Historyk i publicysta Piotr Gursztyn rozmawiał z Igorem Janke w Kanale Otwartym o różnicach między Armią Krajową a Ukraińską Powstańczą Armią, korzeniach kultu Bandery i perspektywach zmiany ukraińskiej polityki historycznej.
Armia państwowa kontra wojsko partyjne
Gursztyn odrzucił możliwość postawienia obu organizacji na jednym poziomie — różnic jest zbyt wiele, a podobieństw zbyt mało. Najważniejsza różnica: Armia Krajowa była wojskiem państwowym o uznanym statusie międzynarodowym. W pewnym momencie nawet Niemcy musieli nadać prawa kombatanckie żołnierzom AK — co było zaprzeczeniem całej dotychczasowej ideologii III Rzeszy. AK podlegała uznanemu rządowi w Londynie i łączyła właściwie wszystkie nurty polskiego społeczeństwa — poza komunistami. Narodowe Siły Zbrojne wprawdzie się wymiksowały, ale duża część środowisk endeckich pozostała w ramach AK, a poza tym andecy byli reprezentowani w rządzie londyńskim.
UPA natomiast była wojskiem partyjnym — ściśle partyjnym ramieniem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. OUN przed wojną nie był nawet najsilniejszą ukraińską organizacją polityczną — tą była UNDO, Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne, które miało wicemarszałka w polskim Sejmie. Gdy przyszedł 1939 rok, UNDO jako partia legalna upadła łatwo — NKWD wyaresztowało jej czołowych działaczy. OUN wszedł w tę próżnię i stworzył potężną, jak na ukraińskie możliwości, organizację. Na domiar tego dominujący nurt banderowski w walce bratobójczej wytłukł czołówkę nurtu melnykowskiego i siłą przejął struktury rywali.
Dwa nurty OUN — różnica między zbrodnią wojenną a ludobójstwem
Gursztyn wyjaśnił spór między banderowcami i melnykowcami. OUN Melnyka reprezentował starszy model: podłączyć się pod Niemców i liczyć na korzystny układ, tak jak w czasie I wojny światowej. OUN Bandery chciał działać w podziemiu — brać od Niemców, gdy dają, ale nie kwitować i robić swoje. Banderowcy byli dużo bardziej radykalni — i ta radykalność miała swoją logiczną konsekwencję w rzezi wołyńskiej.
Różnica między oboma nurtami widoczna jest nawet w eksterminacji: Huta Pieniacka idzie na konto melnykowców — policyjnego oddziału, który wykonywał brudną robotę dla Niemców i we własnym interesie. Melnykowcy byli gotowi na zbrodnie wojenne, ale prawdopodobnie nie na ludobójstwo. Banderowcy zaś — i to realizowali — byli gotowi na ludobójstwo. Gursztyn zaznaczył, że historycy muszą liczyć trupy i klasyfikować zbrodnie, choć wielu lajków na to źle reaguje — taka jest praca historyka.
Rzeź wołyńska — świadoma decyzja, nie spontan
Gursztyn stanowczo odrzucił narrację popularną na Ukrainie i powtarzaną przez niektórych w Polsce, że rzeź wołyńska była spontaniczną wojną chłopską. To absolutny fałsz. W 1943 roku — szczyt rzezi — cała ukraińska powstańcza armia liczyła około 30 tysięcy bojowników na terenie zamieszkałym przez 5 milionów Ukraińców. Gdyby było to spontaniczne, te proporcje by tego nie wyjaśniały. Była to świadoma decyzja dobrze zorganizowanej organizacji politycznej.
Kłym Sawur — pseudonim Dmytro Klaczkowskiego, dowódcy UPA Północ — wydał decyzję o wymordowaniu Polaków na Wołyniu. Roman Szuchewicz jako dowódca naczelny UPA podjął decyzję o przeniesieniu akcji na Galicję Wschodnią. To nie były rozkazy niskiego szczebla — to były decyzje kierownictwa. Dokumenty programowe OUN-UPA zakładały czystkę etniczną — wypędzenie lub wymordowanie obcoplemieńców z terenów planowanego państwa ukraińskiego. Analogia do Bośni jest trafna: tak jak w Bośni lat dziewięćdziesiątych strony wyrzynały wioski, żeby ustalić granice etniczne, tak samo rozumowała UPA.
Taras Borowiec — partyzant petlurowski, który sam wymyślił nazwę UPA — był gotowy walczyć z Polakami, ale na cywilizowanych warunkach. Banderowcy ukradli mu nazwę i na niego polowali. Banderowcy zabili mu żonę. To dowód, że w społeczeństwie ukraińskim istniały marginalne środowiska wyobrażające sobie walkę z Polakami na mniej zbrodniczych zasadach.
Ile Ukraińców uczestniczyło w rzezi
Gursztyn przytoczył dane z badań profesora Motyki: w mordach na Wołyniu uczestniczyło około 40 tysięcy osób, przy 2 milionach mieszkańców Wołynia, z których około 80 procent stanowili Ukraińcy. Większość była bierna albo nie uczestniczyła. Byli też ukraińscy sprawiedliwi, którzy ratowali Polaków z narażeniem życia.
Dokumenty programowe AK kontra UPA
W dokumentach Polskiego Państwa Podziemnego nie było żadnego punktu, który można by nazwać zbrodniczym w stosunku do niepolskich obywateli. Zakładano powrót do status quo, a wszyscy obywatele mieli być traktowani równo. Pojawiały się pomysły ukarania tych, którzy zdradzili Rzeczpospolitą — to naturalne w podziemiu — ale nie było żadnego programu wysiedlenia, wypędzenia ani wymordowania Ukraińców.
Co więcej, to ze strony polskiej wychodziły wszystkie inicjatywy porozumienia z ukraińską partyzantką. Ukraińcy byli niechętni i nieufni. Najbardziej znany przykład współpracy — wspólny atak na Hrubieszów w 1946 roku — był polską inicjatywą, do której Ukraińcy weszli późno i z oporami. Delegat rządu wysłał na Wołyń poetę Zygmunta Rumla — człowieka zaangażowanego przed wojną w kontakty polsko-ukraińskie, wybranego celowo jako kogoś, kto mógłby budzić zaufanie Ukraińców. Został zamordowany. Według niepotwierdzonej, ale możliwej wersji — żywcem rozerwany przez konie. Parlamentariuszy się nie rozstrzeliwuje.
Zbrodnie po stronie polskiej
Gursztyn nie unikał trudnych faktów. Były zbrodnie polskie na Ukraińcach — mordowanie cywilów, kobiet i dzieci. Sachryn jest najbardziej znany. Skala: od 10 do kilkunastu tysięcy ofiar po stronie ukraińskiej, wobec około 100 tysięcy po stronie polskiej — jedna dziesiąta. Zbrodnie te były wynikiem decyzji dowódców bardzo niskiego szczebla — ani komenda główna AK, ani dowódcy okręgów takich rozkazów nie wydawały. Wynikały z prywatnego odwetu rozbitych psychicznie ludzi, którzy stracili bliskich. Gursztyn ocenił, że można to do pewnego stopnia zrozumieć, ale nie usprawiedliwić. Były też zbrodnie NSZ — Wierzchowiny to według Gursztyna zbrodnia zupełnie niepotrzebna, obciążająca konto NSZ.
Czym była UPA dla Ukraińców — i skąd kult Bandery
OUN był organizacją totalitarną — zakładał państwo wodzowskie, dyktatorskie, bez demokracji, z korporacyjnym systemem i ograniczonymi wolnościami nawet dla samych Ukraińców. W dokumentach programowych Polskiego Państwa Podziemnego projektowano rozszerzenie demokracji — Polska przed wojną była krajem autorytarnym, ale tu planowano więcej wolności. W programie OUN-UPA niczego takiego nie było.
Osiągnięcia militarne UPA wobec Niemców były ograniczone — stronili od konfliktu i oszczędzali siły. Wobec Sowietów walczyli głównie w samoobronie, bo Sowieci ich tępili. Liczba poległych sowieckich żołnierzy i funkcjonariuszy z rąk UPA wynosiła 8–10 tysięcy — nieporównywalna z liczbą ofiar rzezi wołyńskiej.
Gursztyn wyjaśnił, skąd bierze się kult Bandery: zachodnia Ukraina jest najbardziej aktywna politycznie, a tam frekwencja i nacjonalistyczna retoryka są silne. Każdy prezydent, któremu siadały słupki, sięgał po Banderę. Zaczął Juszczenko, który nadał mu tytuł Bohatera Ukrainy — i dostał za to reprymendę Parlamentu Europejskiego. Potem Poroszenko, człowiek ze wschodniej Ukrainy, który nie miał nic wspólnego z UPA, a i tak wpadł na ten pomysł. Teraz Zełenski — postsowiecki, rosyjskojęzyczny Żyd ze środkowej Ukrainy, którego przodkowie, gdyby trafili na UPA, zostaliby przez nich zabici — też po to sięgnął, bo jego słupki pikują.
Gursztyn zwrócił uwagę na ważny fakt: kiedy wybuchła pełnoskalowa inwazja w 2022 roku, żadna ukraińska jednostka wojskowa nie miała patrona upowskiego. Trzy grupy patronów to kniaziowie średniowieczni, wojsko kozackie z XVII–XVIII wieku i walka o niepodległość lat 1914–1921 — czyli Petlura i jego środowisko. UPA zaczęła pojawiać się dopiero w ostatnim roku — bo Zełenski jest niepopularny w wojsku i próbuje się ratować właśnie tą symboliką.
Ukraina wyjdzie z kultu UPA — ale nie teraz
Gursztyn ocenił, że dożyjemy momentu, kiedy Ukraińcy się z tego wycofają. Jako analogie wskazał Słowację — która wycofała się z kultu państwa księdza Tiso pomimo że było to jedyne niepodległe państwo słowackie w historii — oraz Chorwację, która pomimo własnej ciężkiej wojny z Serbią wycofała się z gloryfikacji Ustaszy i wydała generała Gotovina do Hagi. Rumunia też porzuciła próby rehabilitacji Antonescu. Ukraina jest w innej sytuacji — jest krajem słabszym, na finansowym utrzymaniu świata zewnętrznego, i coś od Polski chce bardziej niż Polska od niej. Poza tym nie ma żadnego prawdziwego klubu przyjaciół — stosunki ze Słowacją, Rumunią, Węgrami są co najmniej chłodne.
Gursztyn wskazał też, że sama historiografia zachodnia nigdy nie napisze, że Bandera był pozytywną postacią — Bandera spełnia wszelkie kryteria, żeby zakwalifikować go jako faszystę. To jest bicz, który Ukraina sama sobie ukręciła i który wisi nad nią w kontekście unijnych aspiracji.
Co Polska powinna robić
Gursztyn ocenił, że odebranie orderu Orła Białego Zełenskiemu było konieczne — jak zrzucenie bomby atomowej robi się w ostateczności, ale tutaj nie było już innego wyjścia, biorąc pod uwagę skalę arogancji ekipy Zełenskiego. Budanow przyjechał jako osoba przytomna i rozsądna, ale nic nie ugrał.
Gursztyn przestrzegł jednak przed neurotycznymi reakcjami. Polska jest w dużo mocniejszej pozycji niż Ukraina i ma dużo więcej aktywów. Obrażanie przeciętnych Ukraińców jako bandytów niszczy stosunki, które kiedyś mogą być dobre. Tę awanturę o Banderę Gursztyn ocenił jako doskonały pretekst dla polskich rolników do opóźniania wszelkich rozmów o akcesji Ukrainy do UE — i w tym sensie Zełenski strzelił w stopę ukraińską, a nie polską.
Na przyszłość Gursztyn zasugerował przeczekanie Zełenskiego i nawiązanie relacji z Załużnym — który miał jeden incydent ze zdjęciem na tle portretu Bandery, ale nie poszedł w to głębiej. Polska powinna prowadzić skuteczną dyplomację — chłodną, pragmatyczną, tak samo jak w stosunkach z Niemcami.