„Azjatycka Polska” miała być obelgą. Jak internetowa zaczepka przeniosła Wołyń do koreańskiego internetu — Jakub Szymczuk w Kanale Zero

Jakub Szymczuk w materiale dla Kanału Zero opisał internetową awanturę, która zaczęła się od dyplomatycznego sporu Ukrainy z Koreą Południową, a skończyła falą sympatii między Polakami i Koreańczykami oraz dyskusją o rzezi wołyńskiej w koreańskiej części serwisu X. Punktem zapalnym był wpis ukraińskiego użytkownika, który nazwał Koreę Południową „azjatycką Polską” i zakpił z polskiej pamięci o Wołyniu. Autor pokazał, jak automatyczne tłumaczenie i algorytmy rekomendacji pozwalają odległym społecznościom rozmawiać bez pośredników, ale też jak tą samą drogą przenoszą się historyczne urazy i niechęć.

Spór o jeńców przy okazji Zgromadzenia ONZ

Szymczuk wyjaśnił, że wszystko zaczęło się na szczycie światowej dyplomacji, w trakcie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Ukraina i Korea Południowa pokłóciły się o północnokoreańskich jeńców. Prezydent Wołodymyr Zełenski publicznie poinformował o ich przekazaniu Korei Południowej, choć Seul uważał, że sprawa miała pozostać poufna, a Kijów tym zarzutom zaprzeczył. Korea zażądała oficjalnych przeprosin, a dyplomatyczna sprzeczka przeniosła się do internetu.

„Azjatycka Polska” i „pamiętamy” po koreańsku

Do sporu włączył się użytkownik X z Ukrainy, którego autor nazwał wyjątkowo pechowym i chyba nieświadomym internetowych konsekwencji swojego wpisu. Według Szymczuka miał on najwyraźniej problem z Polakami i chciał im dokuczyć przy każdej okazji. Obrażając Koreańczyków, nazwał Koreę Południową „azjatycką Polską”. Dorzucił też kpinę z polskiej pamięci o Wołyniu, pytając, jak po koreańsku będzie „pamiętamy”, co było bezpośrednim nawiązaniem do polskiego hasła upamiętniającego ofiary rzezi wołyńskiej.

Polska jako komplement

Tego, co stało się później, według autora nikt nie przewidział. Koreańczycy zaczęli pytać, dlaczego Ukraińcy obrażają ich, porównując do Polaków, i czy Polska ma być czymś obelżywym. Jedna z koreańskich użytkowniczek odpisała, że Polska to komplement, „byle nie Ukraina”. Kolejny użytkownik wymienił Marię Skłodowską-Curie, Fryderyka Chopina i Zdzisława Beksińskiego i dziwił się, co jest złego w nazywaniu Korei Polską, skoro z tego wielkiego narodu wywodzi się tyle wybitnych postaci. Wpis zaczął żyć własnym życiem, algorytm szybko go wyłapał, a temat dynamicznie piął się w trendach. Wkrótce włączyli się Polacy, bo, jak ironizował autor, gdy ktoś Polaków lubi, nie przepuszczą mu gestów przyjaźni, ciepła, a nawet miłości. Zaczęło się porównywanie wspólnej historii i kultury. Jeden z Koreańczyków pisał, że oba kraje łączą doświadczenia inwazji, ucisku kolonialnego, ruchów niepodległościowych oraz szybkiego rozwoju po ich przezwyciężeniu, i że szanuje Polskę. Polacy odpowiadali tłumnie, że nazwanie ich „Koreańczykami Europy” to jeden z najlepszych możliwych komplementów. Szymczuk opowiedział, że jego tablica na X wypełniła się masą „miłosnych” memów i obrazków.

Tłumacz i algorytm zamiast dyplomatów

Autor zwrócił uwagę na ciekawe zjawisko: historia pokazuje, co się dzieje, gdy bariera językowa niemal znika. Serwis X niedawno wprowadził automatyczne tłumaczenie postów, więc treści, które wcześniej zatrzymywały się w jednej bańce językowej, mogą krążyć globalnie. Zwykli ludzie z odległych krajów rozmawiają bezpośrednio, bez mediów, dyplomatów czy tłumacza. Kiedyś o tym, co myślą Koreańczycy, Polacy dowiadywali się z depesz, reportaży czy relacji podróżników i ekspertów. Dziś przekładu dokonuje automat oparty na sztucznej inteligencji, a algorytm podsuwa wpisy. Szymczuk wyjaśnił, że dopiero połączenie obu mechanizmów, tłumaczenia i systemu rekomendacji, sprawia, że polski użytkownik trafia na koreański post, odpowiada, Koreańczyk widzi odpowiedź i rozmowa sama się napędza. Ten sam mechanizm, który w kilka godzin pozwolił znaleźć wspólny język, chwilę później zaczął jednak przenosić stare konflikty i historyczne urazy.

Polska oczami Koreańczyków

Rozmowa poszła dalej. Koreańczycy zaczęli budować obraz Polski już nie tylko przez wojny, zabory i trudne sąsiedztwo, ale też przez codzienność, edukację, obyczaje i kulturę. Jeden z autorów wpisów wskazywał na wysoki odsetek Polaków w czołowych instytucjach badań nad sztuczną inteligencją, co tłumaczył popularnością krajowych olimpiad matematycznych i informatycznych wyławiających najzdolniejszych uczniów. Pisał też, że Polacy traktują wódkę jako mocniejsze od piwa narzędzie towarzyskie, a oba narody mają unikalny sposób podchodzenia do patriotyzmu z humorem, czego przykładem są memy „Polska górą” i ich koreańskie odpowiedniki. Szymczuk zastrzegł, że część tych spostrzeżeń to uproszczenia albo stereotypy, ale ciekawe jest to, że ktoś po drugiej stronie świata sam zaczyna sobie porządkować Polskę: szkołę, sztuczną inteligencję, wartości, imprezy i memy. Rozmowa przechodzi od poziomu „mamy podobną historię” do „chyba naprawdę macie z nami coś wspólnego”.

Niechęć do Ukrainy w tle

Autor podkreślił, że od początku w tej historii obecny był drugi wątek: niechęć do Ukrainy. Już w pierwszych koreańskich odpowiedziach pojawiało się „byle nie Ukraina”, a po polskiej stronie szybko zaczęto łączyć nową sympatię do Korei z pretensjami wobec Kijowa. Jako przykład przytoczył ironiczny wpis polskiego użytkownika, który dziękował „profesjonalnej ukraińskiej dyplomacji” za dwie informacje: że Korea Południowa to azjatycka Polska, co uznał za miłe, oraz że Ukraina jest niewdzięczna i nie dotrzymuje umów, co jak napisał, już wiedział.

Wołyń w koreańskim internecie

Szymczuk zwrócił uwagę na przewrotny efekt całej sytuacji. Autor ukraińskojęzycznego wpisu chciał zakpić z polskiej pamięci o Wołyniu, ale tym samym wprowadził ten temat do rozmowy. Koreańczycy zaczęli pytać, o co chodzi Polakom, Polacy odpowiadali, a złośliwy przytyk zaczął żyć własnym życiem w koreańskim internecie. Próba wyśmiania polskiej perspektywy skończyła się tym, że zyskała ona zupełnie nowych odbiorców. Jeden z koreańskich użytkowników zacytował wpis o Wołyniu, dodał po koreańsku tło historyczne rzezi wołyńskiej i dołączył planszę z kontekstem. Jak zauważył autor, to już nie Polak tłumaczył Koreańczykowi swój punkt widzenia, lecz koreański użytkownik wyjaśniał Wołyń własnej publiczności. W kolejnych koreańskich wpisach pojawiały się ostre oceny Ukrainy: że Polska wspaniałomyślnie pomogła ludziom odpowiedzialnym za rzeź wołyńską, a w zamian spotyka ją niewdzięczność, że Ukraina ma „złamany charakter”, oraz pytanie, czy Ukraina wciąż uważa Stepana Banderę, współpracownika nazistów, za bohatera niepodległości. Szymczuk podsumował, że spór Ukrainy z Koreą o jeńców w ciągu kilkudziesięciu godzin zamienił się w koreańskojęzyczną dyskusję o polskiej pomocy, ukraińskiej politycznej niewdzięczności, Wołyniu i Banderze. Polski konflikt pamięci został po prostu zassany do zupełnie innej bańki językowej.

Algorytmy kochają kontrowersje

Autor zauważył, że słowa przeskakują między językami szybciej niż intencje: tłumacz przekłada zdanie, algorytm znajduje mu publiczność, a resztę dopisują ludzie. Tak tworzą się nowe łączniki kulturowe. Jego zdaniem zasada „pomyśl, zanim napiszesz” powinna być wyryta na tablicy najważniejszych przykazań korzystania z mediów społecznościowych, bo można zaszkodzić nie tylko sobie, ale i całej swojej wizji świata. Za najciekawsze uznał nie to, czy z tej awantury powstał jakiś polsko-koreański sojusz, lecz to, że dwie odległe społeczności zaczęły bezpośrednio wymieniać się nie tylko żartami i sympatią, ale też pamięcią historyczną, bez polityków, dziennikarzy, ambasad i oficjalnych komunikatów. Według Szymczuka pokazuje to potęgę globalizacji myśli, postępującej w przerażającym tempie, bo internet skraca drogę wymiany poglądów do jednego kliknięcia. Przestrzegł, że tą samą drogą dziś pędzi miłość, a jutro może gnać nienawiść, bo algorytmy kochają kontrowersje.


Materiał „POLSKA, KOREA – WSPÓLNA SPRAWA. DZIWACZNA HISTORIA I SPÓR O WOŁYŃ” dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym 2,36 mln subskrybentów. Opublikowany 2 października 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *