Marek Budzisz był gościem Kanału Otwartego. Rozmowa objęła transfer technologii dronowych z Ukrainy do Polski, kwestię prywatnych firm wojskowych, ryzyko eskalacji ze strony Rosji oraz fundamentalny problem braku polskiej strategii państwowej.
Transfer technologii z Ukrainy — umowa jest, brakuje decyzji państwa
Budzisz ujawnił, że od półtora roku jego instytut Strategy and Future zajmuje się łączeniem polskich prywatnych firm zbrojeniowych z ukraińskimi. Między polską firmą a ukraińskim Firepointem została już podpisana umowa zakładająca pełen transfer technologii — od rakiet manewrujących Flamingo, przez systemy Freya, drony dalekiego zasięgu, aż po rakiety balistyczne będące w fazie rozwoju. Wszystko to może być produkowane w Polsce, pod warunkiem że polskie państwo podpisze stosowną umowę z Ukrainą — taką, jaką podpisały już Holandia, Dania, Norwegia i wszystkie państwa bałtyckie. Polska jest w tym gronie nieobecna. Budzisz ocenił, że w sektorze zbrojeniowym kwestie regulacyjne są kluczowe i bez udziału państwa prywatny biznes sam tego nie przeskoczy.
Polska powinna mieć własne prywatne firmy wojskowe
Budzisz wskazał, że polscy operatorzy sił operacji specjalnych po odejściu ze służby pracują w firmach PMC brytyjskich, estońskich i amerykańskich — a marże z ich pracy trafiają do obcych podmiotów. Polska szkoli tych ludzi za miliony złotych, a potem o nich zapomina. Tymczasem Estonia ma regulacje umożliwiające funkcjonowanie PMC, w Polsce jest to nielegalne. Ukraina z kolei prowadzi operacje specjalne w Sudanie, Libii, atakuje rosyjskie statki na Morzu Śródziemnym i szkoli siły dronowe w państwach Zatoki Perskiej — budując przy tym wpływy polityczne, wojskowe i gospodarcze. Polska mogłaby robić to samo, ale brakuje zarówno woli, jak i regulacji.
Polska nie wykorzystuje czasu, który daje jej ukraiński opór
Na pytanie, czy przedłużająca się wojna leży w polskim interesie, Budzisz odpowiedział jednoznacznie — to błędne myślenie. Skuteczny opór ukraiński daje Polsce czas, ale ten czas jest marnowany. Ukraina ponosi straty większe proporcjonalnie do swojego potencjału demograficznego niż Rosja, co oznacza, że przy zbyt długim konflikcie może dojść do wyczerpania zasobów ludzkich.
Tymczasem Polska przez ponad cztery lata nie uchwaliła ustawy regulującej działanie naczelnych organów władzy w sytuacji zagrożenia — projekt złożony przez ministra Siewierę leży w sejmie od 2023 lub 2024 roku bez procedowania. Nie ma powszechnego przeszkolenia obywatelskiego, nie ma aktualnej strategii bezpieczeństwa, nie ma jasności jak państwo będzie działać w sytuacji kryzysowej.
Ryzyko eskalacji ze strony Rosji
Budzisz ocenił, że Rosja stoi przed wyborem, jak odpowiedzieć na ukraińskie sukcesy militarne. Możliwości jest kilka: użycie taktycznej broni jądrowej małej mocy, mobilizacja i uderzenie z terytorium Białorusi, albo eskalacja horyzontalna polegająca na destabilizacji sytuacji wewnętrznej w państwach zachodnich. Ta ostatnia opcja jest jego zdaniem najbardziej prawdopodobna — nasilenie incydentów poniżej progu artykułu 5, wpływanie na wyniki wyborów. Wskazał, że jesienią w Niemczech odbywają się wybory do trzech landtagów, w tym w Saksonii-Anhalt, gdzie Alternatywa dla Niemiec ma 42% i brakuje jej jednego do trzech mandatów do samodzielnych rządów. Rosja będzie to wykorzystywać.
Dotychczasowy model rekrutacji wojskowej w Rosji jest już niewystarczający — Ukraina eliminuje miesięcznie więcej żołnierzy niż Rosja jest w stanie zrekrutować. Sygnały testowania powszechnej mobilizacji są już widoczne w niektórych regionach.
Polska nie ma woli uprawiania polityki zagranicznej
Budzisz postawił diagnozę fundamentalną: Polska nie uprawia polityki zagranicznej, bo jej przywództwo polityczne traktuje ją wyłącznie jako narzędzie rywalizacji wewnętrznej. Gdy nie ma motywu wewnętrznego, polityka zagraniczna przestaje istnieć. Wskazał na to, co dzieje się w czasie kryzysu orderowego — zamiast wspólnego stanowiska mamy kabaret, w którym poseł Fogiel odsyła order, który nie został mu nadany przez Nawrockiego. To miara tej głupoty — stwierdził Budzisz.
Tymczasem Niemcy — choć mają rywalizację między partiami równie ostrą jak Polska — mają fundacje każdej z partii parlamentarnych, finansowane z budżetu państwa, obecne na Ukrainie i konsultowane przez MSZ. Polska nie ma nic podobnego, bo nikt w Polsce nie czuje potrzeby posiadania takich narzędzi.
Co Polska powinna teraz zrobić
Budzisz zaproponował jedno czytelne podejście: jeżeli Ukraina wzywa do relacji transakcyjnych, Polska powinna na to przystać — chłodno, symetrycznie, dbając o własne interesy. Nie altruizm, lecz transakcja — pełna wzajemność, kontrola, jasne warunki. Polski biznes sobie poradzi nawet bez wsparcia państwa, ale ze wsparciem poradziłby sobie lepiej. Problem w tym, że do prowadzenia takiej polityki potrzebny jest ośrodek decyzji strategicznej w państwie, który myśli w horyzoncie dłuższym niż najbliższa kampania wyborcza. Takiego ośrodka w Polsce nie ma.