Dr Rak w Nowej Konfederacji o kryzysie polsko-ukraińskim: Ukraina zrobiła to, bo mogła. Nasze elity nie mają planu ani realnych narzędzi nacisku

Dr Krzysztof Rak rozmawiał ze Stanisławem Kruszoną-Barełkowskim w programie Pomówmy Realnie o przyczynach decyzji Zełenskiego, polskiej bezradności i tym, jak powinna wyglądać realna polityka wobec Ukrainy.

Dlaczego Zełenski to zrobił — bo mógł

Rak odrzucił tłumaczenie, że Zełenski i ukraińskie elity po prostu nic nie wiedzą o zbrodni wołyńskiej. To bajki — strona ukraińska musiała mieć świadomość negatywnych konsekwencji tej decyzji dla relacji z Polską. Politycy polscy wielokrotnie tę sprawę podnosili w kontaktach dwustronnych — nawet gdyby Ukraińcy nie wiedzieli, co się stało na Wołyniu, to domyślaliby się, że to jest ważna sprawa dla strony polskiej.

Najprostsze wyjaśnienie jest takie: po pierwsze, to był ukłon w stronę prawicowego elektoratu, dla którego upowcy są bohaterami. Po drugie — i to jest zdaniem Raka kluczowe — strona ukraińska kalkulowała, że Polska nie jest na tyle istotnym państwem, żeby taka awantura w stosunkach dwustronnych mogła zaszkodzić ukraińskim interesom. Polska ma słabą dyplomację i nie jest traktowana poważnie ani przez państwa słabe, ani przez silne. Zełenski zrobił to dlatego, bo mógł. I strona polska potwierdziła słuszność tej kalkulacji, nie reagując adekwatnie.

Order Orła Białego — nieprzemyślana reakcja

Rak ocenił, że odebranie orderu Orła Białego jest reakcją emocjonalną i nieprzemyślaną. Ktoś z Konfederacji rzucił ten pomysł, a prezydent go chwycił bez większego namysłu. Taka reakcja uderza tak naprawdę w nasze własne interesy — bo okazuje się, że dajemy medale tym, którzy na to nie zasługują, i szastamy nimi, co czyni nas niepoważnymi. Obowiązuje zasada: kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera.

Ukraińcy uderzają w bardzo ważne polskie interesy w dziedzinie polityki i bezpieczeństwa, a Polska odbiera medal, który sama nadała. W jaki sposób to uderzy w interesy ukraińskie — Rak tego nie rozumie. To świadczy o mizerii polskiej polityki zagranicznej i dowodzi, że Ukraińcy mieli rację, uważając, że można nam to zrobić.

Prawdziwy cel — oligarchowie, nie Ukraińcy

Rak wskazał, że właściwym celem polskiej reakcji nie powinni być Ukraińcy jako naród, lecz oligarchowie powiązani z Zełenskim. Na Ukrainie rządzi układ oligarchiczno-mafijny — to jest demokracja sterowana, a nie rządy narodu. Zełenski wygrał wybory obiecując likwidację oligarchii — serial Sługa Narodu opierał się na motywie prostego człowieka walczącego z korumpowanymi politykami reprezentującymi oligarchów. Okazało się, że sam był człowiekiem oligarchy. Teraz ci oligarchowie mają konkretne interesy w Polsce — i gdyby działające służby dały po łapach kilku z nich, to byłaby realna reakcja. Niestety część polskich polityków jest z tymi oligarchami powiązana i się z nimi fotografuje. To uniemożliwia prowadzenie skutecznej polityki.

Rak podkreślił, że uderzanie w Ukraińców jako naród nie jest w polskim interesie — bo to nie jest nasz problem. Naszym problemem są rządzące Ukrainą elity. Powinniśmy stanąć po stronie zwykłych Ukraińców i delegitymizować układ oligarchiczno-mafijny, którego sami Ukraińcy nie lubią. W końcu właśnie po to wybrali Zełenskiego — i Zełenski ich oszukał.

Blokada akcesji do UE — zła karta

Rozmówca zasugerował, że Polska może jako karta przetargowa blokować przyszłą integrację Ukrainy z UE. Rak odrzucił ten pomysł. Ukraina i tak nie dostanie w przewidywalnym czasie pełnego członkostwa — wystarczy przeczytać list Merca, który mówi o stowarzyszeniu, nie o członkostwie. Polska, blokując coś, czego Ukraina i tak nie dostanie, tylko weźmie na siebie odium odpowiedzialności za niepowodzenie ukraińskiej integracji. Niemcy zrobią to polskimi rękoma. W polityce na Boga trzeba myśleć.

Polska nie wie, czego chce

Rak postawił tezę, że podstawowym problemem polskiej polityki zagranicznej jest brak zdefiniowanych interesów — nie tylko wobec Ukrainy, ale w ogóle. Gdybyśmy od początku lat 90. prowadzili politykę transakcyjną opartą na jasnych interesach, kwestia historyczna nie dominowałaby relacji. Ukraińcy wiedzieliby, ile ich kosztuje ignorowanie polskich oczekiwań. Teraz nie wiedzą, bo i my nie wiemy, czego chcemy.

W stosunkach polsko-ukraińskich nie decydują interesy — decyduje sfera symboliczna. To jest dowód klęski. Polskie elity od dziesięcioleci nie rozumieją najprostszych zasad polityki zagranicznej. Ta transakcyjność powinna być oczywistością — a trzeba ją wciąż tłumaczyć, co samo w sobie jest absurdem.

Rak zwrócił uwagę na inny wymiar problemu: wśród polskich elit są reprezentanci interesów ukraińskich, amerykańskich, niemieckich, a nawet rosyjskich. Reprezentantów interesów polskich jest najmniej.

Pomoc w 2022 — dobra, ale za długo bez rachunków

Rak ocenił, że pomoc dla Ukrainy po 24 lutego 2022 roku była właściwą decyzją — i owszem transakcyjną, bo Polska ma żywotny interes w tym, żeby niepodległa Ukraina oddzielała ją od Rosji. To jest oczywista oczywistość: jeśli nie rozumiemy, że kluczowe dla naszego bezpieczeństwa jest to, żeby niepodległa Ukraina istniała jako bufor od Rosji, to nie rozumiemy w polityce niczego.

Natomiast po kilku pierwszych miesiącach, gdy jasne się stało, że Ukraina utrzyma niepodległość, należało przejść do polityki bardziej asertywnej. Ukraińcy stosowali zasadę brać i nie kwitować — a Polska powinna była po jakimś czasie zacząć wystawiać rachunki. Tego nie zrobiła.

Blokada technologii dronowej — dobry znak

Na pytanie o wstrzymanie przekazania MiG-29 w związku z niewywiązaniem się Ukrainy z umowy o transferze technologii dronowej Rak ocenił to jako dobry sygnał — pierwsze być może przejawy zdrowego, transakcyjnego myślenia o polityce zagranicznej. Na szczęście migi nie zostały przekazane i teraz Polska poczeka na rozwiązanie.

Ukraina silniejsza od Polski po wojnie

Na pytanie, kto po wojnie będzie miał większe znaczenie w regionie — Polska czy Ukraina — Rak odpowiedział bez ogródek: pod względem militarnym Ukraina. Pod względem politycznym — obawia się, że też Ukraina. Przy tym co prezentują polskie elity, to jest właśnie problem. Ukraińskie elity oligarchiczno-mafijne to patologia z punktu widzenia liberalno-demokratycznego — ale oni obronili niepodległość swojego kraju. Wiedzą dokładnie, gdzie są ich interesy, i walczą o nie. Polskie elity wyglądają lepiej na papierze, ale mają podstawowy problem tożsamościowy — nie potrafią zdefiniować polskich interesów i się z nimi identyfikować. Rak przyznał, że gdy patrzy na polskie elity, przypomina mu się rok 1939.

Pokój będzie i Polska musi być przy stole

Rak ostrzegł przed błędem, który polskie elity mogą popełnić — autowykluczeniem z rozmów o przyszłym porządku europejskim. Gdy mocarstwa zachodnie zaczną dogadywać się z Rosją, Polska musi być przy tym stole. Jeśli powiemy, że z Rosją nigdy, robimy wielką przysługę zarówno Rosji, jak i Niemcom oraz Francji. Te porozumienia będą dotyczyły stref wpływów w Europie Środkowej — czyli będą dotyczyły nas. Wykluczyć się z tych rozmów to sprzedać Polskę innym i pozwolić, żeby inni decydowali za nas.

Im gorsze relacje z Ukrainą, tym słabsza pozycja Polski. Ukraina będzie przy tym stole — i będzie miała wpływ na to, kto do niego dołączy. Polska nie może sobie pozwolić na fobię antyukraińską, bo to ją osłabi. Równocześnie musi być asertywna — i jedno z drugim nie jest sprzeczne. Można wspierać Ukrainę i jednocześnie wymierzać jej siarczysty policzek, gdy trzeba.


You may also like

Page 1 of 34

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *