Bosak i Bartosiak u Rymanowskiego o kryzysie polsko-ukraińskim: Ukraińcy zrobili to, bo mogli. Polska przez lata nie komunikowała swoich oczekiwań

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak i geopolityk Jacek Bartosiak rozmawiali z Robertem Rymanowskim w programie Kontra o naturze polsko-ukraińskich relacji, błędach polskiej polityki zagranicznej, sprawie Orderu Orła Białego i perspektywach deeskalacji.

Nie sojusz, lecz zbieżność i kolizja interesów

Bosak odrzucił określenie sojusz jako opis relacji polsko-ukraińskich. Z państwami sojuszniczymi podpisuje się traktaty sojusznicze i ma wzajemne zobowiązania — a takich między Polską a Ukrainą nie ma. Właściwszy opis to zbieżność interesów w niektórych sprawach i kolizja w innych. Uzewnętrznienie tej kolizji w obszarze polityki historycznej nie rujnuje relacji, lecz ujawnia ich rzeczywistą naturę. Bosak ocenił ten proces jako ozdrowieńczy i potrzebny — zwłaszcza dla Polaków, którzy przez lata patrzyli na Ukrainę przez różowe okulary.

Bartosiak nie zgodził się z tym ujęciem. Jego zdaniem Polska i Ukraina są w funkcjonalnym sojuszu — niezależnie od tego, czy komuś to odpowiada. Polska włożyła ogromną pomoc materialną, logistyczną i instytucjonalną w tę relację, a Rosjanie na to tak właśnie patrzą. To są interesy silniejsze niż kwestie historyczne.

Relacja pasożytnicza

Bosak użył ostrzejszego określenia: relacja pasożytnicza. Relacja sojusznicza polega na tym, że obie strony wzajemnie się wzmacniają. Tymczasem Bosak nie jest w stanie wskazać żadnego obszaru, w którym Ukraińcy działają w sposób wzmacniający państwo polskie. Jako przykład podał brak transferu technologii dronowej — mimo że teoretycznie jest postulowana współpraca w tym obszarze. Polska przekazała ogromną ilość uzbrojenia, a Ukraina nie rewanżuje się technologią.

Polska zaangażowała gigantyczne zasoby na rzecz Ukrainy, uznając to za wyższe dobro i rodzaj inwestycji — że Ukraina zaszkodzi Rosji. Można się spierać, czy ta szkoda nastąpiła, bo Rosja zaadaptowała się do gospodarki wojennej i nabyła nowych kompetencji. Tymczasem Ukraina nie jest tym sojusznikiem — jest odbiorcą świadczeń bezwrotnych.

Zełenski zrobił to specjalnie — żeby odsunąć Polskę

Bartosiak ocenił, że Zełenski nadał jednostce imię bohaterów UPA celowo i świadomie. Ukraińcy traktują Polskę jako przedłużek amerykański — przyspawany do amerykańskiej polityki w Europie. A Ukraińcom nie jest po drodze z tą polityką i na formacie europejskim nie chcieli Polaków. Zełenski wykorzystał tę szansę, żeby Polskę odsunąć — wiedząc, jak zagrać na tę nutę. Ukraińcy grają bezwzględnie, bo są w wojnie i są post-Sowietami. Rozumieją realistyczną grę i wiedzą, jak nią manipulować. Polska jest w tym bezradna.

Jednocześnie Bartosiak ocenił, że Zełenski popełnił błąd. W Polsce wytworzyło się tak duże napięcie, że polska klasa polityczna może podjąć decyzje długoterminowo osłabiające Ukrainę — nawet nieproporcjonalne w ukraińskim rozumieniu. Ukraińcy nie docenili tego, że naród polski ma bardzo duży wpływ na polską politykę zagraniczną — i politycy są przez emocje społeczne związani.

Bosak: nie moralizowanie, lecz standard cywilizacyjny

Bosak skrytykował język, w jakim Polska formułuje swoje oczekiwania — mówienie, że coś rani nasze uczucia, narusza wrażliwość. To sentymentalny, żałosny język. Jakbyśmy byli łajzami, które będą się mazać, bo ktoś im powiedział coś przykrego. Bosak oświadczył, że nie oczekuje żadnych operacji uczuciowych ze strony ukraińskiego rządu. Oczekuje, że państwo, z którym Polska prowadzi politykę, będzie reprezentować podobny standard cywilizacyjny — taki, który jest przyjęty w europejskiej wspólnocie. Tak samo jak na Niemczech wymuszono, że nie ma pomników zbrodniarzy nazistowskich i jednostek Bundeswehry noszących nazwy jednostek Waffen-SS, tak samo powinno być na Ukrainie. Nie ma takiej presji, bo inne państwa zachodnioeuropejskie się tym nie przejmowały — i to one popełniają błąd, nie Polska.

Bosak dodał, że nie uważa chęci pochowania własnych zmarłych za żadną polską wadę. To standard cywilizacyjny. Gdyby Polska przestała o to zabiegać, przestałaby być sobą — przestałaby być Polakami, chrześcijanami, a może nawet Europejczykami.

Polska przez lata nie komunikowała swoich oczekiwań

Bosak ocenił, że po stronie ukraińskiej może być pewne zaskoczenie obecną reakcją Polski — dlatego że ustanawianie banderyzmu jako kultu państwowego idzie na Ukrainie w najlepsze od wielu lat. Ukraińcy mogli być zdezorientowani: przecież mamy tyle pomników Bandery i Szuchewicza, ustanowiliśmy ich uchwałami Wierchownej Rady bohaterami Ukrainy, nasz Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej od dawna to promuje — a Polacy nigdy nie mieli nawet umowy o wydobyciu szczątków ofiar, w odróżnieniu od Niemców, i jakoś się nie oburzali. Nagle się oburzyli.

Polska klasa polityczna i polska klasa intelektualna swoją biernością doprowadziły stronę ukraińską do przekonania, że Polakom właściwie nie zależy. Politycy jeździli na Ukrainę, nie widzieli jakich kolorów flagi były na Majdanie, mimo że już wtedy pokazywano filmy sławiące UPA. Minister Rau fotografował się na tle czarno-czerwonych flag, a czarno-czerwony kolor ma konotację z ideologią nazistowską — kolory ziemi i krwi. Trwanie w tym błędzie braku komunikowania swoich oczekiwań jest złem.

Przegapiona szansa — błąd polskiej polityki zagranicznej

Bartosiak wskazał na strategiczny błąd, który jego zdaniem zdecydował o obecnym osłabieniu pozycji Polski wobec Ukrainy. Gdy Trump zaczął pogrywać z Ukraińcami i nie chciał dawać gwarancji bezpieczeństwa, Ukraińcy zdali sobie sprawę, że jedynym gwarantem ich wolności nie są formalne traktaty ani artykuł piąty NATO, lecz funkcjonalna równowaga sił w regionie. Szukali wówczas w Polsce partnera — liczyli, że Polska zrozumie, iż ona i Ukraina mogą razem budować taką równowagę, że razem mogą dysponować zdolnościami, z którymi musiałby się liczyć rosyjski Sztab Generalny.

Polska tego nie zrobiła. Prezydent Duda dzwonił do Zełenskiego i kazał mu się podporządkować Amerykanom. Wojsko polskie nie absorbowało wniosków z wojny ukraińskiej. Państwo polskie nie budowało zdolności długiego zasięgu, które pokazałyby Ukraińcom, że Polska rozumie, na czym polega funkcjonalna równowaga — a nie ślepa wiara w sojusze, które zawodzą. Gdyby Polska w to weszła, nie straciłaby nic w oczach Amerykanów — wręcz zyskałaby na znaczeniu. W oczach Ukraińców Polska okazała się natomiast naiwnymi dziećmi, które wierzą w papierowe gwarancje i nie rozumieją realiów. Ukraińcy zaczęli rozmawiać z Niemcami z pominięciem Polski — mimo geografii. I znowu Polska zmarnowała swoje geograficzne atuty.

Bartosiak ocenił: zrobili to, bo mogli. Gdybyśmy naprawdę byli im potrzebni — gdyby naprawdę od nas zależała równowaga — żaden ukraiński polityk nie pomyślałby nawet o takiej decyzji jak nadanie jednostce imienia UPA.

Instrumenty nacisku, które Polska ma, ale nie używa

Bosak zakwestionował narrację, że Polska jest bezradna. Instrumentów jest wiele — i to on je wymienił. Polska może blokować rozmowy akcesyjne z UE, bo akcesja wymaga nowelizacji traktatów i bez Polski to niemożliwe. Może wyjść ze wspólnego mechanizmu zadłużenia się państw europejskich na rzecz Ukrainy — a za Polską mogłyby pójść inne państwa. Może przestać popierać otwarcie rynku europejskiego na ukraińskie towary, co dotychczas robiła. Może aktywnie kontestować interesy ukraińskie w Brukseli. Kolejowe i drogowe przejścia graniczne, obsługa logistyczna, wymiana handlowa — wszystko to przechodzi przez Polskę i obsłużenie tego przez Słowację, Węgry i Rumunię byłoby droższe i bardziej skomplikowane.

Problem według Bosaka polega na tym, że polska klasa polityczna ma pełne usta frazesów, a w Unii Europejskiej popiera kolejne kroki korzystne dla Ukrainy. Polska prowadziła politykę jak brzydka panna na wydaniu, która nie ma nic do zaproponowania — ale to nieprawda. Nie jesteśmy tą brzydką panną w tej grze. Niestety tak nas postrzegamy.

Bartosiak dodał, że Ukraińcy doskonale to widzą: polskie działania wynikają z wykonywania poleceń, a nie z podmiotowych decyzji. Dlatego przestali się z Polską liczyć.

Order Orła Białego — deeskalacja możliwa, ale strona ukraińska nieskora

Bosak ocenił, że po wizycie Budanowa w Warszawie obie strony prowadziły dialog poprzez intencjonalne przecieki do mediów. Z grubsza rzecz biorąc, te przecieki brzmiały tak, że żadna strona nie zamierza się cofnąć. Odebranie orderu Zełenskiemu nie zaszkodzi mu szczególnie — dopóki nie dotykamy kwestii finansowych, infrastrukturalnych i handlowych, jest to dla Ukrainy bez znaczenia. Strona ukraińska może nawet wykorzystać to, żeby pokazać własnym obywatelom, jaka jest twarda w kwestii swoich bohaterów.

Bartosiak był ostrożniejszy. Jego zdaniem trwają poważne negocjacje zakulisowe zmierzające do deeskalacji — że wilk syty i owca cała. Liczy na to, że chłodne głowy po obu stronach znajdą jakiś wspólny grunt — na przykład inny patron dla tej jednostki. Dano Ukraińcom do zrozumienia, że to był duży błąd — m.in. dlatego, że Ukraińcy niedocenili siły wpływu polskiego narodu na polską politykę zagraniczną. Politycy są tu związani emocją społeczną, co jest rzadkością w polityce zagranicznej. Tusk dostosował swoje stanowisko do sondaży — i to jest dowód, że w Polsce ten mechanizm działa.

Polska nie komunikowała oczekiwań — i musi to zmienić

Obaj rozmówcy zgodzili się w konkluzji: Polska przez lata dawała, nie żądała i nie komunikowała swoich oczekiwań. Ukraina to odebrała jako akceptację. Teraz konieczna jest zmiana — twarda, ale spokojna, oparta na rzeczywistych instrumentach nacisku, a nie na sentymentalnym moralizowaniu. Bosak zakończył: nie wmawiano sobie, że nic nie możemy. Jesteśmy dużo silniejsi w tej relacji, niż nam się wydaje.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *