Huta Pieniacka: odnaleziono masowy grób ofiar pacyfikacji z 1944 roku

 

W dniach 8–18 czerwca 2026 roku Instytut Pamięci Narodowej prowadził prace poszukiwawcze na terenie dawnej wsi Huta Pieniacka w byłym województwie tarnopolskim, w obwodzie lwowskim na Ukrainie. Szczątki ludzkie zlokalizowano w 25 miejscach na obszarze ponad 200 metrów kwadratowych, co potwierdziło masowy charakter mogiły — materialny dowód zbrodni popełnionej na polskiej ludności tej wsi w 1944 roku.

Pacyfikacja Huty Pieniackiej i spór o SS Galizien

Materiał na wstępie nawiązuje do 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” — ukraińskiej formacji Waffen-SS, z której rekrutował się 4. Pułk Policyjny SS odpowiedzialny za pacyfikację wsi. Dr Dominika Siemiańska, naczelnik Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, wyjaśniła istotę sporu polsko-ukraińskiego: strona ukraińska utrzymuje, że sprawcami mordu były wyłącznie „jednostki niemieckie”, pomijając fakt, że w skład tej formacji policyjnej wchodzili Ukraińcy, którzy przed lub po pacyfikacji służyli w UPA. Dla strony polskiej odpowiedzialność jest jednoznaczna, strona ukraińska twierdzi inaczej.

Wieś, która przestała istnieć

Michał Siemiński, archeolog IPN, wspominał swoją pierwszą wizytę na miejscu zbrodni w 2001 roku — miejsca, gdzie niegdyś stała tętniąca życiem wieś licząca około 170 zabudowań i tysiąc mieszkańców, a dziś pozostał jedynie fundament kościoła, przydrożna figura Matki Boskiej i stary cmentarz. Podkreślił porażające wrażenie, jakie robi stanie w miejscu, gdzie kiedyś biegały dzieci, ludzie pracowali i chodzili w niedzielę do kościoła, a dziś nie ma dosłownie nic — żadnych śladów zabudowy, dróg czy nawet spalonych domów, jakby całą wieś wymazano z powierzchni ziemi. Zwrócił uwagę na niewspółmierność odwetu — dla wypędzenia niechcianych sąsiadów wystarczyłoby ich przegnać, tymczasem tysiąc osób zniknęło wraz z całym inwentarzem i zabudową, a dziś w tym miejscu jest jedynie łąka, po której chodzi pług.

Relacja Małgorzaty Gośniowskiej-Koli

Małgorzata Gośniowska-Kola, prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka, opowiedziała historię swojej rodziny — jej matka przeżyła pacyfikację jako jedna z niewielu. W wyniku zbrodni zginęło piętnaście osób z jej najbliższej rodziny — dziadkowie, ciotki, wujkowie, kuzyni, w tym trzyletni chłopiec, syn jednej z ciotek. Matka Gośniowskiej-Koli znajdowała się w grupie młodzieży zostawionej na koniec akcji — dziewczęta liczyły, że uciekając z płonącej stodoły, zostaną zabite kulą, ale — jak wspominała matka — „kul nam żałowano”. Wszystkich mieszkańców spędzono do kościoła, gdzie po pewnym czasie matka Gośniowskiej-Koli zobaczyła swojego ojca, brutalnie pobitego, z którego ubrania pozostał jedynie kołnierzyk koszuli. Trzymając swoją matkę, nakazał wszystkim obecnym w kościele dzieciom, by ci, którzy przeżyją, pamiętali modlitwę „Ojcze nasz”. Ludzi wyprowadzono z kościoła i zapędzono do stodół oraz budynków gospodarczych, które następnie polano benzyną i podpalono. Było to 28 lutego, w warunkach głębokiego śniegu. Matka Gośniowskiej-Koli wraz z grupą innych osób zdołała uciec pod ostrzałem na skraj lasu, gdzie sprawcy — z powodu zapadającego zmierzchu — nie odważyli się wejść, co pozwoliło jej przeżyć. Gośniowska-Kola, mająca dziś 82 lata, podkreśliła, że rozpoczęcie prac to dopiero bardzo początkowy etap tego, co powinno było się zacząć dawno temu.

Rola pani Małgosi jako łączniczki z rodzinami ofiar

Zespół prac poszukiwawczych podkreślił szczególną rolę Gośniowskiej-Koli, której krewni zginęli w Hucie Pieniackiej i która towarzyszyła ekipie jako łączniczka z rodzinami ofiar, dokumentując przebieg prac i raportując je stowarzyszeniu rodzin — sama określa się żartobliwie „sołtysem Huty Pieniackiej”. Zwrócono uwagę na jej obawy dotyczące ewentualnej profanacji miejsca — obawy uznane za uzasadnione, biorąc pod uwagę wcześniejsze wysadzenie pomnika w Hucie Pieniackiej oraz prowokacje podczas wcześniejszych uroczystości upamiętniających, co pozwoliło jej poznać mentalność ludzi nieprzychylnych sprawie. Przypomniano też wieloletnią, trudną walkę o samą treść napisu na pomniku — przez lata dopuszczano jedynie ogólnikowe sformułowania mówiące, że „zginęli ludzie”, bez wskazania sprawców, dat czy okoliczności zbrodni. Przywołano rolę byłego ministra (w transkrypcie niedopowiedziane nazwisko), który miesiącami konsekwentnie negocjował z ukraińską stroną treść napisu przy okazji upamiętnienia związanego z Cmentarzem Orląt — opisano to jako prawdziwą „walkę”, w której strona ukraińska na nic się nie zgadzała.

Zwrócono też uwagę, że dla Gośniowskiej-Koli szczególnie poruszający jest moment patrzenia na odnajdywane szczątki — nie wiadomo jeszcze, czyje są, więc każda oglądana czaszka może okazać się kimś bliskim.

Przygotowania i metodyka poszukiwań

Członkowie zespołu opisali wielomiesięczne przygotowania do wyjazdu — analizę wszystkich dostępnych materiałów: relacji świadków, map (w tym mapy z lat trzydziestych XX wieku), zdjęć lotniczych starych i nowych oraz wielogodzinne dyskusje wewnątrz zespołu, dzielenie się spostrzeżeniami i wnioskami. Punktem odniesienia dla lokalizacji prac były fundamenty kościoła — mapa z 1933 roku nie była w pełni dokładna, ale w planach upamiętnienia fundamenty te są zaznaczone. Zgodnie z zeznaniami świadków składanymi w latach sześćdziesiątych i dwutysięcznych, w pobliżu kościoła miały się znajdować dwie zbiorowe mogiły — jedna przy kościele, druga przy dawnej szkole; niektórzy świadkowie wspominali też odwrotny układ. Ustalenie, czy odnalezione podczas prac fragmenty fundamentów należą do kościoła czy do szkoły, dodatkowo zawężało obszar poszukiwań.

Zespół szczegółowo analizował dostępny szkic architektoniczny kościoła, próbując ustalić orientację budynku względem stron świata oraz lokalizację wejść — głównego i bocznego — oraz to, z której strony znajdowała się dzwonnica, dobudowana do bryły kościoła z boku. Trudność sprawiało ustalenie, z której strony wykonano zachowaną fotografię obiektu, a co za tym idzie, jak interpretować relacje świadków mówiących o tym, którym wejściem wchodzono czy wychodzono z budynku. Ustalono lokalizację drogi prowadzącej od Żarkowa, rozchodzącej się na trasę do Potworczy oraz na cmentarz w kierunku Peniaki, a także przybliżone położenie ogrodu i płotu wyznaczającego, gdzie wejście do kościoła nie mogło się znajdować.

Michał Siemiński podkreślał trudności interpretacyjne relacji świadków, składanych zwykle wiele lat po wydarzeniach — pamięć ludzka jest zawodna, ktoś mówi „na prawo”, a okazuje się, że „na lewo”, ktoś podaje odległość 300 metrów, a było 100, albo odwrotnie. Zwrócił uwagę, że określenie „koło kościoła” jest pojęciem bardzo szerokim — dla jednego świadka oznacza to miejsce tuż za płotem, dla innego sto metrów dalej. Z tego względu zespół przyjął metodę systematycznego, „koncentrycznego” rozszerzania obszaru poszukiwań — niczym kręgi na wodzie — od budynku kościoła w kierunku obrzeży dawnej wsi.

Zacytowano też fragment relacji Zygmunta Kobylańskiego, który w czasie napadu ukrywał się z grupą 14 osób w wieżyczce kościoła — ukrywający weszli najpierw na strych, później przez wąski otwór po drabinie do samej wieżyczki, a ostatni wchodzący wciągnął za sobą drabinę, by przeszukujący strych funkcjonariusze SS nie mogli odnaleźć wejścia do kryjówki. Przywołano również relację innej ocalałej, która chwyciła matkę za rękę i pociągnęła ją do schodów wieży, wchodząc przez strych na mały stryszek, gdzie schroniło się już kilkanaście osób przytulonych do ścian — świadkini do dziś żałuje, że nie zdążyła pociągnąć też swojej stryjenki z dziećmi, które zginęły w płomieniach.

Postęp prac i odnalezienie mogiły

Podkreślono bliską, wieloletnią współpracę z ukraińską firmą archeologiczną Wołyńskie Starożytności — tym samym zespołem, z którym IPN pracował wcześniej przy poszukiwaniach w Ostrówkach. Zaznaczono, że ukraińscy archeolodzy, mimo działania w środowisku, gdzie obecna jest nacjonalistyczna propaganda, w pełni się w te poszukiwania zaangażowali — jeden z nich, określony imieniem Igor, miał osobiście ponaglać zespół do dalszej pracy przy koparce, napędzając wszystkich swoim entuzjazmem. Podsumowano to jako wspólny, polsko-ukraiński sukces poszukiwań.

Zespół przyznał, że po błyskawicznym odnalezieniu mogił w Ostrówkach (w ciągu pierwszej godziny prac) pojawiła się pewna presja czasu i oczekiwań — zarówno wewnętrznych, jak i medialnych — że przy skali zbrodni w Hucie Pieniackiej (około 800 ofiar) odnalezienie zbiorowych mogił powinno nastąpić równie szybko, co budziło obawy, czy zespół zdąży zrealizować cały zaplanowany zakres prac.

Ks. Tomasz Trzaska, rzecznik Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, uczestniczący w pracach, podkreślił znaczenie odprawianych na miejscu mszy świętych — jako świadectwa duchowego wymiaru tych poszukiwań, łagodzącego, choćby na chwilę, ciężar konfrontacji z tym, co określił jako „tajemnicę nieprawości” zbrodni popełnianej przez człowieka na człowieku z pobudek politycznych czy etnicznych. Zaznaczył, że nawet krótka, półgodzinna msza pośród trwających w tle prac koparki zmienia charakter tego dnia pracy, łagodząc jego ciężar.

Kulminacyjnym momentem prac było odnalezienie pierwszych szczątków ludzkich przy północnej stronie kościoła. Dr Dominika Siemiańska opisała moment, w którym została wezwana z innego miejsca prac na wieść, że wychodzą szczątki. Michał Siemiński zrelacjonował, że w momencie odkrycia widoczny był fragment jamy grobowej o szerokości około czterech metrów, a od tego momentu rozpoczęto systematyczne poszukiwania zasięgu mogiły od strony północnej kościoła. Zespół dosłownie wbił się koparką w krawędź mogiły, co dało pewność, że znajduje się dokładnie tam, gdzie powinien. Odsłonięto ostatecznie około 30-centymetrowy skraj mogiły — ustalono, że jest to mogiła zbiorowa, a odsłonięty fragment znajduje się dosłownie na granicy prowadzonego wykopu; ponieważ mogiła biegnie ukośnie względem wykopu, z jednej strony widoczne jest jej zaledwie kilka centymetrów, z drugiej kilkadziesiąt. Szczątki znalezione w dwóch różnych miejscach odsłoniętego fragmentu należą do różnych osób. Na miejscu potwierdzono, że są to szczątki ludzkie, w tym szczątki co najmniej jednej młodej osoby, co ustalono na podstawie budowy miednicy — nie była to miednica osoby dorosłej.

Michał Siemiński przywołał analogiczne doświadczenie z wcześniejszych prac poszukiwawczych pod Lublinem, dotyczących rodziny zamordowanej przez Niemców za ukrywanie Żydów — analogicznej do losu rodziny Ulmów: ojciec, żona i trzy córki, jedna w ciąży — gdzie wśród odnalezionych szczątków znajdowała się też charakterystyczna kość miednicy nienarodzonego dziecka.

Zespół podkreślił, że cały obszar występowania szczątków objął 220 metrów kwadratowych, z centralną częścią przypuszczalnej mogiły o powierzchni 72 metrów kwadratowych — dokładniejsze dane, w tym liczbę ofiar, będzie można ustalić dopiero po przeprowadzeniu pełnej ekshumacji. Zaznaczono, że stan zachowania szczątków jest bardzo zły ze względu na sposób dokonania zbrodni — ofiary wprowadzano do budynków, które następnie podpalano. Dr Siemiańska podsumowała, że celem prac było odkrycie zbiorowych mogił i cel ten został zrealizowany.

Podsumowanie prof. Krzysztofa Szwagrzyka

Prof. Krzysztof Szwagrzyk, zastępca prezesa IPN, podsumował prace na miejscu, określając je jako „moment, na który czekaliśmy lata” — mówiąc o rodzinach mieszkańców Huty Pieniackiej pomordowanych w 1944 roku. Wskazał na pierwsze wbicie łopaty, pierwsze odnalezione fundamenty i pierwsze doły, z których wyłaniają się obrazy zbrodni, wyrażając przekonanie, że w kolejnych dniach zespół dotrze do przestrzeni, na którą wszyscy czekają — dwóch masowych dołów śmierci. Zastrzegł, że prace nie zostaną zakończone przedwcześnie, bo w przeciwnym razie nie uda się odnaleźć wszystkich ofiar.

Emocje uczestników

Członkowie zespołu podkreślali silne emocje towarzyszące odnalezieniu szczątków. Dr Dominika Siemiańska stwierdziła, że nie miała wątpliwości co do tego, że mogiła zostanie odnaleziona, choć obawiała się, czy uda się to zrobić „za naszego życia”, biorąc pod uwagę wieloletnie oczekiwanie na niezbędne zgody administracyjne — a w zasadzie na ich brak. Opisała trudność w opisaniu emocji towarzyszących odkryciu pierwszej czaszki i kości — „wszyscy płaczą”, określając odnalezienie szczątków jako „dobre zwycięstwo” wypełniające wieloletni obowiązek wobec ofiar i ich rodzin.

Podsumowanie

Prace poszukiwawcze Instytutu Pamięci Narodowej na terenie dawnej wsi Huta Pieniacka trwały od 8 do 18 czerwca 2026 roku. Szczątki ludzkie zlokalizowano w 25 miejscach na obszarze przekraczającym 200 metrów kwadratowych, co potwierdziło masowy charakter mogiły — materialny dowód zbrodni dokonanej na polskiej ludności Huty Pieniackiej.


Materiał „Huta Pieniacka, raport z miejsca zbrodni” opublikował kanał wPolsce24 na YouTube, liczący 542 tys. subskrybentów. 13 lipca 2026


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *