Parafianowicz w podcaście Melina u Mellera o książce Kłopot z Zełenskim: Ukraina złamała nieformalną umowę z 2022 roku. Polska nie wie czego chce od Kijowa i dlatego nic nie dostaje

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki Kłopot z Zełenskim, rozmawiał z Marcinem Mellerem w podcaście Melina o złamaniu nieformalnej umowy z 2022 roku, ukraińskiej polityce wobec Polski i tym, co Polska powinna teraz zrobić.

Deal z Wisły i jego złamanie

Parafianowicz ujawnił kontekst, który rzadko jest podnoszony publicznie. W lutym 2022 roku, tuż przed wojną, prezydent Duda w Wiśle budował projekt przyjaźni z Ukrainą, który miał być lewarem do współpracy przy obronie ukraińskiej państwowości. Ta nieformalna umowa — nienapisana, dżentelmeńska — dotyczyła jednej zasadniczej kwestii: Ukraińcy nie będą budowali państwowego patronatu nad zbrodniarzami, którzy mordowali Polaków.

Nadanie imienia bohaterów UPA — wśród których jest Kłym Sawur i Roman Szuchewicz, którego Parafianowicz nazwał kieszonkowym Hitlerem — jednostce specjalnej jest złamaniem tej umowy. Co istotne, ta jednostka nie jest żadną skrajnie brunatną formacją. To zwykły oddział komandosów, odpowiednik polskiego lublińca. Nie ma czaszek Totenkopf, nie ma ceremonii w stylistyce SS jak Karpaska Siege, nie jest to Pododdział Kraken z Szuchewyczem na sztandarach. To właśnie czyni tę decyzję bardziej znamienną — Zełenski postawił pieczęć państwową na czymś absolutnie zachowawczym, nie na jakimś wybitnie brunatnym oddziale, a mimo to złamał umowę.

Momentokracja i drobnicowy interes

Parafianowicz wskazał na pojęcie ukute przez ukraińskiego politologa Ryabczuka — momentokracja. Nie tworzenie dużych strategii na pięć czy dziesięć lat, tylko szukanie doraźnego interesu politycznego. Tak robił Poroszenko w 2017, budując kryzys historyczny z Polską po to, żeby zbudować swoje prawicowe, patriotyczne skrzydło. Tak teraz robi Zełenski — wchodzi w garnitur patriotyk, uśmiechając się do prawicy, żeby potencjalnie wygrać z Załużnym. To kalkulacja absolutnie drobnicowa, niedostrzegająca strategicznych konsekwencji. Likwiduje istotne aktywo jakim jest Polska — nie doceniając go, uważając Polskę za frajerów, którzy nie mają już nic do zaoferowania.

Możliwe też, że Zełenski świadomie chce uczynić z Polski drugie Węgry — państwo, które oskarży o wszystko, wszystkie niepowodzenia Ukrainy w polityce europejskiej. Jeśli zostanie zamknięta wizja szybkiej integracji z UE, Polska może być kozłem ofiarnym.

Piąty rok wojny — Ukraina nie jest państwem z 2022

Parafianowicz podkreślił, że ten, kto śledzi sytuację choćby minimalnie, wie: to jest piąty rok wojny, a nie pierwszy. Ukraina nie jest państwem, któremu zagraża upadek. Jest państwem fantomowym w sensie finansów publicznych — wisi na pieniądzach G7, jest klientem wspólnoty międzynarodowej — ale jednocześnie ma największą armię w Europie. Ma zdolności uderzania w głębi Rosji, niszczenia triady strategicznej, infrastruktury naftowej, zagrażania lotniskom cywilnym. Niemcy i Francja postrzegają ją jako prywatną firmę wojskową, którą będzie można wynająć do szybkich akcji. Państwa bałtyckie chcą z nią dwustronnych umów bezpieczeństwa — bo w przypadku rosyjskiej inkursji batalionowa grupa taktyczna Madziara z dronami zjawiłaby się w ciągu 24 godzin, poza artykułem piątym.

To powoduje, że Zełenski ma poczucie, że reprezentuje państwo, które wchodzi w mental Izraela po wojnie Jom Kippur. Państwa asertywnego, które ma w pompie wszystkich dookoła. Stąd jego zdolność do pokazania środkowego palca nawet Trumpowi w Białym Domu.

Ukraińskie czarne PR wobec Kołodziejczaka

Parafianowicz opisał mechanizm, który opisuje w książce i który wywołał spór z byłym wiceministrem rolnictwa Robertem Kołodziejczakiem, zapowiadającym postępowanie sądowe. Kołodziejczak zasnął na negocjacjach z Ukraińcami — ci narobili mu zdjęć jak śpi i zaczęli rozpowszechniać wersję, że jest niezrównoważony. Zdjęcie istnieje, zostało wykonane z perspektywy delegacji ukraińskiej — i to wyraźnie widać. To była klasyczna operacja mocziłowo — podtapianie przeciwnika w negocjacjach, żeby osłabić jego pozycję i udowodnić, że jest człowiekiem niepoważnym.

Ukraińcy częściowo to osiągnęli — w polskiej infosferze krążyły spekulacje o jego dziwnym zachowaniu. Parafianowicz podkreślił, że Kołodziejczak był w rzeczywistości ofiarą tego czarnego PR, miał dobrze przemyślane postulaty, a Agrounia, którą Ukraińcy też próbowali naznaczać jako prorosyjską, nigdy nie miała pieniędzy rosyjskich.

Listy Mirotworca i rosyjski opozycjonista

Parafianowicz zwrócił uwagę na sprawę list Mirotworca — zawierających nazwiska, charakterystyki i adresy polskich posłów i biznesmenów, którzy protestowali podczas kryzysu zbożowego. MSW i wiceminister Duszczyk wysyłali do strony ukraińskiej prośby i naciski o likwidację tych list, bo przypominają listy proskrypcyjne. Ukraińcy się nie cofnęli. Parafianowicz dodał, że rosyjski opozycjonista zastrzelony w Białymstoku był też na liście Mirotworca — był antyputynowski, ale też antyukraiński, i z tego powodu znalazł się na tej liście.

Ukraińskie służby penetrują Polskę

Parafianowicz poruszył też kwestię rzadko podnoszoną publicznie: ukraiński wywiad głęboko penetruje Polskę. Polska dała na to przyzwolenie. Ukraińskie służby mają przestrzeń do werbowania swoich zasobów na polskim terytorium — i jest pytanie, czy ABW i kontrwywiad wojskowy tym się zajmują.

Polscy eksperci od Ukrainy finansowani z zagranicy

Parafianowicz odniósł się do środowiska polskich ekspertów od Ukrainy. Polskie państwo niedofinansowuje tego sektora — i część ekspertów szuka pieniędzy za granicą, w Niemczech albo na Ukrainie. Potem występują jako niezależni. Jeżeli wejdziesz w środowisko towarzyskie think tanków zagranicznych, które ci dają pieniądze na pracę, to czujesz się zobowiązany wobec nich. Gatujesz ciągle z kolegami, utwierdzając się we wspólnych poglądach. Stąd zgoda na nazywanie pomników nie ofiarami polskimi, tylko słowiańskimi ofiarami nazistowskiej przemocy. Stąd twierdzenie, że UPA to samo co AK. To się skądś bierze.

Ekshumacje w Łopiennikach

Parafianowicz opisał mechanizm, który stosuje strona ukraińska po ekshumacjach w Łopiennikach. Kowal działał w dobrej wierze, żeby nie naruszyć dóbr osobistych ekshumowanych — między innymi przodków Dancewicza, który ekshumował własną rodzinę. A Ukraińcy natychmiast po zamknięciu dołu wyszli i powiedzieli, że tak naprawdę zabijało NKWD, a nie UPA, że ofiar jest mniej niż Polacy mówili, bo wykopano mniej szczątków. To powoduje, że z jednej strony ktoś grał humanizmem europejskim, a druga strona potraktowała go z buta. Taka jest brutalność tej polityki.

Zełenski — bohater, ale nie dla nas

Parafianowicz powtórzył swoją kluczową tezę: Zełenski jest bohaterem narodowym Ukrainy i wejdzie do panteonu. Niezależnie od wszystkiego — nie uciekł z Kijowa 24 lutego 2022, zapobiegł upadkowi państwa. W tym wymiarze Parafianowicz nie ma żadnego problemu z przyznaniem mu tej roli. Porównanie z Churchillem — słaby polityk wewnętrzny z kompromitującą przeszłością, ale w momencie próby stanął na wysokości zadania i ocalił kraj — ocenił jako trafne. Podobnie jak z Wałęsą — też miał Wachowskiego, flirtował z UOP, gdzieś ciągnęło go ku autorytaryzmowi — a mimo to jest bohaterem, który dokonał właściwego wyboru moralnego w kluczowym momencie historii.

Natomiast ta rola bohatera Ukrainy nie przesądza niczego w relacjach polsko-ukraińskich.

Postsowiet się nie cofa

Parafianowicz wyjaśnił, dlaczego Zełenski nie przeprosi — nawet za Przewodów, gdzie zginęło dwóch Polaków i gdzie do dziś twierdzą, że to nie ich rakieta. W logice postsowieckiej nie okazuje się słabości, bo oznaka słabości jest karana najbardziej. Ta polityka jest głęboko przesiąknięta zasadami świata kryminalnego — grypsujący się nie cofa. Cofnięcie się to bycie pitucha. Dlatego właśnie Ukraińcy bardziej szanowali Orbana, który się z nimi ostro napierał, niż polskich polityków, którzy im szli na rękę.

Pięć punktów końcowych

Na prośbę Mellera o podsumowanie, Parafianowicz sformułował pięć postulatów.

Po pierwsze — wyjście z zależności od moralnych nelsponów zakładanych przez Kijów. Ukraińcy nie walczą za nas, walczą za siebie. Przy okazji realizują interesy Polski i Europy — to zbieżność interesów, nie dług wdzięczności.
Po drugie — Polska powinna dobrze wykorzystać czas, który kupują walczący Ukraińcy, a nie wykorzystuje go właściwie. Choćby nie uwzględniając elementu dronowego w transformacji sił zbrojnych.
Po trzecie — zdefiniowanie dziesięciu strategicznych celów polskiej polityki wobec Ukrainy. Nie dziesięciu kaganków oświaty, które chcemy tam zapalić, traktując Ukrainę protekcjonalnie. Tylko dziesięć konkretnych celów, które są dla Polski kluczowe.
Po czwarte — ponadpartyjna dyskusja w Magdalence, bez kamer, obsługiwana przez polskie służby specjalne, na której można znaleźć brutalne metody realizacji tych celów. Mówić jednym głosem, bez tej polskiej kłótliwości, która ośmiesza nas w oczach sojuszników i Kijowa.
Po piąte — realizacja tego, czego Polska chce od Ukrainy. Kropka.


You may also like

Page 1 of 35

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *