Wiceminister Szeptycki w Polsat News o kryzysie polsko-ukraińskim: Decyzja Zełenskiego jest błędna i godzi w nasze relacje. Liczymy na gest ze strony Ukrainy

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Andrzej Szeptycki rozmawiał z Marcinem Szubartowiczem w programie Punkt Widzenia Szubartowicza o swojej kontrowersyjnej wypowiedzi na temat UPA, decyzji Zełenskiego i perspektywach relacji polsko-ukraińskich.

Czego zabrakło w pierwotnej wypowiedzi

Szeptycki przyznał, że w swojej pierwotnej wypowiedzi, w której porównał UPA do żołnierzy wyklętych, zabrakło jednego istotnego elementu — wyraźnego zaznaczenia, że nie była to jego opinia jako naukowca ani opinia polska, lecz opis tego, jak część Ukraińców w ramach ukraińskiego imaginarium postrzega UPA jako formację walczącą przede wszystkim z Moskwą. W warunkach obecnej wojny z Rosją to naturalne, że taka symbolika wzbudza sympatię po ukraińskiej stronie. Jednak wyjaśnienie kontekstu nie zostało dość wyraźnie zarysowane.

Przeprosiny i potępienie zbrodni

Szeptycki przeprosił tych, których jego porównanie uraziło — podkreślając, że nie to było jego celem. Zbrodnie UPA, jak każdą zbrodnię, jednoznacznie potępia. Zaznaczył, że jest to też stanowisko rządu i większości polskiej klasy politycznej: decyzja Zełenskiego była co najmniej niefortunna i godzi w dwustronne relacje — niezależnie od tego, jakie względy polityki wewnętrznej lub zagranicznej mogły za nią stać.

Decyzja Zełenskiego — błędna i oczekiwany gest

Pytany o swoją osobistą ocenę, Szeptycki powiedział wprost: to decyzja, która nie służy relacjom polsko-ukraińskim. Polski rząd wielokrotnie artykułował stanowisko, że ma nadzieję na wycofanie się Ukrainy z tej decyzji. Optymalnym wariantem z polskiej perspektywy byłaby zmiana nazwy jednostki.

Szeptycki zgodził się ze stanowiskiem swojego poprzednika ministra Bartoszewskiego — że liczy na gest ze strony Ukrainy, bo obydwa państwa mają zbyt wiele ważnych spraw na wspólnej agendzie, żeby pozwolić temu kryzysowi trwać. Wymienił zagrożenie ze strony Rosji, odbudowę Ukrainy i rolę Polski w tym procesie, a także konferencję odbudowy Ukraine Recovery Conference w Gdańsku, która ma odbyć się w trzecim tygodniu czerwca — wielkie wydarzenie, gdzie rozmawia się o udziale polskich firm.

Wizyta Budanowa — wysłany sygnał

Szeptycki ocenił, że wizyta Kiryła Budanowa miała sens — bo jasno usłyszał od wszystkich polskich rozmówców, jak ważna jest ta sprawa. Być może strona ukraińska myślała, że będzie to problem, ale nie miała świadomości, że będzie to problem tak wielki. Dialog z partnerami, nawet w trudnych sprawach, zawsze przynosi jakieś efekty — w tym kontekście wskazał na postęp w kwestii ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej, które od roku trwają. Przyznał jednocześnie, że za poprzednich rządów przez osiem lat ekshumacji nie było w ogóle — więc porównanie wypada na korzyść obecnego rządu.

Sinusoida polsko-ukraińska

Szeptycki opisał kryzys jako element charakterystycznej sinusoidy w relacjach polsko-ukraińskich — najpierw entuzjazm, bliskie wsparcie, a potem historia wraca czkawką. Tak było w 2010 roku, kiedy Juszczenko nadał Banderze tytuł bohatera Ukrainy. Teraz mamy podobny kryzys historyczny, tyle że w warunkach pełnoskalowej wojny i intensywnej współpracy. Rozwiązanie tego kryzysu leży w interesie zarówno Polski, jak i przede wszystkim samej Ukrainy.

Zarzuty o ukraińskie wpływy — odpowiedź konstytucyjna

Szeptycki odniósł się do zarzutów Czarnka o ukraińskie wpływy w polskim rządzie i administracji. Ocenił, że wzywanie do dymisji jest normalnym prawem opozycji w demokracji — choć dla młodego polityka niekomfortowym. Natomiast tropienie ludzi o określonym pochodzeniu w urzędach państwowych nazwał sytuacją skandaliczną i sprzeczną z Konstytucją. Artykuł 32 zapewnia równe traktowanie wszystkich, artykuł 60 gwarantuje równy dostęp do służby publicznej wszystkim obywatelom posiadającym pełnię praw. Polska ma dziesięć mniejszości narodowych — obywateli polskich, którzy nie czują się Polakami — i dyskurs, który je dotyka, może zasilać nienawiść. Przypomniał też o ukraińskim chłopaku zrzuconym z Mostu Poniatowskiego.

Ironicznie skomentował logikę etnicznego tropienia: lider jednej z partii opozycyjnych ma powinowatego Austriaka, a Austria uczestniczyła w zaborach i była częścią III Rzeszy — czy to oznacza, że taki polityk nie powinien stać na czele partii? To absurd, i tak należy traktować podobne zarzuty pod jego adresem.

Zakończył apelem: napięcia społeczne na tle narodowościowym są grą w interesie Rosji, a nie Polski. Ma nadzieję, że będzie inny dyskurs — bo inaczej napięcia będą narastać.


You may also like

Page 1 of 34

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *