Kurski w podcaście Gazety Wyborczej o kryzysie polsko-ukraińskim: Nienawidzę nacjonalizmu — zwłaszcza polskiego. Debatę przejęli ekstremiści po obu stronach

Jarosław Kurski, wieloletni pierwszy zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, rozmawiał z Michałem Olszewskim w podcaście 8:10 o rzeźi wołyńskiej, UPA, nacjonalizmie i relacjach polsko-ukraińskich.

Nacjonaliści przejęli debatę

Kurski zaczął od deklaracji: nienawidzi nacjonalizmu ukraińskiego, żydowskiego, francuskiego, niemieckiego — ale w szczególności polskiego, bo jest Polakiem. Julian Tuwim pisał, że polski faszyzm obraża go szczególnie — i to jest ważna cecha jego polskości. Ocenił, że debatę o stosunkach polsko-ukraińskich przejęli nacjonaliści po obu stronach i Polska stała się zakładnikiem ekstremizmów. Powinnością dziennikarzy i polskiej inteligencji jest mówienie prawdy — złożonej, niejednoznacznej, nieczarno-białej.

Powołał się na Jana Józefa Lipskiego, którego nazwał świeckim świętym polskiej opozycji: w stosunkach między narodami nie jest tak, że jedna strona jest bez winy dlatego, że wina drugiej strony jest wielokrotnie większa. Te winy się nie bilansują i nie wyrównują — są różne.

Winy polskie wobec Ukraińców

Kurski wymienił długą listę polskich win wobec Ukraińców — od Rzeczpospolitej szlacheckiej po czasy dwudziestolecia międzywojennego. Stosunek polskiego pana do ukraińskiego czy ruskiego chłopa był kolonialny — pan polski, chłop ukraiński, ksiądz katolicki kontra prawosławny lub unicki chłop. Nagromadzenie takich kontradykcji musiało eksplodować. Druga Rzeczpospolita win pierwszej nie naprawiła, lecz pogłębiła — pacyfikacje wsi ukraińskich, niszczenie cerkwi na Chełmszczyźnie, polonizacja parforce, niszczenie inteligencji ukraińskiej. W 1938 i 1939 roku Polska zajmowała się polonizacją kresów zamiast dostrzec egzystencjalne zagrożenie całej Rzeczpospolitej. To były chore, mokre sny polskich pułkowników.

Zadał retoryczne pytanie: czy gwóźdź na Polakach usprawiedliwia polską rzeź na Ukraińcach? Przywołał Sachryn — zamordowanie przez oddziały WIN od 200 do ponad 800 osób, według niektórych szacunków nawet tysiąca — dzieci, kobiet, starców. Zapytał, czy chcemy żyć w świecie, w którym uważamy to za uzasadnione i nie chcemy o tym dyskutować.

UPA i żołnierze wyklęci

Olszewski stwierdził, że nie rozumie, co bluźnierczego powiedział prof. Szeptycki, gdy zestawił żołnierzy wyklętych z UPA — obydwie formacje walczyły z sowiecką Rosją po 1945 roku i obie miały tragiczny los. Kurski rozwinął ten wątek: w 1946 roku oddziały WIN i UPA przeprowadziły wspólną operację na Hrubieszów — 150 polskich partyzantów i 300 żołnierzy UPA, współpraca operacyjna, uwolnienie dwudziestu więźniów i atak na jednostki NKWD. Wszystko to gdy dymy Wołynia jeszcze nie ostygły — a jednak można było zawrzeć sojusz militarny, bo był jeden wspólny wróg. Dlaczego dziś nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć — pytał.

Ocenił, że atak na Szeptyckiego wynikał głównie z jego ukraińskiego pochodzenia. Przywołał Dorotę Gawryluk, która mówiła o Ukraińcu w polskim rządzie — i skrytykował to jako logikę nagonki na prezydenta Narutowicza, który rzekomo został wybrany żydowskimi głosami. Ta matryca endecka jest tak silna, że wdrukowana jest w głowy rozmaitych osób — od Brauna przez Bonkiewicza po Gawryluk. Uruchomiony mechanizm to tropienie obcego elementu w Polsce i rozumowanie w kategoriach etnicznych — Polakiem jest tylko Polak, katolik, tu urodzony. To zaprzeczenie całej tradycji pierwszej Rzeczpospolitej.

Nawrocki — pohańbienie

Kurski powiedział, że poczuł się pohańbiony, gdy Nawrocki wypominał Zełenskiemu polską pomoc. Pomoc ludziom w potrzebie jest zwykłym chrześcijańskim obowiązkiem. Pomagać i liczyć na to, że ktoś będzie nam bez przerwy dziękował — to chora perwersja. Wstyd mu było za głowę państwa.

Ocenił, że Nawrocki został wybrany w dużej mierze na retoryce antyukraińskiej — wyczuł falę, na którą można wskoczyć. Problem polega na tym, że jako prezydent jest obowiązany mieć dobre relacje z Ukrainą — ale ponieważ ich nie ma, bo postawił warunek, że to Zełenski musi przyjechać i przeprosić, Polska sama sobie podcina skrzydła.

Nacjonalizm ukraiński a walka z Rosją

Olszewski postawił prowokacyjną tezę: bez nacjonalizmu ukraińskiego Ukraina nie walczyłaby tak z Rosją, jak walczy — bo tłumy idące na front to ludzie wychowani w idei wielkiego narodu ukraińskiego i kulcie UPA. Kurski zgodził się, przywołując Goethego i Mefistofelesa — pragnąc źle, czyni dobrze. Putin wytworzył na Ukrainie ruch narodowo-wyzwoleńczy i silne poczucie tożsamości ukraińskiej. Ale to nie zmienia faktu, że nacjonalizm jest problemem po obu stronach — i że polscy nacjonaliści wywołują dokładnie taką samą reakcję po ukraińskiej stronie. Nacjonaliści nacjonalistom są potrzebni — to dwa końce tego samego kija, które nawzajem się żywią.

Zapytał, dlaczego Polacy nie dostrzegają, że mit UPA rozpada się na dwie części i że dla Ukraińców Anno Domini 2026 UPA to nie jest formacja, która walczyła z Polakami, lecz symbol oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu i Rosji. Odpowiedzi udzielił sobie sam: bo Polacy opierają swoją tożsamość historyczną na micie ofiary — zawsze byli zdradziloną i mordowaną ofiarą — i konkurują o martyrologię z każdym.

Ekshumacje i sojusz militarny

Na pytanie, czy Ukraina robi wystarczająco w kwestii ekshumacji, Kurski odpowiedział, że nigdy nie będzie dosyć — bo na tym polega nacjonalistyczna logika budowania wroga. Kiedyś była histeria antyniemiecka, pojawił się nowy wróg. To krótkowzroczne szafowanie polską racją stanu.
Powiedział, że potrzebny jest sojusz polsko-ukraiński o wymiarze militarnym — podobny do traktatów z Wielką Brytanią czy Francją. Nie ma dziś silniejszej i nowocześniejszej armii w Europie niż ukraińska. Polska zamiast budować armię na ukraińskim know-how, brnęła w kawaleryjską klechdę — kupuje Abramsy, które nie przejadą po polskich mostach i tną w bagnie, i strzela rakietami kosztującymi miliony dolarów do dronów wartych kilkaset złotych. Obawia się, że wchodzimy w te same buty co w 1938-1939 roku.

Gwarancja niezawisłości

Kurski zakończył jednoznacznie: gwarancją polskiej niezawisłości i niezależności jest dziś Ukraina. Bez Ukrainy tu będą Rosjanie — prędzej czy później. Jeśli Polacy nie zrozumieją, że ich psim obowiązkiem jest pomagać Ukraińcom i zamiast budować perspektywę na przyszłość będą liczyć kto komu bardziej skrzywdził, podepczą pamięć niewinnych ofiar rzezi wołyńskiej. Problem nie leżą w narodach, tylko w nacjonalizmie, nazizmie i nietolerancji tych narodów. Jan Nowak-Jeziorański mówił, że największym zagrożeniem dla Polski są sami Polacy — i Polacy bardzo się starają, żeby to udowodnić.


You may also like

Page 1 of 34

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *