Biejat w Onet Rano: To, co robi Krzysztof Bosak, jest obrzydliwe

Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu, rozmawiała z Joanną Górską w „Onet Rano” o narastających napięciach w relacjach polsko-ukraińskich, wykorzystywaniu ataków na Ukraińców do celów politycznych oraz o reformie ochrony zdrowia.

Bosak i „obrzydliwa” hipokryzja Konfederacji

Biejat otworzyła rozmowę bardzo ostrą oceną Krzysztofa Bosaka, który po ataku na dziewczynki z Bielska-Białej napisał na Twitterze, że każde dziecko powinno czuć się w Polsce bezpiecznie. Powtórzyła dwukrotnie, że uważa to za obrzydliwe, ponieważ Bosak razem z kolegami z Konfederacji od miesięcy rozkręca antyukraińską histerię, wskazując od miesięcy jednego kozła ofiarnego wszystkich problemów Polaków i wprost zachęcając do tego, by Ukraińców szykanować, rozpowszechniając przy tym fake newsy. Jako konkretny przykład przywołała głośną sprawę zadźgania nożem człowieka na Nowym Świecie w Warszawie – Bosak jako jeden z pierwszych rozpuszczał wtedy informację, że sprawcami byli Ukraińcy, mimo że zrobił to Polak, a później odmówił przeprosin za tę dezinformację. Oceniła, że robi to „z pełną premedytacją”, a dziś w panice próbuje „odwracać kota ogonem” i udawać, że temat go nie dotyczy – co określiła po prostu jako obrzydliwe, dodając, że najwyższy czas, byśmy wszyscy zastanowili się, dokąd zmierzamy.

Biejat podkreśliła, że atak na dziewczynki nie jest ani pierwszym, ani – jak to ujęła wprost – „najbardziej bulwersującym” takim przypadkiem. Przywołała pobicie ukraińskiego chłopca na moście Świętokrzyskim w Warszawie, które zakończyło się operacją głowy, dokonane wyłącznie za to, że mówił po ukraińsku, mimo że nikomu nie zawadzał – w trakcie tego samego zajścia jego kolegę próbowano zrzucić z mostu. Wspomniała też o atakach na ukraińskich przedsiębiorców, ludzi uczciwie tu pracujących, którzy – jak podkreśliła – dokładają do polskiej gospodarki więcej, niż z niej biorą. Mimo to kolejni politycy PiS-u i Konfederacji nakręcają tę awanturę, licząc, że w ten sposób zdobędą punkty polityczne.

Zełenski też gra nacjonalizmem, ale to nie usprawiedliwia Polaków

Górska dopytywała, czy nie należy winić także prezydenta Zełenskiego, skoro część ekspertów i komentatorów wskazuje, że to on wszystko rozkręcił i nie można liczyć na wsparcie czy dialog z jego strony. Biejat odpowiedziała, że w ogóle nie usprawiedliwia tego, co robi Zełenski – zgodziła się wprost, że jego działania są szkodliwe i niepotrzebnie eskalują sytuację po ukraińskiej stronie. Zaznaczyła jednak, że to wspólna cecha polityków prawicowych: Zełenski jest politykiem prawicowym i robi dokładnie to samo, co robią polscy politycy, czyli gra na nacjonalistycznych nastrojach w imię rozgrywania polityki wewnętrznej i przygotowywania się do nadchodzącej kampanii wyborczej – to, jak podkreśliła, „dokładnie ten sam mechanizm”. W związku z tym, jeśli słusznie krytykujemy Zełenskiego, musimy też spojrzeć prawdzie w oczy i nie stosować taryfy ulgowej wobec naszych własnych polityków, ponieważ ostatecznie na konflikcie między Polską a Ukrainą, na nakręcaniu nastrojów antyukraińskich w Polsce i antypolskich w Ukrainie, zyskuje tylko Rosja, która patrzy na to z zadowoleniem – ta propaganda, ta „faza zero wojny” między Europą a Rosją, na razie idzie Moskwie na rękę.

Licytacja „kto pomógł mniej” i utracone kontrakty na odbudowę

Górska zwróciła uwagę na obawy, że najwięcej na odbudowie Ukrainy zyskają Francja i Niemcy, a Polska zostanie pominięta, mimo że większość Polaków uważa, iż za udzieloną pomoc należy się teraz możliwość zarabiania i robienia biznesu na odbudowie. Biejat odpowiedziała, że to się nie bierze znikąd – jako cała lewica starają się tonować nastroje i przekonywać na prawo i lewo, że celem musi być poprawa stosunków polsko-ukraińskich, bo to przekłada się bezpośrednio na polskie interesy. Zastrzegła jednocześnie, że „do tanga trzeba dwojga” i trzeba też oczekiwać od strony ukraińskiej gotowości do naprawy relacji – zauważyła sygnały płynące od Zełenskiego, który zapowiada pracę nad stosunkami polsko-ukraińskimi, wspominając przy tym o niedawnej zmianie na stanowisku premiera (sprostowała żartobliwie, że nominacja na ambasadorkę w Stanach Zjednoczonych to nie jest dymisja, tylko awans byłej premierki).

Oceniła jednak, że nie pomaga fakt, iż w tej chwili ogromna liczba polityków postanowiła prześcigać się w licytacji, kto pomógł Ukrainie mniej – co nazwała absurdalnym. Przypomniała, że jeszcze dwa lata temu wszyscy licytowali się, kto pomógł bardziej, a dziś licytacja poszła w kompletnie drugą stronę. Skonkludowała, że jeśli najważniejsze w Polsce staje się to, kto mniej pomógł Ukrainie i kto bardziej się wycofa ze wsparcia, trudno oczekiwać miejsca przy stole, przy którym rozdzielane będą kontrakty odbudowy Ukrainy – to jest właśnie efekt żerowania na antyukraińskim klimacie, jaki pojawił się w Polsce.

Skąd bierze się nagonka – szukanie kozła ofiarnego

Biejat wskazała mechanizm stojący za obecną falą niechęci: Polska ma swoje realne problemy, jak choćby głośna sprawa fatalnej kondycji ochrony zdrowia, a politycy w takich sytuacjach mają dwa wyjścia – albo szukać winnych poza sobą, albo rozwiązywać problem. Niestety, jak oceniła, Konfederacja wybiera sobie jako kozła ofiarnego właśnie Ukraińców, więc ta nagonka i te napięcia „nie biorą się znikąd”. Zauważyła, że partie takie jak PiS próbują ścigać się z Konfederacją o to, kto będzie bardziej antyukraiński, licząc, że na tym zyskają – tymczasem tracą na tym wyłącznie politycy z prawej strony, bo zyskuje na tym skrajna prawica pokroju Konfederacji pod znakiem Brauna. Ujęła to dosadnie: kiedy wszyscy prześcigają się w antyukraińskich nastrojach, to najwyraźniej Braun „miał rację”, i wszyscy na tym tracimy – traci nasze bezpieczeństwo, nasza przyszłość, nasza pozycja międzynarodowa, bo Europa na to patrzy i zastanawia się, co się w ogóle dzieje. Przywołała ostrzeżenia ministra Radosława Sikorskiego, że Rosja „coś kombinuje”, co powinno skłaniać do większej ostrożności i poszukiwania jak największej liczby sojuszników. Podkreśliła z naciskiem, że – jej zdaniem – ten wątek za mało wybrzmiewa: Polska już jest na wojnie z Rosją, ta wojna informacyjna trwa od lat, i Polska ją przegrywa, jak to ujęła, „z kretesem”.

Realna praca w Parlamencie Europejskim zamiast „teatrzyku” sejmowego

Biejat ostro skrytykowała inicjatywę PiS dotyczącą uchwały sejmowej mówiącej, że Polska będzie absolutnie przeciwna wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej, jeśli ta nie pozbędzie się polityki historycznej gloryfikującej banderowców. Oceniła, że z takiej uchwały „nic nie wyniknie poza dalszą eskalacją” – nie robi się tego, jak to ujęła, „machając szabelką” ani wrzucając uchwały bez żadnych konsekwencji prawnych, tylko poprzez pracę w Parlamencie Europejskim. I to właśnie zrobili polscy europosłowie: przy okazji dyskutowanego raportu o postępie akcesji Ukrainy i umowy między Ukrainą a Unią Europejską, europosłowie lewicy razem z europosłami Koalicji Obywatelskiej złożyli poprawkę, która została przyjęta. Poprawka ta potępia decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednemu z oddziałów Sił Zbrojnych nazwy bohaterów UPA, ale też podkreśla tragedię i znaczenie rzezi wołyńskiej dla historii Polski i dla trudnych relacji dwustronnych, wzywając do upamiętnienia i uhonorowania ofiar oraz do wytężonych wysiłków na rzecz pojednania między Polską a Ukrainą. Podkreśliła, że to jest realna praca wykonywana przez parlamentarzystów nie z PiS-u, nie z Konfederacji, tylko z lewicy, by uczynić zaprzestanie gloryfikacji zbrodniarzy wojennych faktycznym warunkiem akcesji – w przeciwieństwie do tego, co robi PiS, co określiła jako czyste „granie pod publiczkę” i „robienie teatrzyku”, który do niczego nie prowadzi.

Odpowiedź na zarzut niespójności

Górska zwróciła uwagę na pozorną sprzeczność w stanowisku Biejat: wcześniej mówiła, że to nie Stany Zjednoczone powinny nam ustalać, kto u nas wygrywa wybory, a jednocześnie oczekuje, że Ukraina zachowa się w określony sposób – skoro sam Zełenski jasno powiedział, że nikt nie będzie im mówił, jakich mają mieć bohaterów, to relacja jest przecież taka sama. Biejat odpowiedziała, że nie widzi tu sprzeczności, bo – jak podkreślała wcześniej – kwestia Wołynia jest dziś rozgrywana „po równi” przez prawicę ukraińską i prawicę polską; to, co robi ona i inni, to wskazywanie wagi tego problemu, a nie narzucanie rozstrzygnięć. Górska przywołała w tym kontekście wypowiedź polskiego ambasadora podczas uroczystości rocznicowych, który powiedział, że winę ponoszą „i jedni, i drudzy” – i Polacy, i Ukraińcy, oczywiście bez porównywania wagi tej winy – pytając, czy to jest jakieś zdroworozsądkowe podejście. Biejat oceniła, że ambasador zrobił dobrze i że ważne jest, by to podkreślać – tak jak, jej zdaniem, słusznie na samym początku całej awantury o UPA padały porównania między UPA a Żołnierzami Wyklętymi, którzy również są gloryfikowani przez część środowisk politycznych jako bohaterowie, mimo że również dopuszczali się zbrodni na ludności cywilnej, o czym też należy pamiętać. Podkreśliła, że historia jest trudna i skomplikowana, a politycy nie lubią skomplikowanej historii, bo na takiej trudno budować poparcie – dlatego część wspomnianej unijnej poprawki to również wyrażenie dalszego wsparcia dla Ukrainy i konieczności naprawy stosunków polsko-ukraińskich, i na tym właśnie powinniśmy się dziś skupiać.

Najgorsze jest wykorzystywanie ofiar do politycznych rozgrywek

Biejat sformułowała jedną z najmocniejszych tez rozmowy: uważa, że największą krzywdę pamięci ofiar Wołynia wyrządzają dziś ci, którzy próbują wykorzystać tę tragedię do pogarszania stosunków polsko-ukraińskich. Podkreśliła, że tragedia wołyńska „nie wzięła się właśnie znikąd” – wzięła się z obopólnej nienawiści, z obopólnych krzywd, i dlatego najgorsze, co można dziś zrobić, to „wycierać sobie usta ofiarami Wołynia”, prowadząc realnie i aktywnie do takich samych napięć, które skończą się tragedią.

Górska wspomniała, że tego samego dnia ruszają kolejne prace ekshumacyjne na Wołyniu – nie wiadomo, ile szczątek uda się odnaleźć i oddać im cześć, ale eksperci pracujący na miejscu mówią, że może to być od 35 do nawet 140–160 osób. Zapytała też o ocenę pomysłu Donalda Tuska, by w Warszawie postawić mur upamiętniający ofiary rzezi wołyńskiej, z wiecznym ogniem – czy to dobry pomysł, czy z takimi inicjatywami należałoby się na razie wstrzymać. Biejat odpowiedziała jednoznacznie, że upamiętnianie ofiar jest zawsze dobrym pomysłem, bo to część naszej, trudnej historii, którą lewica potrafi zaakceptować taką, jaka jest – przywołała udział przedstawicieli swojej formacji w niedawnych obchodach rocznicy w Jedwabnem, gdzie polscy obywatele zamordowali obywateli pochodzenia żydowskiego, za co przeprosił już prezydent Aleksander Kwaśniewski. Podkreśliła, że chodzi o to, by potrafić upamiętniać ofiary przemocy i nienawiści niezależnie od ich narodowości – i że upamiętnianie tych ofiar, wspominanie i uczenie tej historii jest bardzo ważne, ale pod warunkiem, że nie służy do budowania politycznych „pałek” ani do wzajemnego rozliczania się, tylko do tego, byśmy się z niej czegoś nauczyli. Zauważyła gorzko, że dziś tej historii się nie uczy, więc szykujemy sobie jej powtórkę.

Górska przywołała w tym miejscu wypowiedź profesora Sadury, że jesteśmy już bardzo blisko czegoś, co można nazwać pogromem w kontaktach polsko-ukraińskich. Biejat odpowiedziała, że jeśli w Warszawie demolowany jest sklep, ponieważ jego właścicielka wyraziła się pochlebnie o Ukraińcach, jeśli atakowane są dzieci i młodzi ludzie tylko za to, że mówią po ukraińsku na ulicy, to znaczy, że jest już bardzo źle. Oceniła, że dziś naprawdę czas wskazać palcem tych, którzy do tego doprowadzili – oburzył ją fakt, że prawica dziś udaje, że to się wzięło znikąd, że nagle wszyscy ujmują się za dziećmi, choć nikt o tym nie myślał, gdy sama nakręcała tę nagonkę. Przewidziała, że mimo chwilowego oburzenia nagonka będzie nakręcana dalej i wróci „business as usual” – co określiła jako najbardziej obrzydliwe w całej sytuacji.

Ukraińscy pracownicy a polska gospodarka

Górska zauważyła, że polscy przedsiębiorcy ukraińscy mówią, iż dotąd dobrze się tu pracowało i prowadziło biznes, ale teraz robi się niebezpiecznie. Biejat odpowiedziała, przywołując własne doświadczenie z licznych spotkań z przedsiębiorcami, na których niemal zawsze pada skarga na brak rąk do pracy w obliczu kryzysu demograficznego – podkreśliła, że dobrobyt i PKB nie biorą się znikąd, tylko z pracy, a bez tego polskie PKB, polska gospodarka i budżet na poprawę usług publicznych przestaną rosnąć. Jako przykład przywołała otwartą tydzień wcześniej pierwszą produkcję w ramach polskiej energetyki wiatrowej – nazwała to „historycznym momentem”, o którym wspominała także podczas spotkania lewicy w Gdańsku, i którym, jej zdaniem, za mało się cieszymy, bo to element budowania niezależności energetycznej Polski, mogący w przyszłości obniżyć ceny.

Podkreśliła, że na tego typu inwestycje potrzebne są pieniądze – między innymi dzięki temu, że rzesze pracujących w Polsce Ukraińców, których aktywność zawodowa budzi zdumienie w całej Europie, dokładają grube pieniądze do polskiego PKB, budżetu i emerytur polskich seniorów. Ostrzegła, że przy kontynuowaniu obecnej nagonki skończy się to tak, że Polacy zaczną wyjeżdżać (coraz więcej osób mówi już o takich planach), a wtedy zacznie się „wielki płacz”, że nie ma komu pracować w sektorach, w których Polacy sami pracować nie chcą, i że polskie przedsiębiorstwa nie mają jak się rozwijać. Oceniła, że o tym prawica oczywiście nie mówi i nie myśli, bo liczy się dla niej wyłącznie krótkoterminowe budowanie poparcia i „łapanie fajnych zasięgów na TikToku”. Górska skontrowała to uwagą, że mimo tej strategii w sondażach jakoś tego wydźwięku nie widać – zarówno PiS, jak i Konfederacja zatrzymały się w notowaniach.

Reforma ochrony zdrowia – dobry pierwszy krok, ale za mało

W drugiej części rozmowy Górska zapytała o sytuację w ochronie zdrowia, przywołując przykład szpitala w Braniewie, gdzie lekarz-rekordzista rozliczał ponad 70 godzin pracy na dobę, oraz decyzję o połączeniu trzech szpitali w jeden. Biejat oceniła, że przez lata kolejne rządy próbowały łatać system ochrony zdrowia, aż zamienił się on w niewydolnego „potworka” – szczególnie skrytykowała wprowadzone przez PiS preferencje kontraktowe, które sprawiły, że zarobki części lekarzy „poszybowały w górę” i kompletnie wymknęły się spod kontroli. Wyraziła zadowolenie, że ministerstwo zdrowia wreszcie zaczęło z tym coś robić, po długim okresie milczenia, chwaląc propozycje maksymalnych stawek godzinowych oraz kontroli nad łączeniem pracy w szpitalach publicznych i prywatnych praktykach.

Przedstawiła postulaty lewicy: zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, bo Polska wydaje na ten cel relatywnie mało w stosunku do PKB; przejście zarządzania szpitalami powiatowymi na poziom wojewódzki, by uniknąć sytuacji, w której sąsiadujące powiaty dublują te same kosztowne specjalizacje (jak neurochirurgia), zamiast zarządzać potrzebami zbiorczo na poziomie województwa – co pozwoliłoby też ograniczyć zjawisko, w którym nieliczni na rynku specjaliści „dyktują warunki” szpitalom rywalizującym o nich między sobą; oraz likwidację składki zdrowotnej na rzecz podatku zdrowotnego, proporcjonalnego zarówno dla obywateli, jak i przedsiębiorców, który zmusiłby też duże firmy – obecnie nieuczestniczące w finansowaniu systemu – do dorzucania się według swoich możliwości.

Pytana wprost, czy dotychczasowe działania ministerstwa zdrowia są wystarczające, czy też należałoby wyciągnąć konsekwencje personalne wobec kierownictwa resortu i NFZ, Biejat oceniła propozycje minister zdrowia jako „bardzo dobry pierwszy krok” – wymieniła centralną kolejkę, na którą, jak podkreśliła, czekamy od dłuższego czasu, oraz zakaz wyprowadzania zleceń przez szpitale publiczne do prywatnych spółek zakładanych przez samych lekarzy, gdzie dochodziło do licznych nieprawidłowości i wyciągania pieniędzy poza jakąkolwiek kontrolą. Zapowiedziała, że lewica będzie uważnie przyglądać się realizacji tych działań i czy pójdą za nimi kolejne, bo same nie załatwią sprawy do końca – trzeba spojrzeć na cały system, nie tylko na funkcjonowanie samych lekarzy, które pokazało pewną patologię, ale to tylko wycinek problemu. Wskazała na kwestię wyceny świadczeń oraz dostępności usług w podstawowej opiece zdrowotnej, proponując przesunięcie większej liczby usług diagnostycznych do lekarzy rodzinnych, by odciążyć kolejki szpitalne. Górska zareagowała na to sceptycznie, sugerując, że rola lekarza rodzinnego dziś sprowadza się właściwie do wypisywania recept i skierowań do specjalistów – Biejat odpowiedziała krótko, że tak dokładnie jest, ale nie musi i nie powinno tak wyglądać, zapowiadając, że przed systemem jest jeszcze wiele pracy, którą lewica – jak podkreśliła – wspiera konkretnymi propozycjami od początku obecnej kadencji.


Program „Onet Rano” wyemitowano na kanale Onet Rano na YouTube, liczącym 309 tys. subskrybentów, 14 lipca 2026 roku. Rozmowę prowadziła Joanna Górska.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *