Wizyta szefa CIA w Moskwie: ostrzeżenie czy początek układu Trump–Putin? — Szewko w „Locie nad Kaczym Gniazdem”
Dr Wojciech Szewko był gościem programu „Lot nad Kaczym Gniazdem”, prowadzonego przez Jacka Podgórskiego i Andrzeja Rozenka. Rozmowę rozpoczęła żartobliwa dygresja prowadzących na temat „afery zegarkowej” i roli zegarków w polityce – wątku, który zapowiedzieli jako temat na osobną, przyszłą dyskusję – po czym przeszli do głównego tematu: tajemniczej, niezapowiedzianej wizyty dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie 25 sierpnia oraz pytania, czy jej celem było ostrzeżenie Kremla przed eskalacją wojny, czy raczej wstępne rozpoznanie warunków szerokiego porozumienia między Donaldem Trumpem a Władimirem Putinem.
Tajemnicza podróż szefa CIA do Moskwy
Podgórski przypomniał okoliczności wizyty: Ratcliffe przyleciał do Moskwy samolotem wojskowym C-17, wyposażonym w specjalną kapsułę mieszkalną dla najwyższych urzędników amerykańskich, pełniącą funkcję zabezpieczonego kontenera. Wokół wizyty narosło, jak ocenił prowadzący, siedem lub osiem konkurencyjnych hipotez. Pierwsza z nich, lansowana bezpośrednio po wyjściu informacji na jaw, zakładała, że Ratcliffe miał ostrzec Rosję przed konsekwencjami ewentualnego uderzenia w państwo NATO.
Szewko odniósł się do tej wersji sceptycznie, przywołując analogię z listopadem 2021 roku, gdy ówczesny szef CIA Bill Burns ostrzegał Rosję przed inwazją na Ukrainę – ostrzeżenie, które, jak zauważył, nie powstrzymało Rosji przed atakiem w lutym 2022 roku. Przypomniał również, że administracja Bidena wielokrotnie publicznie deklarowała, iż nie zaangażuje się militarnie w obronę Ukrainy, co – jego zdaniem – było błędem strategicznym, gdyż pozbawiało Moskwę elementu niepewności co do reakcji Zachodu; podobną ocenę miał swego czasu formułować John Bolton.
Analityk zaznaczył, że pierwsze przecieki sugerowały rozmowę Ratcliffe’a z szefem rosyjskiego wywiadu zagranicznego SVR, Siergiejem Naryszkinem, co jednak wydawało mu się nielogiczne, ponieważ SVR zajmuje się głównie działaniami zagranicznymi, a nie polityką wewnętrzną Rosji. W tamtym momencie pojawiały się też spekulacje o możliwym udziale Iranu lub o wymianie informacji dotyczącej planowanego zamachu terrorystycznego – scenariusz, jaki miał już wcześniej miejsce, gdy SVR ostrzegał stronę rosyjską przed atakami Państwa Islamskiego. Zdaniem Szewki żadna z tych wcześniejszych wersji się jednak nie potwierdziła.
Podgórski zwrócił uwagę, że pierwszą teorię o ostrzeżeniu przed atakiem na NATO potwierdził następnie „Wall Street Journal”, publikując obszerny materiał na ten temat. Szewko odpowiedział, że to właśnie „Wall Street Journal” był źródłem tej teorii od samego początku, więc nie ma nic dziwnego w tym, że gazeta ją podtrzymała. Dodał, że w kolejnych dniach do sprawy odnieśli się „New York Times” oraz dwukrotnie „Washington Post” – w tym raz w wersji rozszerzonej – a wersję o ostrzeżeniu przed atakiem na NATO miał ostatecznie zdementować sam Trump, pytany o to wprost.
Nowa hipoteza: Putin oszukiwany przez własne służby
Według najnowszej, najbardziej ugruntowanej obecnie wersji, opartej na wypowiedziach sześciu anonimowych urzędników amerykańskich (obecnych i byłych), Ratcliffe miał spotkać się nie z Naryszkinem, lecz z szefem FSB Aleksandrem Bortnikowem. Szewko wyjaśnił, że wybór Ratcliffe’a jako wysłannika nie był przypadkowy – szef CIA był już wcześniej wykorzystywany do misji specjalnych, prowadząc rozmowy m.in. z władzami Kuby i Wenezueli, zawsze w sposób dyskretny, bez udziału mediów i dyplomatycznego teatru. Dodatkowym argumentem miał być fakt, że Putin, sam będący byłym oficerem wywiadu, może darzyć większym zaufaniem przekaz od zawodowego szpiega niż od klasycznego dyplomaty. Szewko zestawił to z rolą Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera, których – jak zauważył – nie traktują poważnie ani Rosjanie, ani Ukraińcy, częściowo ze względu na wcześniejsze nieporozumienia wynikające choćby z braku tłumacza podczas ich wcześniejszych wizyt w Moskwie.
Zgodnie z tą wersją, przekaz Ratcliffe’a miał dotyczyć szczerej oceny rosyjskich zdolności do kontynuowania wojny – amerykańscy analitycy, w tym CIA, od dłuższego czasu mają wątpliwości, czy Putin otrzymuje od swoich doradców rzetelny obraz sytuacji na froncie. Miano mu przekazać dane dotyczące strat (m.in. szacunek, że przeciętny czas przeżycia rosyjskiego żołnierza na linii frontu wynosi około 35 minut) oraz sugestię, że im dłużej będzie kontynuowana wojna, tym bardziej Trump – deklarujący neutralność, niechętny sankcjom i pomocy Ukrainie – będzie się skłaniał w stronę Wołodymyra Zełenskiego.
Podgórski zakwestionował spójność tej wersji, argumentując, że nielogiczne jest, by dyrektor CIA leciał do Moskwy informować Putina, że jego własne służby go okłamują, po czym rozmawiał nie z samym Putinem, lecz właśnie z przedstawicielem tych służb. Szewko odpowiedział, że bezpośrednimi doradcami Putina są Jurij Uszakow i Kiriłł Dmitriew, nie Bortnikow, jednak przyznał, że nie wiadomo, w jakim układzie faktycznie odbyło się spotkanie.
Rozenek włączył się do dyskusji z własną obserwacją: przypomniał, że w historii doszło dotąd do czterech wizyt urzędujących szefów CIA w Moskwie – pierwsze dwie miały charakter przyjacielski, ocieplający relacje, trzecia poprzedzała wybuch pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej, a cel czwartej, obecnej, pozostaje niejasny. Zgodził się z Podgórskim, że – znając realia rosyjskie – informacja o oszukiwaniu Putina przez jego otoczenie musi dotrzeć bezpośrednio do niego, bo w przeciwnym razie może „zniknąć po drodze”. Ocenił całą sytuację jako „mgłę dyplomacji”, z której wyłaniają się zarówno fakty, jak i dezinformacja. Rozenek przywołał też komentarz Radosława Sikorskiego, który miał napisać na platformie X, że skoro rosyjscy szpiedzy zapewniali dyrektora CIA, iż Rosja nie sprowokuje NATO, a Putin wcześniej zapewniał prezydenta Bidena, że nie zaatakuje Ukrainy – co również okazało się nieprawdą – to należałoby raczej przyspieszyć przygotowania obronne. Rozenek ocenił to podsumowanie jako trafne, wskazując dodatkowo na nieprzypadkowość lądowania delegacji w Rydze, gdzie – jak zaznaczył Szewko wcześniej – Ratcliffe miał się także spotkać z przedstawicielami Ukrainy.
Szewko, powołując się na doniesienia prasowe jako naukowiec opierający się na źródłach, zachował dystans wobec cytowanego wcześniej Sikorskiego, którego ocenę wysadzenia Nord Stream uznał w przeszłości za chybioną, po czym przywołał doniesienia amerykańskiej prasy, według których Ratcliffe miał w tajemnicy podzielić się z Rosjanami ponurą oceną stanu rosyjskiej wojny gospodarczej i militarnej oraz namawiać ich do zawarcia porozumienia, zanim sytuacja ulegnie dalszemu pogorszeniu. Podkreślił, że według tych relacji przekaz trafił do Bortnikowa jako szefa FSB, a nie szefa SVR, i nie towarzyszyły mu groźby konkretnych konsekwencji w razie kontynuowania walk. Zwrócił też uwagę na doniesienia, że wizytę poprzedziły informacje wywiadowcze sugerujące, iż Kreml postrzega Stany Zjednoczone jako osłabione wojną z Iranem, oraz że była to pierwsza znana wizyta szefa CIA w Moskwie od 2021 roku.
Rozenek zauważył, że przywoływane teorie wzajemnie się nie wykluczają – Ratcliffe mógł jednocześnie poinformować Putina o niekorzystnej dla niego sytuacji i przestrzec go przed dalszą eskalacją. Szewko przypomniał również o istnieniu wcześniejszego, bezpośredniego kanału rozmów między CIA a rosyjskimi służbami, ustanowionego w Turcji na początku wojny z udziałem ówczesnego szefa CIA Billa Burnsa, Naryszkina i Bortnikowa – kanał ten miał zostać przerwany po tym, jak strona rosyjska ujawniła fakt jego istnienia oraz treść rozmów, co miało oburzyć administrację Bidena. Odrzucił przy tym pojawiające się w tym tygodniu spekulacje, że wizyta dotyczyła ostrzeżenia przed użyciem broni jądrowej, oceniając je jako mało wiarygodne. Zaznaczył, że jeśli rozmowy faktycznie dotyczyły warunków deeskalacji, potwierdzenie przyjdzie stosunkowo szybko – w postaci ogłoszonych bądź najpierw tajnych, a potem jawnych negocjacji, o których – jak zastrzegł – Ukraińcy najprawdopodobniej poinformują jako pierwsi.
Wielki układ Trump–Putin?
Podgórski zapytał, czy możliwe jest pogodzenie wszystkich dotychczasowych hipotez w jedną: że Ratcliffe miał w istocie rozpoznać warunki szerokiego porozumienia między Trumpem a Putinem, w którym Ukraina byłaby tylko jednym z elementów obok Iranu, sankcji i bezpieczeństwa NATO. Zwrócił uwagę na rosnącą liczbę operacji lotniczych i morskich w regionie – w tym częste loty w okolicach Kaliningradu oraz przelot samolotów nad północną Polską i Bałtykiem, wcześniej zapowiedziany, ale nie jedyny.
Szewko potwierdził, że niemal codziennie odbywają się także manewry rosyjskiej Floty Bałtyckiej, w tym strzelania i rutynowe wyjścia w morze, o czym – jak zaznaczył – polskie media rzadko informują. Wyprowadzenie brygady artylerii przez Alaksandra Łukaszenkę ocenił jako działanie obliczone głównie na międzynarodowy PR, przypominające, że Białoruś wciąż pozostaje w grze dyplomatycznej. Przywołał kolejny przeciek, tym razem z „Wall Street Journal”, zgodnie z którym wizyta Ratcliffe’a w Moskwie nie wynikała z tego, że rosyjska armia nie zdołała przełamać ukraińskiej obrony, lecz z przekonania Rosji, że Stany Zjednoczone są wyczerpane i nie będą w stanie interweniować; Ratcliffe miał przekazać rosyjskim urzędnikom, że znaczące zaostrzenie wojny przez Putina popchnie Trumpa w stronę Zełenskiego. Szewko podkreślił, że skoro informacje te pochodzą od wysokich rangą urzędników z Pentagonu i Białego Domu już zbrifowanych na temat wizyty, byłyby to najbardziej sensacyjne z możliwych ustaleń, gdyby faktycznie dotyczyły bezpośrednich gróźb – a prasa by tego nie przemilczała.
Rozenek zapytał następnie o gwałtowne zaostrzenie relacji między Londynem a Moskwą i możliwy związek z wizytą Ratcliffe’a. Szewko ocenił to jako odrębny wątek, trwający już od dłuższego czasu i szeroko opisywany przez prasę brytyjską, choć rzadko relacjonowany w Polsce. Zwrócił uwagę, że rosyjscy urzędnicy, w tym Siergiej Ławrow, regularnie przedstawiają Wielką Brytanię jako głównego wroga antyrosyjskich działań w Europie, w odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych. Przywołał w tym kontekście niedawne testy rosyjskiego okrętu podwodnego wyposażonego w torpedę Posejdon – opisywaną jako broń typu „Doomsday” o mocy jednej megatony, zdolną teoretycznie wywołać falę tsunami zagrażającą nawet najwyższym budynkom na terytorium Wielkiej Brytanii. Zacytował także wypowiedź Ławrowa, według której Brytyjczycy od czasów Iwana Groźnego próbują zniszczyć Rosję, a Rosja – podobnie jak obecnie Stany Zjednoczone – nie ma stałych sojuszników. Szewko przyznał, że w tej ocenie historycznej roli Wielkiej Brytanii jest ziarno prawdy, jednak nie łączyłby tego wątku z wizytą Ratcliffe’a.
W tym kontekście Szewko wspomniał, że Rosjanie przypisują produkcji brytyjskiej część dronów wykorzystywanych w ukraińskich atakach dalekiego zasięgu, oraz że do Kijowa dotarła – za sprawą Wielkiej Brytanii – możliwość ujawnienia tajnych komponentów rakiet Scalp, co pozwoli Ukrainie produkować je samodzielnie i uzyska zdolność razenia celów w głębi Rosji na zasadzie odwetu, zgodnie z wcześniejszymi postulatami byłego ukraińskiego ministra obrony, wymienionego w rozmowie jako Fiodorow.
Rosyjska broń nuklearna i przewaga rakietowa
Rozenek zwrócił uwagę na zbieżność w czasie testów nowej rosyjskiej rakiety o napędzie nuklearnym z pozostałymi wydarzeniami, oceniając, że taka kumulacja informacji raczej podgrzewa napięcie niż uspokaja sytuację. Szewko odniósł się do tego jako do elementu prezentacji siły, przywołując dane zachodniego wywiadu, według których Rosja produkuje obecnie około 100 rakiet balistycznych i około 100 rakiet manewrujących miesięcznie. Wskazał, że zestrzelenie takiej liczby pocisków wymagałoby wystrzelenia co najmniej dwóch rakiet Patriot na każdy cel, podczas gdy Stanom Zjednoczonym pozostało, według jego szacunków, od 700 do tysiąca takich pocisków – czyli zapas odpowiadający zaledwie dwóm miesiącom rosyjskiej produkcji, przy rocznej produkcji amerykańskiej na poziomie około 620 sztuk. Ocenił to jako element odstraszania ze strony Rosji, sygnalizujący gotowość do konfrontacji, gdyby Zachód zdecydował się na bezpośrednie zaangażowanie.
Dlaczego Trump osłabia obronę Korei Południowej
Rozenek zapytał o decyzję Trumpa dotyczącą wycofywania wojsk z Korei Południowej oraz o ocieplenie tonu wobec północnokoreańskiego przywódcy, w kontekście jednoczesnego zaangażowania przez Putina kolejnych żołnierzy północnokoreańskich w wojnę na Ukrainie. Szewko, powołując się na doniesienia południowokoreańskiej prasy, wskazał, że w Korei Południowej panuje zaniepokojenie odwołaniem przez Trumpa standardowych ćwiczeń wojskowych, co osłabia efekt odstraszania Chin przed ewentualną inwazją. Zwrócił uwagę na wycofanie znacznej części amerykańskiej broni przeciwlotniczej, w tym baterii Patriot, radarów i instalacji – choć wyrzutnie systemu THAAD pozostały na miejscu – a sprzęt ten, jak ocenił, trafił najprawdopodobniej na Bliski Wschód. Dodał, że z regionu wycofano również ostatni lotniskowiec – USS „George Washington” opuścił Japonię – co stoi w sprzeczności z deklarowanym priorytetem Pentagonu wobec Azji Południowo-Wschodniej. Zaniepokojenie, jak podkreślił Szewko, dotyczy również Japonii, która swoją doktrynę odstraszania Chin opiera na pociskach Tomahawk o zasięgu 2,5 tysiąca kilometrów, a właśnie dowiedziała się o co najmniej dwuletnim opóźnieniu w ich dostawach, oraz Tajwanu, który nie otrzymał jeszcze wcześniej zatwierdzonej pomocy, a nowy pakiet o wartości około 14 miliardów dolarów został przez Trumpa odłożony.
Szewko ocenił, że zbliżenie z Kimem oraz odnowione zainteresowanie tematem pokoju na Ukrainie mogą pełnić funkcję odwrócenia uwagi opinii publicznej przed zbliżającymi się wyborami połówkowymi (midterms) – tak długo, jak prasa zajmuje się Koreą i Ukrainą, nie zadaje pytań o sytuację wokół Iranu i cieśniny Ormuz. Przypomniał, że Trump w pierwszej kadencji przekonał Kima do rezygnacji z broni jądrowej, podczas gdy obecnie Korea Północna dysponuje – według szacunków – od 60 do 90 głowic jądrowych i produkuje kolejne dziesięć miesięcznie.
Osłabiony Trump i osłabiony Putin zaczynają rozmowy
Rozenek zapytał wprost, czy obaj przywódcy, osłabieni wewnętrznie, próbują teraz wspólnie „coś rozegrać”. Szewko ocenił, że u podstaw obu wizyt może leżeć moment, w którym obie strony – nawet nie przyznając tego głośno – dochodzą do wniosku, że nie są w stanie kontynuować wojny na dotychczasowych warunkach. Przywołał analogię z pierwszej wojny światowej, gdy niemiecki sztab generalny, mimo wojsk stojących niemal pod Paryżem, zdecydował się na kapitulację, uznając wyczerpanie zasobów. Zaznaczył jednak, że obecnie ani Ukraina, ani Rosja nie uważają, że przegrywają wojnę – ukraińska strona (z wyjątkiem wspomnianego Fiodorowa, mówiącego o stopniowej przegranej) oraz rosyjskie społeczeństwo, według Szewki bardziej niezadowolone z faktu, że Putin nie zdecydował się na użycie broni jądrowej czy pełną mobilizację, niż z samego prowadzenia wojny.
Nowym elementem, zdaniem Szewki, jest natomiast zmiana charakteru pytania stawianego Stanom Zjednoczonym – dotychczas dotyczyło ono tego, czy Ameryka chce pomóc Ukrainie, teraz zaś, czy w ogóle może to zrobić, biorąc pod uwagę, że wysłanie żądanych przez Zełenskiego 300 rakiet Patriot oznaczałoby przekazanie jednej trzeciej całego amerykańskiego arsenału tego typu pocisków, potrzebnego także do obrony sojuszników w Azji. Szewko przywołał również dane z „Wall Street Journal” o głębokich cięciach w rosyjskim budżecie – rządowi udało się ograniczyć prognozowany deficyt z poziomu bliskiego 4 proc. PKB do zakresu 1,6–2,8 proc., kosztem redukcji wydatków socjalnych, regionalnych i oświatowych o około 30 proc. Ocenił, że taka skala oszczędności jest możliwa do udźwignięcia przez rok, ale w kolejnych latach uderzy bezpośrednio w rosyjskie społeczeństwo. Wskazał także na ryzyko związane z częściową mobilizacją, prowadzoną – jak zaznaczył – celowo z pominięciem Moskwy i Petersburga, oraz na fakt, że setki tysięcy zmobilizowanych mężczyzn w wieku produkcyjnym są dziś wyłączone z gospodarki, która i tak jest już mocno nadszarpnięta wojną, sankcjami i brakiem rąk do pracy uzupełnianych dotąd przez migrantów z Azji Środkowej.
Czy Putin racjonalnie ocenia sytuację
Podgórski zakwestionował założenie, że Putin podejmuje decyzje w sposób racjonalny, argumentując, że inwazja na Ukrainę, przynosząca Rosji ogromne straty przy niepewnych zyskach, przeczy takiemu założeniu. Szewko przyznał, że teza o irracjonalności rosyjskich decyzji pojawiała się już przed wybuchem wojny, jednak wskazał na potwierdzone później aresztowania w rosyjskich służbach jako dowód błędnej oceny wywiadowczej – analitycy FSB odpowiedzialni za ocenę sytuacji na Ukrainie mieli zostać w większości aresztowani po tym, jak prognozowany przez nich scenariusz szybkiego zwycięstwa, na wzór wydarzeń z 2014 roku, częściowo się nie sprawdził. Przypomniał przykład Chersonia, gdzie rosyjskie umocnienia budowane wcześniej wzdłuż granicy z Krymem zostały poddane bez walki, podczas gdy w Charkowie – uznawanym przez Moskwę za miasto sprzyjające Rosji – spodziewany entuzjazm mieszkańców się nie pojawił. Dodał, że podobne błędne założenia miały wpływ na decyzję administracji Bidena o wstrzymywaniu pomocy dla Ukrainy na początku wojny, opartą na obawie, że broń trafi w ręce Rosjan.
Rozenek podsumował to jako pomyłkę Naryszkina, na co Szewko zauważył, że odpowiedzialność za błędną ocenę sytuacji spoczywała raczej na komórce analitycznej FSB zajmującej się Ukrainą, a nie na SVR. Przywołał również historyczny przykład wojny gruzińskiej, kiedy rosyjski system nawigacji GLONASS miał okazać się niesprawny, zmuszając pilotów do korzystania z cywilnych odbiorników GPS wymontowanych z samochodów. Rozenek dodał, że z lektury wewnętrznego, prawdopodobnie podkolorowanego rosyjskiego opracowania na temat wojny wynikało, iż około 30 proc. sprzętu wojskowego w ogóle nie opuściło koszar na początku inwazji – z powodu braku paliwa, skradzionych akumulatorów czy opon. Szewko porównał to zjawisko do podobnych przypadków korupcji i defraudacji w rosyjskiej armii, w tym do sprawy krążownika „Moskwa”, którego wcześniejszy remont miał pozbawić okręt sprawnej obrony przeciwlotniczej, co skutkowało później procesami o korupcję i zdradę. Przywołał również własne wspomnienie z lektury pamiętników rosyjskiego instruktora wojskowego z wojny w Libii, opisujących, jak podczas amerykańskiego ataku na Syrtę żaden libijski samolot nie mógł wystartować z powodu rozkradzionych części.
Ocenił, że w warunkach systemu autorytarnego, w którym otoczenie przywódcy karmi go wyłącznie pochlebnymi informacjami, trudno oczekiwać, by kierownictwo Rosji – w tym sam Putin – dysponowało pełnym i rzetelnym obrazem sytuacji na froncie. Podgórski porównał ten mechanizm do sytuacji Donalda Trumpa i jego byłej doradczyni ds. sondaży, która – jak zauważył – miała przedstawiać mu wyłącznie korzystne, spreparowane wyniki badań opinii publicznej, co w jego ocenie przełożyło się na jej awans, zanim ostatecznie się z nią rozstano; Szewko dodał, że Trump publicznie oskarża obecnie wszystkie pracownie sondażowe o celowe zaniżanie poparcia dla Republikanów. Przywołał w tym kontekście również wojnę amerykańsko-irańską, w której Ratcliffe miał sprzeciwiać się działaniom zbrojnym, uznając przekazywane Trumpowi zapewnienia o możliwości zakończenia operacji w ciągu trzech tygodni za nierealistyczne.
Plan Trumpa przed wyborami połówkowymi
Rozenek zapytał o strategię Trumpa na najbliższe tygodnie i miesiące w obliczu niekorzystnych dla niego prognoz przedwyborczych. Szewko ocenił, że wynik wyborów nie jest jeszcze przesądzony, wskazując na toczące się spory sądowe dotyczące głosowania korespondencyjnego, mogące – jego zdaniem – wpłynąć na wynik w okręgach, w których historycznie różnice sięgały zaledwie kilkudziesięciu tysięcy głosów przy ponad milionie oddanych. Zwrócił uwagę, że mimo względnej dyscypliny w obozie republikańskim – gdzie zdecydowana większość popieranych przez Trumpa kandydatów wygrała prawybory – sondaże wskazują, że około 12 proc. zwykle głosujących republikanów deklaruje niepewność co do udziału w głosowaniu, co stanowi istotny sygnał niezadowolenia. Jednocześnie, jak zauważył, wewnętrzny konflikt po stronie demokratów, związany z rozliczeniami z okresu prezydentury Bidena i kampanii Kamali Harris, może ograniczyć mobilizację elektoratu również po tej stronie.
Wśród działań mających poprawić notowania administracji Szewko wymienił wznowienie rozmów z Wenezuelą, w ramach których 30 proc. tamtejszych złóż naftowych miałoby trafić pod kontrolę bądź gwarancje inwestorów amerykańskich, a Wenezuela rozważa wystąpienie z OPEC – działania te, jego zdaniem, mają na celu obniżenie cen paliw przed wyborami. Wskazał również na naciski Trumpa na koncerny takie jak Chevron, by obniżyły ceny paliw, co spotyka się z oporem zarządów świadomych ryzyka odpowiedzialności wobec akcjonariuszy.
Kolejnym elementem tej strategii, zdaniem Szewki, są działania „pokojowe” budujące wizerunek skutecznego negocjatora – zapowiadane rozmowy z Kimem, ewentualne spotkanie z Putinem oraz planowana, choć niepewna z powodu sporu o sankcje wobec chińskich banków, wizyta Xi Jinpinga w Waszyngtonie. Szewko żartobliwie zaznaczył, że temat cieśniny Ormuz Trump traktuje wręcz jako niewygodny do poruszania publicznie, mimo wcześniejszych deklaracji, że cieśnina jest już „amerykańska” i rozminowana – choć żaden amerykański statek nią dotąd nie popłynął, a ropa, mimo zapewnień, nadal nie płynie tym szlakiem. Zwrócił uwagę, że rynki finansowe śledzą te zapowiedzi na bieżąco: według jego szacunków Trump około 27 razy w ciągu kilku tygodni ogłaszał bliskie zawarcie porozumienia w sprawie Ormuz, za każdym razem powodując chwilowy spadek ceny ropy z poziomów zbliżających się do 100 dolarów z powrotem do 70–80 dolarów za baryłkę – co, jego zdaniem, będzie musiało zostać podtrzymane aż do samych wyborów połówkowych. Podgórski, komentując tę serię niespełnionych zapowiedzi, żartobliwie porównał je do kolejnych „wersji” porozumienia pokojowego, ironicznie numerując je jako siedemnastą, dwudziestą czwartą czy trzydziestą siódmą.
Szewko zaznaczył, że w razie utraty przez Republikanów większości w Izbie Reprezentantów demokraci mogliby wszcząć procedurę impeachmentu – nie w celu odsunięcia Trumpa od władzy, lecz by w trybie przesłuchań pod przysięgą wzywać urzędników jego administracji, co groziłoby im odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań. Żartobliwie porównał przy tym poziom intelektualny administracji do zasady mierzenia „IQ tłumu” – metody polegającej na wzięciu inteligencji najgłupszej osoby w grupie i podzieleniu jej przez liczbę uczestników – oceniając, że taki właśnie poziom reprezentuje otoczenie prezydenta, co uczyniłoby ewentualne przesłuchania w Kongresie znaczącym osłabieniem swobody działania obecnej prezydentury.
Czy na światowym kryzysie zyskują Chiny
Rozenek zauważył, że jedynym mocarstwem obserwującym obecny chaos geopolityczny „z boku” i jednocześnie rosnącym gospodarczo wydają się Chiny. Szewko odpowiedział, że Pekin angażuje się w te wydarzenia dyskretnie, prowadząc równolegle rozmowy m.in. z władcami Jordanii i planując wizytę u prezydenta Egiptu Abd al-Fattaha as-Sisiego. Wyjaśnił, że Chiny osiągają przewagę gospodarczą przede wszystkim w warunkach pokoju i braku ograniczeń handlowych, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, dla których – jak ocenił, odwołując się do tradycji „dyplomacji kanonierek” i doktryny Monroe’a – konflikt bywa naturalnym środowiskiem działania, także ze względu na rolę przemysłu zbrojeniowego jako motoru gospodarki. Zaznaczył, że Chiny od czasu wojny z Wietnamem w latach 70. nie prowadziły własnych konfliktów zbrojnych, a kryzys wokół cieśniny Ormuz uderza w chińskie interesy gospodarcze na kilku płaszczyznach – zarówno jako w dużej mierze beneficjenta taniej ropy z regionu, jak i partnera inwestycyjnego Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ważniejszych dla Pekinu niż sam Iran, a borykających się obecnie z własnymi problemami finansowymi, co ogranicza ich zdolność inwestycyjną w Chinach.
Szewko wskazał, że podobny mechanizm dotyczy konfliktu na Ukrainie oraz napięć na granicy polsko-białoruskiej, które zakłócają funkcjonowanie Nowego Jedwabnego Szlaku, zmuszając do wydłużonych i kosztowniejszych tras transportowych. Opisał przykładowo, jak zamknięcie cieśniny Bab al-Mandab wymusza transport saudyjskiej ropy do Chin okrężną drogą – z portu załadunkowego, przez wyładunek i ponowny przeładunek na tankowiec płynący przez Morze Śródziemne, Gibraltar i dookoła całej Afryki – znacząco podnosząc koszty i czas dostawy w porównaniu z trasą standardową. Zaznaczył przy tym, że Chiny są zainteresowane taniejszą ropą irańską i zainwestowały w terminal kontenerowy w irańskim porcie Czabahar, jednak – jego zdaniem – wspólnym mianownikiem interesów wszystkich zaangażowanych w regionie państw pozostaje dążenie do zakończenia konfliktu zakłócającego wcześniej kwitnącą wymianę handlową, sprzed eskalacji wywołanej działaniami Stanów Zjednoczonych.
Odnosząc się do skutków wojny amerykańsko-irańskiej, Szewko wskazał, że w jej wyniku zniszczona lub poważnie uszkodzona została większość irańskiej infrastruktury radarowej i łączności satelitarnej w regionie Zatoki Perskiej, a szacowane koszty jej odbudowy sięgać mają kilku miliardów dolarów. Zaznaczył również, że w wyniku konfliktu zginął dotychczasowy ajatollah Ali Chamenei, wcześniej hamujący rozwój irańskiego programu nuklearnego w kierunku militarnym, podczas gdy jego następca ma być, według docierających informacji, entuzjastą miniaturyzacji technologii jądrowej do rozmiarów niewielkiej bomby. Ocenił, że taki obraz wyników wojny – w tym wprowadzenie nowych opłat za przepływ tankowców przez cieśninę Ormuz na rzecz Omanu i Iranu – może być politycznie kosztowny dla Trumpa, jeśli w opinii publicznej utrwali się przekaz o przegranej konfrontacji z Iranem, co mogłoby wpłynąć również na wynik wyborów połówkowych.
Trump jako „ocalony przez Boga” przywódca
Podgórski zapytał Szewkę o opublikowaną przez Trumpa infografikę, w której ranking amerykańskich prezydentów stawia jego samego na pierwszym miejscu, tuż przed Abrahamem Lincolnem, a Joe Bidena, Baracka Obamę i Jimmy’ego Cartera na końcu listy, przy czym – jak zauważył Rozenek – na zestawieniu zabrakło obu prezydentów z rodziny Bushów. Szewko, odnosząc się żartobliwie do teologicznego wątku „ocalenia przez Boga”, zauważył, że biblijne doświadczanie narodu niekoniecznie musi oznaczać błogosławieństwo, lecz może przybierać formę plagi – przywołując przy tym powiedzenie Zbigniewa Herberta, że Bóg stworzył pustynie, by ćwiczyć wiernych. W tym sensie obecność Trumpa mogłaby być traktowana jako rodzaj próby zesłanej na społeczeństwo amerykańskie.
Podgórski, żegnając się z widzami przed ostatnim pytaniem, z żalem zapowiedział, że temat sytuacji w Czarnogórze – który planowano poruszyć w tym odcinku – zostanie przełożony na kolejne spotkanie z Szewką.
Pytanie widza: kto wygra kolejne wybory
Na zakończenie programu Rozenek odczytał pytanie przesłane przez poprzedniego gościa audycji, Wincentego Sewerskiego, sformułowane bez wiedzy, kto będzie kolejnym rozmówcą: czy przyszłe wybory wygra ten, kto okaże się najbardziej antyukraiński. Szewko odpowiedział twierdząco, odnosząc to pytanie wprost do zbliżających się wyborów do rosyjskiej Dumy Państwowej, w których – jego zdaniem – zwyciężą kandydaci prezentujący najbardziej antyukraińskie stanowisko. Podgórski zasygnalizował odmienne zdanie w tej kwestii, po czym prowadzący zakończyli program.
Rozmowę poprowadzili Jacek Podgórski i Andrzej Rozenek. Materiał „SZEWKO: TRUMP I PUTIN SZYKUJĄ WIELKI DEAL?! KULISY TAJNEJ MISJI CIA W MOSKWIE” opublikowany został na kanale „Lot nad Kaczym Gniazdem” na YouTube, liczącym 50,6 tys. subskrybentów, 30 sierpnia 2026.










