Edwin Bendyk w podcaście Polskie Demo o relacjach polsko-ukraińskich i wyzwaniach Polski: Nie mamy strategii wobec Ukrainy. Jesteśmy krajem wymierającym i tego nie zasypią migranci

Edwin Bendyk, prezes Fundacji im. Batorego i dziennikarz tygodnika Polityka, rozmawiał z Krzysztofem Izdebskim i Anną Materską-Sosnowską o kryzysie polsko-ukraińskim, społeczeństwie obywatelskim, demografii i sztucznej inteligencji.

Decyzja Zełenskiego — pretekst, nie przyczyna

Bendyk ocenił, że decyzja Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA nie mogła w Polsce przejść niezauważona — ale pytanie, czy musiała być zauważona w taki właśnie sposób. Wielu komentatorów i dyplomatów zwracało uwagę, że należało działać ostro, ale dyplomatycznie — a nie w sposób, który przypomina scenę z Białego Domu z początku 2025 roku, kiedy Zełenski został de facto upokorzony. Polska odpowiedź wpisała się w narrację, że z pozycji siły próbujemy przez prezydenta Nawrockiego dyscyplinować i pouczać całe społeczeństwo ukraińskie, które jest w piątym roku wojny. Codziennie giną dziesiątki ludzi, Rosjanie w Charkowie ostrzeliwują dwa razy ten sam cel — czekając aż zjawią się ratownicy. Niedawno zginęło w ten sposób pięcioro ratowników. To jest codzienność, w której Ukraińcy podejmują decyzje i interpretują na nie reakcje.

UPA w ukraińskiej świadomości

Bendyk wyjaśnił, czym jest UPA dla Ukraińców: symbolem walki z Rosją, z Imperium. Nie symbolem walki z Polską — to w dominującym wyobrażeniu w ogóle nie istnieje. UPA w ukraińskiej świadomości pojawiła się stosunkowo niedawno — dopiero po 2014 roku, po aneksji Krymu, zaczęła wracać jako symbol oporu. Wiele postaci UPA ginęło w Gułagu, gdzie organizowały bunty. To jest to, co dla Ukraińców jest dziś istotne. W wojnie na wyczerpanie wszystko jest zasobem — w tym bohaterowie dawno polegli: Bandera, Mazepa, Petlura. Cały panteon jest zaprzęgany do wysiłku wojennego, żeby pokazać, że walka ma długą tradycję, że Ukraińcy nigdy nie tworzyli z Rosjanami jednej rodziny.

Bendyk zaznaczył też, że Ukraińcy mają do polskiego paternalizmu kompleks — uzasadniony, bo Polska jest dla nich krajem sukcesu, punktem odniesienia. Mieliśmy podobny start po 1991 roku — Ukraina była wtedy nawet bardziej zaawansowana gospodarczo. Dziś Polska jest dwunastokrotnie bogatsza, a Ukraina jest prawie w tym samym miejscu co trzy dekady temu.

Polska nie ma strategii wobec Ukrainy

Bendyk postawił diagnozę wprost: Polska nie ma strategii wobec wschodu w ogóle, a w szczególności wobec Ukrainy, która jest dla nas kluczowym partnerem. Rosja jest zdefiniowanym, trwałym zagrożeniem w przewidywalnej przyszłości. Na czym chcemy zbudować architekturę bezpieczeństwa? Jaką rolę chcemy odgrywać w regionie politycznie? To pytania, na które nie mamy odpowiedzi. Tymczasem Ukraina wyrosła w ciągu pięciu lat wojny na podmiot o realnym potencjale militarnym — zdolności uderzania w głębi Rosji, niszczenia infrastruktury, zagrażania lotniskom cywilnym. Niemcy i Francja postrzegają ją jako prywatną firmę wojskową, którą można wynająć do szybkich akcji. Polska powinna poważnie przemyśleć, jak Ukrainę włączyć w architekturę swojego bezpieczeństwa — zamiast traktować ją wyłącznie przez pryzmat historyczny.

Ukraina samotna od 1991 roku

Bendyk zwrócił uwagę na fundamentalną asymetrię: Polska ma NATO, Unię Europejską, rozbudowane struktury analityczne jak Ośrodek Studiów Wschodnich. Ukraina jest od 1991 roku w próżni strategicznej. Jest samotna — nie ma sojuszników, ci na których liczyła wielokrotnie ją wystawiali. Memorandum Budapeszteńskie z 1994 roku — gwarancja bezpieczeństwa w zamian za rozbrojenie nuklearne — okazało się fikcją, gdy jeden z gwarantów napadł w 2014 roku. Ukraina musi samodzielnie podejmować decyzje we wszystkich dziedzinach: obrony, gospodarki, dyplomacji — na wielu frontach jednocześnie: z Europą, Turcją, dawnym globalnym południem.

Gospodarka polska na Ukrainie

Bendyk przypomniał, że niezależnie od politycznych turbulencji polska obecność gospodarcza na Ukrainie jest bardzo silna. W czasie wojny działa tam 3600 polskich firm — ich liczba nie zmalała, nowe przybyły. Polska jest drugim po Chinach partnerem handlowym Ukrainy, z 57 miliardami złotych sprzedaży. Nawet na mitologizowanym rynku rolnym mamy dodatni bilans — więcej sprzedajemy niż kupujemy. PZU kupiło MetLife, polskie banki są obecne na ukraińskim rynku. Polityka tu nie przeszkadza — i warto o tym pamiętać w debacie skupionej na kryzysie.

Społeczeństwo obywatelskie — Ukraina lepiej zorganizowana

Bendyk postawił tezę opartą na badaniach: ukraińskie społeczeństwo obywatelskie jest w wielu wypadkach lepiej zorganizowane niż polskie — bo konieczność je do tego zmusiła. Ukraińcy znacznie wcześniej wypracowali zdolność pozyskiwania środków prywatnych na działanie. Jeszcze przed Euromajdanem klasa średnia i pracownicy korporacji angażowali się w aktywizm miejski. Na Majdanie widać było jak ten mechanizm samoorganizacji działa. Od 2014 roku sektor obywatelski wspierał armię, która była w rozsypce. Od 2022 roku ta mobilizacja trwa nieprzerwanie — przy zachowaniu wszystkich wartości, które definiujemy jako europejskie.

Polska z kolei zaniedbała włączanie biznesu jako podmiotu społeczeństwa obywatelskiego. Nie wypracowaliśmy intelektualnej kategorii, że przedsiębiorcy lokalni to też jest społeczeństwo obywatelskie — nie tylko sponsorzy festynu. Nasze organizacje rozwijały się w dużej mierze za pieniądze publiczne, co spowodowało pewne uzależnienie.

Bendyk pochwalił rolę polskich organizacji obywatelskich w pomocy ukraińskim uchodźcom — bez nich napięcia społeczne byłyby znacznie większe. Zapowiedział też Forum Społeczeństwa Obywatelskiego towarzyszące konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku — ponad 400 organizacji z Polski, Ukrainy, Europy i Stanów Zjednoczonych.

Ukraina jako przykład jakości życia w warunkach kryzysu

Bendyk przywołał Charków — miasto 30 km od granicy z Rosją, które wybudowało 43 szkoły podziemne dla 50 tysięcy dzieci, żeby zapewnić im normalną edukację w klasach. Jednocześnie jest oceniane jako miasto o najwyższej jakości życia w ukraińskich rankingach. Uczą się od Finlandii, jak budować hale sportowe pod ziemią. To przykład na to, że jakość życia to nie tylko ilościowe parametry wzrostu gospodarczego. Ukraińcy mimo wszystkiego nie porzucili myślenia w kategorii dobrego życia.

Polska wymiera — i tego nie zasypią migranci

Bendyk postawił diagnozę demograficzną: Polska jest krajem wymierającym. Populacja już wynosi nie 38,5 miliona, a niespełna 37,5 miliona. W zeszłym roku urodziło się 240 tysięcy dzieci, zmarło 400 tysięcy. W 2000 roku osoby do 14 roku życia stanowiły 24% społeczeństwa, powyżej 65 — 11%. Dziś jest dokładnie odwrotnie. W pierwszej połowie 2025 roku zidentyfikowano 90 miast, w których urodziło się mniej niż dziesięcioro dzieci. Były takie, w których nie urodziło się żadne.

Migracja tego nie zasypie — nawet Szwajcaria z 32% udziałem migrantów w społeczeństwie nie rozwiązała swojego problemu demograficznego. To wymaga nowej umowy społecznej między rosnącą grupą starszych, którzy mają sprawczość polityczną, a młodymi, którzy muszą to wszystko finansować.

Budowa armii do 300 tysięcy żołnierzy to też koszt demograficzny i ekonomiczny: ci żołnierze są bezproduktywni gospodarczo — nie kreują wartości ekonomicznej w kraju, gdzie już brakuje rąk do pracy. Koszt bezpieczeństwa to nie tylko wydatek procentowy PKB, ale koszt alternatywny zaangażowania zasobów w coś nieproduktywnego.

Sztuczna inteligencja — pytanie o kapitał, nie technologię

Bendyk ocenił, że pytanie o AI to nie jest pytanie o technologię — to pytanie o kapitał. Technologia jest formą działania kapitału. Szefowie Anthropica i OpenAI to w jego ocenie największy mitomani w tej chwili na świecie — nakręcają nastroje, bo zbierają pieniądze. Nie wiemy jeszcze, czy obietnice AI przełożą się na realny efekt gospodarczy. Zdania są podzielone, a część analityków wskazuje, że zwrotu z inwestycji nie będzie.

Najponurszy scenariusz, który pojawia się coraz częściej: przejęcie państwa przez kapitał technologiczny i jakiś wariant technofaszyzmu — przemocowej organizacji społeczeństwa, w którym nie starcza zasobów dla wszystkich i łatwiej skoncentrować władzę niż redystrybuować. Tego scenariusza nie można wykluczyć. Już dziś ok. 10% odpowiedzi w popularnych wyszukiwarkach wspieranych przez AI jest błędnych, a systemy generatywne są powszechnie wykorzystywane do dezinformacji w kampaniach politycznych.


You may also like

Page 1 of 35

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *