Mateusz Piskorski i Tomasz Jankowski w programie na żywo kanału „Wbrew Cenzurze” komentowali doniesienia o aktach przemocy między Polakami a Ukraińcami w Polsce, kwestię listy Myrotworec, wypowiedź Władimira Putina dotyczącą zachodniej Ukrainy, ryzyko infiltracji komunikatorów internetowych przez służby wschodnich sąsiadów, ocenę realnej siły militarnej Rosji na tle kolektywnego Zachodu oraz historyczne poglądy Andrzeja Leppera na Ukrainę. W dalszej części programu prowadzący odpowiadali na pytania widzów na szeroki zakres tematów, w tym energetykę i sytuację na polskiej scenie politycznej.
Teza o „skoordynowanej akcji medialnej” Kijowa
Jankowski otworzył program krytyką reakcji polskich władz na doniesienia o aktach agresji wobec Ukraińców w Polsce, oceniając, że politycy rządzący traktują akty przemocy wobec obcokrajowców jako poważniejsze niż analogiczne akty wobec Polaków. Jako przykład wskazał ogłoszenie amerykańskiej telewizji skierowane do Polaków z prośbą o przesyłanie materiałów dokumentujących ataki na Ukraińców, co ocenił jako oficjalną politykę pogłębiającą kryzys zamiast go łagodzić.
Piskorski rozwinął tę tezę, twierdząc, że mamy do czynienia ze skoordynowaną akcją medialną prowadzoną przez Kijów, mającą przedstawić Polaków jako „barbarzyńców” i „brutali”. Jako przykład przywołał sprawę pobicia we Wrocławiu, sugerując zaangażowanie ukraińskich kont w mediach społecznościowych, w tym Natalii Panczenko, w nagłaśnianie tego wątku. Podał też przykład incydentu na budowie w Skawinie, gdzie po nagraniu przez ukraińskiego pracownika słownej wymiany zdań z polskim kolegą firma zwolniła polskiego pracownika bez przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego. Obaj prowadzący twierdzili, że w przypadkach, gdy to obywatel Ukrainy dopuszcza się przestępstwa wobec Polaka, media głównego nurtu unikają wskazywania narodowości sprawcy, podczas gdy w odwrotnej sytuacji narodowość polska jest eksponowana.
Piskorski postawił tezę, że celem tych działań jest doprowadzenie do konfliktu narodowościowego — przewidywał, że Ukraińcy w Polsce, przekonani o zagrożeniu ze strony Polaków, zaczną organizować „oddziały samoobrony”, co doprowadzi do starć nierozwiązywanych już przez organy ścigania, lecz przez „bojówki”. Postulował w związku z tym szczelne zamknięcie granicy polsko-ukraińskiej po zakończeniu wojny, argumentując ryzykiem napływu osób uzbrojonych i przeszkolonych w posługiwaniu się bronią.
Obaj prowadzący zastrzegli przy tym, że ich krytyka nie dotyczy Ukraińców jako narodu, powołując się na współpracę z ukraińskim gościem kanału Wołodymyrem Olejnykiem, który podpisał w Lublinie oświadczenie antybanderowskie, oraz na wcześniejsze materiały kanału poświęcone Ukraińcom zamordowanym przez UPA podczas rzezi wołyńskiej. Jankowski zwrócił uwagę, że kanał wcześniej znalazł się wymieniony przez organizację grantową jako podmiot rzekomo nawołujący do wrogości wobec Ukraińców — zarzut ten odrzucił jako bezpodstawny, podkreślając rozróżnienie między postawą antybanderowską a antyukraińską.
Teorie socjologiczne: próg krytyczny, instrumentalizm i rewolucje kolorowe
Rozwijając wątek przyczyn napięć, Piskorski przywołał dwie socjologiczne teorie kontaktu międzygrupowego powstałe w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych — teorię kontaktu, według której wzrost liczby kontaktów z daną grupą obcokrajowców prowadzi do zanikania stereotypów, oraz przeciwstawną jej, bardziej przez niego preferowaną teorię konfliktu grupowego, według której po przekroczeniu „progu krytycznego” liczebności danej społeczności w naturalny sposób rośnie prawdopodobieństwo konfliktu. Ocenił, że w przypadku społeczności ukraińskiej w Polsce próg ten został już przekroczony — nie przez osoby sprzeciwiające się wojnie, lecz przez zwolenników jej kontynuowania, których decyzje wymusiły masową ucieczkę kolejnych fal Ukraińców przed mobilizacją.
Przedstawił też trzecią teorię, którą sam określił jako możliwą do odebrania jako spiskową — tzw. instrumentalizm, według którego politycy lub inne ośrodki władzy celowo podsycają spiralę konfliktów narodowościowych, by w efekcie doprowadzić najpierw do ograniczenia wolności słowa pod pretekstem zwalczania „mowy nienawiści”, a następnie do rozbudowy mechanizmów cenzury i inwigilacji. Piskorski przewidywał, że skutki takiego procesu mogą, jego zdaniem, przewyższyć nawet wcześniejsze ograniczenia wprowadzane w czasie pandemii, wraz z formalnym lub nieformalnym wprowadzeniem stanu wyjątkowego uzasadnianego konfliktem narodowościowym.
W tym samym kontekście, odpowiadając później na pytanie widza o twierdzenia byłego oficera KGB Jurija Bezmienowa, jakoby spontaniczne protesty społeczne były zawsze niewielkie, a większe ruchy protestu — sterowane z zewnątrz, Piskorski przedstawił własną, odmienną wersję tego mechanizmu. Ocenił, że protesty początkowo bywają realne, spontaniczne i wynikają z konkretnych, autentycznych przyczyn niezadowolenia, jednak w miarę wzrostu liczebności tłumu pojawia się naturalna potrzeba organizacji, w którą wkraczają zewnętrzni koordynatorzy — czasem realizujący odmienne, szkodliwe interesy. Jako przykład takiego mechanizmu wskazał historię pierwszej „Solidarności”, która według niego została w ten sposób częściowo przejęta przez zewnętrznych doradców.
Ryzyko infiltracji komunikatorów przez wschodnie służby
Odpowiadając na pytanie widza, czy ograniczanie mediów społecznościowych w Rosji nie jest uzasadnione ich wykorzystywaniem przez zachodnie służby do działań wywrotowych, Piskorski nie zgodził się z taką argumentacją, uznając ją za zbyt daleko idącą. Przywołał głośną sprawę Pawła Durowa, założyciela Telegrama, wobec którego rosyjskie władze postawiły zarzuty wspierania terroryzmu po tym, jak — jak twierdził rosyjski wymiar sprawiedliwości — 46 młodych ludzi miało zostać w ubiegłym roku zwerbowanych przez chatbota do działań dywersyjnych na terytorium Rosji. Piskorski przeprowadził bezpośrednią analogię do Polski, wskazując, że polskie służby dokumentowały przypadki werbowania Ukraińców przez rosyjskie służby za pośrednictwem Telegrama do aktów dywersji na terytorium Polski. Ocenił, że w obu przypadkach właściwą odpowiedzią powinno być monitorowanie i ściganie konkretnych przestępstw, a nie blokowanie całych platform komunikacyjnych.
Przywołał też wypowiedź jednego z deputowanych rosyjskiej Dumy Państwowej, który miał ocenić Durowa jako osobę wciąż wierzącą w globalny, niepodzielony internet, podczas gdy nadchodzi epoka „grodzenia internetu” i tworzenia odrębnych, suwerennych przestrzeni sieciowych przez poszczególne państwa. Piskorski ocenił taki kierunek jako niekorzystny dla Polski, ponieważ kraj znalazłby się w zamkniętej strefie zdominowanej przez Zachód, odciętej od treści spoza tego kręgu.
Odnosząc się do mechanizmu masowej migracji, Piskorski odrzucił tezę, jakoby miała ona na celu wywołanie niepokojów społecznych po to, by społeczeństwa same domagały się zaostrzenia kursu politycznego. Ocenił natomiast, że migracja służy przede wszystkim obniżeniu kosztów pracy poprzez zwiększenie podaży taniej siły roboczej, a wywoływane przy tym niepokoje społeczne traktuje jako akceptowany przez kapitał efekt uboczny, przed którym zamożniejsze warstwy społeczne chronią się prywatną ochroną i zamkniętymi osiedlami. Rozwijając tę tezę, stwierdził, że wojny toczone w krajach tzw. trzeciego świata są przez ten sam kapitał co najmniej tolerowane, ponieważ generują fale uchodźców gotowych pracować za niższe wynagrodzenie. Jankowski określił to jako działanie „bezosobowego kapitału”, na co Piskorski odpowiedział, że należy nazywać rzeczy po imieniu, i użył sformułowania „oś City–Wall Street” na określenie ośrodków decyzyjnych, które w jego ocenie stoją za wojnami wywołującymi masowe przemieszczenia ludności.
Realna siła Rosji na tle kolektywnego Zachodu
Odpowiadając na pytanie widza o postawę osób wyrażających zrozumienie dla międzynarodowego stanowiska Rosji, ale krytykujących rosyjskie władze za powściągliwość wobec ukraińskiego nacjonalizmu, Jankowski ocenił, że tego rodzaju krytyka nie docenia realnej struktury konfliktu. Podkreślił, że nie jest to wojna dużej Federacji Rosyjskiej z małą, osamotnioną Ukrainą, lecz konflikt, w którym Ukraina stanowi dla znacznie szerszej koalicji — określonej przez niego jako „kolektywny Zachód” — głównie zasób ludzki, częściowo uzupełniany najemnikami, podczas gdy finanse, sprzęt, technologia, a nawet w pewnym zakresie dowodzenie (jako przykład wskazał zaangażowanie firmy Palantir) pochodzą spoza samej Ukrainy. Ocenił, że w tej konfiguracji to strona rosyjska dysponuje relatywnie mniejszymi zasobami niż przeciwstawiona jej koalicja.
Piskorski rozwinął ten wątek, podkreślając zasadniczą niepewność co do rzeczywistych możliwości militarnych, przemysłowych i mobilizacyjnych Rosji, do których — jak zaznaczył — nie mają dostępu osoby komentujące wojnę z zewnątrz, ponieważ są to informacje niejawne. Skrytykował powszechną w polskim internecie praktykę formułowania stanowczych ocen i rad kierowanych pod adresem władz rosyjskich przez komentatorów niedysponujących odpowiednią wiedzą, podkreślając, że sam pozostaje świadomie powściągliwy w ocenie decyzji podejmowanych przez Kreml, w tym w kwestii braku dotychczasowego skutecznego rozwiązania problemu ataków dronowych na rosyjską infrastrukturę.
Lista Myrotworec i brak reakcji polskiego państwa
Odpowiadając na pytanie widza dotyczące umieszczenia na tzw. liście Myrotworec, Piskorski potwierdził, że on sam, według własnej oceny, znalazł się na niej jako jeden z pierwszych polskich obywateli — prawdopodobnie już od 2016 roku. Skrytykował polskie władze za brak reakcji na ten fakt przez lata, wskazując jednocześnie, że część polityków „przebudziła się” dopiero niedawno. Ujawnił też, że polskie służby, poszukując materiałów obciążających go samego, miały w przeszłości zwracać się o pomoc do służb ukraińskich, co określił jako świadectwo relacji między tymi służbami. Ocenił ponadto, że skoro Polska nie zatrzymała dotąd żadnego udokumentowanego przypadku agenta ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa (SBU) ani wywiadu wojskowego (GUR), a jednocześnie w Polsce przebywa bardzo wielu obywateli Ukrainy, ryzyko dla osób umieszczonych na liście Myrotworec — w tym dla niego samego — pozostaje realne.
Komentarz do wypowiedzi Putina o zachodniej Ukrainie
Pytany o wystąpienie Władimira Putina sugerujące, że tereny zachodniej Ukrainy mogłyby zostać podzielone między Polskę, Węgry i Rumunię, Piskorski sprostował sposób relacjonowania tej wypowiedzi, wyjaśniając, że rosyjski prezydent odniósł się do terytoriów przekazanych Ukrainie decyzją Stalina po 17 września 1939 roku oraz po odebraniu Rumunii Bukowiny, twierdząc, że Ukraina — jego zdaniem nie dbając o własne interesy — może je w przyszłości utracić. Piskorski ocenił tę wypowiedź jako pozbawioną realnych podstaw, wskazując, że nie dostrzega w Polsce poważnych sił politycznych dążących do odzyskania tych terenów, i zastrzegł, że przyłączenie obszarów zamieszkanych w znikomym stopniu przez Polaków powiększyłoby raczej problemy niż korzyści.
„Problemy systemowe” imigrantów słowiańskich w krajach anglosaskich
Odpowiadając na pytanie widza dotyczące zamordowanych w krajach anglosaskich Iry Nazaruckiej i Henry’ego Nowaka, przedstawionych w pytaniu jako symbole „podwójnych standardów” wobec imigrantów pochodzenia słowiańskiego, Piskorski wyraził żal, że te osoby stały się symbolami zamiast pozostać przy życiu. Ocenił jednak, że Polska zmierza w podobnym kierunku, z tą różnicą, że rolę grupy imigranckiej doświadczającej analogicznych napięć i przemocy pełnić będą w Polsce imigranci ze wschodniej i południowo-wschodniej granicy — a mechanizm wzniecanych konfliktów etnicznych, jego zdaniem, pozostaje identyczny niezależnie od tego, czy dotyczy imigrantów z Pakistanu, regionu Sahelu czy zza Dniepru.
Andrzej Lepper i Ukraina Wiktora Janukowycza
Odpowiadając na pytanie o geopolityczną wizję Andrzeja Leppera wobec Ukrainy, Piskorski, powołując się na osobiste wspomnienia, opisał siebie jako pierwszego cudzoziemca, który w 2010 roku złożył gratulacje Wiktorowi Janukowyczowi w wieczór wyborczy w Kijowie, w towarzystwie Leppera. Ocenił, że Lepper szybko znalazł wspólny język z Janukowyczem i Partią Regionów, postrzegając ją jako partnera o pragmatycznym, ekonomicznym podejściu do polityki, przeciwstawnym podejściu ideologiczno-historycznemu. Zaznaczył, że Lepper nie przewidywał wydarzeń z 2014 roku, a do „pomarańczowej rewolucji” z 2004 roku podchodził z czasem coraz bardziej krytycznie, doszukując się w niej wpływu określonych środowisk finansowych.
Pozostałe wątki programu
W dalszej części transmisji, niezwiązanej z tematyką polsko-ukraińską, prowadzący ogłosili szczegóły organizowanej przez kanał konferencji suwerenistów oraz obchodów piętnastej rocznicy śmierci Andrzeja Leppera w Szczecinie i miejscowości Krupy koło Darłowa, zaplanowanych na 4 i 5 sierpnia. Przedstawili też ramówkę programową na najbliższy tydzień, obejmującą m.in. raport z frontów, materiał o sytuacji energetycznej Polski, wywiad z pułkownikiem Douglasem McGregorem oraz program o książce dotyczącej Chin. W obszernej sesji pytań i odpowiedzi z widzami poruszono dodatkowo tematy niezwiązane z Ukrainą: polską politykę energetyczną i wybór technologii jądrowej, możliwy rozłam w PiS i kondycję Jarosława Kaczyńskiego, kanclerza Niemiec Friedricha Merza, filozofię Georges’a Sorela, aplikację do weryfikacji polskiego pochodzenia produktów oraz bieżące wyniki polskich klubów piłkarskich w europejskich pucharach.
Rozmowę przeprowadzili wspólnie Mateusz Piskorski i Tomasz Jankowski. Materiał „Kto chce zamieszek w Polsce?” nadany na żywo na kanale „Wbrew Cenzurze” na YouTube, liczącym 37,5 tys. subskrybentów. Opublikowany 29 lipca 2026.