Czy ukraińska mobilizacja obejmie kobiety? Krystian Jachacy analizuje sygnały z Kijowa i Waszyngtonu

Krystian Jachacy, prowadzący kanału „Wersja Robocza”, w najnowszym odcinku programu przeanalizował narastającą w ukraińskiej przestrzeni publicznej dyskusję o ewentualnym objęciu obowiązkiem mobilizacyjnym również kobiet, zestawiając wypowiedzi ukraińskich i amerykańskich polityków z oficjalnymi dementi Kijowa.

Skala strat i metoda uzupełnień po stronie rosyjskiej

Jachacy zaznaczył, że straty wojenne po obu stronach konfliktu są poważne, choć jego zdaniem nie tak duże, jak bywają przedstawiane w mediach — gdyby ginęły dziesiątki tysięcy żołnierzy miesięcznie, front dawno by się załamał. Zwrócił uwagę, że 80–90 procent rannych trafia na tzw. ziemię niczyją, rozciągającą się na 20–50 kilometrów, skąd ewakuacja jest niezwykle trudna, a trafienie dronem często oznacza wyrok śmierci — stąd relacje o żołnierzach kończących ze sobą po zranieniu, świadomych braku szans na pomoc. Rosja, jak ocenił, wciąż jest w stanie uzupełniać straty dzięki metodzie kontraktowej, przyciągając pieniędzmi mieszkańców biedniejszej prowincji oraz uboższych mieszkańców miast — łącznie ponad 100 milionów potencjalnych rekrutów, motywowanych zadłużeniem, wyrokami czy patriotyzmem. Jachacy zestawił tę liczbę z sytuacją demograficzną Ukrainy i Polski, gdzie roczniki poborowe liczą po prostu setki tysięcy osób, a nie miliony jak w Rosji — różnica rzędu wielkości, która jego zdaniem tłumaczy, dlaczego Moskwa wciąż ma z czego czerpać rekrutów, a Kijów już nie.

Kryzys uzupełnień po stronie ukraińskiej

W przeciwieństwie do Rosji, Ukraina — zdaniem Jachacego — ma dziś znacznie trudniejszą sytuację kadrową. Jako ilustrację przywołał incydent sprzed kilku dni, gdy rosyjska grupa dywersyjno-rozpoznawcza wtargnęła na co najmniej 12 kilometrów w głąb pozycji ukraińskich w rejonie donieckiej Drużkiwki, raniąc nożami ukraińskich operatorów dronów, po czym się wycofała — co jego zdaniem świadczy przede wszystkim o brakach w obsadzie linii frontu, umożliwiających przenikanie małych grup rosyjskich, szczególnie w zabudowanym i zalesionym terenie Donbasu. Wspomniał też o kolumbijskich najemnikach walczących po stronie ukraińskiej — kilka tysięcy ochotników, którzy jednak nie są w stanie wypełnić realnych braków kadrowych ilościowo ani jakościowo.

Wypowiedź Ołeksija Reznikowa o mobilizacji kobiet

Jachacy przywołał wypowiedź byłego ministra obrony Ukrainy (w latach 2021–2023) Ołeksija Reznikowa dla Radia Swoboda z 20 sierpnia. Reznikow opowiedział się za zmianą ustawodawstwa wprowadzającą powszechny obowiązek obrony kraju dla wszystkich obywateli Ukrainy, niezależnie od płci, argumentując, że dałoby to od razu dwukrotnie większy potencjał mobilizacyjny. Zaznaczył, że kobiety mogłyby objąć stanowiska zaplecza i logistyki, co pozwoliłoby przesunąć mężczyzn z tych funkcji bliżej linii frontu — rozwiązując problem podwójnie. Postawił też pytanie, czy ukraińskie społeczeństwo jest gotowe, tak jak Izrael, uznać powszechny obowiązek obrony państwa za oczywistość.

Jachacy zwrócił uwagę, że w tej wypowiedzi pojawia się szerszy wątek: ukraińskie środowiska analityczne i wojskowe coraz częściej postrzegają swój kraj jako „Izrael Europy” — proamerykańskie, zmilitaryzowane państwo antyrosyjskie, funkcjonujące w bliskim sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, analogicznie do roli Izraela na Bliskim Wschodzie, gdzie obowiązek wojskowy obejmuje praktycznie całe społeczeństwo, łącznie z próbami obejmowania nim także środowisk ortodoksyjnych.

Wypowiedź Keitha Kellogga

Cztery dni później, 24 sierpnia, do tematu odniósł się Keith Kellogg, przedstawiciel administracji Donalda Trumpa ds. Ukrainy, w rozmowie dla ukraińskiego kanału „Настоящее Время”. Zapytany wprost, czy Ukraina potrzebuje mobilizacji kobiet, Kellogg odpowiedział twierdząco, zaznaczając, że kobiety walczą nie gorzej niż mężczyźni. Podparł swoją opinię osobistym doświadczeniem — jego żona służyła jako spadochroniarz i walczyła w Grenadzie, a córka, absolwentka amerykańskiej akademii wojskowej, walczyła w Afganistanie jako spadochroniarz i regularnie odwiedza Ukrainę. Jachacy zauważył, że w wypowiedzi Kellogga ponownie pojawia się odniesienie do Izraela jako wzorca, co — jego zdaniem — pokazuje, że zarówno ukraińskie środowiska polityczno-wojskowe, jak i Amerykanie nadzorujący sprawy ukraińskie, wskazują na ten sam kierunek myślenia.

Dementi Rady Najwyższej Ukrainy

Wobec narastającej dyskusji, 25 sierpnia Komitet Rady Najwyższej Ukrainy ds. Bezpieczeństwa Narodowego, Obrony i Wywiadu wydał oficjalne oświadczenie, w którym stwierdził, że mobilizacja kobiet na Ukrainie nie odbywa się, nie jest planowana ani rozważana, nie istnieją żadne inicjatywy legislacyjne ani wewnętrzne dyskusje na ten temat, a kobiety mogą wstępować do sił obronnych wyłącznie dobrowolnie. Komitet zaapelował o niepoddawanie się manipulacjom i korzystanie wyłącznie z oficjalnych źródeł informacji.

Jachacy ocenił jednak, że oficjalne dementi nie musi zamykać sprawy — w jego opinii politycy zazwyczaj mówią „prawdę, tylko prawdę niepełną”. Zwrócił uwagę, że pewne kategorie kobiet, takie jak weterynarze, lekarki czy pielęgniarki, już dziś podlegają ewidencji mobilizacyjnej i bywają powoływane. Jego zdaniem Ukraina może dziś dementować i uspokajać nastroje, jednocześnie zachowując opcję mobilizacji kobiet jako rozwiązanie na przyszłość — zwłaszcza gdyby doszło do krytycznego załamania frontu za dwa lub trzy lata, kiedy w kolejce do poboru, obok kobiet, znaleźliby się także szesnasto- i siedemnastolatkowie. Jachacy skomentował to żartobliwie, że „plomba w zębie mu nie zadrży”, jeśli okaże się, że za dwa lata rzeczywiście trzeba będzie wrócić do tego tematu w programie.

Zaznaczył jednocześnie, że na razie Ukraina wciąż ma pole do manewru bez sięgania po kobiety — można jeszcze kogoś złapać na ulicy, wyciągnąć z domu, z samochodu na zleceniu przewozowym czy z placu budowy w ramach łapanek prowadzonych przez Terytorialne Centra Kompletacji (TCK), choć odbywa się to kosztem funkcjonowania gospodarki oraz usług publicznych i prywatnych — jak to ujął, „ten kij ma dwa końce”.

Wypowiedź Romana Kostenki o zaostrzeniu mobilizacji

Jachacy przywołał również wypowiedź Romana Kostenki, sekretarza tego samego komitetu parlamentarnego, z 22 sierpnia w programie „Wielki Lwów”. Kostenko stwierdził, że ci, którzy chcieli bronić kraju, już to zrobili, a teraz trzeba znaleźć sposób, by w odpowiedni sposób zaangażować tych, którzy nie chcą się zgłosić — zaznaczając, że władze wykorzystały już wiele metod i będą szukać kolejnych możliwości.

Możliwe kierunki zmian: wiek mobilizacyjny

Analizując ukraińską przestrzeń analityczną, Jachacy wskazał na dwa równoległe pomysły dotyczące obniżenia progu mobilizacyjnego. Z jednej strony rozważane jest obniżenie górnej granicy wieku z obecnych 60 lat. Jachacy sprecyzował, że problem starszych roczników to nie tylko ogólna kondycja fizyczna, ale konkretnie skutki wieloletniej ciężkiej pracy fizycznej, nadużywania alkoholu, papierosów, a czasem narkotyków, oraz choroby wieku podeszłego — a do tego trudności z opanowaniem obsługi krótkofalówek, systemów dronowych i komunikacji tabletowej charakterystycznej dla współczesnego pola walki. Jak zauważył, młodsi żołnierze żartują, że muszą takiego „dziadka nosić na plecach”, bo starsi poborowi bywają dla oddziału obciążeniem, a nie wsparciem.

Z drugiej strony dyskutowane jest obniżenie dolnej granicy wieku poborowego z 25 do nawet 20 lub 22 lat. Jachacy zwrócił uwagę, że roczniki urodzone w latach 80. są około 1,7 raza liczniejsze niż obecne roczniki 18–20-latków, więc realne zwiększenie puli poborowych wymagałoby sięgnięcia aż do osiemnastolatków — co, jak ostrzegają demografowie, przy i tak bardzo słabej demografii ukraińskiej, mogłoby oznaczać brak kolejnego pokolenia w przypadku poważnych strat wśród tak nielicznych roczników.

Perspektywa rosyjskiej mobilizacji i alternatywy

Jachacy odniósł się także do krążących pogłosek o możliwej drugiej fali mobilizacji w Rosji po wyborach parlamentarnych we wrześniu, potencjalnie obejmującej pół miliona mężczyzn, co — jego zdaniem — mogłoby doprowadzić do otwarcia nowego odcinka frontu wzdłuż granicy rosyjsko-ukraińskiej, w rejonie Czernihowa i Sum, stawiając Ukrainę przed pytaniem, kim taki front obsadzić. Zaznaczył jednak, że dementi rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa w sprawie braku planów mobilizacji należy traktować z taką samą podejrzliwością, jak ukraińskie zapewnienia o braku planów mobilizacji kobiet — żadnej ze stron nie można wierzyć bezkrytycznie, bo obie prowadzą równoległą wojnę informacyjną. Wskazał również na alternatywne rozwiązanie rozważane w Rosji: wykorzystanie kilkudziesięciotysięcznego kontyngentu północnokoreańskiego do obsadzenia nowego odcinka frontu w rejonie Czernihowa i Sum, co pozwoliłoby Rosji przetestować bojowo koreańskich żołnierzy bez konieczności własnej mobilizacji — zwłaszcza że, jak zaznaczył Jachacy, powołując się na ukraińskie źródła, oddziały północnokoreańskie sprawdziły się już podczas wypierania sił ukraińskich z okolic Sudży w obwodzie kurskim.

Podsumowanie

Jachacy zakończył program stwierdzeniem, że Ukraina znajduje się na granicy wydolności systemu mobilizacyjnego, co przyznają sami ukraińscy komentatorzy. Ocenił, że choć bezpośrednia mobilizacja kobiet może na razie nie nastąpić, to zaostrzenie zasad mobilizacji oraz zmiana granic wieku poborowego są, jego zdaniem, wysoce prawdopodobne, jeśli Ukraina chce pozostać stroną zdolną nie tylko do obrony, ale i do prowadzenia dalszych działań wojennych.


Materiał opublikowany na kanale „Wersja Robocza” (5,24 tys. subskrybentów) na YouTube, 28 sierpnia 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *