„Enough is enough”. Trzeba wymusić na Kijowie rozliczenie z historią — Arleta Bojke w Kanale Zero

Arleta Bojke uważa, że uchwała Lwowskiej Rady Obwodowej ogłaszająca 2027 rok rokiem UPA i Romana Szuchewycza była świadomą prowokacją wobec Polski. Jej zdaniem kwestia Wołynia powinna od teraz wpływać nie tylko na relacje polsko-ukraińskie, ale też na rozmowy Ukrainy z Unią Europejską. W monologu na Kanale Zero zebrała reakcje polskich polityków, w tym premiera Donalda Tuska. Nie wierzy, że Lwów podjął decyzję bez wiedzy Kijowa. Zaproponowała też, by Polska zbudowała w Europie koalicję wokół kolaboracji UPA z III Rzeszą. „Ja już naprawdę nie wiem, jak Ukraińcom wytłumaczyć, że ten Wołyń to nie jest kwestia tego, że chcemy utrudniać im życie, tylko dla nas to jest kwestia historycznej sprawiedliwości” – mówiła.

„Dlaczego to robicie? Po co?”

Bojke zaczęła od pytań skierowanych do Ukraińców: „Dlaczego to robicie? Po co? Co chcecie osiągnąć? Czy naprawdę chcecie tak bardzo popsuć nasze wzajemne relacje?”. Jej zdaniem po uchwale lwowskich radnych trudno będzie znaleźć w Polsce kogoś, nawet najbardziej przychylnego Ukrainie, kto będzie przeciwny łączeniu negocjacji akcesyjnych z rozliczeniem się Ukrainy ze zbrodniczej przeszłości. „Coraz więcej ludzi będzie za tym, żeby te negocjacje Ukrainy blokować” – mówiła.

Przewiduje też, że coraz więcej osób będzie chciało zakazu wjazdu do Polski dla ukraińskich polityków gloryfikujących UPA i OUN. Według niej będą też głosy, by nakręcić „jeszcze ze trzy takie filmy jak »Wołyń« Smarzowskiego” i zadbać o ich jak najszerszą dystrybucję na świecie. Takie osoby będą też chciały, by we wszystkich polskich ambasadach organizowano wystawy o Wołyniu.

Tusk: „samobójcza taktyka”

Bojke przytoczyła wystąpienie premiera Donalda Tuska. „Zwracam się do wszystkich naszych partnerów, tych, którzy rozumieją, jak ważne są takie dobre relacje i sojusznicza współpraca między Polską i Ukrainą, tam w Kijowie. To jest wasza odpowiedzialność, aby tego typu rzeczy nie miały miejsca. Tego typu demonstracje szkodzą wyłącznie Ukrainie i bardzo pomagają tym wszystkim, którzy źle życzą Ukrainie” – mówił premier. „Jeśli przeciwnicy na przykład wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej będą szukali pretekstu, to dokładnie w tej chwili taki pretekst został przez radnych obwodu lwowskiego skonstruowany. Powiedzieć, że kompletnie nie rozumiem takiej samobójczej taktyki, to nic nie powiedzieć” – dodał.

Lawina reakcji: od Kosiniaka-Kamysza po Żukowską

Bojke odczytała kilka wpisów polityków i zaznaczyła, że podobnych są dziesiątki. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz napisał: „Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej, by 2027 rok był rokiem UPA i Szuchewycza, jest nieakceptowalna. Taka decyzja nie buduje wzajemnego zaufania między narodami, lecz wzmacnia podziały. Konieczne jest odcięcie się władz Ukrainy od tego stanowiska”.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki zwrócił uwagę na zbieg dat: „Dziś Instytut Pamięci Narodowej przedstawił wyniki prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów w czasie II wojny światowej. Tego samego dnia Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem UPA i Romana Szuchewycza. To kolejny przykład działań, które godzą w pamięć Polaków i szkodzą stosunkom dwustronnym”.

Mateusz Morawiecki napisał: „Każdy polityk, który przyłożył do tego rękę, powinien otrzymać zakaz wjazdu na nasze terytorium. Nie chcemy tu czcicieli morderców polskich dzieci, kobiet i mężczyzn”. Przemysław Czarnek z PiS dodał: „Jak długo jeszcze będzie lekceważona pamięć pomordowanych? Polska nie może udawać, że nic się nie stało”.

Najostrzej zareagowała przewodnicząca klubu Lewicy Anna Maria Żukowska. „To jest akt wrogi wobec nas, prowokacyjny, do tego perwersyjnie przemyślany, bo był czas na refleksję po nadaniu nazwy jednemu z pułków. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Co Ukraina chce przez to osiągnąć przed trudną zimą, która nadciąga w sytuacji, kiedy Trump już jawnie mizia się z Putinem? Za dużo macie sojuszników? Jak to nie jest jakiś samobójczy gen, to ja nie wiem, co to jest. I cholera mnie bierze, bo ja, jak miliony Polek i Polaków, którzy otworzyli swoje mieszkania, biura, zakłady pracy, mieliśmy serce na dłoni dla Ukraińców” – napisała. Bojke przyznała, że podpisuje się pod tym „nogami, rękami”. „Mnie też cholera bierze i też miałam serce na dłoni do Ukraińców. I takich osób jak ja, jak Anna Maria Żukowska, jest coraz więcej, bo Ukraina sama się o to prosi” – mówiła.

„Ukraińcy doskonale wiedzieli, że tak będzie”

Według Bojke najgorsze jest to, że Ukraińcy wiedzieli, jaka będzie reakcja w Polsce. Przypomniała niedawną awanturę po tym, jak Wołodymyr Zełenski nadał jednemu z pułków imię bohaterów UPA, a prezydent Karol Nawrocki odebrał mu Order Orła Białego. „To było przed chwilą. Ukraińcy też ją pamiętają i wiedzieli doskonale, że teraz będzie kolejna awantura. A zdecydowali się znowu iść na czołowe zderzenie z Polską” – mówiła. Po tamtej aferze Kijów na chwilę wyhamował i „tak w pół drogi” wyciągnął rękę w sprawie ekshumacji. „A teraz znowu nie” – dodała.

Bojke nie wierzy w samowolę lwowskiej rady, którą porównała do polskiego sejmiku wojewódzkiego. Nie przekonuje jej wersja, że Kijów o niczym nie wiedział, bo Zełenski był zajęty rozmowami z Amerykanami w Oslo. „No nie wierzę w coś takiego” – mówiła. Podała dwa powody. Lokalni politycy z obwodu graniczącego z Polską jeżdżą tam i z powrotem i doskonale znają polskie nastawienie. Poza tym Ukraina jest dziś państwem scentralizowanym, a strategiczne decyzje zapadają „na Bankowej, czyli w administracji prezydenta Ukrainy”. Dlatego według niej tak drażliwej uchwały nie przyjęto by bez konsultacji z Kijowem.

Bosacki: „Trzymamy ich za słowo”

Bojke przytoczyła wypowiedź wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego. „Powiem coś, co jest ważne. Najbliżsi współpracownicy prezydenta Ukrainy zapewniają nas od wczoraj, że ta decyzja nie wejdzie w życie, czyli obchody tego roku nie nastąpią. Trzymamy ich za słowo” – mówił. „Wydaje się, że oni wiedzą o tym, że to jest niezwykle szkodliwa i prowokacyjna decyzja. Dobrym symptomem jest to, że wczoraj późnym wieczorem ze strony internetowej Lwowskiej Rady Obwodowej zniknęło obwieszczenie o tej uchwale. Miejmy nadzieję, że za tym pójdą kolejne kroki i ta uchwała nie wejdzie w życie, bo to jest po prostu policzek wymierzony w dobre stosunki ukraińsko-polskie” – dodał.

Trzy uchwały i radny „rekonstruktor”

Bojke zauważyła, że wydarzenia ze Lwowa „ewidentnie powodują, że coraz więcej Polaków kibicuje temu, żeby Donald Trump jeszcze bardziej czołgał Wołodymyra Zełenskiego, chociaż do tej pory stawali w jego obronie”. Przypomniała szczegóły. Rada chciała uczcić 85. rocznicę powstania UPA i 120. rocznicę urodzin Romana Szuchewycza. Przyjęła trzy uchwały: o UPA, o Szuchewyczu i o Ołehu Olżyczu, również działaczu OUN.

Na nagraniu z sesji autor pomysłu, radny Światosław Szeremeta, przekonywał kolegów. Mówił, że przyjęcie uchwał pozwoli w przyszłym roku przygotować szeroko zakrojone obchody. Przypomniał, że rada ogłosiła już 2022 rok rokiem UPA, ale wybuch pełnoskalowej wojny sprawił, że wielu wydarzeń nie udało się zorganizować. „Jest wielka nadzieja, że teraz nam się to uda. To jest nasza historia, to są nasi bohaterowie” – mówił. Radosław Sikorski polecił wpisać Szeremetę na listę osób niepożądanych w Polsce i nazwał go „rekonstruktorem Galizien Waffen SS”.

Szuchewycz gorszy niż Bandera

Bojke uważa, że z polskiej perspektywy najgorszy w tej sprawie jest Szuchewycz. „Roman Szuchewycz to jest z naszego punktu widzenia postać gorsza niż Stepan Bandera” – mówiła. Bandera był ideologiem nacjonalistów i ponosi moralną odpowiedzialność za śmierć dziesiątek tysięcy Polaków na Wołyniu, ale w czasie rzezi był więziony w Niemczech i nie wydawał rozkazów. „Ale Roman Szuchewycz takie rozkazy wydawał. Roman Szuchewycz kolaborował z nazistami” – podkreśliła. Pokazała zdjęcie Szuchewycza w mundurze batalionu Schutzmannschaft 201, który nazwała formacją pomocniczą SS.

„To Roman Szuchewycz wprost wydał rozkaz, w którym kazał w pień wycinać, czysto polskie wsie palić, wsie mieszane, tylko polską ludność niszczyć. Roman Szuchewycz za śmierć Polaków na Wołyniu odpowiada wprost” – mówiła.

Koniec wymówki niewiedzy

Bojke przypomniała, że dziesiątki razy słyszała od Ukraińców, że wiedza o Wołyniu nie jest u nich powszechna. Słyszała to nawet od mera Lwowa Andrija Sadowego. Tłumaczenie brzmiało tak: Ukraińcy czczą Banderę i nadają ulicom nazwy batalionów UPA, bo ta formacja walczyła z sowiecką Rosją i z NKWD, a oni dziś tę walkę kontynuują. „U nas zbrodniarze, u nich bohaterowie” – podsumowała. Przyznała, że sama wielokrotnie tłumaczyła to na Kanale Zero.

Teraz jednak, jej zdaniem, polski przekaz dotarł już do całej Ukrainy, a nie tylko na zachód kraju, gdzie wiedza o Wołyniu była. Zrobiło się o tym tak głośno, że każdy mógł się dowiedzieć, a ukraińscy politycy mogli „pójść po rozum do głowy” i zdystansować się od tej części historii. Mają przecież wielu innych bohaterów, których mogą wynosić na sztandary.

Budanow i „ultimatum”

„Wychodzi na to, że najbardziej szczery był chyba Kyryło Budanow” – mówiła Bojke o generale, byłym szefie wywiadu wojskowego, a dziś szefie administracji prezydenta Ukrainy. Po aferze z orderem i pułkiem Budanow powiedział: „Ostatni, kto próbował postawić nam ultimatum, to Federacja Rosyjska. Bez obrazy dla Polski, ale ona jest trochę potężniejsza niż Polska”.

Zdaniem Bojke Budanow powiedział to, co myśli wielu Ukraińców, także tych mieszkających w Polsce: nie podporządkują się Polsce i nie ulegną szantażom. „Tylko nie zwrócił jakby uwagi, że Rosja jest ich wrogiem, że Rosja co noc zabija ukraińskie dzieci, zabija ukraińskich cywilów, a Polska jest przyjacielem. I Polska pomogła Ukrainie wytrwać w najtrudniejszym momencie. To jest taka delikatna różnica, której Kyryło Budanow jakby nie zauważył, bezczelnie nie zauważył” – mówiła. Widzi u Ukraińców emocję polegającą na tym, że skoro Polska chce wymusić rozliczenie, oni zrobią wszystko, by nic na sobie wymusić nie dać. „No to mamy próbę sił” – oceniła.

Wołyń w Brukseli

Bojke uważa, że w starciu z samą Polską Ukraińcy „czują się mocni”, dlatego sprawa powinna wpływać na relacje Kijowa z Unią Europejską i całym Zachodem. „Ukraińcy nie wierzą w to, że dla Europy ważna będzie jakaś kwestia Wołynia sprzed ponad 80 lat” – mówiła. Przypomniała, że „trochę się zdziwili” w lipcu. Parlament Europejski wyraził wtedy w rezolucji ubolewanie nad „niepotrzebną i niesprowokowaną eskalacją” wywołaną przez Zełenskiego, czyli nadaniem elitarnej jednostce sił zbrojnych imienia bohaterów UPA.

Przyznała, że to było „tylko ubolewanie”. Polscy europosłowie chcieli ostrzejszych zapisów, w tym zakazu gloryfikowania Bandery i wyraźniejszego sprzeciwu wobec banderyzmu, ale to się nie udało. Udało się jednak zmobilizować wystarczająco wielu europejskich polityków, by taki zapis w ogóle się pojawił. „I teraz powinniśmy pójść za ciosem” – mówiła.

Kolaboracja z nazistami jako argument dla Europy

Skoro Wołyń sam nie przemawia do Europejczyków, Bojke proponuje mocno akcentować, że formacje mordujące Polaków współpracowały z nazistowskimi Niemcami. „To jest coś, co bardziej przemawia do europejskiej wyobraźni. Może wokół tego trzeba w takim razie budować tę europejską koalicję” – mówiła. Podtrzymała też pomysł kolejnych produkcji w rodzaju „Wołynia” Wojciecha Smarzowskiego i tłumaczenia książek o Wołyniu na różne języki. „To jest takie soft power, które pozwala dotrzeć do świata z naszą wersją historii. I Ukraińcom oczywiście nie będzie się to podobało, no ale trudno” – dodała.

„Jeżeli oni chcą rozmawiać z nami w taki sposób i szukają rozwiązań w pewien sposób siłowych, no to my nie mamy wyjścia. Powinniśmy używać dostępnych sił i środków, żeby jednak do Ukraińców dotarło, że nie pozwolimy na takie prowokacje pod polskim adresem” – mówiła. Polska nie powinna według niej pozwolić na coraz większą gloryfikację tych, których uważa za zbrodniarzy, ani na to, by Ukraina nie rozliczyła się z historią.

Pomoc tak, ulgi dla władz nie

Bojke zastrzegła, że nadal uważa, iż Polska musi pomagać Ukrainie w wojnie z Rosją. „Cały czas podziwiam waleczność Ukraińców na tym froncie i w tej walce z tym wielkim potworem, dużo większym od Ukrainy, jakim jest Rosja” – mówiła. Podkreśliła, że za decyzje władz nie należy karać Ukraińców mieszkających w Polsce. Od wielu z nich słyszała, że to, co robi Zełenski, jest błędem.

„Ale na ukraińskich władzach to już w tej chwili powinniśmy na wszelkie możliwe sposoby wymuszać to, czego oni nie chcą. Powinniśmy na nich wymuszać to, żeby z tą historią się w końcu jednak rozliczyli. No bo przychodzi mi do głowy angielska fraza enough is enough. No ale trzeba w końcu powiedzieć dosyć” – zakończyła.


Materiał „UKRAINA ZNOWU CZCI »BOHATERÓW UPA«. BANDERA I SZUCHEWYCZ WAŻNIEJSI NIŻ UE?” dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym 2,38 mln subskrybentów. Opublikowany 21 października 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *