Mateusz Grzeszczuk rozmawiał z dr. Łukaszem Kossackim-Lytwynem z kancelarii Haglund-Klobiernat-Kosacki w programie Podróż bez Paszportu. Rozmowa objęła kryzys polsko-ukraiński, rolę Chin w konflikcie na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie oraz konsekwencje negocjacji irańsko-amerykańskich w Szwajcarii.
Decyzja Nawrockiego rozwiązuje problem Tuskowi
Kossacki-Lytwyn ocenił, że odebranie orderu Orła Białego Zełenskiemu paradoksalnie rozwiązuje problem premierowi Tuskowi — zdejmuje z niego kwestię kontrasygnaty, która przy dalszej eskalacji mogłaby stać się kolejnym źródłem reperkusji. Zaznaczył jednocześnie, że w momencie nagrania nie było jasności, czy Zełenski przyjedzie do Gdańska na konferencję odbudowy Ukrainy, czy reprezentować go będzie premier Svidenko.
Głos ze środowisk Azowa — Polska i Ukraina nie powinny się skłócić
Rozmówca zwrócił uwagę na nieczęsto komentowany głos z ukraińskich kręgów skrajnej prawicy. Były zastępca dowódcy pułku Azow i znakomity historyk dr hab. Ołeg Odnorożenko — postać znana w środowiskach intelektualnych związanych z korpusem Azow, więziona jeszcze przez administrację Janukowycza — opublikował post wzywający, by Polska i Ukraina nie dały się skłócić decyzjami polityków. Kossacki-Lytwyn zaznaczył, że właśnie w środowisku Azowa popularna jest idea Międzymorza — choć rozumiana inaczej niż w Polsce, bo z Ukrainą jako państwem wiodącym.
Odnorożenko pochodzi ze środowiska charkowskiego, a nie zachodniej Ukrainy, co jego zdaniem nadaje mu pewien dystans w ocenie kwestii historycznych.
Posiadanie polskich odznaczeń stało się problemem wizerunkowym
Kossacki-Lytwyn powołał się na prywatne rozmowy z osobami z ukraińskiej administracji i wojska, z których wynika niepokojący obraz: posiadanie polskich odznaczeń jest w tamtych kręgach coraz częściej postrzegane jako problem wizerunkowy. Skala zwrotów odznaczeń jest duża i poprzedzała odesłanie orderu przez Zełenskiego kurierem — co rozmówca ocenił jako zły pomysł, nawet rozumiejąc, że był to gest pokazujący, do jakiego stopnia Ukraińcy podeszli do tej sprawy godnościowo. Przyznał wprost, że w prywatnych rozmowach nakłaniał osoby rozważające zwrot odznaczeń, żeby tego nie robiły — bo eskalacja nie jest w interesie ani polskim, ani ukraińskim.
Dokąd zmierza ten konflikt
Na pytanie o perspektywy rozmówca był ostrożny. Ocenił, że póki co sytuacja jest jeszcze w jakimś stopniu możliwa do opanowania, ale pole do kontrolowania eskalacji szybko się zawęża. Zaufanie między elitami obu państw zostało głęboko podkopane — jego zdaniem już od wystąpienia Zełenskiego na forum ONZ, gdy ukraiński prezydent sugerował, że Polska sprzyja Rosji w sporze zbożowym. Teraz ten brak zaufania zacznie się przenosić na stosunki społeczne, co martwi go szczególnie w kontekście dużej diaspory ukraińskiej w Polsce.
Obalił też tezę, że Polska ma silny lewar wobec Kijowa przez diasporę. Jego zdaniem nowa diaspora, która wytworzyła się po agresji rosyjskiej, ma bardzo ograniczoną rolę w ukraińskiej polityce wewnętrznej — a państwo ukraińskie, prowadząc politykę wojenną, siłą rzeczy koncentruje się na tych, którzy pozostali i walczą, a nie na tych, którzy wyjechali.
Efekt Streisand i zachodnia narracja o Wołyniu
Kossacki-Lytwyn zwrócił uwagę na paradoks: Zełenski nieintencjonalnie bardzo przysłużył się temu, żeby kwestia rzezi wołyńskiej przebiła się do świadomości zachodniej opinii publicznej. W mediach zachodnich — niemieckich, amerykańskich, francuskich, bliskowschodnich — temat odebrania orderu pojawił się szeroko, a w tle zazwyczaj padały słowa o UPA i tragedii wołyńskiej. Co więcej, przebijała się raczej polska narracja, a nie ukraińska — co jego zdaniem buduje otoczenie do podejmowania kolejnych decyzji, które będą bardziej zrozumiałe dla zachodnich partnerów.
Chiny obserwują, ale temat jest dla nich niszowy
W mediach chińskich kryzys polsko-ukraiński praktycznie nie istnieje — to, co się przebija w Azji, to raczej pojedyncze komentarze w Japonii i Korei, i to w niszowych wydawnictwach. Kossacki-Lytwyn ocenił, że temat ma na ten moment wymiar lokalny, europejski.
Chiny traktują G7 jako format przestarzały, a ustalenia szczytu jako punkt widzenia Zachodu — niekoniecznie kolektywnego, bo komentarz chiński zawsze dostrzega podziały w świecie zachodnim. W kwestii odbudowy Ukrainy Chiny są zainteresowane, ale podchodzą do tego po chińsku — wyważenie, długofalowo, z analizą ryzyka inwestycyjnego. Zdaniem rozmówcy na pewno odegrają istotną rolę w odbudowie Ukrainy, kiedy do niej dojdzie. Jednocześnie wyraził sceptycyzm co do udziału polskich firm — nie wierzy, żeby zagrały rolę na miarę polskiego potencjału gospodarczego i geografii.
Iran — Chiny zarabiają po obu stronach
Kossacki-Lytwyn ocenił, że stosunki chińsko-irańskie były przed wojną skomplikowane — wbrew narracji o bliskim sojuszu. Chiny uczestniczyły w grze dyplomatycznej wokół negocjacji irańskich pośrednio, przez Pakistan — kraj o silnych chińskich wpływach, który jest jednym z mediatorów rozmów w Szwajcarii. Rosja i Chiny przez cały czas trwania konfliktu podtrzymywały wspólne stanowisko, ale na końcu żadne z nich nie zdecydowało się na realną pomoc militarną dla Iranu.
Najbardziej charakterystyczna obserwacja rozmówcy dotyczyła komponentów dronowych: istotna część elementów używanych przez rosyjskie drony pochodzi z Chin — ale podobnie jest z dronami ukraińskimi. Chiny są obecne po obu stronach konfliktu z perspektywy biznesowej. Zdaniem Kossackiego-Lytwyna na wojnie ukraińsko-rosyjskiej Chiny po prostu bardzo dobrze zarabiają.