Łukasz Warzecha, publicysta, rozmawiał z Moniką Jaruzelską o kryzysie polsko-ukraińskim, historii gloryfikacji UPA i narracji ukraińskiej wobec Polski.
To nie jest incydent — to ma długą historię
Warzecha podkreślił, że skandal wokół nadania jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA jest traktowany w Polsce jak nagłe zaskoczenie — a tymczasem ta tendencja ma historię sięgającą co najmniej 2004 roku. Już w 2006 roku prezydent Juszczenko wydał dekret domagający się od Rady Najwyższej uznania UPA za organizację narodowowyzwoleńczą i przyznania żyjącym kombatantom UPA statusu weteranów. W 2017 roku Juszczenko publicznie porównał UPA do Armii Krajowej — mówił, że obie formacje walczyły z Sowietami i można je postawić na jednym poziomie. To jest utrwalona od ponad dwudziestu lat linia ukraińskiej narracji, powtarzana dziś przez rodzimych ukrainofilów słowo w słowo.
Symetryzowanie UPA z AK
Warzecha wskazał, że kluczowym elementem ukraińskiej propagandy historycznej jest próba zrównania, zsymetryzowania UPA z Armią Krajową i innymi formacjami polskiego podziemia niepodległościowego. Żołnierze wyklęci czy AK nie byli święci — różne były warunki, różni ludzie. Ale na drugiej szali mają być ludobójcy. Nie można postawić na jednym poziomie nawet kontrowersyjnego Rajsa Burego i ludobójców z UPA. A dokładnie tak próbują robić Ukraińcy, a za nimi polscy ukrainofile powtarzający ukraińską narrację.
Ukraińcy robią to, na co Polska pozwala
Warzecha przyznał, że ta tendencja była przez lata w Polsce niedostrzegana — zajmowało się tym dosłownie parę osób, między innymi nieżyjący już ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski, który z uporem dobijał się o to latami. Warzecha przyznał się, że sam też nie przyglądał się temu tak uważnie jak powinien. Po 2022 roku narzucana Polakom natrętnie proukraińskość paradoksalnie spowodowała, że coraz więcej osób zaczęło się temu przyglądać i reagować alergicznie. Zdaniem Warzechy nikt tak nie przyczynił się do wzrostu wrogich wobec Ukraińców nastrojów jak ci, którzy wychodzili i gromili Polaków, mówiąc że Ukraińcy nic nie zawinili i że AK i UPA to jedno. Ci ludzie prowokują najgorsze reakcje wobec Ukraińców mieszkających w Polsce, którzy przyjechali tu pracować, świetnie mówią po polsku i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za politykę Kijowa.
Ukraiński nacjonalizm jest niepodzielny
Odnosząc się do tezy Timothy Snydera, że w Ukrainie prawie nie ma antypolskich sentymentów, Warzecha ocenił, że historyk nie zna kontekstu. Problem z ukraińskim nacjonalizmem czy szowinizmem polega na tym, że to jest jeden niepodzielny gmach — nie da się oddzielić warstwy antyrosyjskiej od antypolskiej. Ten prąd myślowy historycznie wyrastał z wrogości wobec każdego, kto zajmował ziemie uznawane za ukraińskie — Rosjan, Polaków, może nawet pierwotnie bardziej Polaków niż Rosjan. Dziś wybijane są wątki antyrosyjskie, ale tego się oddzielić nie da.
Kiedy walki się zakończą, impuls antyrosyjski przygaśnie — a nacjonalizm, na którym Ukraina postanowiła budować tożsamość, zacznie ujawniać antypolską część. Pojawią się narracje, że gdyby Polacy bardziej pomagali, nie straciliby Donbasu, że Polacy odebrali Ukraińcom świadczenia socjalne, utrzymują embargo na zboże.
Polska wciąż ma jakieś karty
Warzecha ocenił, że większość instrumentów nacisku Polska już utraciła — minął czas najsilniejszych lewarów. Ale wciąż coś pozostało. Order Orła Białego, choć wydaje się czysto symboliczny, w rzeczywistości nim nie jest — miękka polityka płynnie przechodzi tu w twardą. Ukraińcy budując tożsamość na tym elemencie historii budują jednocześnie siłę nacisku, której używają w konkretnych sprawach. Dlatego gest odebrania orderu — bez oczekiwania na zmianę decyzji Kijowa, w reakcji na wszystko co się do tej pory wydarzyło — pokazałby Ukrainie, że Polska jest gotowa bronić swoich pozycji.
Lotnisko Jasionka i linia kolejowa wciąż są hubem, przez który przechodzi większość dostaw dla Ukrainy. Nie chodzi o to, żeby to zamykać — bo zamknięcie całkowite oznacza utratę instrumentu nacisku. Ale państwo, które umie się tym posługiwać, może różne rzeczy na takiej linii kolejowej zrobić. Warzecha przypomniał historię rurociągu Przyjaźń przed węgierskimi wyborami — Ukraińcy uszkodzili go przed wyborami, a naprawili błyskawicznie po wygranej Modzona. Tak się gra w politykę.
Zasadniczym błędem, który Polska popełniła, była bezwarunkowa deklaracja poparcia dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. Polska powinna była powiedzieć: zobaczymy, to zależy — od ekshumacji, od transportu zboża, od sektora transportowego. Tymczasem od samego początku mówiła, że to jest jej główny cel — i sama sobie wybiła z ręki ten instrument.