Wojna na Ukrainie zmienia się szybciej niż jeszcze rok temu, drony zniwelowały część przewagi zamożniejszych armii, a Rosja pozostaje przeciwnikiem, którego nie wolno lekceważyć — ocenił Mateusz Lachowski, korespondent wojenny i twórca kanału Korespondent.pl, w rozmowie z prowadzącym kanału War Gang.
Aktualna sytuacja na froncie
Lachowski podkreślił, że sytuacja na ponad tysiąckilometrowym froncie różni się w zależności od odcinka. Wskazał, że na Zaporożu oraz w części obwodu dniepropetrowskiego strona ukraińska znajduje się w relatywnie lepszej sytuacji, natomiast kluczowym kierunkiem dla Rosjan pozostaje kierunek kramatorski — Konstantiniwka została już praktycznie zajęta, a Drużkiwka, jak ocenił, przestała funkcjonować jako miasto i stała się „miasteczkiem widmo”, w którym rosyjskie drony polują na cywilów. Ocenił, że Rosjanie będą dążyć do rozpoczęcia oblężenia Kramatorska jesienią, choć jego zdaniem szybki sukces jest mało prawdopodobny — wiele zależy od skali ewentualnej mobilizacji, która może nastąpić po wrześniowych wyborach do rosyjskiej Dumy.
Lachowski zwrócił uwagę na rosnącą liczbę Rosjan uciekających z kraju przez granice z Gruzją i Armenią — dochodzącą, jak wskazał, nawet do 20 tysięcy osób dziennie w szczytowych momentach — interpretując to jako oznakę obaw przed zapowiadaną częściową mobilizacją, podobną do tej z września 2022 roku. Ocenił, że obecna wojna różni się fundamentalnie od tej sprzed czterech lat — drony sprawiły, że front przesuwa się znacznie wolniej, a obie strony mają pełniejszy obraz sytuacji na polu walki. Zaznaczył jednocześnie, że mimo technologicznej transformacji wojna pozostaje równie brutalna i przerażająca jak wcześniej.
Drony jako przełom technologiczny
Odnosząc się do popularnej w polskim internecie tezy o „wojnie biedaków”, Lachowski zdecydowanie ją odrzucił, wskazując na przykład Bliskiego Wschodu — zarówno wykorzystanie dronów przez Izrael, jak i przez Iran w atakach na cele w regionie Zatoki Perskiej i cele amerykańskie — jako dowód, że drony fundamentalnie zmieniają charakter współczesnych konfliktów niezależnie od zamożności strony je stosującej. Ocenił, że powrót do modelu wojny sprzed dekady czy półtorej dekady jest już niemożliwy, a rozwój sztucznej inteligencji będzie tę zmianę pogłębiał. Podkreślił, że nie widzi przesłanek, by technologia dronowa miała zostać porzucona — trwa raczej ciągły wyścig zbrojeń między środkami ataku a metodami obrony (w tym zagłuszaniem), w którym żadna metoda nie osiąga stuprocentowej skuteczności na dłuższą metę.
Pytany o kierunek rozwoju technologii dronowej według rozmów z ukraińskimi żołnierzami, Lachowski wskazał na rosnącą rolę dronów autonomicznych, współpracujących ze sztuczną inteligencją w obserwacji pola walki i namierzaniu celów — technologię, która jego zdaniem wciąż wykracza poza wyobrażenia wielu osób w Polsce, ale na Ukrainie jest już rzeczywistością. Podkreślił, że tanie, ale skuteczne środki bojowe pozwalają wyrównywać szanse mniej zamożnym stronom konfliktu wobec przeciwników dysponujących drogim, zaawansowanym uzbrojeniem, i ocenił krytycznie postawę wyższości wobec takich rozwiązań, obserwowaną czasem w Polsce.
Ocena rosyjskiego wojska
Zapytany wprost o rosyjskie zdolności dronowe, w tym o jednostkę Rubikon, Lachowski nie odniósł się do niej bezpośrednio, przechodząc do szerszej oceny rosyjskiej armii. Zwrócił uwagę, że najostrzejsze opinie o Rosjanach formułują zazwyczaj komentatorzy i eksperci, podczas gdy sami ukraińscy żołnierze rzadko lekceważą przeciwnika, który od czterech i pół roku prowadzi wojnę, atakuje Kijów rakietami i zabija zarówno cywilów, jak i żołnierzy. Ocenił, że biorąc pod uwagę wsparcie wywiadowcze, jakie Ukraina otrzymuje od państw NATO, w tym dostęp do najlepszych na świecie systemów satelitarnych, Rosja nie może być tak słaba, jak niektórzy sugerują. Przywołał zasadę, że „Rosja nigdy nie jest tak słaba, jak się wydaje, ani tak silna, jak się wydaje”, podkreślając wyjątkową wytrzymałość społeczeństwa rosyjskiego na wyrzeczenia oraz odmienne, jego zdaniem archaiczne podejście do wartości ludzkiego życia, które — paradoksalnie — czyni Rosję groźniejszym, a nie słabszym przeciwnikiem. Ostrzegł przed lekceważeniem Rosji i jej zdolności wywiadowczych oraz dezinformacyjnych, w tym operacji prowadzonych w państwach europejskich, krytykując przy tym polskich polityków traktujących Rosję jako państwo przyjazne Polsce.
Ryzyko mobilizacji i prowokacji wobec NATO
Zapytany o ewentualny związek między spodziewaną rosyjską mobilizacją a doniesieniami o możliwej prowokacji wymierzonej w kraje bałtyckie lub Polskę, Lachowski zastrzegł, że nie jest w stanie ocenić intencji rosyjskiego kierownictwa, jednak powołał się na rozmowy z byłymi przedstawicielami polskich służb, z których wynika, że zagrożenie jest realne i od miesięcy monitorowane przez polskie instytucje. Zastrzegł, że nie jest w stanie ocenić, co dzieje się w głowach konkretnych osób z rosyjskiego kierownictwa, wymieniając w tym kontekście m.in. Aleksieja Diumina, Nikołaja Patruszewa i Jurija Uszakowa, zastanawiając się też nad realnym zaangażowaniem samego ministra obrony w te decyzje. Wskazał, że Rosjanie potrzebują dodatkowych sił, by kontynuować powolne, ale systematyczne zajmowanie kolejnych miejscowości na Donbasie, ponosząc przy tym ogromne straty. Porównał obecną skalę ucieczek Rosjan przez granicę z Gruzją i Armenią do sytuacji z sierpnia–września 2022 roku, gdy z kraju miał uciec milion, a może nawet więcej mężczyzn. Podkreślił niemożność jednoznacznego przewidzenia rosyjskich działań, przywołując zaskoczenie inwazją z lutego 2022 roku jako dowód nieprzewidywalności rosyjskiego kierownictwa.
Największe problemy Ukrainy
Lachowski ocenił, że kluczowym problemem Ukrainy pozostaje niedobór żołnierzy na froncie oraz brak modelu mobilizacji, który zachęcałby ludzi do udziału zamiast ukrywania się przed poborem. Jako drugi istotny czynnik wskazał brak wystarczającej liczby pocisków do systemów Patriot, co wpływa na morale ludności cywilnej — przywołał przykład silnie zniszczonej dzielnicy szewczenkowskiej w Kijowie jako przykład skutków tego niedoboru. Zaznaczył jednak, że mimo tych trudności ukraińskie społeczeństwo pozostaje niezwykle odporne, a Kijów, mimo ostrzałów, nie jest zagrożony zajęciem. Ocenił, że wpływ ewentualnej rosyjskiej mobilizacji na dalszy przebieg wojny jest trudny do przewidzenia, zależny od tego, na ile ukraińska przewaga w świadomości sytuacyjnej pola walki zdoła zniwelować przewagę liczebną przeciwnika.
Wizja zwycięstwa Ukrainy
Lachowski ocenił, że definicja zwycięstwa ewoluowała w ciągu wojny — od odzyskania terytorium w granicach z 1991 lub 2022 roku do przekonania, że samo utrzymanie niepodległości i kontroli nad kluczowymi miastami, takimi jak Kijów, Charków czy Odessa, stanowi realny sukces. Przywołał analogię do fińskiej wojny zimowej — Finlandia utraciła wówczas znaczne terytorium, lecz obroniła niepodległość i uniknęła losu, jaki spotkał Tatarów krymskich czy Ukraińców podczas sowieckich represji i deportacji. Wyraził nadzieję, że za kilkadziesiąt lat Ukraina, podobnie jak Finlandia, będzie postrzegana jako kraj, który mimo utraty części terytorium zachował niezależność i wybrał drogę zachodnią, podczas gdy Rosja pozostanie pogrążona w wewnętrznym chaosie. Opisując swoje przekonanie o wewnętrznym rozkładzie rosyjskiego społeczeństwa, przywołał „Martwe dusze” Mikołaja Gogola, cytując fragment o tym, że jedyny porządny człowiek w opisywanym mieście — prokurator — „prawdę mówiąc, świnia”, jako ilustrację tego, co określił mianem zgniłej od środka „rosyjskiej duszy”.
Relacje polsko-ukraińskie
Pytany o napięte relacje polsko-ukraińskie ostatnich miesięcy, Lachowski przyznał, że temat jest dla niego osobiście trudny, biorąc pod uwagę cztery lata spędzone na Ukrainie w trakcie wojny. Wyraził głębokie przekonanie, że ukraiński opór wobec Rosji leży w bezpośrednim interesie Polski, powołując się na własne doświadczenia z komunikacji z rosyjskimi internautami pod fałszywym kontem oraz obserwacje treści publikowanych w rosyjskich grupach, w tym związanych z Grupą Wagnera, dotyczących Polski. Podkreślił, że nigdy nie spotkał się z analogicznymi groźbami wymierzonymi w Polskę ze strony Ukraińców.
Jednocześnie ocenił decyzję prezydenta Zełenskiego z czerwca (dotyczącą nadania nazwy jednostce wojskowej związanej z kontrowersyjną postacią historyczną) jako poważny, karygodny błąd polityczny, który będzie długo rzutował na relacje dwustronne. Skrytykował jednak także polskich polityków podsycających nastroje antyukraińskie dla własnych korzyści politycznych, wyrażając wstyd wobec nagrań pokazujących agresję słowną i fizyczną wobec pracujących w Polsce Ukrainek. Zaapelował o oddzielenie polityki bezpieczeństwa od bieżącej rywalizacji partyjnej, krytykując zarówno ukraińską politykę historyczną opartą, jego zdaniem, na działalności historyków takich jak Wołodymyr Wiatrowicz, jak i wykorzystywanie tematu zbrodni wołyńskiej przez polskich polityków do celów bieżącej polityki. Skrytykował przy tym nie tylko polską politykę historyczną i wspomnianych historyków, ale też część ukraińskich blogerów i dziennikarzy, oceniając dosadnie, że „niektórym też sufit na głowę spadł i pomyli im się wrogowie”. Podkreślił konieczność przeprowadzenia ekshumacji i godnego pochówku ofiar ludobójstwa na Wołyniu, jednocześnie apelując o wyraźne rozdzielenie polityki historycznej od kwestii bieżącego bezpieczeństwa.
Ukraińska asertywność w polityce zagranicznej
Odnosząc się do cytowanej przez prowadzącego wypowiedzi Kyryła Budanowa, szefa biura prezydenta Ukrainy, o podziale świata na tych, którzy „kształtują reguły” i tych, którzy są zmuszeni według nich żyć, Lachowski ocenił, że ukraińskie poczucie sprawczości wynika bezpośrednio z doświadczenia samodzielnej obrony kraju. Porównał styl polityczny takich postaci jak Budanow do polityków wywodzących się z wojska w innych krajach, wskazując, że polska polityka zagraniczna zbyt często opiera się wyłącznie na dyplomacji i sojuszach, bez wystarczająco jasnej własnej strategii. Zaapelował, by Polska, jako czterdziestomilionowe państwo o dynamicznie rozwijającej się gospodarce, budowała własną, samodzielną politykę bezpieczeństwa — w oparciu o sojusze, ale nie wyłącznie w zależności od decyzji podejmowanych w Waszyngtonie.
Podsumowanie
Na zakończenie rozmowy Lachowski wyraził przekonanie, że Polska i Ukraina nie mają racjonalnych powodów, by być konkurentami, przywołując myśl przypisywaną Józefowi Piłsudskiemu o wzajemnej potrzebie obu narodów. Ocenił, że dotychczasowa polska polityka wschodnia była zbyt mocno oparta na oczekiwaniach i wartościach, a za mało na konkretnych, wzajemnych interesach. Podkreślił, że Ukraina pełni dla Polski rolę państwa buforowego wobec Rosji, a rosyjska idea imperialna pozostaje niezmienna niezależnie od nazwy państwa, cytując przy tym uwagę byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, że hymn Związku Sowieckiego i Federacji Rosyjskiej mają tę samą melodię, mimo różnych słów.
Rozmowę przeprowadził prowadzący kanału War Gang. Gościem był Mateusz Lachowski, korespondent wojenny, dokumentalista, twórca kanału Korespondent.pl i współpracownik Wirtualnej Polski. Materiał opublikowany na kanale „War Gang” na YouTube, liczącym 2,6 tys. subskrybentów, w cyklu „War Gang: Debriefing”, odcinek 24, pod tytułem „»TO NIE JEST WOJNA BIEDAKÓW« | Mateusz Lachowski — co drony i AI zrobiły z frontem?”. Opublikowany 22 sierpnia 2026.