Warzecha w Studio Expertia o relacjach polsko-ukraińskich i pozycji Polski: Nawrocki stracił okazję. Ukraina po wojnie może stać się strategicznym problemem

Łukasz Warzecha, publicysta i komentator polityczny, rozmawiał z Robertem Kupczakiem w Studio Expertia o relacjach polsko-ukraińskich, pakcie migracyjnym, polityce amerykańskiej i polskiej scenie politycznej.

Nawrocki stracił okazję

Warzecha ocenił, że prezydent Nawrocki popełnił poważny błąd taktyczny. Najpóźniej następnego dnia po obradach kapituły Orderu Orła Białego powinna była zapaść decyzja o odebraniu orderu Zełenskiemu — bez czekania na ewentualną reakcję Ukraińców. Cios za cios, bez wahania. Tymczasem minęły już ponad dwa tygodnie od nadania jednostce imienia bohaterów UPA, reakcja w Polsce była bardzo gwałtowna, Budanow był w Warszawie — i nic się nie wydarzyło, żadnej zmiany po stronie ukraińskiej. Decyzja podjęta po dwóch tygodniach będzie miała znacznie mniejszy walor niż gdyby zapadła nazajutrz.

Jednocześnie Warzecha zastrzegł, że sprawa orderu nie jest czysto symboliczna. Miękka polityka płynnie przechodzi tu w twardą. Ukraińcy budując tożsamość na tym elemencie historii budują jednocześnie siłę nacisku używaną w bardzo konkretnych sprawach.

Wizyta w Gdańsku może skończyć się skandalem

Warzecha — powołując się też na rozmowę ze Zbigniewem Parafianowiczem — ocenił, że wizyta Zełenskiego na konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku może skończyć się skandalem. Zełenski przyjedzie w zupełnie innej sytuacji politycznej i przy zupełnie innym nastawieniu Polaków niż podczas poprzednich wizyt. Na pewno dziennikarze będą pytać o relacje polsko-ukraińskie i historię. A Ukraińcy, jak wskazuje Parafianowicz, nie cofną się — bo w ich optyce cofanie się jest synonimem słabości i frajerstwa. Można sobie wyobrazić sytuację, w której Zełenski powie publicznie, że nie rozumie o co Polakom chodzi — i wtedy prezydent Nawrocki wyglądałby dramatycznie.

Historia gloryfikacji UPA — długa i świadoma

Warzecha przypomniał, że ta tendencja sięga co najmniej 2004 roku i Pomarańczowej Rewolucji. Już w 2006 roku prezydent Juszczenko wydał dekret domagający się uznania UPA za organizację walczącą o niepodległość Ukrainy i przyznania żyjącym kombatantom statusu weteranów. W 2017 roku Juszczenko publicznie porównał UPA do Armii Krajowej. To jest ta sama narracja, którą dziś powtarzają polscy ukrainofile — wiceminister Szeptycki, publicysta Wójcicki. Próba zrównania ludobójców z UPA z polskimi żołnierzami podziemia niepodległościowego. Żołnierze AK czy wyklęci święci nie byli — ale w żadnym wypadku nie można im przypisywać czynów ludobójczych, podczas gdy UPA absolutnie tak.

Ukraina jako strategiczny problem po wojnie

Warzecha ocenił, że Ukraina może stać się dla Polski poważnym strategicznym problemem — nie kinetycznym zagrożeniem militarnym, ale problemem politycznym. Po zamrożeniu konfliktu z Rosją pojawi się na Ukrainie szukanie winnych utraty terytorium. Polska będzie wskazywana jako jeden z winowajców — że nie dość pomogła, że stawiała nieracjonalne wymagania historyczne. Podbudową dla takich narracji będzie ukraiński nacjonalizm i szowinizm banderowsko-upowski, który ukraińska elita polityczna świadomie wybrała jako fundament tożsamości — nie po lutym 2022, lecz znacznie wcześniej.

Warzecha podtrzymał swoją tezę, że nie da się oddzielić wątków antyrosyjskich od antypolskich w tej ideologii. Dziś wątki antypolskie są bardziej wygaszone, ale po zamrożeniu konfliktu z Rosją, gdy impuls antyrosyjski przygaśnie, jest realne niebezpieczeństwo, że zaczną się mocniej wybijać.

Miał nadzieję, że po lutym 2022 roku Ukraińcy wezmą swoich nowych bohaterów wojennych jako fundament tożsamości, zastępując tych niegodnych z czasów OUN-UPA. Tak się nie stało — wręcz przeciwnie, sięgnięto po te wątki mocniej.

Rewizja stanowiska ws. UE — karta przetargowa

Warzecha wskazał na zasadniczy błąd polskiej polityki: bezwarunkowe poparcie dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej przyjęte jako dogmat bez jakiejkolwiek dyskusji. Polska powinna zmienić to stanowisko i zacząć tą sprawą grać — sygnalizując, że nie jest jasne jaką decyzję podejmie w przyszłości. To jest ogromna karta przetargowa, którą Polska sama sobie wybiła z ręki. Pozostałe instrumenty nacisku — embargo na zboże, drobiazgowe kontrole ukraińskich transportowców przez GITD, infrastruktura kolejowa w Dorochusku, lotnisko Jasionka — wciąż istnieją, ale państwo które potrafi się nimi posługiwać robi to dyskretnie, a nie ogłasza konfrontację. Ukraina sama pokazała jak się gra tym narzędziami przy rurociągu Przyjaźń przed wyborami na Węgrzech.

Ukraina w UE — ryzyko polityczne i gospodarcze

Warzecha omówił konsekwencje potencjalnego wejścia Ukrainy do UE. Politycznie: Ukraina jest sojusznikiem Niemiec, porównywalny liczbą ludności kraj wchodzący do UE natychmiast zmienia strukturę głosowania w Radzie i daje Niemcom wiernego sojusznika w forsowaniu rozwiązań często niekorzystnych dla Polski. Gospodarczo: ogromna konkurencja dla polskich rolników i firm, choć przynajmniej na równych unijnych zasadach. Przy wejściu do Schengen — swobodne przemieszczanie się weteranów z PTSD, obeznanych z bronią, szukających pracy lub odreagowania.
Paradoksalnie, w tej chwili brak członkostwa w UE Ukrainie służy — funkcjonuje na zasadzie tymczasowych umów o dostępie do wspólnego rynku nie musząc spełniać warunków, które spełnia Polska.

Pakt migracyjny — nie kłamstwo, ale niepełna prawda

Warzecha wyjaśnił mechanizm paktu migracyjnego. Polska jest krajem w tak zwanej sytuacji migracyjnej — pośrednim statusie, który zwalnia ją z mechanizmu solidarnościowego. Ten status przyznaje się na wniosek kraju, na rok, po weryfikacji przez Komisję i decyzji Rady UE. Rząd mówiąc, że jesteśmy zwolnieni, nie kłamie — ale nie dopowiada, że to zwolnienie jest tylko na rok i że za rok trzeba będzie od nowa składać wniosek bez żadnej gwarancji pozytywnej decyzji. To niepełna prawda.

Polska uzależniona od Stanów Zjednoczonych

Warzecha ocenił, że Polska zbyt mocno uzależniła swoje bezpieczeństwo od Stanów Zjednoczonych. Z tezy, że Ameryka jest jedynym twardym gwarantem bezpieczeństwa, wyciągnięto zbyt daleko idące wnioski — że trzeba Stanom Zjednoczonym we wszystkim ulegać i zawsze kupować u nich sprzęt niezależnie od ceny. Polska, która zawsze zrobi dla Ameryki wszystko, staje się sojusznikiem, z którym Waszyngton tak naprawdę niespecjalnie się liczy. Warzecha wskazał na Turcję jako przykład kraju w NATO, który gra na różnych fortepianach i dzięki temu ma dużo mocniejszą pozycję. Polska ma podobne możliwości — i nie do końca je wykorzystuje.

Zabójstwo rosyjskiego karykaturzysty w Białej Podlaskiej ocenił jako realne ostrzeżenie: obce służby wjeżdżają do Polski, dokonują egzekucji obcego obywatela i znikają. To pokazuje rozdziew między propagandową pałką Putina a faktycznymi działaniami.

Polska prawica przed wyborami

Warzecha nie widzi oznak możliwego renesansu PiS. W pierwszych rzędach każdego kongresu nadal siedzą te same twarze — Kaczyński, Sasin, Terlecki, Lichocka — bez żadnej głębokiej przebudowy struktur i narracji. PiS mówi dziś o Ukrainie odwrotnie niż dwa lata temu, bez żadnego wyjaśnienia tej zmiany. Wyborcy to widzą i nie wracają.

Konfederacja Wolność i Niepodległość stała się partią stabilną, w gruncie rzeczy centroprawicową, a po wyjściu Brauna pozbyła się odium skrajności. Konfederacja Korony Polskiej punktuje na nastroju antyukraińskim, ale jej rzeczywisty wynik wyborczy jest niepewny — może być zarówno wyższy jak i niższy od sondaży.

Sytuacja przed wyborami 2027 roku jest jedną z najbardziej niejasnych w najnowszej historii politycznej Polski. Główne tematy kampanii według Warzechy: Ukraina i gospodarka — w tym koszty polityki klimatycznej UE.


You may also like

Page 1 of 35

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *