Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji, był gościem Piotra Witwickiego w programie Gość Wydarzeń na antenie Polsat News. Rozmowa objęła relacje polsko-ukraińskie i kwestię gloryfikacji UPA, politykę historyczną Polski na forum międzynarodowym, ukraińskie ambicje regionalne i ekspansję gospodarczą, propozycję MiG-ów za drony, kryzys w systemie ochrony zdrowia oraz pozycję Konfederacji w sondażach.
Polska nie prowadziła debaty międzynarodowej — mówiła sama do siebie
Witwicki zapytał, jak polskie państwo powinno reagować na zapowiadane ukraińskie manifestacje z Banderą w roli głównej. Bosak ocenił, że pierwszym krokiem powinna być mądra, uczciwa i wszechstronna polityka informacyjna. Wskazał, że przez ostatnie dekady Polska milczała w tych kwestiach, uważając, że da się je załatwić wyłącznie w gabinetach i stosunkach bilateralnych. Polska dyplomacja praktycznie nic nie robiła na rzecz zaangażowania innych państw w spór o zgodę na ekshumację ofiar ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jego zdaniem czas umiędzynarodowić te kwestie — a decyzję o ich umiędzynarodowieniu podjął de facto sam prezydent Zełenski swoimi działaniami.
Bosak przestrzegł przed utożsamianiem tego, co mówi się w Polsce, z debatą międzynarodową. Debata międzynarodowa — podkreślił — to mówienie w obcych językach na forum międzynarodowym, nie dyskusja prowadzona we własnym kraju. Jako przykład podał film dokumentalny, którego projekcje na Ukrainie zostały zablokowane, bez żadnego protestu ze strony polskiego państwa. Zwrócił też uwagę na znikomą liczbę publikacji w językach obcych, wystaw i polemik na temat ludobójstwa wołyńskiego.
Ocenił, że przez lata panowała w Polsce mania dialogu elit — przekonanie, że elity będą ze sobą rozmawiać i z tego wyniknie pojednanie. Ten model sprawdził się częściowo w relacjach z Niemcami, ale wobec strony ukraińskiej poniósł całkowite fiasko. Ci Ukraińcy, którzy byli nastawieni na dialog z Polską, okazali się pozbawieni jakiegokolwiek znaczenia, a ukraińska strona po prostu przeczekała.
Twarde działania — wycofanie z programu finansowania przez UE
Bosak opowiedział się za zastosowaniem bardziej twardych instrumentów nacisku. Wskazał, że Polska powinna wycofać się z programu finansowania Ukrainy poprzez Unię Europejską — podobnie jak zrobiły to Węgry i Słowacja. Przypomniał, że jest to program dobrowolny i Unia nikogo do uczestnictwa nie zmusza. Zarzucił PiS, Platformie, Lewicy i PSL, że wciągnęły Polskę w mechanizm wspólnego zadłużania się z innymi krajami UE i bezwarunkowego transferowania pieniędzy do Kijowa bez żadnej kontroli.
Na pytanie, czy Polska powinna ograniczyć własne wsparcie poza strukturami unijnymi, Bosak odpowiedział twierdząco — tak długo, jak gloryfikowani są ludobójcy i jak Polska nie ma zgody na ekshumacje swoich ofiar, podczas gdy taką zgodę mają Niemcy. Ocenił, że finansowanie kogoś, kto aktywnie znieważa drugą stronę, jest poniżej godności szanującego się państwa i narodu.
UPA jako organizacja ludobójcza — Polska musi to skutecznie komunikować
Witwicki zapytał, co pozostaje Polsce w arsenale retorycznym w odpowiedzi na Panteon Narodowy i ewentualny uroczysty pogrzeb Bandery w Kijowie. Bosak stwierdził, że przede wszystkim Polska musi informować, kim są ukraińscy rzekomi bohaterowie — grupą kolaborantów nazistowskich z rękami umazanymi we krwi nie tylko Polaków, lecz również Żydów i innych narodowości. Zaznaczył, że od pewnego czasu sam podkreśla wątek pomijany w debacie publicznej: UPA mordowała Ukraińców — bezlitośnie i w dużych liczbach. Jego zdaniem ten wątek nie jest w Polsce dostatecznie wyeksponowany.
Bosak odniósł się też do wypowiedzi historyka Normana Davisa, który stwierdził, że UPA nie była organizacją kryminalną, a mordowali tylko niektórzy. Wicemarszałek ocenił to stanowisko jako niezgodne z prawdą. UPA jako całość była — jego zdaniem — organizacją kryminalną, tak samo jak należy potępiać w całości nazistowskie organizacje niemieckie, których wewnętrzną doktryną było ludobójstwo. Wystarczy — jak podkreślił — znać dokumenty wewnętrzne OUN i UPA: mordy nie były zdziczeniem wojennym, lecz metodą — nazwaną wprost akcją odpolaczania, czyszczeniem terenu, rewolucją narodową. Przywołał dekalog ukraińskiego nacjonalizmu sformułowany w latach dwudziestych, zawierający przykazanie popełnienia najgorszej zbrodni dla dobra sprawy.
Bosak ostrzegł, że konsensus europejski w tej sprawie dopiero się kształtuje i że ukształtują go ci, którzy nie są ani Polakami, ani Ukraińcami, lecz ustawią się w roli arbitrów. Milczenie Niemiec i niemieckich ośrodków w tej sprawie ocenił jako nieprzypadkowe — Ukraina nastawia się na współpracę z Berlinem i ten kierunek wpływa na kształtowanie narracji. Pytanie o skuteczność polskiej polityki historycznej to w istocie pytanie o zdolność przekonania tych zewnętrznych arbitrów.
Skrytykował też propozycję ministra Sikorskiego, by na Panteon ukraińskich bohaterów odpowiedzieć nazwaniem lotniska w Jasionce lotniskiem ofiar UPA. Stwierdził, że upamiętnianie ofiar i gloryfikowanie ludobójców to czynności nieekwiwalentne — nie można ich traktować jako równorzędnych odpowiedzi.
Polska zbyt długo była dobrym wujkiem — a Ukraina ją niedoceniała
Bosak przyznał, że przez długi czas Polska ustawiała się wobec Ukrainy w roli dobrego wujka — państwa adwokata, które wprowadza Ukrainę do Europy, opiekuje się nią i wszystko dla niej robi. Była to postawa oparta na poczuciu wyższości i złudnym przekonaniu o dominacji politycznej. Tymczasem — jak ocenił — Polska przez lata niedoceniała Ukrainy i ma tu lekcję do odrobienia.
Jednocześnie Bosak przestrzegł przed odwrotnym błędem — wrażeniem, że Ukraina jest bezbronna i rozbita i że nie ma z nią żadnej rywalizacji. Ukraiński biznes prowadzi skuteczną ekspansję w Polsce i innych krajach europejskich. Wymienił konkretne obszary, w których interesy polskie i ukraińskie są sprzeczne: regulacje branży transportowej, rynki rolne, ogólny dostęp do rynku europejskiego w ramach umowy DCFTA. Wskazał, że kilka branż w Polsce jest już w trudnej sytuacji konkurencyjnej — hutnictwo, przemysł cementowy, branża spożywczo-rolna i transportowa.
Przywołał też aferę Kernela jako przykład, w jaki sposób oligarchiczny biznes ukraiński, rejestrowany na europejskich giełdach, prowadził działalność szkodliwą dla polskich inwestorów i funduszy emerytalnych.
Uzupełnił tę ocenę uwagą, że ukraiński biznes nie zawsze jest faktycznie ukraiński — wiele spółek ukraińskich jest zarejestrowanych na europejskich rynkach kapitałowych, a duże zachodnie grupy kapitałowe były mocno zaangażowane na Ukrainie jeszcze przed wojną.
Ukraina mierzy w dominację regionalną — Polska jest przeszkodą
Bosak postawił tezę, że ukraińskie elity — o oligarchicznym charakterze i kulturze opartej na sile pieniądza — zamarzyły sobie, by stać się nowym biegunem siły w Europie Środkowo-Wschodniej. Rywalem dla takiego biegunu jest Polska jako państwo z największym potencjałem w tym regionie. Kto chce go zdominować, musi zdominować Polskę. Wicemarszałek zastrzegł, że nie uważa tego marzenia za realistyczne, ale nie brakuje analityków, którzy taki scenariusz poważnie rozważają.
W kontekście wywiadowczym ocenił, że pytanie o to, czy Polska jest penetrowana przez ukraiński wywiad, nie powinno dziwić. Jeśli polska polityka była naiwna i rozlazła, a Ukraina jest państwem agresywniejszym i lepiej zorganizowanym, penetracja wywiadowcza jest naturalną konsekwencją. Dodał, że faktyczne cele władz ukraińskich były przez Polskę rzadko analizowane — a Kijów już w Brukseli ograł Warszawę w kilku sprawach, mimo że Ukraina nie jest jeszcze członkiem Unii.
Ukraińskie służby działają w Polsce — to nie jest scenariusz abstrakcyjny
Bosak zwrócił uwagę, że pytanie o ukraińską penetrację wywiadowczą Polski nie powinno być traktowane jako scenariusz z kategorii teorii spiskowych. Jeśli polska polityka przez lata była naiwna i rozlazła, a Ukraina jest państwem agresywniejszym i lepiej zorganizowanym, penetracja wywiadowcza jest naturalną konsekwencją takiej dysproporcji. Wicemarszałek podkreślił, że faktyczne cele władz ukraińskich były przez polską stronę analizowane zbyt rzadko — tymczasem Kijów już zdążył ograć Warszawę w kilku sprawach w Brukseli, mimo że Ukraina nie jest jeszcze nawet członkiem Unii Europejskiej. Bosak powiązał ten wątek bezpośrednio z ambicjami regionalnymi Kijowa: jeśli ukraińskie elity rzeczywiście dążą do dominacji w Europie Środkowo-Wschodniej, a Polska jest ich głównym regionalnym rywalem, aktywne działania wywiadowcze wymierzone w Warszawę są logiczną konsekwencją takiej strategii.
MiG-i za drony — propozycja na użytek opinii publicznej
Witwicki zapytał o propozycję wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza dotyczącą przekazania MiG-ów w zamian za drony. Bosak ocenił ją jako propozycję zgłoszoną na użytek polskiej opinii publicznej, a nie rzeczywistą propozycję negocjacyjną. W jego ocenie wicepremier w ten sposób z ukraińską stroną nic nie załatwi — rzeczywiste negocjacje nie toczą się przez media. Pochwalił natomiast fakt, że kolejne samoloty nie zostały przekazane bezwarunkowo.
Zaznaczył też, że strona ukraińska nie spieszy się z dzieleniem się technologiami ani doświadczeniami bojowymi ze stroną polską — to jej karta przetargowa i element przewagi. Jednocześnie zwrócił uwagę, że część środków bojowych stosowanych przez armię ukraińską jest współtworzona przez polskich programistów i firmy działające w Polsce — Ukraina nie opiera się wyłącznie na wytworach własnej inżynierii.
System ochrony zdrowia — odmedycznienie zarządów szpitali i fikcyjne dyżury
Bosak odniósł się do buńczucznego stanowiska prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasza Jankowskiego, który stwierdził, że jeszcze żaden rząd nie wygrał z lekarzami. Wicemarszałek ocenił to stanowisko jako polityczne, mało merytoryczne i przede wszystkim bojowe — jako próbę sformowania przywództwa środowiska lekarskiego do wygrania konfrontacji z rządem. Dodał, że jest to bardzo zła wiadomość dla koalicji rządzącej: jeśli część establishmentu, jaką jest środowisko lekarskie, tak otwarcie wypowiada jej wojnę, oznacza to głęboki kryzys zaufania.
Bosak potwierdził, że Konfederacja jako jedyna siła polityczna od 2019 roku formułowała odrębne stanowisko w sprawie systemu ochrony zdrowia i jako jedyna nie podpisała Paktu dla Zdrowia, który ocenił jako stek frazesów. Opowiedział się za upublicznieniem finansów szpitali i zaprzęgnięciem społeczeństwa — w tym mediów — do analizy przepływu środków.
W sprawie afery Szpitala Południowego i fikcyjnych dyżurów lekarskich stwierdził, że sytuacja, w której lekarz wpisany jest na dyżur, a faktycznie go nie pełni, powinna być zdefiniowana jako przestępstwo karne, jeśli jeszcze nim nie jest. Zaznaczył, że problem ten znany był już przy pierwszym rządzie Platformy Obywatelskiej. Zwrócił uwagę na zjawisko odmedycznienia zarządów szpitali: obecnie możliwe jest skonstruowanie zarządu szpitala, w którym nie ma ani jednego lekarza, co prowadzi do podejmowania decyzji kadrowych bez żadnych kompetencji medycznych. Jako przykład przywołał brak wymogu specjalizacji dla koordynatora SOR-u — i uznał, że taki wymóg powinien być wprowadzony przepisem prawa.
Konfederacja w sondażach — wszyscy powtarzają jej postulaty, nikt tego nie przyznaje
Witwicki zapytał, dlaczego mimo korzystnych dla Konfederacji trendów — nastrojów antyukraińskich, wzrostu partii narodowych w Europie, afery szpitalnej — ugrupowanie stoi w sondażach w miejscu. Bosak odparł, że polski rynek polityczny jest wyjątkowo wysokokonkurencyjny, a Platforma i PiS natychmiast po zmianie pozycji politycznej przejęły wiele postulatów Konfederacji jako własne, nie przyznając jej racji. Wyborcy nie zawsze pamiętają, kto dane rzeczy mówił pierwszy. Wicemarszałek ocenił, że przyrost sondażowy Konfederacji, który jej się — jego zdaniem — należy, jest spowalniany przez sprawny, choć oparty na hipokryzji marketing polityczny innych partii udających, że mają podobne poglądy.
Jednocześnie stwierdził, że jeśli Konfederacja zdołała zainspirować inne partie do zmiany stanowisk i przesuwa polską scenę polityczną w kierunku tego, co sama widziała wcześniej, to jest to powód do satysfakcji — nawet bez bezpośrednich korzyści sondażowych.
Rozmowę przeprowadził Piotr Witwicki. Program dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 500 tysięcy subskrybentów. Opublikowany 1 lipca 2026 roku.