Doświadczony Putin kontra amatorzy Trumpa — dziennikarze oceniają misję Witkoffa i Kushnera w podcaście „Dzieje się na świecie”

Michał Olszewski poprowadził premierowy odcinek nowego wideopodcastu „Dzieje się na świecie”, w którym wraz z Tomaszem Orchowskim (TOK FM), Martą Nowak (gazeta.pl) i Miłoszem Gocłowskim (Radio Zet) omówił zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalt, wizytę wysłanników Donalda Trumpa w Moskwie i Kijowie, wojnę handlową między USA a Kanadą oraz kontrowersje wokół nowej mapy świata proponowanej w ONZ.

Triumf AfD w Saksonii-Anhalt i słabość CDU

Alternatywa dla Niemiec zdobyła w wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt 43,8 procent głosów, podczas gdy rządzące dotąd CDU uzyskało zaledwie nieco ponad 17 procent. Orchowski, który wrócił z siedmiogodzinnej podróży z miejsca wydarzeń, ocenił wynik jako historyczny — AfD brakuje tylko trzech mandatów do samodzielnej większości, a w koalicji z prorosyjskim blokiem Sahry Wagenknecht, który zdobył pięć mandatów, może po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej przejąć realną władzę w niemieckim landzie. Orchowski relacjonował, że na miejscu widział ogromne kolejki chętnych do zrobienia sobie zdjęcia z 35-letnim liderem AfD Ulrichem Sigmundem, który jeździ motocyklem i buduje bezpośredni kontakt z wyborcami — w przeciwieństwie do kanclerza Friedricha Merza, którego popiera jedynie 13 procent Niemców i wobec którego nikt nie ustawia się w podobnych kolejkach.

Marta Nowak sprzeciwiła się jednak tezie, że sukces AfD wynika wyłącznie ze zmęczenia dotychczasową władzą. Przywołała dane, według których blisko 90 procent wyborców AfD martwi się rosnącymi cenami i pogorszeniem komfortu życia, ale ponad 90 procent wskazuje też na niepokój związany z obecnością obcokrajowców w Niemczech — a więc nastroje antyimigranckie odgrywają co najmniej równie ważną rolę. Miłosz Gocłowski dodał, że kraj związkowy ma realny wpływ na politykę migracyjną, edukacyjną i medialną, a przejęcie władzy przez AfD w Saksonii-Anhalt może w praktyce oznaczać budowę ośrodków deportacyjnych dla nielegalnych migrantów oraz segregację dzieci uchodźców i niemieckich uczniów w szkołach.

Dziennikarze poświęcili też uwagę pozornemu paradoksowi w samej AfD — partia głosząca model tradycyjnej rodziny i sprzeciwiająca się związkom partnerskim ma liderkę, Alice Weidel, która żyje w związku z emigrantką ze Sri Lanki i wychowuje z nią dwoje adoptowanych dzieci w Szwajcarii. Marta Nowak, pytana przez prowadzącego o wytłumaczenie tej sprzeczności, odwołała się do eseju Umberto Eco „Wieczny faszyzm”, w którym włoski filozof opisuje tolerancję dla wewnętrznych sprzeczności jako jedną z cech konstytutywnych tego typu ruchów politycznych. Zestawiła to z gotowością wyborców Donalda Trumpa do wybaczania mu przegranych procesów sądowych czy sposobu traktowania akt w sprawie Jeffreya Epsteina oraz z podobną wyrozumiałością francuskich wyborców Marine Le Pen wobec jej procesów sądowych. Miłosz Gocłowski dodał, że dla znacznej części elektoratu AfD głosowanie ma charakter przede wszystkim protestacyjny — wymierzony przeciwko dotychczas rządzącym, niezależnie od spójności ideowej samej partii.

Orchowski podkreślił też skalę porażki CDU — partia straciła 20 punktów procentowych, a na wieczorze wyborczym w Magdeburgu, gdzie relacjonował wydarzenia, po ogłoszeniu wyników sondażowych zapadła cisza i część zebranych załamywała ręce, mimo że CDU rządziło tym landem nieprzerwanie od ponad 24 lat.

Znaczenie wyniku dla Polski i relacji z Rosją

Pytany o konsekwencje dla Polski, Gocłowski zauważył, że w programie AfD wątki wprost antypolskie właściwie się nie pojawiają, choć zdarzają się pojedyncze wypowiedzi polityków partii odwołujące się do określenia wschodnich Niemiec mianem „środkowych Niemiec” — sformułowania sugerującego rewizjonizm granic, które rzecznik partii później dementował. Znacznie poważniejszy jest, jego zdaniem, wyraźnie prorosyjski charakter programu AfD — postulaty odbudowy gazociągu Nord Stream, zaprzestania wsparcia dla Ukrainy i pozbycia się ukraińskich uchodźców z Niemiec. Gocłowski ocenił, że zbliżenie gospodarcze lub militarne Rosji z Niemcami nigdy w historii nie kończyło się dla Polski dobrze.

Michał Olszewski zwrócił uwagę na dodatkowy, mniej oczywisty sojusz prorosyjski w samej Saksonii — część tamtejszej lewicy, wywodząca się jeszcze z czasów NRD, formułuje w łagodniejszym tonie podobne tezy co AfD, sugerując, że to Zachód sprowokował Rosję w sprawie Ukrainy. Może to oznaczać, że sprzeciw wobec pomocy dla Ukrainy w Niemczech będzie silniejszy, niż wynikałoby to z samego poparcia dla AfD, a otoczenie kanclerza Merza stanie się w tej kwestii coraz bardziej osamotnione.

Misja Witkoffa i Kushnera w Moskwie

Doradcy Trumpa do spraw pokoju między Rosją a Ukrainą, Jared Kushner i Steve Witkoff, odwiedzili Moskwę 5 września. Doradca Putina Jurij Uszakow ocenił rozmowy jako merytoryczne, konstruktywne, niezwykle szczere i oparte na zaufaniu, a sam Putin miał poświęcić gościom trzy godziny, prowadząc przy tym rozbudowany wykład, co — jak zauważył prowadzący — jest jego zwyczajową praktyką. Witkoff przekonywał później, że osiągnięto postępy i istnieją warunki do porozumienia, choć konieczne są ustępstwa z obu stron.

Tomasz Orchowski przypomniał wydarzenia sprzed niemal roku jako dowód bliskich relacji między Witkoffem a Uszakowem: w listopadzie ubiegłego roku Bloomberg opublikował transkrypt ich rozmowy, z którego wynikało, że Witkoff doradzał Uszakowowi, by Putin zadzwonił do Trumpa przed planowanym spotkaniem z Wołodymyrem Zełenskim i pochlebił mu, nazywając go człowiekiem pokoju. Taka rozmowa telefoniczna rzeczywiście się odbyła 16 listopada i trwała dwie godziny — Orchowski nazwał to sukcesem dyplomatycznym samego Uszakowa i Witkoffa, podkreślając, że mimo dyskusji w USA o kompetencjach Witkoffa do prowadzenia negocjacji, nadal je prowadzi.

Dziennikarze ocenili krytycznie doświadczenie obu wysłanników. Orchowski przypomniał, że Witkoff jest deweloperem i miliarderem z Nowego Jorku, przyjacielem Trumpa, a Kushner jego zięciem — mają rozwiązywać najbardziej skomplikowane konflikty światowe, w tym na Bliskim Wschodzie, bez żadnego doświadczenia dyplomatycznego, podczas gdy po drugiej stronie stołu zasiada polityk, który — jak to ujął Orchowski — „zjada na śniadanie takich facetów”. Gocłowski dodał, że amatorszczyznę widać w szczegółach logistycznych: delegacja poruszała się samochodami przygotowanymi przez stronę rosyjską i wielokrotnie korzystała z tłumaczy wystawionych przez Rosjan zamiast przywieźć własnych. Michał Olszewski żartobliwie zasugerował, że wysłannicy mogli jeździć do Moskwy również z powodów kulinarnych — rosyjskie media szeroko komentowały fakt, że goście jedli w restauracji Aurora sushi podane nie na ryżu, lecz na krabie.

Orchowski ocenił, że częstotliwość wizyt w Moskwie (siedmio- lub ośmiokrotnie) w porównaniu z jednorazową dotąd wizytą w Kijowie sama w sobie stanowi wskazówkę co do priorytetów administracji Trumpa. Dziennikarze zastanawiali się też nad motywacją samego Trumpa — Gocłowski wskazał na zbliżające się listopadowe wybory uzupełniające w USA jako możliwy powód, dla którego prezydent potrzebuje choćby ograniczonego sukcesu dyplomatycznego, przywołując wcześniejsze, niezrealizowane nadzieje na przełom z Koreą Północną oraz doniesienia o planowanym trójstronnym spotkaniu Trumpa, Putina i Xi Jinpinga. Marta Nowak oceniła jednak, że Putinowi zupełnie nie zależy na szybkim zakończeniu wojny, ponieważ uważa, że ją wygrywa — według doniesień Bloomberga Putin miał przekazać wysłannikom Trumpa, że zajęcie całego Donbasu nastąpi w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

Wizyta w Kijowie i sytuacja ukraińskiej stolicy

Z Moskwy delegacja udała się do Kijowa, choć sama podróż była symptomatyczna — lotnisko w Boryspolu zostało zaatakowane przez Rosjan pierwszy raz od dwóch lat i na tyle uszkodzone, że transport lotniczy stał się niemożliwy. Wysłannicy dotarli więc pociągiem przez Polskę, co Gocłowski żartobliwie skomentował jako okazję do spróbowania kuchni krymsko-tatarskiej serwowanej w menu pociągu.

Delegacja została przyjęta z symbolicznym gestem — otrzymała koszulki z napisem nawiązującym do określenia „terror kijowski”, używanego przez stronę rosyjską wobec Ukrainy, co Gocłowski ocenił jako dobrze rozegrany przez Ukraińców element wizyty. Sam Gocłowski, który niedawno wrócił z Kijowa, ocenił, że największym realnym plusem wizyty był fakt, iż przez około dwa dni miasto nie było bombardowane — rzadki oddech po serii ataków. Opisał własne doświadczenia z Kijowa: w noc przyjazdu na miasto spadło dwadzieścia rakiet, a następnego dnia drony uderzyły w budynek oddalony o półtora kilometra od centrum, po czym uderzyły ponownie. Zwrócił uwagę na nowy typ dronów odrzutowych, znacznie trudniejszych do zestrzelenia niż znane dotąd drony typu shahed — dają obrońcom zaledwie kilka sekund od usłyszenia charakterystycznego dźwięku przypominającego startujący odrzutowiec do momentu uderzenia, a dostępne systemy obrony przeciwlotniczej nie radzą sobie z nimi tak skutecznie jak z wolniejszymi shahedami.

Orchowski nie dostrzegł żadnych sygnałów świadczących o konkretnych ustaleniach dotyczących dostaw pocisków do systemów Patriot, choć prezydent Zełenski ostrzegał przed spodziewaną jesienną ofensywą rosyjską i nasileniem ataków na Kijów — w dniu nagrania podcastu doszło do ataku, w którym zginęły co najmniej dwie osoby, a dziesięć zostało rannych, uszkodzona została też szkoła. Dziennikarze zwrócili uwagę na zapowiadany telefon Trumpa do Putina i Zełenskiego, o którym poinformowała strona ukraińska — w chwili nagrywania odcinka nie było jednak oficjalnego potwierdzenia amerykańskiego, że taka rozmowa się odbyła, choć Gocłowski zauważył sygnały pośrednie sugerujące, że mogła mieć miejsce.

Trudna sytuacja Ukrainy po czterech i pół roku wojny

Marta Nowak podsumowała obecne położenie Ukrainy jako trudne — rosyjskie ataki rakietowe i dronowe są nasilone, magazyny obrony przeciwlotniczej są w gorszym stanie niż wcześniej, a wojna przybrała charakter pozycyjny, w którym jedna strona broni się ogromnym wysiłkiem, a druga zdobywa niewielkie połacie terenu. Przed Ukrainą stoi zima, a infrastruktura energetyczna jest w opłakanym stanie po rosyjskich atakach, co może oznaczać powtórkę ubiegłorocznych problemów z ogrzewaniem i prądem.

Gocłowski zwrócił uwagę na bombardowania ukraińskiej infrastruktury metalurgicznej — Rosjanie zaatakowali trzy duże zakłady produkujące stal — a także na blokadę żeglugi, która uderza w eksport ukraińskiego zboża; trwają rozmowy o przekierowaniu tego eksportu tranzytem przez Polskę na południe Europy i Bliskiego Wschodu. Ocenił, że problem eksportowy jest dla Ukrainy istotniejszy finansowo niż same straty w branży metalurgicznej. Do tego dochodzą braki kadrowe na froncie oraz rosnące społeczne niezadowolenie związane ze sposobem poboru mężczyzn do wojska. Marta Nowak dodała, że wśród Ukraińców narasta zmęczenie zarówno działaniami Rosjan, jak i obecną klasą polityczną oraz doniesieniami o korupcji, mimo że determinacja do kontynuowania wojny pozostaje wysoka. Zwróciła też uwagę, że nowe drony odrzutowe zmieniają sposób życia cywilów — mieszkańcy Kijowa, mając zaledwie kilka sekund ostrzeżenia, zaczęli prewencyjnie nocować w metrze zamiast czekać na alarm.

„Najgłupsza wojna handlowa w historii” — spór USA z Kanadą

Drugą dużą część odcinka dziennikarze poświęcili eskalacji sporu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Kanadą. Orchowski wyjaśnił, że w miejsce dotychczasowej umowy o wolnym handlu NAFTA obowiązuje obecnie umowa USMCA, a Trump dąży do wymuszenia na Kanadyjczykach dalszych ustępstw, grożąc cłami. Kanada odpowiedziała cłami odwetowymi na towary amerykańskie o wartości 20 miliardów dolarów, obejmującymi między innymi stal, nabiał, sprzęt AGD, elektronikę, sprzęt rolniczy, odzież, meble, drewno budowlane, kije golfowe, miód i motocykle. Premier Ontario Doug Ford odpowiedział Amerykanom w ostrych słowach, sugerując, by pocałowali go w tyłek, i deklarując, że Kanada nie odda „ani ziarnka piasku” — Trump w odpowiedzi nazwał go pachołkiem i klaunem. Wall Street Journal określił ten spór mianem najgłupszej wojny handlowej w historii, ponieważ uderza ona zarówno w biznesy, jak i konsumentów po obu stronach granicy.

Orchowski ocenił, że dla Trumpa konflikt z Kanadą pełni funkcję wewnątrzpolityczną — ma budować wizerunek twardego negocjatora wśród elektoratu, skoro nie udaje się osiągnąć sukcesów ani na Bliskim Wschodzie, ani w Ukrainie, ani na Półwyspie Koreańskim. Marta Nowak zwróciła jednak uwagę, że Kanada wcale nie jest bezbronna — kanadyjska ministra przemysłu Melanie Joly miała przyznać, że cła zostały precyzyjnie tak dobrane, by uderzyć w te amerykańskie stany, które są kluczowe dla listopadowych wyborów uzupełniających do Kongresu, a część północnych stanów USA jest uzależniona od dostaw energii elektrycznej z Kanady. Gocłowski dodał, że chodzi zwłaszcza o stany swingowe, które mogą w efekcie przechylić się na stronę Demokratów, jeśli plan Trumpa dotyczący sukcesu przed wyborami obróci się przeciwko niemu.

Orchowski wskazał konkretne przykłady — przygraniczny stan Maine, od którego wyniku może zależeć kontrola nad Senatem, oraz Michigan, którego PKB może zmniejszyć się o 0,3–0,4 procent w wyniku wojny handlowej, a około 90 tysięcy miejsc pracy jest zagrożonych po stronie kanadyjskiej. Premier Kanady Mark Carney miał zaapelować o poważne traktowanie negocjacji, przypominając, że Kanada dostarcza do USA nie tylko energię elektryczną, ale też gaz i ropę, podczas gdy Doug Ford przekonywał, że Amerykanie mogą spróbować poradzić sobie bez kanadyjskiej ropy, nawozów czy niklu. Napięcie eskalowało dodatkowo po tym, jak premier Kanady wycofał się z części negocjacji, uznając, że Waszyngton przekroczył granicę, naciskając na wycofanie się Kanady z promowania francuskojęzycznych platform i wydawnictw. Orchowski ocenił, że tego rodzaju spory osłabiają zaufanie w ramach całego świata zachodniego wobec Rosji i Chin, które uznał za większe długoterminowe zagrożenie niż Rosja, i przyznał, że sam zaczął zwracać większą uwagę na pochodzenie kupowanych produktów, unikając tych amerykańskich.

Kontrowersyjna nowa mapa świata w ONZ

Ostatnim wątkiem odcinka była rezolucja przyjęta 4 września przez Zgromadzenie Ogólne ONZ na wniosek 54 krajów afrykańskich, dotycząca odejścia od tradycyjnej mapy w projekcji Mercatora, która — zdaniem krajów afrykańskich — zniekształca rzeczywiste proporcje kontynentów, przedstawiając Afrykę jako znacznie mniejszą, niż jest w rzeczywistości. Za rezolucją głosowało 164 państw, przeciw był tylko jeden kraj — Stany Zjednoczone. Gocłowski przyznał, że rozumie zastrzeżenia Afryki, ale miał wątpliwości, czy to najpilniejsza kwestia, jaką powinno zajmować się ONZ, wskazując przy tym na własne przykłady amerykańskiego przywiązania do nazewnictwa geograficznego, jak zmiana nazwy Zatoki Meksykańskiej czy góry McKinley.

Marta Nowak broniła jednak zasadności zmiany, tłumacząc, że projekcja Mercatora z XVI wieku, choć zachowuje kąty przydatne do nawigacji morskiej, silnie zniekształca powierzchnię krajów położonych bliżej równika. Przywołała przykład Demokratycznej Republiki Konga, która na mapie w projekcji Mercatora wydaje się stosunkowo niewielka, a w rzeczywistości, nałożona na Europę, rozciągałaby się od Estonii po północne Włochy i od Morza Czarnego po granicę Francji. Przypomniała też, że Unia Afrykańska podnosiła ten postulat już rok wcześniej.

Sześć krajów wstrzymało się od głosu, co — jak zauważył Orchowski — nie zostało szeroko wyjaśnione w mediach międzynarodowych. Wśród nich znalazły się Ukraina, Estonia i Litwa, które sprzeciwiły się temu, że na prezentowanej w ONZ mapie Krym został oznaczony odrębnym, szarym kolorem, sugerującym, że nie stanowi części terytorium Ukrainy — mimo że formalnie rezolucja dotyczyła wyłącznie sposobu odwzorowania kształtów, a nie granic politycznych. Marta Nowak zwróciła uwagę, że rezolucja ONZ nie nakazuje używania konkretnej mapy pokazanej na sali obrad, lecz zaleca jedynie stosowanie innych projekcji kartograficznych, a Organizacja Narodów Zjednoczonych i tak nie ma mocy egzekwowania takiego zalecenia. Wśród pozostałych wstrzymujących się krajów Orchowski wymienił Maroko (z powodu spornej Sahary Zachodniej) oraz Serbię (w związku z kwestią Kosowa), a w przypadku Gruzji przyznał, że nie potrafi jednoznacznie wskazać powodu wstrzymania się, mimo że na mapie Osetia Południowa i Abchazja są przedstawione jako część terytorium gruzińskiego.

Michał Olszewski przypomniał na koniec, że wiosną tego samego roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło znaczną większością głosów rezolucję nazywającą transatlantycki handel niewolnikami największą zbrodnią w dziejach ludzkości — decyzję ocenił jako potencjalnie jeszcze poważniejszą w skutkach niż spór o mapę, ponieważ może otworzyć drogę do roszczeń ze strony części krajów afrykańskich.


Podcast „Dzieje się na świecie” ma być emitowany cyklicznie w każdy wtorek o godzinie 18. Odcinek „Amatorzy u Putina? Co naprawdę przyniosły rozmowy w Moskwie i Ukrainie?” ukazał się na kanale Radio TOK FM na YouTubie. Wyemitowany 8 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *