Igor Zalewski — publicysta Kanału Zero — skomentował projekt ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym i wypowiedzi Zełenskiego, analizując problem ukraińskich bohaterów narodowych, deficyt postaci historycznych, które można by celebrować bez kontrowersji, oraz polityczne konsekwencje dla relacji polsko-ukraińskich.
Ukraiński Wawel i deklaracja Zełenskiego
Panteon Narodowy ma być ukraińskim Wawelem — nekropolią, do której mają trafiać bohaterowie zasłużeni dla Ukrainy. Prezydent Zełenski, ogłaszając projekt ustawy, powiedział wprost: nikt obcy nie będzie dyktował Ukrainie, kto w tym Panteonie może się znaleźć, a kto nie. Podobne twarde deklaracje płynęły też od innych wpływowych polityków ukraińskich — wara wam od tego, kto będzie w naszym Panteonie Narodowym, nikt nie ma prawa się w to mieszać, to jest nasza wyłącznie wewnętrzna kwestia, kwestia naszej suwerenności, wszelkie naciski nie są mile widziane.
Ta wypowiedź Zełenskiego i innych polityków była oczywiście adresowana przede wszystkim do Polski — bo to Polacy, to państwo polskie obawia się, że do tego Panteonu trafią bohaterowie ukraińscy, którzy w historii Polski zapisali się nie złotymi, lecz krwawymi zgłoskami.
Polska obawa — wykonawcy i inspiratorzy rzezi wołyńskiej w Panteonie
Polska obawia się, że do Panteonu trafią wykonawcy i inspiratorzy rzezi wołyńskiej — liderzy OUN, czyli nacjonalistycznej partii, i liderzy UPA, czyli organizacji wojskowo-terrorystycznej, która ma ręce unurzone po łokcie w krwi Polaków, ale także Żydów. OUN i UPA były organizacjami o charakterze faszystowskim i nazistowskim. Współpracowały z III Rzeszą, kolaborowały z nią. Wielu Ukraińców walczyło w oddziałach Waffen SS, wielu w dywizji Galicja. Ta współpraca z hitlerowcami nie ulega wątpliwości.
Zalewski zwrócił uwagę na pewien paradoks — czczenie tych ludzi jest niejako przyznaniem Putinowi racji, bo to właśnie zarzut nazizmu ukraińskiego był przez niego używany jako pretekst do rozpoczęcia inwazji. To chyba dosyć karkołomna taktyka.
Karkołomna tym bardziej, że to jest prowokacja nie tylko wobec Polski. Prędzej czy później będzie to prowokacja wobec całej Europy i Unii Europejskiej, która po prostu nie toleruje u państw aspirujących do Unii pielęgnowania tradycji faszystowskich i nazistowskich. A Ukraina niestety podąża coraz żwawiej w tę stronę.
Splunięcie Polsce w twarz — Bandera w Panteonie jest pewny
Ukraińcy przygotowują się do ściągnięcia zwłok Stepana Bandery z Niemiec. Chcą je pochować w ojczyźnie z honorami — i jest właściwie pewne, że Bandera trafiłby do Panteonu Narodowego. To z polskiego punktu widzenia — jak to określił Zalewski — jest przejechaniem prętem po klatce. To jest po prostu splunięcie Polsce w twarz. I bardzo emocjonalnie na te plany reagują nie tylko politycy radykalni antyukraińscy, ale nawet całkiem zwyczajni, normalni Polacy, którzy nie mają w sobie takich emocji antyukraińskich — ale są one wzbudzane przez dosyć konsekwentną politykę prezydenta Zełenskiego.
Zalewski zauważył też możliwe drugie dno tej polityki — jeden z komentatorów na platformie X wskazał, że być może chodzi o to, żeby wzbudzać niechętne zachowania wobec Ukraińców po to, żeby byli zmuszeni lub czuli się zmuszeni do powrotu do ojczyzny po zakończeniu wojny. Bo ta wojna doprowadziła do wyludnienia Ukrainy — kto mógł, wyjeżdżał, po pierwsze bojąc się rosyjskich nalotów, a po drugie, żeby nie trafić do armii i na front.
Ukraina nie potrafi się samoograniczyć — Niemcy to potrafią
Zalewski postawił tezę, że Ukraina jest bardzo niekonsekwentna w tym, co robi. Z jednej strony płyną buńczuczne, prowokacyjne deklaracje ze strony Zełenskiego. Z drugiej — w ten sam weekend na terenie Ławry Kijowsko-Peczerskiej, czyli serca Kijowa i serca ukraińskiej państwowości, odsłonięto w obecności licznych notabli z Zełenskim na czele popiersie Iwana Mazepy — postaci z polskiego punktu widzenia zupełnie innej kategorii.
Ukraińcy — ocenił Zalewski — nie posiedli takiej umiejętności samograniczania się, którą Europa zdołała u siebie wypracować. Niemcy nie budują pomników i sanktuariów dla nazistów z III Rzeszy, nie honorują hitlerowców, nie stawiają pomników generałom Wehrmachtu — nawet takim teoretycznie nieumoczonym w nazizm, ale walczącym w imię III Rzeszy. Nie ma w Niemczech ulic generała Mansteina czy Rommla.
Polska też potrafi się samoograniczyć. Nie budujemy pomników Wacławowi Kostce-Biernackiemu — sanacyjnemu politykowi prowadzącemu ostrą działalność antyukraińską w II Rzeczypospolitej. Nie budujemy też pomników generałowi Lucjanowi Żeligowskiemu, który po I wojnie światowej zajął Wilno i Wileńszczyznę, tworząc fikcyjne państwo Litwę Środkową, a potem przyłączył ją do Polski. Gdybyśmy na granicy polsko-litewskiej budowali pomniki Żeligowskiego, Litwini nie byliby tym zachwyceni — i dlatego najzwyczajniej w świecie tego nie robimy. Nie kłujemy Litwinów po oczach, nie prowokujemy, nie irytujemy. Potrafimy się samoograniczyć — czego niestety Ukraińcy jeszcze się nie nauczyli.
Mazepa — postać do zaakceptowania, łącznik polsko-ukraiński
Mazepa jest postacią z polskiego punktu widzenia jak najbardziej do zaakceptowania — a nawet takim łącznikiem między Polską a Ukrainą. Był dworzaninem króla Jana Kazimierza Wazy — tego, który władał Rzeczpospolitą Obojga Narodów w trakcie potopu szwedzkiego. Jan Kazimierz abdykował w 1668 roku, a przez wcześniejsze lata młody Iwan Mazepa był jego paziem i dworzaninem. Wysyłał go w wyprawach edukacyjnych po zachodniej Europie i z misjami dyplomatycznymi.
Później Mazepa — przez wiele zawierowań historycznych — trafił na lewobrzeżną Ukrainę, wschód od Dniepru, i stał się hetmanem kozaczyzny związanej wówczas z Rosją. Początkowo prowadził lojalną politykę wobec caratu i kooperował z Piotrem, nazwanym później Wielkim. Ale w pewnym momencie stwierdził, że to nie jest dobra droga dla Kozaczyzny i postanowił Piotra Wielkiego zdradzić. Nadarzyła się ku temu okazja — trwała wojna północna, w której Piotr walczył ze Szwecją i z polskim królem Stanisławem Leszczyńskim. Mazepa zdradził Rosjan, przeszedł na stronę szwedzko-polską i brał udział w wielkiej batalii pod Połtawą w 1709 roku — decydującej dla naszej części Europy — którą jednak przegrał razem z Karolem XII, królem Szwecji. To był wielki triumf Piotra Wielkiego, który zbudował imperialną potęgę Rosji.
Mazepa jest symbolem niezależności wobec Rosji i symbolem całkiem dobrych relacji polsko-ukraińskich. Polacy byliby pewnie zachwyceni, gdyby trafił do Panteonu. Ale jeżeli trafi tam w towarzystwie Bandery — to nie będzie innego wyjścia, jak tylko głośno przeciwko temu protestować i to potępiać.
Deficyt bohaterów — Ukraina szuka w niebezpiecznych obszarach
Zalewski poświęcił sporo miejsca analizie problemu ukraińskich bohaterów. Przez długie lata taką symboliczną, kluczową postacią czczoną przez Ukraińców był Bohdan Chmielnicki. Jego wielki, imponujący, monumentalny pomnik stoi w centralnym miejscu Kijowa. Ale Chmielnicki ma bardzo poważną skazę, która dziś widoczna jest w całej rozciągłości.
Owszem — to człowiek, który wywołał powstanie Chmielnickiego, co znamy z Potopu Sienkiewicza. Przy okazji wyrżnął całą masę Lachów i Żydów, bo podczas powstań kozackich Żydzi byli jednym z głównych celów Czerni i Kozaczyzny. To byłoby jeszcze jakoś do zniesienia jako walka z Rzeczpospolitą. Problem jest jednak inny — Chmielnicki dogadał się z Rosją. Podpisał w 1654 roku ugodę w Perejasławiu, która oddawała Kozaczyznę w ręce caratu, przyłączała ją do państwa carów. Ukraińcy dosyć szybko tego pożałowali — bo w porównaniu z Rosją Rzeczpospolita Obojga Narodów była państwem mało zamordystycznym. W Rosji swoboda i niezależność Kozaczyzny bardzo szybko została ukrócona. Stąd między innymi wziął się bunt Iwana Mazepy.
Chmielnicki jest zatem człowiekiem, który oderwał Ukrainę od Rzeczypospolitej i oddał ją właściwie w darze Rosji. I kiedy zaczęła się wojna w 2022 roku, wielu polskich polityków uległo marzeniu, że oto nadszedł moment, by naprawić ten historyczny błąd — bo w XVII wieku można było stworzyć Rzeczpospolitą Trojga Narodów, ale źle traktowaliśmy Kozaków i oni schronili się pod berłem rosyjskim. Teraz można to naprawić, stworzyć unię polsko-ukraińską. Były to fantastyczne plany — co najlepiej widać z dzisiejszej perspektywy.
Dzisiaj Chmielnicki nie nadaje się na patrona Ukrainy, bo był politykiem, który spowodował związki z Rosją — a ta Rosja jest dziś głównym wrogiem. I tak Ukraina rozpaczliwie próbuje znaleźć bohaterów, wokół których można by budować mit ukraiński i tożsamość ukraińską. Tylko że tych bohaterów jest właśnie bardzo niewielu — i czasem Ukraina poszukuje ich w bardzo niebezpiecznych, złych obszarach. To nie może przynieść nic dobrego.
Komentarz wygłosił Igor Zalewski. Materiał dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym ponad 2,32 miliona subskrybentów. Opublikowany 29 czerwca 2026 roku.