Dr Jacek Bartosiak ze Strategy & Future był ponownie gościem Grzegorza Ślubowskiego w programie „Kanał Otwarty”. Rozmowa dotyczyła eskalacji sporu polsko-ukraińskiego wokół polityki historycznej, jego długoterminowych konsekwencji geopolitycznych oraz szerszej perspektywy budowy Międzymorza.
Dlaczego Zełenski zdecydował się na eskalację
Bartosiak ocenił, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski celowo zaostrzył spór o pamięć historyczną z Polską, kierując się zarówno motywami wewnętrznymi, jak i zewnętrznymi. Wewnątrz kraju chodziło o konsolidację społeczną – Zełenski zwołał wielu prezydentów i innych oficjeli, którzy zwrócili odznaczenia otrzymane od Polski, co Bartosiak określił jako rzadko spotykany akt jedności w toku wojny, budowany w momencie, gdy Ukraina ocenia, że zaczyna zyskiwać przewagę. Zaznaczył, że w trakcie wojny kształtuje się nowa tożsamość narodowa Ukrainy – kraju, który wcześniej w zasadzie nigdy nie miał własnej państwowości – i choć ta tożsamość jest z natury antyrosyjska, dotąd nie była antypolska; teraz, jego zdaniem, może się taką stawać.
Zewnętrznym motywem miało być przekonanie Zełenskiego, że Polska przecenia własne znaczenie, będąc – jak to ujął gość – nadmiernie związaną z polityką amerykańską w regionie, co nie służy dziś interesom Ukrainy. Zełenski miał w ten sposób dążyć do obniżenia roli Polski w europejskich formatach negocjacyjnych, a także obawiać się polskiej ingerencji na kierunku białoruskim.
Symboliczna porażka Polski, ale większe ryzyko dla Ukrainy
Bartosiak ocenił, że w warstwie symbolicznej to Polska przegrała ten spór – wybierając, jego zdaniem, złe „pole bitwy” do wyegzekwowania zmiany ukraińskiej polityki historycznej, w tym w kwestii upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej. Odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego przez prezydenta Karola Nawrockiego uznał za błąd strategiczny, ponieważ dało to Ukrainie pretekst do zbudowania własnej narracji o polskiej pretensjonalności, dobrze przyjmowanej też na Zachodzie, gdzie – jak ocenił, powołując się na relacje zachodnich mediów – spór bywa przedstawiany jako kłótnia dwóch wschodnioeuropejskich narodów o to, kto bardziej cierpiał w przeszłości.
Ślubowski zauważył jednak, że symetrycznie prezydent Nawrocki również nie może pozwolić sobie na wewnątrzkrajową porażkę w tym sporze. Bartosiak przyznał to, ale podkreślił zasadniczą różnicę: naród nie prowadzi polityki zagranicznej i nie musi rozumieć jej niuansów na arenie międzynarodowej, podczas gdy przywódca państwa – zarówno Zełenski, jak i polscy decydenci – nie powinien pozwalać, by to właśnie krajowe emocje społeczne dyktowały kierunek polityki zagranicznej.
Zarazem gość podkreślił, że długoterminowo to Ukraina zapłaci wyższą cenę za eskalację tego sporu, ponieważ stawia w nim znacznie więcej – toczy walkę o własne przetrwanie jako państwo, podczas gdy Polska „jedynie” broni swojej pozycji w Europie Środkowej. Zaznaczył jednak, że nie powinno to być powodem satysfakcji dla Polski, ponieważ oba kraje wzajemnie się osłabiają w tym sporze, a przewaga w tym starciu nie powinna być mierzona tym, kto „wytrzyma dłużej”.
Ślubowski dopytywał też, czy działania Zełenskiego rzeczywiście przynoszą mu jakiekolwiek korzyści strategiczne poza wzrostem notowań i konsolidacją poparcia we własnym kraju – zastanawiając się, czy prezydent Ukrainy zyskał cokolwiek w relacjach z Niemcami czy Francją. Obaj rozmówcy zgodzili się, że strategicznie Zełenski niczego nie zyskał, a jedynie skonsolidował poparcie wewnętrzne kosztem odwrócenia od siebie całej polskiej klasy politycznej, od lewa do prawa.
Historyczna analogia do powstania Chmielnickiego
Bartosiak porównał obecną sytuację do wojny domowej wywołanej powstaniem Chmielnickiego w XVII wieku – wskazał, że wówczas również istniała możliwość ugody, prowadzone były negocjacje między stronami (m.in. przez wojewodę kijowskiego Adama Kisiela), ale wypady wojskowe Jaremy Wiśniowieckiego i wzajemne akty przemocy rozbudziły emocje, które doprowadziły ostatecznie do wyniszczającego konfliktu. Efektem była ugoda perejasławska i wzmocnienie Rosji kosztem obu stron, a wcześniej – masakra polskiej elity dowódczej pod Batohem oraz rozproszenie pospolitego ruszenia pod Żółtymi Wodami. Ocenił, że mechanizm ten – eskalacja emocji ponad racjonalną kalkulację strategiczną, uniemożliwiająca budowę trzeciego, niezależnego podmiotu w regionie – powtarza się dziś w relacjach polsko-ukraińskich.
W tym kontekście Ślubowski przywołał teorię profesora Hieronima Graly, według której XVII-wieczna „kolonizacja” kresów, o której dziś mówią Ukraińcy, nie była kolonizacją w rozumieniu zachodnim – tamtejsze elity rusińskie (jak np. ród Wiśniowieckich) były w większości prawosławne i miejscowe, a rzeczywisty spór miał charakter bardziej klasowy niż narodowy: Kozacy sprzeciwiali się powrotowi do pańszczyzny po wyjściu z rejestru kozackiego, a to polska szlachta nie chciała dopuścić do zwiększenia własnej liczebności i zwolnienia poddanych z powinności pańszczyźnianych.
Krytyka elit po obu stronach
Gość ocenił, że polskie elity polityczne błędnie zakładają, iż konsekwentne trzymanie się racji historycznej zmusi ostatecznie Ukrainę do ustępstw i wymiany elit na mniej skorumpowane – co uznał za nierealistyczne, biorąc pod uwagę brak realnych narzędzi nacisku Polski na Kijów. Odwołał się przy tym do decyzji prezydenta USA Harry’ego Trumana o odbudowie Niemiec Zachodnich po wojnie, w tym powołaniu nowego Bundeswehry z udziałem oficerów wywodzących się z Wehrmachtu – gdyby ówczesne władze amerykańskie kierowały się wyłącznie rozliczeniową logiką odwetu, RFN nigdy by nie powstała w takim kształcie. Zdaniem Bartosiaka pokazuje to, że trzeba umieć patrzeć dalej niż na bieżące rozliczenia historyczne.
Zwrócił uwagę, że podczas gdy Ukraińcy śledzą przede wszystkim własne uderzenia w głąb Rosji, polska opinia publiczna koncentruje się na sporze historycznym – co, jego zdaniem, wiele mówi o priorytetach obu społeczeństw.
Skrytykował też przekonanie części polskich elit, że bliskie związanie z polityką amerykańską daje Polsce silniejszą pozycję niż Ukrainie – ocenił, że to właśnie to postrzegane podporządkowanie Waszyngtonowi sprawia, iż Ukraina traktuje Polskę instrumentalnie, jako wykonawcę amerykańskich decyzji, a nie partnera czy lidera regionu. W tym kontekście obaj rozmówcy zdiagnozowali zjawisko wzajemnego kompleksu: kompleksu wyższości po stronie polskiej wobec Ukraińców oraz kompleksu niższości po stronie ukraińskiej, który – zdaniem Ślubowskiego – może tłumaczyć niekiedy prowokacyjne zachowanie Ukraińców nawet wobec Polaków życzliwie do nich nastawionych.
Wdzięczność nie jest walutą międzynarodową
Bartosiak podkreślił, że kategoria wdzięczności nie funkcjonuje w stosunkach międzynarodowych, ponieważ każda ze stron sama określa jej wysokość – Polska uważa, że uratowała Ukrainę na początku wojny, a strona ukraińska przekonana jest, że to ona chroni Polskę, powstrzymując Rosję. Przywołał w tym kontekście rozmowę z byłym premierem Mateuszem Morawieckim, który miał zwracać uwagę, że ukraińscy pracownicy w istotnym stopniu podtrzymują dziś polską gospodarkę – w sektorach budowlanym, transportowym, przetwórczym i rolniczym.
Spór o symbole i „imaginaria” historyczne
Gość ocenił, że zarówno Polska, jak i Ukraina budują własne, wyidealizowane narracje historyczne – ukraińska sięga po postacie takie jak Mazepa czy Bandera, polska zaś oczekuje od Ukraińców przyjęcia własnej wersji historii jako warunku wejścia do „salonu Europy”. Przywołał przy tym uwagę pisarza Stanisława Lema, według którego wejście Polski do Unii Europejskiej miało uświadomić Europejczykom, że Polacy operują pewnymi wyidealizowanymi „fantomami” na temat własnej historii – niezależnie od tego, jaka była w danym sporze historyczna prawda.
Porównał tę dynamikę do wcześniejszego sporu wokół amerykańskiej ustawy 447, którą polskie środowiska odebrały jako próbę zbudowania przewagi politycznej i materialnej kosztem Polski – zaznaczając, że każda ze stron sporu historycznego postrzega działania drugiej strony jako nieuzasadnioną próbę zdobycia przewagi, z której płyną wymierne, współczesne korzyści.
Polityka jako gra instrumentalna
Odnosząc się do zarzutu, że Ukraińcy traktują Polskę czysto instrumentalnie, Bartosiak zauważył, że instrumentalne traktowanie partnerów jest naturą samej polityki – każdy polityk, także polscy parlamentarzyści, próbuje wykorzystywać innych do własnych celów, i nie warto się na to obrażać ani szukać w tym czegoś wyjątkowego w zachowaniu Ukraińców.
Kierunek białoruski
Bartosiak ocenił, że Ukraina od pewnego czasu aktywnie rozgrywa kwestię Białorusi, sygnalizując gotowość do ataków na infrastrukturę wspierającą rosyjskie działania wobec zachodniej Ukrainy, w tym stacje przekaźnikowe naprowadzające drony, licząc na neutralizację kierunku białoruskiego jako warunku trwałego pokoju. Ocenił, że Polska nie prowadzi w tej sprawie własnej, samodzielnej strategii, a dotychczasowe sukcesy na tym kierunku – jak uwolnienie Andrzeja Poczobuta – były w praktyce zasługą dyplomacji amerykańskiej. Zaprzeczył też krążącym opiniom, jakoby to Ukraina odmawiała Polsce dostępu do własnych technologii wojskowych, określając takie twierdzenia jako nieprawdziwe i zapowiadając, że wraz z analitykiem Markiem Budziszem kiedyś przedstawi na ten temat świadectwo.
Skuteczność ukraińskiej armii
Odnosząc się do wątpliwości co do rzeczywistej nowoczesności ukraińskiej armii, Bartosiak przyznał, że nie jest ona ani szczególnie nowoczesna, ani wyjątkowa, jednak skutecznie związuje siły rosyjskie i przeprowadza uderzenia w głąb Rosji, w tym na rafinerie, ograniczając rosyjskie dostawy oleju napędowego o około 25 procent. Ślubowski zaznaczył przy tym, że mimo tych efektów ukraińska armia nie odnosi porównywalnych sukcesów na samym froncie, a twierdzenia Zełenskiego o zwycięstwie w wojnie ocenił jako oderwane od rzeczywistości.
Międzymorze jako trudny do zrealizowania projekt
W zakończeniu rozmowy Bartosiak odniósł się do koncepcji Międzymorza, wywodzącej się z myśli geopolitycznej Eugeniusza Romera oraz idei Jerzego Giedroycia i Juliusza Mieroszewskiego (UBL – Ukraina, Białoruś, Litwa), oceniając, że jej realizacja pozostaje niezwykle trudna ze względu na wzajemne krzywdy historyczne, odmienne mapy mentalne obu narodów oraz brak wspólnego zrozumienia relacji opartych na współczesnych interesach materialnych, a nie sporach symbolicznych. Zapowiedział, że planuje napisać powieść poświęconą tej „tragedii” geopolitycznego położenia Polski.
Jako alternatywę wskazał powrót do koncepcji „Polski piastowskiej” w duchu myśli Romana Dmowskiego – jednorodnego narodowo państwa funkcjonującego w niemieckim systemie poddostawy (Mitteleuropa), co jednak – jego zdaniem – oznaczałoby rezygnację z demograficznych i cywilizacyjnych ambicji, w tym z wielkich projektów infrastrukturalnych i technologicznych, oraz akceptację roli peryferyjnej wobec Zachodu. Ocenił, że duża część polskich elit trzeciej Rzeczypospolitej nie potrafiła wykorzystać szansy, jaką dała obecna „wojna systemowa” w regionie, w tym na kierunku ukraińskim – a sprawa odebranych orderów, w jego ocenie, jest tego wyjątkowo symbolicznym przykładem.
Program „Kanał Otwarty” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube. Opublikowany 7 lipca 2026.