Konończuk w Kanale Otwartym: Kijów z premedytacją idzie na zwarcie z Polską. Ukraińcy nauczyli się instrumentalizować spory historyczne na potrzeby polityki wewnętrznej

Wojciech Konończuk — dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, jeden z najlepiej znających Ukrainę polskich analityków — rozmawiał z Igorem Janke w Kanale Otwartym o projekcie ustawy o Ukraińskim Panteonie Narodowym, świadomej eskalacji ze strony Kijowa, instrumentalizacji sporów historycznych, polityce wewnętrznej Zełenskiego, nastrojach w ukraińskich mediach, reakcjach zachodnich elit na konferencję w Gdańsku, biografii Szuchewycza i o tym, jak Polska powinna dziś myśleć strategicznie o Ukrainie.

Panteon Narodowy — co w nim złego i dlaczego czas ogłoszenia nie jest przypadkiem

Konończuk wyjaśnił, że w samym Panteonie Narodowym jako instytucji nie byłoby nic złego — gdyby nie to, że projekt ustawy zakłada, iż mieliby tam zostać pochowani między innymi byli główni dowódcy UPA lub każdy, kto sprawował równorzędne stanowisko. To można dosyć szeroko rozumieć. Ukraina chce mieć miejsce, do którego będą przeniesione szczątki najbardziej zasłużonych Ukraińców — wręcz od władców dawnej Rusi Kijowskiej aż po XX wiek. Z polskiego punktu widzenia niefortunne jest to, że implicite wymienieni są tam dowódcy UPA, co oznacza między innymi, że może zostać tam uczczony Roman Szuchewycz — głównodowodzący UPA, bezpośrednio odpowiedzialny za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Co więcej, zapisy ustawy mówią wprost, że jeśli nie ma prochów — grób się nie zachował, a tak jest w przypadku Szuchewycza, którego ciało zostało spalone przez NKWD, a prochy rozsypane — można w Panteonie zbudować symboliczny grobowiec. Ogłoszenie tego w niedzielę, w kontekście wciąż bardzo napiętych relacji z Polską, nie jest przypadkiem. Tak jak nie są przypadkiem słowa Zełenskiego, a potem powtórzone przez szefa jego administracji Budanowa, mówiące, że nikt nie będzie dyktował, jakich bohaterów mają czcić. Nazwa Polski tam nie pada — ale wszyscy zrozumieli o co chodzi.

Zimna kalkulacja, nie emocje — Kijów z premedytacją idzie na zwarcie

Janke zapytał, czy to jest seria emocjonalnych gestów, czy zimna, wykalkulowana polityka. Konończuk odpowiedział — obawiam się, że to ostatnie. To nie jest kwestia temperatur, które w Kijowie też są bardzo wysokie. Władze ukraińskie uważam, że z premedytacją idą na zwarcie w relacjach z Polską ze względu na spór historyczny, ale też mam nieodparte wrażenie, że ukraińscy politycy nauczyli się instrumentalizować kwestie sporów z Polską na potrzeby polityki wewnętrznej.

Ukraińcy często zarzucają Polakom — i to jest wręcz mainstream w ukraińskich mediach i sieciach społecznościowych — że polscy politycy w związku z wyborami instrumentalizują spory historyczne z Ukrainą do celów wewnątrzpolitycznych. Taka jest dominująca narracja ukraińska. Ale ona jest ślepa na jedno oko — sami Ukraińcy nie zwracają uwagi, że zarówno ogłoszenie dekretu o jednostce noszącej imię bohaterów UPA, jak i teraz projekt ustawy o Panteonie, zostały dokonane z premedytacją. Zełenski doskonale wiedział, że reakcja Polski będzie negatywna — był przed tym wielokrotnie ostrzegany.

Atmosfera nienawiści wobec Polski na Ukrainie — Konończuk nie widział czegoś podobnego przez 20 lat

Konończuk przyznał, że zajmując się Ukrainą od ponad dwudziestu lat, nigdy czegoś podobnego nie widział. Mamy do czynienia z bardzo negatywnym przekazem wobec Polski — i tam właściwie nie ma nikogo, kto by bronił polskiego kraju. Mamy do czynienia ze skonsolidowaną krytyką ze strony polityków i opinii publicznej: to Polska jest winna, to Polska instrumentalizuje, to Polska nam narzuca, na to się nie możemy zgodzić, Ukraina jest krajem suwerennym, Ukraina radzi sobie świetnie z wojną z Rosją, Ukraina jest zapraszana na G7.

Zełenski zrozumiał, jakim potężnym instrumentem konsolidacji opinii publicznej jest kwestia polityki historycznej. Polska jest pozycjonowana jako ten główny sprzeciwiający się suwerennej polityce historycznej. Nie ma wątpliwości, że jego poparcie wewnętrzne wzrosło po 26 maja — kiedy ogłosił decyzję o jednostce imienia bohaterów UPA. Reakcje w ukraińskich mediach po ogłoszeniu projektu ustawy o Panteonie pokazują lekkie wahanie wśród niektórych komentatorów — ale jednak większość mówi: może i miał ciemne strony Roman Szuchewycz, ale walczył o niepodległość Ukrainy i to wszystko wyjaśnia i usprawiedliwia. Obawiam się, że jesteśmy i będziemy w dającej się przewidzieć przyszłości na drodze do pogłębiającego się konfliktu pamięci.

Oba państwa idą na ścianę — i żadne nie ma motywacji, żeby zawrócić

Janke zauważył, że to wygląda na kompletne szaleństwo — mamy wojnę, w naszym interesie jest to, żeby Ukrainie szło jak najlepiej, a obie strony jakby szalone idą na zderzenie ze ścianą. Dodał, że ratingi Nawrockiego też urosły, i że prezydent nie będzie miał żadnych motywacji, żeby prowadzić inną politykę, co nakręci Ukraińców.

Konończuk potwierdził — władze ukraińskie prowadzą tutaj krótkozroczną politykę. Efektem jest zniechęcanie Polaków do dalszego wspierania Ukrainy — a w polskim interesie narodowym jest to, by Ukraina tej wojny nie przegrała, a Rosja jej nie wygrała. Jest dalsze osłabianie Rosji i wybijanie zębów imperializmowi rosyjskiemu. Ale to, co ma miejsce dzisiaj, jest polityką po prostu błędną.

Biografia Szuchewycza — kolaborant, uczestnik pogromu lwowskiego, odpowiedzialny za zbrodnie

Konończuk wezwał, żeby tłumaczyć na arenie międzynarodowej, kim był Roman Szuchewycz — bo to jest dla Ukrainy niewygodna prawda. Po pierwsze był kolaborantem niemieckim. Po drugie, będąc współdowodzącym niemieckiego batalionu Nachtigal, złożonego głównie z Ukraińców, brał udział w pogromie lwowskim w 1941 roku. Następnie jako oficer w 201 Batalionie Schutzmannschaftu, składającym się głównie z Ukraińców, został wysłany przez Niemców na ziemie białoruskie, gdzie batalion ten był odpowiedzialny za zbrodnie na ludności białoruskiej i żydowskiej. Wreszcie — bezpośrednie sprawstwo zbrodni na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.

Ukraińcy o tym wszystkim chcieliby nie pamiętać albo uważają, że to, co zrobił później — że walczył z Sowietami do 1950 roku, kiedy został przez nich zastrzelony, był przez siedem lat głównodowodzącym UPA — usprawiedliwia wszystko, co miało miejsce wcześniej. Nie usprawiedliwia. Ukraińcy powinni to zrozumieć — i jak im to mówią Polacy, to jest mniej efektywne niż kiedy mówi im to Bruksela, Amerykanie, Francuzi, Niemcy, Izrael, diaspora żydowska w Stanach Zjednoczonych.

Posiadanie w Panteonie Narodowym ludobójcy, osoby, która ma krew na rękach — to jest po prostu nie do zaakceptowania. Szukając polskiego odpowiednika — to tak, jakbyśmy budowali odpowiednik Skałki albo Świątyni Opatrzności Bożej z kimś o takim życiorysie.

Zarazem Polska i Europa są w tę sprawę uzbrojone w dobry argument: umówiliśmy się w Europie po II wojnie światowej, że nie czcimy kolaborantów nazistowskich, szczególnie tych, którzy odpowiadają za masowe zbrodnie na cywilach — niezależnie czy polskich, żydowskich czy białoruskich. Ukraina łamie to porozumienie. Ukraińcy się podstawili.

Reakcje Zachodu — media niemieckie umiarkowanie przychylne Polsce, nieobecność Zełenskiego odebrana negatywnie

Janke zapytał, co mówią niemieckie elity polityczne. Konończuk odpowiedział, że niemieccy politycy starają się nie komentować sprawy, natomiast ton mediów niemieckich jest generalnie umiarkowanie przychylny Polsce. W ogromnej większości materiałów prasowych w najważniejszych tytułach — telewizji, portalach — spór polsko-ukraiński jest przedstawiany jako niefortunny, ale doceniana jest polska wrażliwość i zwracane są uwagi na zagrania eskalujące ze strony ukraińskiej. Projekt ustawy o Panteonie Narodowym będzie kolejnym elementem, który Polska będzie wygrywać w odbiorze ważnych tytułów zagranicznych.

Nieobecność Zełenskiego w Gdańsku — gdzie był premier Czech, Szwecji, kanclerz Niemiec, szefowa Komisji Europejskiej — została odebrana przez zachodnich partnerów negatywnie. Z nasłuchu z Gdańska wynika, że oceniano to jako dziwne i swoiste obrażanie się. Nawet w ukraińskich mediach pojawiały się artykuły mówiące, że to był błąd Zełenskiego. Natomiast sama konferencja — wyszła bardzo dobrze, znacznie lepiej niż chyba wszyscy oczekiwali. Sukces niewątpliwy.

Ukraina próbuje wepchać Polskę w rolę Orbana — głównego blokującego akcesję

Konończuk zauważył niepokojący trend — Ukraina coraz mocniej wsuwa Polskę w narożnik, w którym kiedyś był Orban. W ukraińskich mediach i komentarzach mówi się, że Polska będzie głównym blokującym akcesję Ukrainy do Unii Europejskiej. Uważa, że nie powinniśmy dać się w to wrobić.

Po pierwsze — Ukraina będzie miała niezwykle trudną drogę do Unii, a sukces tego wcale nie jest przesądzony. Ukraina nie musi stać się członkiem Unii i to nie ze względu na potencjalne weto Polski, tylko ze względu na opór ze strony innych państw, które są na zachód od nas i silniejsze politycznie i gospodarczo. Po drugie — ukraińska elita wykreowała w swoim społeczeństwie nierealistyczne oczekiwania, że wkrótce wejdą do NATO i UE. To się nie wydarzy. Ukraina ma ogromnie trudne zadanie spełnienia standardów unijnych w kraju wciąż w wielu wymiarach działającym według modeli postsowieckich.

Spory historyczne polsko-ukraińskie przykryły też aferę korupcyjną, która uderzyła w bezpośrednie otoczenie prezydenta Zełenskiego i poniekąd w niego samego. Ma immunitet jako głowa państwa — ale jak nim przestanie być, immunitet straci. Konończuk widzi w tym próbę wepchnięcia przez Kijów Polski do roli głównego blokującego akcesję — aby w oczach własnego społeczeństwa zwalić winę nie na to, że sama elita ukraińska torpeduje najtrudniejsze reformy, tylko żeby tę rolę przypisać Polsce. Jego apel — nie dajmy się w to wrobić.

Jak powinna wyglądać polska polityka wobec Ukrainy

Janke zapytał, jak Polska powinna dziś reagować i jaką politykę prowadzić. Konończuk odpowiedział kilkoma punktami.

Po pierwsze — tłumaczyć nasze racje na arenie międzynarodowej. To nie jest polska paranoja na tle historii. Polska po prostu się nie zgadza na to, żeby partner, któremu w wydatny sposób pomagała, heroizuje ludobójców. Polska ma wiarygodność w tej sprawie — bo zbudowała ją jako kraj, który wspierał Ukrainę, szczególnie w pierwszych roku czy dwóch pełnoskalowej agresji rosyjskiej.

Po drugie — nie należy używać jako instrumentu nacisku zawieszenia wsparcia wojskowego. Polskie firmy powinny dalej angażować się w odbudowę — bo nie da się odbudować Ukrainy bez Polski, nie tylko ze względu na geografię, ale też dlatego, że wiele rzeczy w Polsce można kupić taniej. Zarazem nie należy robić z odbudowy Ukrainy żadnego Eldorado — korupcja na Ukrainie jest realna, co pokazał przykład firmy, którą mer Lwowa wyrzucił po zbudowaniu prawie w całości zakładu utylizacji śmieci.

Po trzecie — prowadzić politykę transakcyjną. Ukraińcy rozumieją ten język. Trzeba im pokazywać, gdzie bez Polski sobie nie poradzą. Może się Zełenski obrażać, że startuje z Kiszyniowa zamiast z podrzeszowskiej Jasionki — ale pytanie, na ile to jest optymalne i bezpieczne, skoro blisko Kiszyniowa jest Naddniestrze z siłami rosyjskimi.

Po czwarte — wyzbyć się sentymentów i zobaczyć, że to jest partner, który zawsze był trudny. Wszyscy polscy urzędnicy i politycy odpowiadający za relacje z Ukrainą doskonale to wiedzą. Trudniejszy nie będzie — doszedł jednak nowy element: władze ukraińskie na skalę, jakiej nie było wcześniej, postanowiły instrumentalizować relacje z Polską na potrzeby polityki wewnętrznej. I to jest dzisiaj główny problem.

Zełenski się zmienił — ale asertywność była w nim zawsze

Janke zapytał, czy Zełenski zmienił się jako polityk. Konończuk odpowiedział, że tak — ale trzeba brać pod uwagę jego biografię. Wychował się na blokowisku w Krzywym Rogu, gdzie były twarde zasady gry. Trudna działalność w biznesie w latach 90. i wczesnych 2000. To był człowiek, który znał twardą walkę i potrafił kopnąć kiedy trzeba. Tej asertywności jeszcze bardziej nabrał w czasie wojny. Ale wszedł też w pewne schematy, które były wcześniej w ukraińskiej polityce jeśli chodzi o relacje z Polską — po stronie ukraińskiej zawsze były prawie żadne sentymenty wobec Polski, raczej wyrachowany, twardy interes własny.

Pamiętajmy też, że dekadę temu mieliśmy potężny spór kiedy polski parlament przyjął uchwałę o ludobójstwie na Wołyniu — Ukraińcy mówili, że jest to dla nich obraźliwe. Teraz mówią, że nikt nie będzie im dyktować, jakich bohaterów mają czcić. Trochę się role odwróciły.

Polska przy stole negocjacji pokojowych — nie da się tego zrobić bez Polski

Janke zapytał, czy Polska powinna walczyć o miejsce w negocjacjach pokojowych przy formacie E3. Konończuk nie zgodził się z tezą, że wykluczyliśmy się przez deklarację o braku wojsk na Ukrainie po wojnie — bo Niemcy w formacie E3 też powiedziały, że nie będzie wojsk niemieckich na Ukrainie, a kanclerz Merz jest przy stole. Nie da się żadnej operacji bezpieczeństwa ani gwarancji bezpieczeństwa zbudować na Ukrainie przynajmniej bez polskiego zaplecza logistycznego. Polska jako ważne państwo Europy Środkowej musi być przy stole — jako kraj, który zanim to było modne zaczął inwestować w własne bezpieczeństwo.

Natomiast Konończuk nie ma wrażenia, że Rosjanie traktują proponowany format rozmów jako coś poważnego. I nie widzi, żeby nawet gdyby rozmowy się rozpoczęły, doprowadziły do czegokolwiek — bo po stronie rosyjskiej nie widzi chęci do zakończenia wojny na warunkach innych niż rosyjskie.


Rozmowę przeprowadził Igor Janke. Program dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym ponad 219 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 29 czerwca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *