Były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski rozmawiał z Jerzym Baczyńskim, redaktorem naczelnym tygodnika Polityka, o kryzysie polsko-ukraińskim, orderie Orła Białego, nastrojach antyukraińskich w Polsce i wyzwaniach przed relacjami polsko-ukraińskimi.
Order Orła Białego — nie odbierać w pośpiechu
Kwaśniewski wyjaśnił kontekst orderu: w protokole dyplomatycznym stosowanym na całym świecie jest zasada, że dla podkreślenia dobrych relacji między państwami wzajemnie odznaczają się głowy tych państw najwyższymi odznaczeniami. W jego przypadku jako prezydent przez 10 lat zebrał całkiem niezłą kolekcję — w tym najwyższe odznaczenie peruwiańskie, choć nie poczuł się szczególnie zasłużony wobec Peru. Nadanie orderu Zełenskiemu miało więc charakter częściowo formalny — odznaczenie dla głowy państwa, nie tylko dla osoby.
Do tej pory w historii order Orła Białego odebrano raz — Wincentemu Witosowi po procesie brzeskim, który jest wielką plamą w polskiej historii. Po siedmiu latach przywrócono mu go. W związku z tym decyzja o odbieraniu powinna być bardzo przemyślana.
Kwaśniewski radził, by nie odbierać orderu pochopnie. Jeżeli ta groźba już padła — niech trwa. Być może będzie mitygowała stronę ukraińską do pewnych działań. Nie ma obowiązku, żeby to robić w ciągu dwóch tygodni, dwóch miesięcy czy dwóch lat.
Decyzja Zełenskiego — poważny błąd, ale reakcja polska też nieadekwatna
Kwaśniewski ocenił decyzję Zełenskiego wprost: to był grubym i potężny błąd — z konsekwencjami, które łatwo było przewidzieć. Czy wynikał ze złej woli? Nie sądzi. Bardziej z biurokratycznego bałaganu i być może nacisków środowisk radykalnych. Jeżeli Zełenski podpisywał sto wniosków naraz, mógł tego nie zauważyć.
Natomiast polskiej reakcji — szczególnie prezydenta Nawrockiego — zabrakło powściągliwości. Należało wyrazić oburzenie, powiedzieć że omówi się temat pilnie, a najlepiej po prostu zadzwonić do Zełenskiego z pretensjami. Nie włączać w to orderu Orła Białego, bo to przenosi całą sprawę w warstwę czysto symboliczną, ale niebezpieczną. Dobrze, że kapituła wyraziła inną opinię i sprawa jest na razie zamrożona — tak powinno pozostać.
Budanow w Warszawie — wpuszczono go w maliny
Kwaśniewski ujawnił, że spotkał się z Budanowem i całą delegacją w sobotę, gdy przyjechali do Warszawy. Budanow był bardzo niezadowolony — bo kazano mu rozbrajać pole minowe, którego sam nie stworzył. Ta decyzja przyszła zupełnie po innej linii, a on ma swoje poważne ambicje polityczne i ta sytuacja absolutnie mu nie służy. Kwaśniewski apelował do delegacji ukraińskiej, żeby znalazła sposób, aby z tego wyjść — ale potrzebują czasu.
Największe niebezpieczeństwo — radykałowie po obu stronach
Kwaśniewski postawił tezę, która jego zdaniem powinna być główną przestrogą: największe niebezpieczeństwo dla relacji polsko-ukraińskich polega na tym, że mogą one przejść w ręce radykałów po obu stronach. Jeżeli będziemy mieli radykałów ukraińskich kontra polscy radykałowie, relacje będą bardzo złe. Nawet jeśli prezydent Nawrocki, który sam jest genetycznym radykałem, zrobi krok do tyłu — można to przedstawić w kategoriach racji stanu i dalekowzroczności, zyskując przy tym u rozsądnej części opinii publicznej.
Historia i wiedza — problem od 30 lat
Kwaśniewski przypomniał, że prawie 30 lat temu, w 1997 roku, podpisał z Kuczmą deklarację o polsko-ukraińskim pojednaniu. Wtedy zdał sobie sprawę z fundamentalnej asymetrii: poziom wiedzy o historii jest po obu stronach całkowicie różny. Polska przez dekady PRL-u miała swoje ograniczenia, ale jednak była wiedza, artykuły, fachowcy. Po stronie ukraińskiej to była albo legenda, albo czarna dziura informacyjna. Kuczma — wykształcony inżynier, były dyrektor zakładu rakietowego — po prostu nie wiedział o tej historii nic.
Zełenski jest w podobnej sytuacji. Wychowany w Krzywym Rogu, w rodzinie rosyjskojęzycznej i żydowskiego pochodzenia, był aktorem — nie sądzi, żeby temat UPA był w jego kręgach jakoś szczególnie eksploatowany.
Miał kiedyś plan, żeby zaprosić liderów politycznych Ukrainy razem z polskimi i pokazać im film Smarzewskiego Wołyń. Ale po obejrzeniu uznał, że to zbyt szokowy sposób uczenia historii.
Historia rodzinna — teść z Wołynia
Kwaśniewski opowiedział osobistą historię: jego teść przeżył rzeź wołyńską. Borszczówka koło Równego, niedziela, ludzie w kościele — kościół spalony. Teściowi, jego bratu i siostrze udało się przeżyć, bo mama była chora i leżała w łóżku — wynieśli ją do lasu. Uratował ich patrol NKWD, który przepędził upowców ze wsi. Teść cały czas apelował: musi być to oparte na prawdzie.
Kwaśniewski zabrał teścia na uroczystości do Pawliwki przy sześćdziesięcioletniej rocznicy rzezi. Jeden z ocalałych opowiadał historię — krótkie zdania, spokojnie, ale żadnego niepominięte. Kuczma siedział obok i przy każdym zdaniu słyszał jego głębokie oddechy, jakby za chwilę miał zawał. Na końcu teść powiedział: miałeś rację. Tak trzeba było zrobić.
Historia ma jednak kolejny rozdział: teść walczył w drugiej armii polskiej, wyzwalał Budziszyn. Po wojnie wysłano go do walki z oddziałami UPA pod Przemyślem. Tam został zamordowany jego starszy przyjaciel — przez oddziały polskie, które współpracowały z resztkami UPA walczącymi z komunizmem. Tych żołnierzy dziś nazywamy wyklętymi i bardzo ich czcimy. Kwaśniewski podsumował: jeżeli o tym mówimy spokojnie i z wrażliwością, jesteśmy w stanie więcej zrozumieć. Jeżeli chcemy to przedstawiać w kategoriach czarno-białych, nic dobrego z tego nie wyniknie.
Skąd nastroje antyukraińskie
Kwaśniewski wskazał kilka źródeł.
Po pierwsze — zaniedbano mit założycielski. Ten spontaniczny ruch pomocy dla uchodźców po 24 lutego 2022 — przez polską granicę przeszło 4-5 milionów ludzi — powinien być mitem założycielskim nowych relacji polsko-ukraińskich. Nie Wołyń. Wołyń też pamiętamy i czcimy, ale tu Polska pokazała solidarność w jej czystej, skutecznej postaci. Za mało o tym powiedziano i napisano.
Po drugie — normalne wyczerpanie po czterech latach wojny. Rośnie obojętność. Ludzie przełączają kanał.
Po trzecie — irytacja konkretnymi zachowaniami. Modelka ukraińska jadąca 220 km/h Porsche po Warszawie, influencer łowiący suma w bagażnik — to są normalne reakcje na 1,5 miliona ludzi mieszkających obok. Przy takiej rzeszy coś się musi zdarzać.
Po czwarte — polityczny cynizm. Konfederacja i Braun to razem 23% wyborców — bardzo duża, głośna i ewidentnie antyukraińska grupa. Braun jest wprost prorosyjski. Konfederacja być może nie zdaje sobie sprawy, że będąc antyukrainską i wpychając Ukrainę w rosyjską strefę wpływów, jest prorosyjska i w dużej mierze antypolska — bo buduje powrót Imperium Rosyjskiego do naszych granic.
Miller — lider antyukraińskiej krucjaty
Kwaśniewski ocenił Leszka Millera bezpośrednio: jest dziś jednym z liderów antyukraińskiej krucjaty, co jest złe dla Polski i nie służy polskiemu interesowi. Mogą być różne motywy osobiste za tym stojące, ale od kogoś, kto dekady spędził w polityce, oczekiwałby myślenia w kategoriach bardziej generalnych.
1,5 miliona Ukraińców to dar
Kwaśniewski powtórzył to wyraźnie: półtora miliona Ukraińców w Polsce to jest dar i największe wsparcie dla polskiej gospodarki w sytuacji głębokiego kryzysu demograficznego i braku koncepcji na politykę migracyjną. Gdyby siły antyukraińskie wygrały i doprowadziły do eksodousu tej grupy — stan polskich usług, służby zdrowia, opieki senioralnej i budownictwa można sobie tylko współczuć.
Wyzwania, o których się nie mówi
Kwaśniewski ostrzegł, że przed Polską stoją wyzwania trudniejsze niż ekshumacje i historia — a polityka ich w ogóle nie podejmuje. Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej: co zrobić z rafami związanymi z polityką rolną i usługami? Jak rozbroić te problemy, skoro i tak pakujemy pieniądze na Ukrainę? Przede wszystkim zaś rozejm. Putin, przestraszony nowymi możliwościami ukraińskich dronów uderzających na Moskwę i Petersburg, będzie chciał doprowadzić do jakiegoś rozejmu — bo o pokoju mowy nie ma. Co to oznacza? Armia ukraińska liczy około miliona ludzi. Choćby pół miliona zostanie przeniesionych do rezerwy. Ci weterani, ogarnięci syndromem PTSD, będą szukać pracy, swoich żon i dziewczyn, które w Polsce urządziły sobie życie inaczej. I umieją walczyć. To jest problem, o którym muszą rozmawiać służby i policja — a jeszcze nie rozmawiają.