinania rzeczywistości. Zełenski kłamie, że chciał kompromisu

Zbigniew Parafianowicz — dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim” — był gościem programu Newsroom Wirtualnej Polski, gdzie rozmawiał z Pawłem Pawłowskim o kulisach konferencji URC w Gdańsku, sporze o order Orła Białego, ekshumacjach ofiar Wołynia i kuluarowych kanałach dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem.

Konferencja w Gdańsku — festiwal zaklinania rzeczywistości

Parafianowicz ocenił konferencję ostro. To jest — jak powiedział — taki trochę festiwal zaklinania rzeczywistości. Można mówić, że jest wspaniale, bo Ukraina wynegocjowała kontrakty na miliardy euro, ale patrząc pobieżnie na zdjęcia ze spotkań oficjalnych widać pewną niestosowność tej sytuacji. Na przykład na spotkaniu z premierką Swyrydenko i Tuskiem obok siedział wicepremier Taras Kaczka — znany z ogromnego antypolonizmu — oraz ambasador Wasyl Bodnar, który przed chwilą właśnie oddał order. Wystarczy spojrzeć na tę fotografię, żeby mieć świadomość, jak bardzo jest to orwellowski świat.

Parafianowicz wyjaśnił też, czym w istocie jest ta konferencja. Od Lugano w 2022 roku jest to konferencja głównie poświęcona budowaniu instrumentów finansowych, które mają zabezpieczać przyszłe, powojenne inwestycje na Ukrainie. Operowanie pojęciami stu milionów, dwóch miliardów, bilionów kontraktów, które się pojawiają, to mocne bicie piany. Nie chodzi o konkretne inwestycje, które gdzieś powstaną, tylko o budowanie szeregu instrumentów finansowych — między innymi po to, żeby firma taka jak Control Process mogła odzyskać pieniądze chapnięte przez władze Lwowa na finale swojej inwestycji. Co zresztą znalazło odzwierciedlenie w tweetach polskiego szefa MSZ i w odcinaniu się przez rzecznika MSZ od obecności Sadowego w samym Gdańsku. Tweet Radosława Sikorskiego jest złośliwy i inteligentnie napisany, ale też pokazuje pewien dyskomfort sytuacji, w której Polska się w Gdańsku znalazła.

Biznes na Ukrainie wymaga zielonego światła z ulicy Bankowej

Parafianowicz wyjaśnił, dlaczego nie można abstrahować od polityki, mówiąc o biznesie z Ukrainą. Ukraina ma specyficzny system polityczny, który opiera się na funkcjonowaniu czapy politycznej zabezpieczającej każdy proces — czy to ekshumacyjny, czy biznesowy. Bez akceptu prezydenta Zełenskiego i bez zielonego światła z ulicy Bankowej, gdzie urzęduje prezydent, żaden urzędnik, biznesmen ani ktokolwiek inny nie może spokojnie pójść do toalety. Tak to działa i nie można abstrahować od polityki, od atmosfery, mówiąc o biznesie. Choć biznesy, które były porozpoczynane jeszcze przed kryzysem, będą szły do przodu z prostej kalkulacji firm, które widzą, że to im się opłaca — tu działa interes, nie emocje.

Prowadzący Paweł Pawłowski zwrócił uwagę, że wiceprezes Ukraińskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Michał Nepran mówił otwarcie, że Ukraina ma opracowane alternatywne trasy transportu — przez Rumunię, Słowację, Węgry, Czechy oraz korytarz Morza Czarnego — i jest na wszystko przygotowana, gdyby Polska jakkolwiek utrudniała ukraiński biznes. Parafianowicz potwierdził, że tak jest, ale zaznaczył: ten taniec będzie dla Ukrainy droższy. Alternatywne trasy wymagają inwestycji zwiększających przepustowość przejść granicznych i wydłużają trasy dostarczania towarów. Polska ma autostrady, relatywnie dużo przejść granicznych, realną infrastrukturę pozwalającą szybko i skutecznie przerzucić towary. To jest geograficzna przewaga, której nie zastąpi się z dnia na dzień. W Polsce są autostrady doprowadzające towary i usługi na Ukrainę. To nie jest jedno czy dwa prowincjonalne przejścia graniczne gdzieś w Karpatach, tylko rzeczywista infrastruktura pozwalająca szybko i w miarę skutecznie przerzucić te towary.

Parafianowicz napisał w swojej książce, że cała filozofia ukraińskiej odbudowy polega na tym, żeby nie być uzależnionym od jednego kierunku — i to jest mądre. Ukraina buduje relacje nawet z Orbánem. Te relacje były bardzo zmitologizowane — politycznie zamrożone, ale podczas blackoutów Ukraińcy kupowali prąd z elektrowni PAX działającej na rosyjskim paliwie atomowym, a diesel na ropie rosyjskiej przetwarzanej w słowackich rafineriach. Handel kwitł mimo zamrożenia politycznego. Pokazuje to, że mimo zamrożenia relacji politycznych można prowadzić współpracę gospodarczą korzystną dla obu stron.

Podobnie jest z Białorusią — mimo sporów i gróźb formułowanych przez Kijów pod adresem Łukaszenki, po rozejmie pierwszego dnia przestają obowiązywać wszystkie sankcyjne ustawy na Białoruś i może rozpocząć się handel. Białoruś ma rafinerię w Mozyrzu i przemysł petrochemiczny, który będzie produkował m.in. asfalt konieczny przy odbudowie infrastruktury transportowej. Nawet dziś Ukraina ma wiele wyjątków dotyczących współpracy z Białorusią — traderzy zarejestrowani w Mińsku pod nieco zmienionymi nazwami prowadzą spokojnie handel z Ukrainą mimo teoretycznie zamkniętej granicy. To też jest modus operandi ukraińskiej filozofii odbudowy — dywersyfikacja partnerów i kierunków.

Sadowy i jego mityczne kontrakty — PR i manifestacyjne upokarzanie partnera

Parafianowicz zdekonstruował działalność mera Lwowa Andryja Sadowego w Gdańsku. Jego impreza — Lwowski Dzień Odporności — nie była pod patronatem URC, co potwierdziła prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz w rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM oraz co potwierdził polski MSZ. Sadowy mówi o kontraktach na 2,5 miliona euro — warto jednak przypomnieć, że jedna inwestycja firmy Control Process, z którą Polska ma problem we Lwowie, jest warta 30 milionów euro. Porównajmy skalę tych przechwałek. To co robił Sadowy w Gdańsku to był jeden wielki PR — medialny show charakterystyczny dla modus operandi ukraińskiej polityki i dyplomacji, czyli manifestacyjne próby upokarzania partnera.

Dokładnie tak samo zachowywał się w 2017-2018 roku neonacjonalista Swiatosław Szeremeta, gdy Polska obłożyła go zakazem wjazdu do Schengen — ostentacyjnie fotografował się na berlińskim lotnisku i wysyłał zdjęcia przez Twitter, pokazując, że zakaz nie obowiązuje. Sadowy zachowuje się według tego samego paradygmatu. Robi medialny show, mówi o kontraktach na dwa i pół miliona euro — i zapomina, że gwarancje bankowe, które ukradł firmie Control Process, są wielokrotnie więcej warte niż te mityczne kontrakty przywiezione z Gdańska.

Ordenopad i urealnienie stosunków

Parafianowicz ocenił, że to co jest przełomowego w decyzji Nawrockiego, to nie jest symbolika orderu, tylko pewna konstatacja: skończył się etap Ukrainy jako państwa, które potrzebuje adwokata w Polsce lub w jakimkolwiek innym państwie, któremu polska dyplomacja będzie niosła kaganek oświaty. Ukraina upodmiotowiła się przede wszystkim militarnie i nie wymaga podejścia opartego na opiece. To jest wręcz korzyść dla Polski — powoduje, że możemy pragmatycznie wyznaczyć sprawy do załatwienia z Ukrainą bez oglądania się na to, co ona może nam dać za darmo lub co my możemy jej dać za darmo. To już tylko i wyłącznie stosunki pragmatyczne — nie mityczne, giedrojciowskie mówienie o wielkiej miłości polsko-ukraińskiej, tylko realistyczne wyznaczenie polskich i ukraińskich korzyści i realizacja tego interesu bez sentymentów. Widzi absolutnie możliwość działania w paradygmacie węgierskim — pragmatycznej współpracy gospodarczej, wyznaczenia sfer różniących obie strony i funkcjonowania w atmosferze nieagresji, robienia biznesów i pragmatycznego patrzenia na te relacje.

Parafianowicz śledzi też ukraińskie programy publicystyczne i emocjonalność po tamtej stronie jest równie wysoka. Poważni politycy — tacy jak były doradca prezydenta Juszczenki Ołek Rybaczuk — pozwalają sobie wręcz na jawne kłamstwa w dyskusji o Polsce i o historii. W jednym z ostatnich programów pierwszego kanału ukraińskiej telewizji publicznej Rybaczuk komentując sprawę Wołynia mówił o czerwonych partyzantach jako rzekomym spiritus movens całego ludobójstwa wołyńskiego — posługując się mitami sowieckimi. Szef Centrum Miroszewskiego natychmiast to zdekonstruował, przywołując rozkazy tych partyzantów, z których wynikało coś zupełnie innego. Fakt, że ważni ludzie po stronie ukraińskiej posługują się wręcz fałszem, pokazuje skalę emocjonalności tego sporu — po obu stronach. Ale ordenopad powoduje, że urealniamy te stosunki. Wychodzimy z zależności tych podwójnych nelsonów moralnych i emocjonalnych, tworząc rzeczywiste stosunki oparte na kalkulacji. I to jest bardzo dobre.

Zełenski kłamie, że chciał kompromisu. Kulisy misji Kwaśniewskiego

Parafianowicz zdementował twierdzenia ukraińskiej strony, że Polacy nie przedstawili żadnej oferty. Zełenski w tej sprawie kłamie. Oferta była przedstawiona. Byli wysłannicy nie tylko rządowi, nie tylko ze strony prezydenta, którzy prowadzili te rozmowy. W te rozmowy był zaangażowany w dobrej wierze Aleksander Kwaśniewski. To on jest autorem propozycji rozformowania spornej jednostki — tak żeby nie było problemu z patronem — i stworzenia nowych batalionów lub grup batalionowych. Te propozycje były przedstawione. Prezydent Nawrocki czekał na telefon. Tego telefonu nie było. Nie było też telefonu, w którym miała pojawić się opcja zwiększenia liczby miejsc ekshumacyjnych, która pozwoliłaby polskiej stronie wyjść z twarzą z całego problemu. Po czym Budanow po odebraniu orderów wyszedł i zaczął mówić, że on od początku chciał się pojednać i chciał kompromisu. To jest nieprawda — to jest kłamstwo, którym posowiecka dyplomacja posługuje się w sposób instrumentalny. To właśnie różni posowiecką dyplomację od europejskiej: w dyplomacji europejskiej manipuluje się partnerem, używając pojęć niekoniecznie odpowiadających rzeczywistości, ale manipulacja jest czymś innym niż jawne kłamstwo stosowane nagminnie przez dyplomację ukraińską.

Kwaśniewski jest — zdaniem Parafianowicza — najlepszym kanałem komunikacji w relacjach z Ukraińcami, bo jest autentyczny dla obu stron i nie ma wątpliwości co do tego, czyje finalnie interesy reprezentuje — polskie. Z tego co się orientuje, poprzez Budanowa i środowiska związane ze służbami specjalnymi takich kanałów się szuka, żeby utrzymywać relację. Strona ukraińska namierza opcje — do kogo może się odezwać i z kim rozmawiać. To jest logiczne. Jeżeli Zełenski nawarzył piwa, to musi teraz wypić — to on ten problem wygenerował.

Kto utrudnia kompromis po polskiej stronie

Zapytany przez prowadzącego, czy większą krzywdę interesom Polski robią ci, którzy bezkrytycznie podchodzą do pomocy dla Ukrainy, czy ci, którzy zbijają kapitał polityczny na nastrojach antyukraińskich, Parafianowicz odpowiedział ostrożnie. Nie chce krytykować ludzi, którzy nawet naiwnie próbują pomagać państwu walczącemu z Rosją — bo naszym wrogiem jest Rosja, a nie co do zasady Ukraina, choć jest ona bardzo trudnym partnerem. Potępianie ludzi dostarczających pomoc dla Ukrainy w dobrej wierze byłoby nierozsądne. Jeśli chodzi o zbijanie kapitału politycznego, to oczywiście jest to naczelny argument Zełenskiego — że Polska gra historią w polityce wewnętrznej. Ale czym jest jego decyzja o nadaniu patronatu bohaterów UPA dla jednostki specjalnej? On musiał sobie zdawać sprawę, że sięga po środek, który spowoduje reakcję po drugiej stronie. Zachowania polityków po stronie ukraińskiej, nakładanie garniturów patriotycznych, też wynikają z chęci zbicia kapitału — tak działa mechanika polityki po obu stronach.

Sondaż WP: 41,6% Polaków uważa, że Ukraina w ogóle nie chce się rozliczyć z Wołynia

Parafianowicz odniósł się do sondażu Wirtualnej Polski, w którym respondenci oceniali podejście Ukrainy do rozliczenia zbrodni wołyńskiej. Zaledwie 8,7% uznało, że Ukraina robi wystarczająco dużo. 38,1% — że robi za mało. 41,6% — że w ogóle nie chce się rozliczyć z ludobójstwa wołyńskiego.

Jeśli chodzi o fakty dotyczące ekshumacji — trwają i to jest dobrze, że ten kompromis polegający na rozdzieleniu upamiętnień od ekshumacji się pojawił. Jest istotny. Natomiast liczba ekshumacji realizowanych jest homeopatyczna. Warunkowość wymagająca każdorazowej decyzji administracyjnej do procesu poszukiwawczego lub ekshumacyjnego jest nieakceptowalna. Sam proces walki o te miejsca — jak walczyła Fundacja Dancewicza, która odegrała ogromną rolę w ekshumacjach w Późnikach — jest żenujący. To, że trzeba walczyć o prawo do odkopania swoich bliskich wymordowanych w ludobójstwie wołyńskim, uprawnia Polskę do stosowania wszelkich metod nacisku na Ukrainę. Jeżeli prezydent Ukrainy i Ukraina jako państwo nie wstydzą się handlowania zwłokami ludzi pomordowanych w ludobójstwie, to wszystkie metody są dozwolone w relacjach z nimi.

Czy decyzja Nawrockiego zablokuje ekshumacje

Decyzja o odebraniu orderu nie ma bezpośredniego związku z zabezpieczeniem ekshumacji — ale może mieć wpływ negatywny. Parafianowicz spodziewał się, że Ukraińcy wejdą z powrotem w temat pogrywania ekshumacjami. Uważa, że to kwestia czasu, kiedy sięgną po tę kartę. To był już jednak taki ostatni moment, kiedy można było wywrócić stolik w relacjach z Ukraińcami w kwestii historii. Ryzyko przełożenia się tej decyzji na zablokowanie ekshumacji jest dość wysokie — choć zaskakujące jest to, że Zełenski jeszcze po to nie sięgnął.

Kto steruje oddawaniem orderów po stronie ukraińskiej

Parafianowicz potwierdził informację dziennikarza Mateusza Lachowskiego, że dobrze widziane ze strony Zełenskiego było, by ukraińscy oficjele również oddawali polskie odznaczenia. Orkiestrowaniem tego procesu zajmuje się Iryna Wereszczuk — bliska współpracowniczka prezydenta, kurirująca kontaktami z byłymi głowami państw i utrzymująca kontakt z byłymi prezydentami. To przez nią poszła ta sugestia, ten cały układ. Orkiestrowanie pewnych procesów na Ukrainie jest czymś normalnym — naturalnym procesem politycznym.

Rozmowę przeprowadził Paweł Pawłowski. Program dostępny na kanale Wirtualna Polska News na YouTube, liczącym ponad 216 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 26 czerwca 2026 roku.


You may also like

Page 1 of 50

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *