Kosiniak-Kamysz w Polsat News: nie ma MiG-ów dla Ukrainy, bo nie ma dronów. Z banderowskim panteonem Ukraina do Unii nie wejdzie

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz był gościem programu Wydarzenia 24 w Polsat News, gdzie rozmawiał o wyborze szwedzkich okrętów podwodnych w programie Orka, zerwanej umowie z Ukrainą o wymianie MiG-ów za drony, sporze o Panteon Bohaterów i akcesję Ukrainy do UE, stanie polskiej armii, planowanej amerykańskiej bazie wojskowej, aferze szpitala południowego oraz przyszłości Trzeciej Drogi.

Program Orka — szwedzkie okręty po 30 latach oczekiwania

Kosiniak-Kamysz ocenił wybór trzech szwedzkich okrętów podwodnych jako wielki sukces — ostatni polski okręt podwodny pochodzi z lat 1985-1986, a admirałowie, którzy zaczynali na nim służbę, są dziś od dawna na emeryturze. Żaden wcześniejszy rząd, prezydent czy minister obrony nie doprowadził programu Orka do finału mimo wieloletnich obietnic.

Odpierając zarzuty, że niemieckie i francuskie oferty były bardziej nowoczesne, zwrócił uwagę na hipokryzję krytyków — strona niemiecka, mimo że nie podpisano z nią żadnej umowy, teraz zachęca Polskę do zakupu swoich okrętów. Decyzja zapadła po konkursie ofert ocenianym przez marynarkę wojenną — nie wszystkie oferty spełniły jej kryteria, szwedzka spełniła je z nawiązką. Kluczowe argumenty za Szwecją: gapfiller w postaci zmodernizowanego okrętu już od przyszłego roku, zamiast czekania do 2030-2031 roku, oraz fakt, że Szwedzi kupują od Polski w zamian — inwestycje szwedzkiego przemysłu zbrojeniowego z koncernem Saab na czele mają dać, według szacunków szwedzkiego rządu, około 7 tysięcy miejsc pracy w Polsce.

Co do braku pocisków manewrujących — Kosiniak-Kamysz zapewnił, że mogą być dokupione do tego okrętu, najnowocześniejszego, skrojonego specjalnie pod warunki bałtyckie. Okręt może operować bez wchodzenia do portu przez 45 dni, jest najcichszy, nie potrzebuje powietrza, może zarządzać armadą dronów, które będzie wysyłał i z których wojska specjalne będą mogły prowadzić operacje. Skrytykował lobbing innych producentów zbrojeniowych — Niemcy chwalą niemieckie, Włosi włoskie, Koreańczycy koreańskie.

Na pytanie, czy w dobie dronów (które na Morzu Czarnym skutecznie zablokowały rosyjską flotę) wielkie platformy okrętowe są jeszcze potrzebne, odpowiedział, że Kanada właśnie rozstrzyga przetarg na kilkanaście okrętów podwodnych, podobnie Szwedzi, Niemcy, Norwegowie i Francuzi rozwijają te zdolności — Polska, aspirująca do bycia najnowocześniejszą armią w Europie i obejmująca dowództwo nad Bałtykiem w 2028 roku, nie może sobie pozwolić na rezygnację z żadnego rodzaju zdolności.

MiGi za drony — porozumienie z Ukrainą nie zostało zrealizowane

Kosiniak-Kamysz ujawnił kulisy zerwanej umowy. Zaproponował Ukrainie partnerskie podejście — wymianę MiG-ów za drony i technologie dronowe. Ukraińcy na początku przyjęli tę propozycję, ale jej nie zrealizowali — w rezultacie nie ma MiG-ów dla Ukrainy, bo nie ma dronów dla Polski. Podkreślił, że Ukraina, mimo trwającej wojny, jest już na tyle zaawansowana technologicznie, że sprzedaje swój sprzęt wojskowy za granicę — wczoraj podpisała umowę z Kuwejtem na drony. Skoro mają zdolności do eksportu, powinni dzielić się know-how także z Polską w ramach zasady solidarności — pomagasz, ale jeśli partner widzi, że może cię wesprzeć technologią, to się tym dzieli.

Skontrastował to z polityką poprzedniego rządu, który — jak ocenił — donował sprzęt bez oczekiwania niczego w zamian. Zastrzegł jednak, że nie krytykuje tej decyzji — sam zrobiłby tak samo, biorąc pod uwagę, że Ukraina była wówczas w znacznie trudniejszej sytuacji.

Zełenski gra na siebie — traci na tym i Ukraina, i Polska

Pytany o opinię, że Ukraina to najtrudniejszy partner, z jakim współpracuje Polska, Kosiniak-Kamysz przyznał, że Ukraina przez ostatnie cztery lata radykalnie zmieniła swoją pozycję geopolityczną dzięki ogromnemu wsparciu — w tym polskiemu. Przypomniał, że Ukraina nie przetrwałaby bez przyjęcia przez Polskę trzech milionów uchodźców bez obozów dla uchodźców, oraz bez lotniska w Jasionce, otwartego jako hub przeładunkowy od drugiego dnia wojny i utrzymywanego do dziś — wraz z ochroną infrastruktury, torami kolejowymi, bateriami Patriot i polskimi systemami obrony.
Ocenił jednak, że prezydent Zełenski gra dziś przede wszystkim na własną politykę wewnętrzną i dostrzegł korzyść polityczną w budowaniu sporu historycznego z Polską. Nazwał to tragicznym — spirala decyzji, która zaczęła się od Zełenskiego, a przeszła w decyzję Nawrockiego o odebraniu orderu, sprawia, że choć Zełenski może zyskiwać popularność, tracą oba państwa — i Polska, i Ukraina. Zaznaczył wprost: na tej grze traci Ukraina, bo nie powinno się prowadzić polityki sprawiającej ból tym, którzy pomogli w najtrudniejszych chwilach.

Ujawnił też kulisy nieudanej próby deeskalacji — szef gabinetu Zełenskiego, Budanow, otrzymał od polskiej strony kilka scenariuszy wyjścia z sytuacji, w tym możliwość spotkania z prezydentem Nawrockim, ale Ukraińcy tę alternatywę odrzucili. Do spotkania nie doszło — i Kosiniak-Kamysz ocenił to jako porażkę obu stron: ani Ukraińcy się nie wykazali, ani minister Przydacz, odpowiedzialny za politykę międzynarodową w Kancelarii Prezydenta, nie zorganizował tego spotkania, mimo że rząd stworzył na to czas.

Z Banderą w panteonie nie ma drogi do Unii Europejskiej

Kosiniak-Kamysz jednoznacznie zadeklarował, że Ukraina z Stepanem Banderą w Panteonie Bohaterów do Unii Europejskiej nie wejdzie. Przypomniał, że jedną z fundamentalnych zasad UE jest spełnianie warunków akcesyjnych w kilkunastu obszarach negocjacyjnych, w tym antykorupcyjnym — ale też zasadę, że żadne państwo wstępujące do Unii nie mogło budować swojej tożsamości narodowej i polityki historycznej na osobach lub wydarzeniach budzących sprzeciw i ból u partnerów unijnych. Przywołał przykłady Francji, Włoch czy Chorwacji jako dowód tej reguły.

Na cytat Zełenskiego, że „nikt nam nie będzie mówił, kogo mamy czcić”, odpowiedział riposta — to nikt nie będzie mówił Polsce, jak ma głosować w sprawie wejścia jakiegokolwiek państwa do Unii Europejskiej. Wskazał, że jeśli Ukraińcy liczą na to, że Niemcy i Francja przyciśnie Polskę do ustępstwa, to mogą się przeliczyć — Polska już wcześniej nie godziła się na presję w innych sprawach, a w razie potrzeby znajdzie sojuszników w Grupie Wyszehradzkiej, gdzie Słowacja, Węgry i Czesi patrzą dziś na sytuację ze zdziwieniem.

Potwierdził też tezę, że części elit w Kijowie wcale nie zależy dziś tak bardzo na wejściu do UE, jak deklarowano wcześniej. Porównał obecną postawę Ukrainy do determinacji widocznej na szczycie NATO w Waszyngtonie dwa lata temu — wtedy Zełenski bardzo liczył choćby na sygnał ws. NATO. Dziś, również podczas ostatniej wizyty generała Budanowa, takiej determinacji już nie widział.
Wskazał na konkretny przykład rozbieżności interesów — kwestię rolnictwa. Poprzedni rząd, jego zdaniem, zgodził się na „absolutnie wolną amerykankę” w handlu zbożem z Ukrainą, co doprowadziło do kolejek wagonów ze zbożem technicznym zaburzającymi polski rynek i destabilizującymi polskie rolnictwo na lata. Obecny rząd to zablokował, zmieniając przepisy na poziomie europejskim na bardziej restrykcyjne.

Na pytanie, czy Polska ma i wykorzystuje realne narzędzia nacisku na Ukrainę, podkreślił równowagę wzajemnych zobowiązań — Ukraina od czterech lat zużywa potencjał Federacji Rosyjskiej, co jest korzystne dla Polski i Europy, za co jest wdzięczny, ale jednocześnie Ukraińcy nie powinni zapominać, że 90% pomocy humanitarnej i militarnej od czterech lat każdego dnia idzie przez Polskę.

Stan Wojska Polskiego — odpowiedź na krytykę byłych ministrów

Kosiniak-Kamysz odpowiedział na zarzuty byłych ministrów obrony, Mariusza Błaszczaka i Michała Dworczyka, dotyczące rzekomego niewyciągania wniosków z doświadczeń wojny na Ukrainie. Podkreślił, że dzięki polskiej inicjatywie powstało w Bydgoszczy Centrum NATO Ukraina, zajmujące się edukacją, treningiem i implementacją doświadczeń z pola walki — zgody NATO na tę inicjatywę nie udało się uzyskać poprzednikom, on uzyskał ją w pierwszych miesiącach urzędowania. Zarządził też zmianę polskiego prawa wzorowaną na rozwiązaniach ukraińskich wprowadzonych po wybuchu wojny.

Co do liczebności armii — przypomniał, że poprzedni rząd mówił o armii liczącej 300 tysięcy żołnierzy, obecny zakłada 500 tysięcy: 300 tysięcy zawodowych i 500 tysięcy rezerw wysokiej gotowości. Odpierając zarzuty marszałka Bosaka o braku ćwiczeń mobilizacyjnych dużych związków wojskowych, wskazał na pierwsze od kilkunastu lat ćwiczenia dywizyjne (Żelaznej Dywizji), zarządzone w ubiegłym roku.

Amerykańska baza wojskowa — decyzja zależy od Waszyngtonu

Na pytanie o termin decyzji ws. stałej amerykańskiej bazy wojskowej, Kosiniak-Kamysz wskazał, że sekretarz obrony USA Pete Hegseth zapowiedział podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli sześciomiesięczny przegląd amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Polska jest gotowa podjąć wszelkie zobowiązania finansowe i lokalizacyjne — Rada Ministrów upoważniła go do prowadzenia takich rozmów.

Wymienił jako potencjalne lokalizacje Wrocław i Poznań, gdzie trwają już inwestycje polsko-amerykańskie — zdementował, jakoby wymieniał wcześniej Szczecin. Potwierdził, że prowadzi nieformalne rozmowy z prezydentami miast, w tym z prezydentem Wrocławia, którego spotkał dzień wcześniej przy okazji obchodów 70. rocznicy wydarzeń czerwca 1956 roku w Poznaniu.
Oszacował koszt takiej inwestycji na kilkanaście miliardów złotych — nazwał to inwestycją, nie wydatkiem, bo zwróci się w podatkach pośrednich i przede wszystkim w zdolności odstraszania. Przypomniał, że po 1989 roku amerykańskie bazy nie przeniosły się trwale z zachodnich do wschodnich Niemiec, mimo upadku muru berlińskiego — dziś granica wschodniej flanki NATO i zachodniego świata przebiega na Bugu, co zmienia logikę rozmieszczenia sił. Obecnie w Polsce stacjonuje rotacyjnie około 10 tysięcy amerykańskich żołnierzy — utrzymanie jednego żołnierza kosztuje Polskę rocznie około 15 tysięcy dolarów.

Afera szpitala południowego — za dużo łapczywości, za mało kompetencji

Pytany, czy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski powinien podać się do dymisji po aferze szpitala południowego, Kosiniak-Kamysz nie odpowiedział wprost, ale ocenił że problemem była nie tyle obecność działaczy partyjnych w radach nadzorczych, ile „za dużo łapczywości na pieniądze” i obsadzanie stanowisk osobami nieprzygotowanymi merytorycznie — trudno być zarządcą SOR-u bez odpowiedniej specjalizacji.

Odniósł się też do propozycji PiS i Lewicy o rozdzieleniu prywatnej i publicznej służby zdrowia, oceniając ją jako zbyt powierzchowną politycznie — pytał retorycznie, czy dobrze byłoby, gdyby kardiochirurg przeszczepiający serca był dostępny wyłącznie prywatnie, a nie w ramach NFZ. Skrytykował za to nieproporcjonalny wzrost zarobków w niektórych specjalizacjach medycznych — przykładowo podwyżkę 15% dla kogoś zarabiającego 40-50 tysięcy złotych przy jednoczesnej podwyżce 3% dla pracownika budżetówki zarabiającego 6 tysięcy, nazywając to niesprawiedliwym i niemoralnym. Opowiedział się za większą jawnością wynagrodzeń lekarzy oraz przyznał, że zgadza się z propozycją Konfederacji o konkurencji między różnymi funduszami ubezpieczeniowymi — zaznaczając przy tym żartobliwie, że mówił o tym wcześniej niż Konfederacja w ogóle zaczęła istnieć.

Trzecia Droga — PSL otwarty na Hołownię, sceptyczny wobec Pełczyńskiej-Nałęcz

Na pytania o przyszłość koalicji i ewentualną wspólną listę z Koalicją Obywatelską, Kosiniak-Kamysz przypomniał, że podobne prognozy o końcu PSL pojawiały się już w 2023 roku, a partia mimo niskich sondaży zwiększyła liczbę posłów z 15 do prawie 40. Zadeklarował otwartość na ponowne wspólne starty z Szymonem Hołownią — Trzecia Droga, jego zdaniem, była kluczowa dla odsunięcia PiS od władzy.

Jednocześnie ocenił krytycznie obecną liderkę Polski 2050, minister Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz, sugerując że jej poglądy są bliższe Partii Razem niż dotychczasowej linii formacji Hołowni — wskazał na jej krytykę wobec ustawy PSL o kadencyjności w samorządach oraz na rozbieżność stanowisk w sprawie regulacji najmu krótkoterminowego, gdzie popiera propozycję Ministerstwa Sportu i Turystyki, a nie pomysł zgłaszany przez Polskę 2050, ograniczający — jego zdaniem — rozwój branży turystycznej.


Rozmowę przeprowadził dziennikarz Polsat News. Program dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 500 tysięcy subskrybentów. Wyemitowany 30 czerwca 2026 roku.


You may also like

Page 1 of 54
Page 1 of 54

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *