Gen. Komornicki: „Ukraina traktuje nas jak dawcę, a Polska nie ma strategii bezpieczeństwa”

Gen. Leon Komornicki w rozmowie w programie Super Ring ocenił, że Polska od lat nie posiada strategii bezpieczeństwa narodowego ani jasno zdefiniowanej strategii wobec Ukrainy, przez co jest przez Kijów traktowana jako „państwo dawca” i „usługowe”, a nie jako równorzędny partner strategiczny w regionie.

Banderyzacja jako polityka bieżąca, nie historyczna

Komornicki zdecydowanie odrzucił określanie gloryfikacji Bandery i UPA przez władze ukraińskie mianem „polityki historycznej” — jego zdaniem to polityka teraźniejszości i przyszłości Ukrainy, budowana na fundamencie ideologicznym analogicznie do tego, jak Rosja budowała swoją politykę imperialną kolejno na prawosławiu, komunizmie i dziś putinizmie. Ocenił, że eksplozja napięć wokół tej ideologii była w pewnym momencie nieunikniona i że Polska nie może wobec tego procesu pozostawać obojętna.

Ukraina jako „państwo moderator” kosztem Polski

Prowadzący przywołał ciąg wydarzeń: premier Julia Swyrydenko przyjechała na konferencję odbudowy Ukrainy do Gdańska — tę samą, na którą nie przyjechał Zełenski, urażony prośbą prezydenta Nawrockiego o zwrot Orderu Orła Białego — a kilkanaście dni później Swyrydenko została odwołana, z nieoficjalnymi doniesieniami o kandydaturze oligarchy związanego z koncernem naftowym na jej miejsce. Komornicki ocenił to jako część szerszej strategii, w ramach której Ukraina dąży do roli „państwa moderatora” w europejskiej przestrzeni bezpieczeństwa — roli, która, jego zdaniem, historycznie i geopolitycznie powinna przypadać Polsce.

Prowadzący zauważył, że dziś to Ukraina jest realnym „rozgrywającym” regionu — otrzymała licencję na rozbudowę rakiet PAC-3 do systemów Patriot, produkuje i sprzedaje bezzałogowce na Bliski Wschód, atakuje rosyjskie rafinerie na Syberii. Komornicki przyznał, że militarnie to prawda, ale podkreślił, że Ukraina wykorzystuje przy tym fakt, iż Europa jest w tej sprawie w istocie podzielona — nie udało się np. odblokować 200 miliardów euro/dolarów aktywów rosyjskich we Wrocławiu (Brukseli), a pomoc finansowana jest głównie z pożyczek. Ocenił, że ukraińscy politycy świadomie spychają Polskę na peryferie własnej koncepcji politycznej, traktując ją jako część „Europy Wschodniej” podporządkowanej centrum decyzyjnemu, podczas gdy Polska powinna sama decydować o architekturze bezpieczeństwa regionu.

Krytyka braku polskiej strategii

Komornicki stanowczo podkreślił, że od 2020 roku Polska nie ma strategii bezpieczeństwa narodowego ani jasno zdefiniowanej strategii wobec Ukrainy. Ocenił, że Polska nie może być „bezwzględnie na usługach” Ukrainy, bo właśnie w ten sposób jest przez nią postrzegana — jako państwo-dawca, państwo usługowe, pomijane w kluczowych ustaleniach. Zastrzegł, że nie kwestionuje, iż Zełenski działa w interesie narodowym Ukrainy, ale ostrzegł, że Polska nie może dopuścić do utraty własnej pozycji w regionie, bo grozi to marginalizacją. Sformułował to wprost: „interes narodowy ma wygrywać. My mamy kosztem — i nie ma się czego wstydzić ani bać — kosztem Ukrainy wygrywać swój interes narodowy, umacniać swoją pozycję, rozdawać w tej przestrzeni karty.”

„Wojna polsko-polska” i zarzuty wobec Zełenskiego

Prowadzący zwrócił uwagę na to, że zamiast budować spójną strategię bezpieczeństwa, polska scena polityczna pogrążona jest w wzajemnych oskarżeniach — rząd przekonuje, że to PiS bardziej pomagał Ukrainie, PiS z kolei wzywa do zablokowania akcesji Ukrainy do UE. Komornicki ocenił, że to efekt polskiej „konstytucji konfliktowej”, która nigdy nie wygeneruje trwałego porozumienia narodowego, a napięcia te systematycznie przenoszą się z polityki wewnętrznej — pierwotnej wobec zagranicznej — na relacje z Ukrainą. Ocenił, że decyzja Zełenskiego o nadaniu elitarnej brygadzie imienia dowódców UPA nie była incydentem, lecz świadomym elementem strategii wobec Polski, mającym pokazać ją jako państwo niepoważne, skłócone wewnętrznie, a przez to łatwiejsze do zdyskredytowania w oczach zachodnich sojuszników i tym samym osłabione.

Podejrzenia o postsowiecką mentalność ukraińskich elit

Komornicki wyraził daleko idącą nieufność wobec ukraińskich elit rządzących, argumentując, że cały aparat państwa — władza, sądownictwo, prokuratura, media — pozostaje strukturalnie postsowiecki, nieprzeszedłszy realnej transformacji. Postawił pytanie, skąd bierze się bezwarunkowe zaufanie do Ukrainy, skoro brakuje pewności co do skali wpływów rosyjskiej agentury w tamtejszych strukturach, oraz przywołał wspólnotę kulturową, religijną i językową (cyrylicę) łączącą oba narody, sugerując że konflikt rosyjsko-ukraiński ma poniekąd charakter „wojny w rodzinie”. Prowadzący podsumował tę tezę pytaniem, czy Komornicki sugeruje, że to, co obserwujemy, jest w istocie wojną domową finansowaną przez Europę, w wyniku której nie wiadomo, jaki podmiot ostatecznie zostanie „wyhodowany” — Komornicki nie zaprzeczył tej interpretacji, zastrzegając jedynie, że nie ma wątpliwości, iż Ukraina osłabia Rosję, co leży w polskim interesie, ale trzeba też widzieć konsekwencje tego procesu.

Lista „nieprzyjaznych gestów” Ukrainy

Komornicki wymienił serię, jego zdaniem, nieprzyjaznych gestów Ukrainy wobec Polski: oskarżenia Zełenskiego wobec Polski o „współpracę z Rosją” w kontekście sporu zbożowego, gdy polscy rolnicy domagali się ochrony przed niekontrolowanym napływem ukraińskiego zboża; pomijanie Polski przy budowaniu przez Ukrainę bezpośrednich relacji z Genewą, Londynem i Waszyngtonem; sytuację, w której polski premier miał jechać w oddzielnym wagonie pociągu podczas wizyty przywódców europejskich w Kijowie, zamiast razem z pozostałymi; a także wypowiedzi szefa administracji Zełenskiego oraz Kyryła Budanowa, który — jak stwierdził Komornicki — miał straszyć Polskę działaniami odwetowymi. Ocenił, że sprzęt przekazywany Ukrainie przez Polskę odbywa się w praktyce na prośbę Niemiec i Stanów Zjednoczonych, a nie samej Ukrainy, co dodatkowo umacnia rolę Polski jako biernego wykonawcy cudzych decyzji.

Krytyka narracji „to nasza wojna”

Prowadzący zauważył, że w polskiej przestrzeni medialnej od czterech i pół roku niezmiennie powtarzana jest narracja, że wojna na Ukrainie to „nasza wojna”, że Ukraińcy „przelewają krew za nas”, i że upadek Ukrainy oznaczałby Rosję „u naszych drzwi”. Komornicki ocenił, że taka narracja jest wygodna dla polskich polityków właśnie dlatego, że zwalnia ich z wysiłku budowania własnej, wymagającej strategii. Podkreślił, że politykom i generałom powinna przyświecać „etyka odpowiedzialności” (w transkrypcie: „etyka wolności”), w ramach której interes narodowy ma wygrywać, nawet kosztem Ukrainy — i że Polska powinna umacniać swoją pozycję, a nie pozostawać jedynie „dawcą”. Jako przykład państw skutecznie odgrywających rolę regionalnego „moderatora” mimo braku statusu mocarstwa wskazał Koreę Południową, Izrael na Bliskim Wschodzie i Turcję w Europie. Ocenił krytycznie polską koncepcję budowania nowej architektury bezpieczeństwa w oparciu o Finlandię, Szwecję i kraje nadbałtyckie z ewentualnym udziałem Ukrainy w przyszłości, nazywając to „polityką bankructwa” i brakiem jakiegokolwiek artykułowania polskich oczekiwań wobec Kijowa.

Rola polskiej dyplomacji i ambasadora w Kijowie

Komornicki ocenił, że polscy dyplomaci, w tym pełniący obowiązki ambasadora w Kijowie, zamiast reprezentować twardo polski interes narodowy, przyjmują rolę „tłumaczy” i osób usprawiedliwiających działania Kijowa — nawiązując do wcześniejszej, kontrowersyjnej wypowiedzi ambasadora o wzajemnym „wybaczaniu i proszeniu o wybaczenie” na wzór relacji polsko-niemieckich. Ocenił, że to nie jest rola polskiego dyplomaty — jego zadaniem powinno być definiowanie strategii służącej zwycięstwu polskich interesów narodowych w tej przestrzeni.

Nastroje społeczne w Europie i szerszy kontekst geopolityczny

Zapytany o nastroje społeczne w Europie wobec wojny, Komornicki ocenił, że nie są one spójne z decyzjami politycznymi elit — europejskie społeczeństwa nie są gotowe rezygnować z własnego komfortu materialnego na rzecz dalszego wspierania wojny, co będzie wpływać na wyniki wyborów i wzmacniać nastroje nacjonalistyczne w Europie, potencjalnie niekorzystne dla przyszłych relacji Polski z zachodnimi partnerami.

Prowadzący rozszerzył rozmowę o szerszy kontekst geopolityczny — rosnące znaczenie sojuszu BRICS, nową fazę konfliktu USA–Iran mimo wcześniejszego memorandum przewidującego korzyści odbudowy dla Iranu, a także śmierć senatora Lindseya Grahama, wspierającego Ukrainę i Izrael, tuż po tym, jak irański Korpus Strażników Rewolucji zapowiadał „śmierć dla Trumpa i jego akolitów” — sugerując, że na świecie „dzieje się coś złego”.

Komornicki odpowiedział, że globalna sytuacja geopolityczna jest bezpośrednio powiązana z bezpieczeństwem Polski i jej strategicznego sojusznika, Stanów Zjednoczonych. Ocenił, że wyłania się nowy układ sił oparty na dwóch supermocarstwach — USA i Chinach — przy czym, wbrew powszechnemu przekonaniu, Chiny są aktywnym beneficjentem obecnych konfliktów, wzmacniając swoją pozycję mimo amerykańskich prób ograniczenia ich dostępu do surowców energetycznych (częściowo skutecznych wobec Wenezueli i Iranu). Podkreślił, że Chiny dysponują znaczącymi zapasami strategicznymi pozwalającymi im spokojnie patrzeć na rozwój sytuacji w perspektywie co najmniej roku, a przede wszystkim kontrolują dostawy metali ziem rzadkich, od których Stany Zjednoczone są uzależnione w niemal 80 procentach — bez tych komponentów niemożliwa jest produkcja samolotów F-35 czy rakiet PAC-3. Jako przykład skali problemu podał, że produkcja jednego F-35 wymaga około 408 kilogramów takich komponentów sprowadzanych z Chin, a Polska zamówiła 64 takie samoloty.


Materiał „GEN. KOMORNICKI: UKRAINA TRAKTUJE NAS JAK DAWCĘ” opublikował kanał Super Ring na YouTube, liczący 285 tys. subskrybentów. 13 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *