Marcin Strzyżewski w komentarzu na swoim kanale ocenił, że wysiłki dyplomatyczne administracji Donalda Trumpa zmierzające do zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej były od początku skazane na niepowodzenie, wskazując na fundamentalne błędne założenia stojące za amerykańskim podejściem do negocjacji, w tym najnowszą wizytą Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Moskwie i Kijowie.
Niespełniona obietnica zakończenia wojny w 24 godziny
Strzyżewski przypomniał, że Donald Trump w kampanii wyborczej wielokrotnie deklarował, iż jako prezydent zakończy wojnę w Ukrainie w ciągu doby, powołując się na dobre relacje zarówno z Władimirem Putinem, jak i z Wołodymyrem Zełenskim. Ocenił, że nawet gdyby taka wizja rozwiązania konfliktu była realistyczna, wymagałaby więcej niż 24 godzin, a sam Trump — jak zauważył Strzyżewski — szybko po objęciu urzędu wycofał się z tej deklaracji, zapowiadając zajęcie się tematem „za jakiś czas”. Autor podkreślił, że od wyborów minęło już blisko dwa lata, a od zaprzysiężenia ponad półtora roku, natomiast sytuacja na froncie i w zakresie dyplomatycznego rozwiązania konfliktu zasadniczo się nie zmieniła — Rosja wciąż prowadzi ataki na froncie oraz na ukraińskie miasta i infrastrukturę energetyczną.
Krytyka podejścia „win-win” w negocjacjach
Strzyżewski szczególnie krytycznie odniósł się do wypowiedzi Jareda Kushnera, który — pytany, czy Waszyngton przygotowuje się na zwiększenie presji na Rosję w razie braku przełomu w rozmowach — stwierdził, że Stany Zjednoczone dążą do rozwiązania w formule „win-win”, korzystnego dla obu stron konfliktu. Autor określił takie podejście jako fundamentalnie błędne, posługując się serią porównań — od hiperbolicznego zestawienia z próbą wypracowania rozwiązania korzystnego jednocześnie dla Adolfa Hitlera i ofiar Holokaustu, przez metaforę próby pogodzenia interesów lwicy i zebry na sawannie, po rozbudowane porównanie sytuacji do wpuszczenia biznesmena i prawnika na salę operacyjną w trakcie usuwania nowotworu, gdzie zamiast dostarczyć chirurgowi brakujących narzędzi, nowo przybyli sugerowaliby oddanie choremu organowi części zdrowej tkanki, licząc, że powstrzyma to dalsze przerzuty. Posłużył się też obrazem rolnika spieszącego się ze żniwami przed nadciągającą burzą, któremu doradzano by szukanie rozwiązania korzystnego zarówno dla niego, jak i dla samej burzy.
Rola prawa międzynarodowego i porównanie do okresu przed I wojną światową
Strzyżewski zaznaczył, że w dawniejszym porządku międzynarodowym oczywistą odpowiedzią na rosyjską agresję byłoby przywrócenie Ukrainie jej prawnie uznanych granic, jednak ocenił, że prawo międzynarodowe funkcjonuje obecnie w praktyce jako martwa instytucja, a obecną epokę określił jako czas turbulencji przypominający okres przed pierwszą wojną światową, gdy kilku silnych graczy z konfliktowymi interesami zdecydowało się o nie walczyć. Wyraził przekonanie, że poszanowanie prawa międzynarodowego w pewnym momencie powróci, choć nie wiadomo, kiedy dokładnie i w jakiej formie. Ocenił, powołując się na zdrowy rozsądek, że brak zdecydowanej reakcji świata demokratycznego wobec dyktatora byłby sygnałem dla innych autorytarnych przywódców, że podobna agresja jest możliwa bez konsekwencji, i z tego względu postulował bardziej aktywne zaangażowanie Stanów Zjednoczonych.
Konferencje pokojowe jako przykład oderwania od rzeczywistości
Strzyżewski skrytykował również apel przewodniczącej francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen o pilne zwołanie przez Francję dużej konferencji pokojowej, przywołując komentarz francuskiego analityka OSINT Clémenta Molina, według którego podobne konferencje odbywały się już w Turcji i Arabii Saudyjskiej i nie przyniosły efektów, głównie dlatego, że Władimir Putin nigdy się na nie nie stawił. Ocenił, że nawoływanie do kolejnej konferencji pokojowej niemal pięć lat po rozpoczęciu wojny (licząc od 2014 roku) świadczy albo o rażącej niekompetencji, albo o świadomym działaniu w złej wierze — i tę samą ocenę odniósł wprost do polityki Donalda Trumpa.
Dlaczego Putin nie chce rozmawiać z pozycji obecnej
Strzyżewski argumentował, że gdyby Władimir Putin był rzeczywiście otwarty na rozmowy, prowadziłby je bezpośrednio z Ukrainą, która wielokrotnie deklarowała gotowość do negocjacji. Ocenił, że Putin nie otrzymuje sygnałów, iż mógłby uzyskać to, czego oczekuje — czyli większy obszar terytorium Ukrainy, niż faktycznie zdobył na polu walki, co dla niego, w jego przekonaniu, byłoby oznaką słabości, gdyby musiał zadowolić się jedynie realnie wywalczonymi zdobyczami. Przypomniał, że mimo poniesionych kosztów Rosja w toku obecnej pełnoskalowej wojny zajęła stosunkowo niewiele terytorium — część obwodu ługańskiego i donieckiego (bez ich stolic, zdobytych wcześniej, w 2014 roku, w ramach działań hybrydowych, podobnie jak Krym), fragmenty obwodów zaporoskiego i chersońskiego, nie zdobywając w toku wojny pełnoskalowej żadnej stolicy regionu poza Mariupolem, pełniącym funkcję zastępczą wobec niezdobytego Doniecka.
Warunek realnego zakończenia wojny: osłabienie jednej ze stron
Strzyżewski ocenił, że wojna nie zakończy się negocjacjami, dopóki obie strony zachowują nadzieję na zwycięstwo lub przynajmniej uniknięcie porażki. Wskazał, że Putin wciąż ma podstawy, by wierzyć w możliwość przełamania linii frontu i zajęcia całego obwodu donieckiego — mimo katastrofalnych kosztów społecznych i gospodarczych ponoszonych przez Rosję (zapaść demografii, infrastruktury, wydatków na edukację i ochronę zdrowia), Rosja wciąż dysponuje ludźmi, zasobami i zdolnością prowadzenia wojny. Jednocześnie Ukraina, jego zdaniem, ma realne podstawy, by wierzyć w skuteczną obronę — rosnące wsparcie europejskie, rozwój technologii dronowych oraz wyraźnie spadające, choć nieco przyspieszające w sierpniu, tempo rosyjskiego natarcia (wciąż trzykrotnie niższe niż rok wcześniej), a także skuteczne działania wymierzone w rosyjski przemysł zbrojeniowy, naftowy i blokadę portów na południu Rosji.
Strzyżewski ocenił, że gdyby Trump rzeczywiście dążył do zawieszenia broni, musiałby wywrzeć presję na Rosję, nie na Ukrainę — nie ze względów moralnych, lecz dlatego, że osłabienie zdolności obronnych Ukrainy zostałoby przez Putina odczytane jako okazja do dalszej ekspansji, a nie sygnał do zakończenia działań. Kontynuując wcześniejszą metaforę choroby nowotworowej, ocenił, że Putin, podobnie jak nowotwór, nie zatrzyma się dobrowolnie w określonym miejscu, lecz będzie się rozprzestrzeniał tak daleko, jak tylko będzie to możliwe. Podkreślił jednocześnie, że to Ukraina rzeczywiście i desperacko pragnie zakończenia wojny, ponieważ najbardziej na niej cierpi, i wyraził przekonanie, że gdyby Rosja została realnie osłabiona, Ukraina zatrzymałaby wojnę bez dążenia do podboju rosyjskich terytoriów, takich jak obwód kurski, orłowski czy biełgorodzki, ponieważ nie przyniosłoby jej to żadnych korzyści.
Trump postrzega Putina jako partnera, nie przeciwnika do docisnięcia
Strzyżewski ocenił, że Donald Trump — w przeciwieństwie do swojego poprzednika Joego Bidena, który jego zdaniem obawiał się bezpośredniej konfrontacji z Rosją ze względu na doświadczenia zimnej wojny i postrzeganie jej jako spadkobiercy egzystencjalnego zagrożenia nuklearnego Związku Radzieckiego — traktuje Władimira Putina raczej jako wzorzec i partnera biznesowego niż podmiot wymagający nacisku. Ocenił, że Trump i jego przedstawiciele konsekwentnie postrzegają konflikt w kategoriach transakcyjnych, nie rozumiejąc, że dla Putina istnieją wartości ważniejsze niż korzystny interes — przede wszystkim stabilność własnej władzy, bezpieczeństwo rodziny oraz specyficznie pojmowany honor i męskość, w ramach której przyznanie się do błędu byłoby nie do przyjęcia.
Prognoza: wojna nie zakończy się przed zimą ani w najbliższych latach
Podsumowując, Strzyżewski ocenił, że doniesienia medialne sugerujące, iż wojna nie zakończy się przed zimą, są oczywiste, ale dodał, że jego zdaniem nie zakończy się ona negocjacjami ani do końca roku, ani wiosną 2027, ani wiosną 2028 — chyba że dojdzie do wydarzenia zdolnego złamać wolę jednej ze stron, na przykład całkowitego zniszczenia rosyjskich rafinerii przez Ukrainę lub nagłej śmierci Putina i decyzji jego następcy o zaprzestaniu wojny. Ocenił, że do rzeczywistego zakończenia konfliktu konieczne są dalsze działania kinetyczne na polu walki i na tyłach, a nie rozmowy dyplomatyczne, podsumowując, że wielu zachodnich polityków — jego zdaniem naiwnie — wciąż wierzy, że możliwe jest rozwiązanie tego konfliktu na etapie słów, podczas gdy Putin od dawna działa poprzez czyny.
Materiał opracował i przedstawił Marcin Strzyżewski w filmie „To się nie mogło udać” na swoim kanale YouTube (172 tys. subskrybentów), opublikowanym 8 września 2026 roku.