Konrad Rękas, po raz pierwszy gościnnie w studiu, rozmawiał z Tomaszem Jankowskim w Raporcie Frontów Ekstra na kanale Wbrew Cenzurze o brytyjskich wpływach na wojnę na Ukrainie — od czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, przez Wielką Grę i rewolucję 1917 roku, aż po rolę Londynu w wydarzeniach od Euromajdanu do dziś.
Brytyjskie zainteresowanie Rusią sięga XV wieku — i Zakonu Krzyżackiego
Rękas wyjaśnił, że zainteresowanie Wielkiej Brytanii sprawą ukraińską ma korzenie znacznie głębsze niż powszechnie się sądzi — sięga polityki wschodniej Londynu, obejmującej strategicznie całą Eurazję i słynną „drogę do Indii”. Przypomniał, że angielscy królowie współpracowali także z Zakonem Krzyżackim przy jego ekspansji na wschód — działali więc, jak to ujął, „dwutorowo”: z jednej strony wspierając krzyżacki napór na ziemie ruskie, z drugiej już wtedy budując własne kontakty handlowe z rodzącym się państwem moskiewskim. Anglicy jako jedni z pierwszych zachodnich krajów pojawili się na terenach szeroko rozumianej Rusi już w XV wieku, dostrzegając w handlu futrami znakomitą okazję do zysku. Iwan Groźny swojego najcenniejszego sojusznika widział nie w militarnych układach ze Szwecją czy innymi sąsiadami, lecz w umowie handlowej z Anglią, co miało motywować m.in. jego dążenie do podboju Inflant.
Rękas wskazał, że po raz pierwszy w sprawie ukraińskiej Anglia pojawiła się w okresie powstania Chmielnickiego — jednym z głównych zachodnich korespondentów hetmana był sam Oliver Cromwell, ówczesny Lord Protektor Anglii. Podkreślił żartobliwie, że Anglia była obecna na tych ziemiach na długo zanim ktokolwiek zaczął nazywać je ukraińskimi — nie zaczęło się to wraz z wizytą „absolwenta Oksfordu Radosława Sikorskiego” na Majdanie.
Wielka Gra: Polska jako przeszkoda, nie partner
Jankowski nazwał kolejny etap tej historii „Wielką Grą”. Rękas podkreślił charakterystyczny rys angielskiej polityki — Anglicy nigdy nie traktowali Polski czy Rzeczypospolitej jako partnera, lecz raczej jako mało istotną przeszkodę dla własnych interesów w regionie. Już za czasów Elżbiety I i Jakuba VI angielska flota utrudniała polskiej flocie działania na Bałtyku w interesie Moskwy, a Cromwell przez protestancką agenturę (m.in. Jana Amosa Komeńskiego) współpracował zarówno ze Szwedami, jak i z Chmielnickim.
Po rozbiorach Polski, gdy przestała ona istnieć jako państwo, ziemie ukraińskie stały się dla Anglii, zdaniem Rękasa, „pustą przestrzenią geopolityczną”, z której należało wyprzeć Rosję — element szerszej rywalizacji w rejonie Morza Czarnego i Azji Środkowej. Rękas przywołał „najszczęśliwsze polskie powstanie” — to, które nigdy nie wybuchło — gdy brytyjska agentura próbowała nakłonić księcia Adama Sapiehę do wywołania powstania na ziemiach ukraińskich jako sabotażu osłabiającego rosyjski marsz w stronę Azji Środkowej, najpierw w okresie wojny krymskiej, a potem ponownie w 1878 roku.
Mit „rosyjskiego zagrożenia” jako brytyjska propaganda
Rękas rozwinął wątek, który uznał za istotną analogię do współczesności — XIX-wieczny strach przed rzekomym rosyjskim marszem na Indie był, jego zdaniem, całkowitym mitem, „humbugiem”. Na żadnym etapie Wielkiej Gry Rosja nie była w stanie skutecznie wesprzeć prorosyjskich przywódców plemiennych w Afganistanie ani przeprowadzić skutecznego zamachu w Persji — wpływy zawsze ścierały się z przewagą angielską. Strach ten był, według Rękasa, świadomie budowaną narracją, służącą uzasadnieniu niepopularnego w Anglii podboju Afganistanu (nigdy zresztą w pełni nieskutecznego — nikt nigdy Afganistanu skutecznie nie podbił). Zaznaczył przy tym ciekawostkę — 99-letni układ rozgraniczający strefy wpływów w Afganistanie między carską Rosją a Wielką Brytanią był respektowany nawet przez władzę radziecką, a sowiecka interwencja w Afganistanie rozpoczęła się dokładnie wtedy, gdy ten układ wygasł. Rękas przeprowadził bezpośrednią paralelę do współczesności — nikt racjonalnie nie wierzy, że putinowska Rosja zaatakuje Londyn czy Paryż, a mimo to podobna propaganda o rosyjskim zagrożeniu wciąż żywa jest w brytyjskich mediach, wciąż powracających do wizji, że „Rosja wreszcie zaatakuje Wielką Brytanię”.
Rewolucja lutowa jako dzieło brytyjskiej ambasady
Rękas przeszedł do kluczowego, jego zdaniem, epizodu — wojny domowej w Rosji i zagranicznej interwencji. Stwierdził stanowczo, że rewolucja lutowa 1917 roku została wywołana przez brytyjską ambasadę w Petersburgu, w obawie, że Rosja zawrze separatystyczny pokój z Niemcami — twierdzenie to, jak zaznaczył, nie budzi już wątpliwości rosyjskiej historiografii. Efektem miało być obalenie cara i wprowadzenie władzy „burżuazyjnej pseudorepubliki” rządzonej przez oligarchów, w dużej mierze wolnomularzy i klientów brytyjskiej ambasady, co miały dokumentować ówczesne polskie opracowania autorstwa polskich ziemian, opisujące, jak „ręcznie” Anglicy sterowali przewrotem i kontrolą nad rządami księcia Lwowa.
Rękas dodał kontekst układu w Björkö z 1907 roku między cesarzem Wilhelmem a carem, tworzącego de facto nowy pakt kontynentalny — car, świadomy, że rosyjskie elity były w dużej mierze proangielskie lub wręcz agenturalne, kazał podpisać dokument jedynemu lojalnemu wobec siebie ministrowi, po czym musiał ostatecznie ustąpić pod naciskiem większości własnego rządu i wrócić do współpracy z Francją i Anglią, otwierając rosyjski rynek na kapitałową infiltrację brytyjską i francuską — proces przerwany przez rewolucję bolszewicką, ale ostatecznie zrealizowany w latach 90. XX wieku.
Po rewolucji październikowej: Anglia „odpuszcza” Ukrainę
Po rewolucji październikowej celem mocarstw zachodnich stał się podział Rosji na strefy wpływów. Rękas zaznaczył ciekawy fakt — w tym rozdaniu Anglicy w dużej mierze „odpuścili” Ukrainę, koncentrując się na krajach bałtyckich (by wypchnąć stamtąd wpływy niemieckie) oraz na Kaukazie, gdzie wspierali quasi-rządy inguski, dagestański i czeczeński (Armenia znajdowała się w strefie francuskiej). Royal Navy walczyła z białymi armiami w krajach bałtyckich zamiast wesprzeć generała Judenicza w marszu na Piotrogród. Ukrainą interesowała się przede wszystkim Francja — to Francuzi, przy udziale polskich żołnierzy, zajęli w pewnym momencie Odessę, wypierając stamtąd machnowców.
Rękas podkreślił, że cała ta polityka rozbiorów Rosji nie była wyłącznie antyniemiecka — była też próbą przejęcia kontroli nad Rosją przez kapitał zachodni, co i tak by nastąpiło w naturalnym rozwoju kapitalizmu, gdyby nie rewolucja — Anglicy po prostu chcieli to osiągnąć szybciej. Przeprowadził tu bezpośrednią analogię do współczesnej Ukrainy — wciągając ją w układy stowarzyszeniowe z UE, Zachód mógł przejąć kontrolę kapitałową stopniowo, ale zdecydował się przyspieszyć ten proces poprzez przewrót.
Euromajdan: Amerykanie na pierwszej linii, Brytyjczycy w cieniu
Przechodząc do wydarzeń 2013-2014 roku, Jankowski zauważył, że w porozumieniach mińskich Brytyjczyków nie było — obecni byli za to Niemcy i Francuzi, próbujący ratować „politykę kontynentalną”. Zapytał, czy już wtedy Brytyjczycy grali na wywołanie konfliktu zbrojnego, czy byli jeszcze zbyt słabi lub związani unijnymi ramami.
Rękas wyjaśnił, że na tym etapie polityka brytyjska była silnie podporządkowana amerykańskiej — Wielka Brytania starała się uchodzić za głównego sojusznika USA w Europie, swoisty „lądowy lotniskowiec” interesów euroatlantyckich, bezwarunkowo popierając stanowisko Waszyngtonu i pozwalając Amerykanom być „pierwszymi w kolejności do dziobania” korzyści z pomajdanowej Ukrainy. Zastrzegł jednak, że Brytyjczyków nie brakowało tam całkowicie — reprezentował ich pośrednio Radosław Sikorski, którego dzisiejsze wpisy w mediach społecznościowych, zdaniem Rękasa, dublują raczej tezy brytyjskich kręgów opiniotwórczych niż amerykańskich.
Wizyta Borisa Johnsona jako moment ujawnienia się gracza numer jeden
Jankowski wskazał na słynną wizytę Borisa Johnsona w Kijowie w 2022 roku jako moment, gdy Wielka Brytania ujawniła się jako główny gracz na Ukrainie. Rękas potwierdził, dodając, że dopiero wtedy potwierdziły się wcześniejsze podejrzenia o brytyjskim zaangażowaniu — to właśnie strona brytyjska najintensywniej szkoliła siły, które najpierw stanowiły zbrojne ramię Majdanu (w tym ochronę Prawego Sektora) i prawdopodobnie odpowiadają za prowokacje prowadzące do tzw. Błękitnej Sotni, a następnie szkoliła nowe siły specjalne dla powstałego po przewrocie reżimu kijowskiego.
Cisza brytyjskiej dyplomacji przed lutym 2022 i przygotowana wcześniej propaganda
Jankowski zapytał o brak aktywności brytyjskiej dyplomacji w okresie negocjacji rosyjsko-zachodnich między listopadem 2021 a lutym 2022 roku — jeśli ktokolwiek odpowiadał na rosyjskie postulaty, byli to Amerykanie, nie Brytyjczycy. Rękas wyjaśnił to tym, że podczas gdy uwaga USA (za administracji Bidena) była skoncentrowana gdzie indziej, Wielka Brytania przygotowywała już zaplecze propagandowe pod nadchodzący konflikt — Londyn wszedł w nową zimną wojnę najlepiej przygotowany dzięki aferze Skripala i całej zbudowanej wcześniej narracji o rosyjskiej agenturze mordującej oponentów na Zachodzie. Dzięki temu Brytyjczycy nie musieli budować antyrosyjskiej propagandy od podstaw, jak reszta Europy wciąż tkwiąca mentalnie w epoce resetu stosunków z Rosją — byli od razu „na wysokim C”.
City of London: „niewidzialne imperium” i sektor finansowy
Jankowski zapytał wprost, skoro brytyjski kapitał nie jest na Ukrainie najsilniejszy, a „Wielka Gra” w klasycznym rozumieniu się skończyła (Indie nie są już pod wpływami brytyjskimi, znaczenie szlaków morskich zmalało wobec rozwiniętej infrastruktury lądowej) — co jest właściwą przyczyną brytyjskiego zaangażowania, skoro Boris Johnson nie pojawił się w Kijowie z kaprysu ani jako zwerbowany lobbysta, lecz jako wysłannik kogoś innego. Zapytał: kogo?
Rękas odpowiedział: „niewidzialnego imperium” — City of London, wielkiego kapitału finansowego stojącego za fasadą Imperium Brytyjskiego. Zażartował przy tym z klasycznego powiedzenia o imperium, „nad którym nigdy nie zachodzi słońce” — bo, jak ujął to ironicznie, „Bóg nie ufał Anglikom po ciemku”. Wyjaśnił, że dziś ten kapitał jest rozproszony w miliardach elektronicznych transakcji na całym świecie, wciąż jednak symbolizowany przez londyńskie City. Zaznaczył, że Wielka Brytania od dekad (lat 50., 70. i 80.) nie jest już potęgą przemysłową, ustępując pod względem inwestycji bezpośrednich Niemcom, Amerykanom czy nawet Holendrom — jej domeną jest kapitał finansowy, obsługa cudzych pieniędzy. Na Ukrainie Brytyjczycy zarezerwowali sobie sektor finansowy i bankowy, obsługę pomocy i funduszy odbudowy — nie muszą wykładać własnych środków, lecz zarządzają i liczą pieniądze innych inwestorów.
Rozbijanie Europy: stała zasada brytyjskiej polityki
W ostatniej części rozmowy Jankowski zapytał, czy u podstaw tego wszystkiego leży geopolityczna koncepcja rozbijania Europy — skoro Wielka Brytania, jako awangarda konfliktu, ryzykuje przy tym znacznie mniej niż kraje kontynentalne uzależnione od rosyjskich surowców, czego dowodem są choćby wyniki niemieckiego przemysłu samochodowego. Zapytał też, dlaczego europejska dyplomacja — Francja, Niemcy — pozostaje wobec tego tak bierna.
Rękas odpowiedział, przywołując zasadę przypisywaną lordowi Palmerstonowi: Anglia nie ma stałych wrogów ani przyjaciół, ma stałe interesy — a fundamentalną zasadą angielskiej polityki jest sprzeciwianie się nie tyle najsilniejszemu państwu kontynentalnemu, co przede wszystkim współpracy dwóch najsilniejszych państw kontynentalnych, czy to niemiecko-rosyjskiej w przeszłości, czy dziś europejsko-rosyjskiej. Zaznaczył też, że mimo końca ery kolonialnej znaczenie geografii i szlaków handlowych wcale nie zniknęło — przywołał przykład zablokowania Kanału Sueskiego przez wyładowany chiński statek, które pokazało, jak bardzo globalna gospodarka wciąż zależy od fizycznych tras transportowych, niezależnie od tego, czy szlaki są morskie czy lądowe. Podkreślił, że Wielka Brytania nadal dzieli z Amerykanami wpływy w Australii, Nowej Zelandii, Indiach i Pakistanie, uważnie obserwując też wzrost znaczenia giełdy w Szanghaju jako Chiny stają się numerem jeden na rynkach finansowych — konflikt na Ukrainie i szlaki przez nią przebiegające są, jego zdaniem, jednym z istotnych elementów tej wciąż trwającej „wielkiej gry”.
Na pytanie, dlaczego Europa na to wszystko pozwala, Rękas odpowiedział krótko — to dowód na to, że Europy jako realnego podmiotu politycznego już po prostu nie ma; nie żyjemy w czasach, w których „perfidny Albion” mógłby zostać powstrzymany przez polityków pokroju Merkel czy Macrona, ponieważ dziś nikt we Francji ani w Niemczech nie myśli już w kategoriach ani kontynentalnych, ani nawet czysto narodowych interesów.
Jankowski podsumował rozmowę stwierdzeniem, że w 2026 roku konflikt na Ukrainie trwa w dużej mierze dzięki wsparciu brytyjskich zasobów, a cała sytuacja przypomina „machinę, która sama się napędza” — im silniejszy staje się Londyn w tym układzie, tym łatwiej może narzucać własną wolę reszcie kontynentu.
Rozmowę poprowadził Tomasz Jankowski z udziałem Konrada Rękasa. Materiał „Brytyjska wojna na Ukrainie” dostępny na kanale Wbrew Cenzurze na YouTube, liczącym 37,3 tys. subskrybentów. Opublikowany 11 lipca 2026.