Lachowski w Historii Realnej: Zełenski dostał od nas prezent polityczny. Panteon Narodowy to kolejny krok eskalacyjny

Mateusz Lachowski — korespondent wojenny, który przez cztery lata mieszkał na Ukrainie — rozmawiał z Piotrem Zychowiczem w programie Historia Realna o kulisach konferencji URC w Gdańsku, zakulisowych rozmowach z Budanowem, tym kto przyniósł Zełenskiemu dekret o UPA, planowanym Panteonie Narodowym Ukrainy, piątce decydentów w Kijowie, sprawie firmy Control Process i sytuacji na froncie.

Panteon Narodowy — kolejny krok eskalacyjny

Zychowicz poinformował na wstępie o najnowszym kroku Zełenskiego — ogłoszeniu projektu ustawy o budowie Panteonu Narodowego Ukrainy, w którym mają zostać upamiętnione osoby walczące o wolność Ukrainy na przestrzeni wieków. Zełenski powiedział wprost: nikt nie będzie nam mówił jakich bohaterów szanować. Nikt i nigdy nie będzie nakazywał Ukraińcom jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować. To ewidentne nawiązanie do polskiego żądania odwołania dekretu o UPA. Jednocześnie Zełenski zapowiedział odsłonięcie pomnika hetmana Iwana Mazepy na bulwarze Tarasa Szewczenki — gdzie wcześniej stał obalony pomnik sowiecki przedstawiający Lenina. Gdzie Lenin padł, tam mocno stoi Mazepa.

Zychowicz ocenił to jednoznacznie — mamy kolejny krok eskalacyjny. To jest odpowiedź na działania strony polskiej. W Panteonie zapewne znajdą się wszyscy — od Kozaków, przez Chmielnickiego, Mazepę, przez obrońców Azowstalu i bohaterów Euromajdanu. Ciekawe czy znajdzie się Bandera — to jest bardzo interesujące pytanie.

Lachowski potwierdził — to ewidentny krok eskalacyjny. Dodał, że eskalacja jest po obu stronach i w jego ocenie to nie jest koniec nieprzyjemnych kroków w tych relacjach.

Konferencja w Gdańsku — organizacyjny sukces Polski, dyplomatyczna klęska Ukrainy

Lachowski, który był w Gdańsku i rozmawiał zarówno z Polakami, Ukraińcami jak i gośćmi z zagranicy, ocenił konferencję jako organizacyjny sukces Polski — i to mówili wszyscy. W porównaniu z Rzymem organizacja była super — w Rzymie prezes Rheinmetallu czekał pół godziny w kolejce po identyfikator. W Gdańsku pokazywało się telefon na bramce, drukowano identyfikator i wchodziło się od razu. Ponad sześć tysięcy osób pierwszego dnia, rekord frekwencji. Miasto zarobiło, noclegów nie było do kupienia przez kilka dni wcześniej.

Natomiast strona ukraińska zachowała się skandalicznie. Nie było Zełenskiego — wiadomo. Ale co ważniejsze — nie było pierwszej damy, choć spotkanie z nią było zaplanowane. Nie było Rosłana Stefanczuka, przewodniczącego Parlamentu Ukraińskiego — zastąpiono go wiceszefową Rady Najwyższej. I przede wszystkim nie było ministra obrony Michajła Fedorowa — co Lachowski ocenił jako aberrację. Nawet znajomi Ukraińcy mówili mu, że Fedorow powinien być. Strona rządowa odczytała to jako kolejny sygnał eskalacji.

Co więcej — Lachowski ujawnił, że jeszcze trzy dni przed konferencją poważnie brana była pod uwagę opcja, żeby w ogóle nie przyjechał nikt ważny z Ukrainy, żadnych wiceministrów, ani pani premier. Niektórzy dyplomaci zabiegali, żeby Zełenski zdecydował się przynajmniej na opcję z premierką Swyrydenko. Zełenski był na tyle obrażony i chciał zamanifestować niezadowolenie, że ta opcja była realnie rozważana.

Lachowski podsumował — Kijowski Napoleon koronował się tym samym na cesarza pod ławrą peczerską. Taki komentarz usłyszał w Gdańsku i utkwił mu w pamięci.

Kto przyniósł Zełenskiemu dekret o UPA — trzy niezależne źródła wskazują na to samo

Zychowicz zapytał — gdyby Zełenski mógł cofnąć czas, czy wydałby ten dekret? Lachowski odpowiedział krótko: moim zdaniem nie. Moim zdaniem by tego nie wydał. I ujawnił kulisy.

Wie z trzech dobrze poinformowanych źródeł — w tym dwóch ukraińskich polityków i jednej osoby z Partii Sługa Narodu — kto dokładnie ten papier przyniósł Zełenskiemu i że to nie zostało dopilnowane. Przyniósł go zastępca szefa Biura Prezydenta Ukrainy odpowiedzialny za wojsko — Pawło Palis, którego Lachowski poznał kiedyś w Bachmucie, gdzie dowodził 93. Brygadą. Zełenski liczył, że to przejdzie niezauważone — bo to był dekret po ukraińsku na stronie prezydenta, nie był rozgłaszany. Ktoś to zauważył, to poszło do mediów i ruszyło. Przez pierwsze dwa dni nie było żadnej reakcji polskiej — ani MSZ-u, ani prezydenta.

Problem w tym, że Zełenski bardzo ambicjonalnie i emocjonalnie odebrał odebranie orderu. Nie tylko w stosunku do siebie — uznał, że to policzek dla wszystkich Ukraińców. I podobno to on jest najbardziej osobą, która jest zła w tej sytuacji. To nie jest tak, że siedzą doradcy i mu podpowiadają — to on jest najbardziej wściekły.

Niektórym politykom ze Sługi Narodu ten spór się nie podoba — ale problem polega na tym, że nikt nie może pokazywać otwarcia na ustępstwa, bo go to uderzy wewnętrznie.

Budanow przyjechał z kijem i marchewką — i wyszedł z niczym

Lachowski opisał kulisy misji Budanowa w Polsce. Budanow miał trzy spotkania — z przedstawicielami MSZ, z wicepremierem Kośniakiem-Kamyszem, który nie chciał się z nim spotkać ale został do tego namówiony, oraz z szefem BBN i Marcinem Przydaczem z biura polityki międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Nawrockiego.

Kij był taki — przeniesiemy konferencję do Wiednia. Marchewka — gotowość do zmiany nazwy. Budanow proponował zmianę na bohaterów UPA walczących z Sowietami — żeby pokazać, że to nie jest wymierzone przeciwko Polsce. Strona polska miała asertywne stanowisko: wy naważyliście piwa, wy to załatwcie, byle nie było bohaterów UPA. Budanow tłumaczył, że skoro sprawa jest już medialna, prezydent nie może sobie pozwolić na ustępstwa, bo uderzy go to wewnętrznie — ale że będzie rozmawiał z prezydentem. Wyjechał z niczym konkretnym.

Przy okazji — Zbigniew Parafianowicz napisał tekst o tym, że Budanow był gotowy na ustępstwa. Media ukraińskie to podchwyciły, a znany historyk Wiatrowicz rzucił się na Budanowa w internecie, że co on tam Polakom obiecywał. W ten sposób Parafianowicz wszedł w relacje wewnętrzne ukraińskiej polityki.

Pięć osób decyduje o polityce Ukrainy — nikt z nich nie jest dyplomatą

Lachowski ujawnił strukturę władzy w otoczeniu Zełenskiego. Jest pięć osób, które decydują o polityce Ukrainy. Znamienne jest, że w tej piątce nie ma kogoś, kto specjalizuje się w dyplomacji — jak politbiuro. To: Zełenski, Budanow jako szef jego biura — najbardziej niezależny, bo najpóźniej wszedł do kierownictwa i ma swoje stronnictwo — były minister obrony Umierow, obecny minister obrony Fedorow i Archamia jako szef frakcji parlamentarnej Sługi Narodu.

Z tych pięciu osób nikt nie ma doświadczenia w dyplomacji, nikt nie jest dyplomatą — i to ma wpływ na wiele rzeczy w polityce zagranicznej Ukrainy.

Jest też minister spraw zagranicznych Sybicha — i co ciekawe, ważniejszy od niego w polityce zagranicznej jest Sierhij Kisycia, były ambasador Ukrainy przy ONZ, teraz zastępca szefa biura prezydenta. Sybicha był zawsze kojarzony jako propolski polityk, świetnie mówi po polsku, miał dobre relacje z Sikorskim. Teraz — żeby bronić swojego stołka i teki ministra — prezentuje jedną z najbardziej asertywnych i gotowych do starcia z Polską postaw. Żeby Kisycia nie zajął jego miejsca. I tyle.

Natomiast w całej tej piątce Budanow jest osobą, która w relacjach z Polską prezentuje najbardziej — bo nie może tego robić oficjalnie — gotowość do rozmów i do jakiegoś konsensusu.

Zełenski dostał od nas polityczny prezent

Lachowski ocenił wprost — dla Zełenskiego to, co się w tej chwili dzieje w polityce wewnętrznej, jest wielkim prezentem. Mamy syndrom flagi na Ukrainie. Rośnie poparcie dla niego wewnętrzne. Powtórzyła się dokładnie ta sytuacja, którą mieliśmy po kłótni w Białym Domu z Trumpem. I dlatego strona ukraińska nie ma powodów, żeby deeskalować.

Jest pięć osób decydujących — i ani jedna nie widzi powodów, żeby teraz iść na ustępstwa. Nikomu się nie opłaca w tej chwili pokazywać w Kijowie, że jest otwarty na ustępstwa. Na pewno nie.

Eskalacja jeszcze nie dobiegła końca — po obu stronach

Zychowicz zaniepokoił się — bo Lachowski mówił, że możemy się spodziewać dalszej eskalacji z obu stron. Lachowski potwierdził. Pytanie, kto w tym tandemie Polska-Ukraina wychodzi obronną ręką? Lachowski zauważył, że Sikorski napisał, że to sytuacja w której zyskało trzech prezydentów — Nawrocki, Zełenski i Putin — a przegrała Polska i Ukraina.

Media zachodnie — Die Welt z wicenaczelnym Szusterem, Frankfurter Allgemeine, Times, Le Parisien, Le Monde — po raz pierwszy prezentują postawę, która raczej rozumie podejście Polski. To inaczej niż przy kryzysie zbożowym, kiedy Polska była głównym winowajcą. Teraz wicenaczelny Die Welt napisał, że Ukraina czcząc zbrodniarzy odpowiedzialnych za śmierć stu tysięcy Polaków i plamionych współpracą z hitlerowcami, widocznie nie rozumie europejskich wartości i jest jeszcze niegotowa na wejście do Unii Europejskiej. Ogólnie niemieckie media były krytyczne co do tej decyzji — Niemcy są wrażliwi na tym punkcie. Pojawia się ogólnie temat czczenia tych postaci.

Natomiast Lachowski ocenił, że Ukraińcy mają podejście syndromu flagi — to chyba nawet nie chodzi o UPA, tylko bardziej o to, że nikt nam nie będzie wybierał bohaterów, jesteśmy samodzielni, niepodlegli i już. To blokuje dyskusję i dlatego Zełenski na razie nie zmieni.

Ukraina nigdy nie wejdzie do UE w trybie, w jakim o tym mówi Zełenski

Lachowski powiedział wprost — to, że wszystkie państwa Europy chcą, żeby Ukraina weszła do UE, przykro mu to mówić, ale tak nie jest. Zdecydowanie przyjmowanie państwa w stanie wojny do Unii i pomysł, że mogłoby się to wydarzyć w 2027 roku, jak prezentował Zełenski, to jest z drzewa urwane. Budżet Unii jest tak zaplanowany, że ten do 2034 roku to jest budżet przed rozszerzeniem — i jeśli miałoby dojść do jakiegoś rozszerzenia, to najwcześniej po 2034 roku, czyli osiem lat. A samo otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego pokazuje, że Polska na wejście do UE czekała dziesięć lat od otwarcia — i nie była w stanie wojny z zrujnowaną gospodarką jadącą na kroplówce europejskiej.

Nikt Ukrainy nie przyjmie do Unii bez spełnienia warunków — bo to byłoby zagrożenie dla innych państw i dla budżetu Unii. Jest gotowość do pomagania, ale naciski wywierane są zarówno na Polskę jak i na Ukrainę. I po raz pierwszy — w odróżnieniu od kryzysu zbożowego — część polskich postulatów jest zrozumiała dla Zachodu i jest poczucie, że to jednak Ukraińcy zaczęli.

Lachowski zauważył też, że Polska powinna była po prostu powiedzieć wprost, jak to robi premier Węgier — jesteśmy za tym, żeby Ukraina weszła do UE, ale wiecie, musimy zrobić referendum, co o tym mówią nasi obywatele. Więc warto byście dbali o nastroje w Polsce, żeby były proukraińskie. Co w związku z tym możecie zrobić? To jest banał, nie trzeba być dyplomatą, żeby wpaść na ten pomysł. Zamiast tego — zabrano order i powiedziano, że to gest. A Zełenski dostał prezent.

Sprawa Control Process — Sadowy nie dostał akredytacji, ale zorganizował własny cyrk

Lachowski ocenił sprawę jednoznacznie — polska firma ma rację, bo wygrała arbitraże, w tym arbitraż w Paryżu. Lwów zapłaci, prędzej czy później — i zapłaci znacznie więcej niż gdyby po prostu normalnie zapłacił tej firmie na początku. Nawet minister Sikorski napisał pod jednym z postów, że może dobrze że nie podpisaliśmy umów z Lwowem, jeśli tak będzie Lwów płacił jak tej firmie.

Co do Sadowego — nie dostał akredytacji na konferencję. Zorganizował sobie własny cyrk dzień wcześniej w hotelu, podpisał umowę z niemieckimi firmami, pojechał do Düsseldorfu, po drodze złożył kwiaty pod pomnikiem Pawła Adamowicza albo na jego grobie żeby pokazać że nie jest antypolski, wrzucił zdjęcia do internetu, a potem wdał się w pyskówkę z ministrem Sikorskim. Lachowski zawsze miał duży dystans do tej osoby i dziwiło go, że polskie telewizje go zapraszają. Sadowy świetnie mówi po polsku — chyba o to chodzi.

Ukraińcy nie potrzebują starszego brata — potrzebują partnerstwa

Lachowski zwrócił uwagę na ciekawy aspekt psychologiczny. Ukraińcy mają poczucie, że Polska na nich patrzy z góry. I powiedział wprost, że podejście wielu osób proukraińskich — że to są tacy, którzy potrzebują naszej opieki, my będziemy adwokatem Ukrainy, my Wam wszystko pokażemy jak to trzeba robić — to jest traktowanie starszego braciszka. A Ukraińcom to się nie podoba. Ukraińcy nie potrzebują starszego brata — potrzebują robić interesy, biznesy, konkretnie i potrzebują normalnej polityki. Trzeba z Ukraińcami rozmawiać po partnersku. Pewne decyzje polityczne oparte na ideologii po naszej stronie, w jego ocenie, nie odniosły sukcesu.

Zychowicz przywołał swoje doświadczenie z Krymu sprzed lat — dwie Ukrainki na stoisku chichrały się, gdy powiedział że jest z Polski: ooo, to ty jesteś pan. Bo forma pan jest dla nich szokiem. Lachowski potwierdził — Ukraińcy poznają Polaków właśnie po tym, że wszyscy mówią do siebie pan.

Zwykli ludzie nie powinni płacić za błędy polityków

Lachowski był pytany o skandaliczną sytuację w jednej z Żabek we Wrocławiu, gdzie mężczyzna nabluzgał po chamsku na ukraińską ekspedientkę. Odpowiedział — żeby takie bydło nie wyzywało kobiety, to tu politycy nic nie zrobią. Jak ktoś jest chamem i bydlakiem, to będzie chamem i bydlakiem. Natomiast faktem jest, że to co robią politycy — eskalacja emocji, korzystanie z populizmu — powoduje takie efekty.

Zwykli ludzie powinni pamiętać, że to nie Zełenski pracuje w ich Żabce i to nie Zełenski mieszka w klatce obok, bo wyjechał z Charkowa czy innej części Ukrainy. Tak samo po drugiej stronie — to nie Nawrocki przywozi pomoc na Ukrainę. Jego dziadek zawsze mówił — są dobrzy i źli ludzie w każdym narodzie. I to był komentarz do faktu, że jedni Ukraińcy zabijali jego rodzinę na Wołyniu, a inni Ukraińcy ją ratowali. Tak trzeba na to patrzeć.

Lachowski powiedział też, że jego znajomi ukraińscy napisali mu wprost — nie przejmuj się, politycy są politykami, a my jesteśmy ludźmi. Ta decyzja Zełenskiego nie zmieniła jego szacunku do walczących z Rosjanami żołnierzy — zmieniła szacunek co do niektórych polityków ukraińskich, którzy korzystają z tego sporu dla poprawy swoich notowań. Dodał też, że profesor Motyka — który od początku inwazji rosyjskiej bardzo wspierał Ukrainę i wielokrotnie obrywal za to, że był nazywany ukrainofilem — jest bardzo rozczarowany tym, że w Baranowie Sandomierskim był kongres historyków, dobry dialog, a zaraz potem Zełenski podjął taką decyzję. Nawet taka osoba jak Motyka uważa teraz, że trzeba postawić sprawę UPA na szali negocjacji unijnych.

Front — Ukraina w gazie, ale Konstantynówka upada, a Rosja czeka na zimę

Lachowski ocenił sytuację na froncie spokojnie. Cztery lata mieszkania na Ukrainie nauczyło go, że tych przełomów miało być tyle — i jakoś nigdy nie przyniosły całkowitego przełomu.

Sukcesy ukraińskie są realne — na Krymie nie ma turystów, nie ma paliwa, ukraińskie drony robią tam co chcą, dolatują gdzie chcą. Moskiewska rafineria spłonęła — wielki sukces. Ukraińcy poszerzyli strefę śmierci gdzie każdy ruch logistyki jest natychmiast namierzany. Linie komunikacyjne Rosja-Krym są systematycznie niszczone.

Ale na froncie jest różnie. W Konstantynówce jest bardzo źle — dalej inicjatywa po stronie rosyjskiej, miasto powoli upada. Putin chwali się tym i zapowiada, że po Konstantynówce przyjdzie pora na Kramatorsk. Do Kramatorska jeszcze daleko — trzeba będzie przynajmniej sto tysięcy żołnierzy stracić zabranych żeby w ogóle tam dojść. Konstantynówka broni się ponad pół roku i jeszcze nie upadła.

Rosjanie nie spieszą się — grają na wyczerpanie. Zrobią wszystko, żeby poczekać do zimy. Jeżeli będzie kolejna ciężka zima — a wszystko na to wskazuje — to będzie bardzo trudne dla Ukraińców. Z perspektywy Rosjan znacznie lepiej negocjować wiosną przyszłego roku, kiedy będzie zimno i Ukraina wykończona zimą, niż teraz kiedy Ukraina jest w gazie.

Pojawił się temat stambuliski — co może sugerować, że Rosjanie zaczynają myśleć o rozmowach. Ale problem jest taki, że Donald Trump ma głowę gdzie indziej — i Ukraina nie znalazła partnera, który by wywierał presję na Rosję. A dla Putina to jest war o polityczne przetrwanie i on tej wojny na razie kończyć nie chce. To jest największy problem.

Lachowski dodał, że te zdolności uderzeń dalekiego zasięgu, które Ukraińcy rozwinęli — Polska powinna się od nich uczyć. I to apel przede wszystkim do polskiej armii i polskich polityków. Tych zdolności można się uczyć — robią to Europejczycy. To kwestia determinacji, a nie niemożliwości.


Rozmowę przeprowadził Piotr Zychowicz. Program dostępny na kanale Historia Realna na YouTube, liczącym ponad 769 tysięcy subskrybentów. Materiał opublikowany 29 czerwca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *