Lwów tętni życiem mimo wojny. Minuta ciszy, kawa z kopalni i noc w schronie — autor kanału Sowa on Tour

Autor kanału Sowa on Tour w maju 2026 roku pojechał motocyklem z Poznania do Lwowa, by sprawdzić, jak naprawdę wygląda dziś jedno z najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych miast tej części Europy. Po mieście oprowadzała go przewodniczka, pani Galina, a wieczorem tego samego dnia Rosja przeprowadziła jeden z największych ataków dronowo-rakietowych na Ukrainę, który objął także Lwów.

Autor przekonywał, że Lwów wciąż tętni życiem i zachował swój klimat, „choć już na trochę innych zasadach”. Wojnę widać w codziennej minucie ciszy, zdjęciach poległych w kościołach, osłonach na witrażach i schronach, do których trzeba czasem zejść.

Granica bez kolejek, bruk i korki

Na mniejszych przejściach granicznych kolejki były niewielkie, a ruch osobowy odbywał się dość szybko. Dojazd do Lwowa okazał się bezproblemowy, a opowieści o kontrolach policji i łapówkach to według autora „opowieści dawnej ery”. Ostrzegł motocyklistów, że wybrukowane lwowskie uliczki są w deszczu niebezpieczne i okropnie hałasują, a nikt w mieście nie jeździ 50 kilometrów na godzinę. Zaskoczyło go, że na niektórych ulicach Lwów stoi w niemal permanentnym korku, co jest dodatkowym powodem, by przyjechać motocyklem.

Tego dnia przyczyna korków była jednak inna: trafił na Dzień Bohaterów, państwowe święto, które w czasie wojny ma szczególny charakter. Autor zauważył, że takie dni zwiększają ryzyko ataków z powietrza. Nie wiedział jeszcze, że za kilka godzin czekają go syreny i zejście do schronu.

Minuta, w której miasto zamiera

O 9.00 ruchliwy i głośny Lwów w ułamku sekundy zamiera: samochody stają, a ludzie zastygają w bezruchu. To codzienna, ogólnokrajowa minuta ciszy, która według autora „paraliżuje bardziej niż jakikolwiek hałas”.

Buty z Targu Krakowskiego

Zwiedzanie zaczęło się od kłopotu: autor zabrał tylko motocyklowe buty, więc musiał kupić inne. Okazją była wizyta na Targu Krakowskim, największym i najbardziej kultowym targowisku Lwowa. Nie ma tam instagramowych kawiarni ani eleganckich butików, za to jest surowy, głośny i fascynujący handel, od warzyw, domowych kiszonek i słoniny po ubrania. Autor chciał porozmawiać z mieszkańcami. Jedna ze sprzedawczyń przyznała, że nie chciała zostać w Polsce, a jej pasją jest łowienie ryb na wielkim jeziorze.

W centrum autor zwrócił uwagę na wielki pomnik Stepana Bandery. Jego zdaniem wojna wzmacnia sentyment do historycznych formacji walczących o niepodległość Ukrainy, a postać Bandery, której kult żył dawniej głównie na zachodzie kraju, staje się ogólnoukraińskim symbolem oporu wobec Rosji.

Rynek po wielkim pożarze i kawa z kopalni

Pani Galina zaczęła oprowadzanie pod ratuszem. Wyjaśniła, że Rynek i wszystko wokół niego to Lwów odbudowany po wielkim pożarze z 1527 roku, który zniszczył dawne, drewniane miasto, w którym murowane były tylko fundamenty. Autor zauważył, że przed wojną na Rynku byłoby jak w puszce sardynek, a przewodniczka to potwierdziła. Pytana, czy to prawda, że Lwów ma najwięcej kawiarni, odpowiedziała, że nigdy ich nie liczyła.

Obok Rynku mieści się słynna Kopalnia Kawy, w której schodzi się w dół i „zamiast węgla wydobywa się kawę”. Pani Galina opisała tamtejszą specjalność: kawę z brązowym cukrem i śmietanką, którą kelner opala palnikiem gazowym. Słychać szum ognia, cukier się topi, a całość „robi niesamowite wrażenie”.

Zaraz obok stoi Kamienica Królewska z włoskim dziedzińcem, który przypomina krakowski Wawel. Nie bez przyczyny, bo swoją rezydencję miał tu król Jan III Sobieski. Dziś można tam w kawiarni uciec od zgiełku Rynku.

„Mamy święty raj w porównaniu z innymi miastami”

Autor przyznał, że we Lwowie trochę zapomina o wojnie, dopóki nie zobaczy żołnierza na przepustce. W drodze do miasta było to jednak niemożliwe przez cmentarze z flagami i tablice z poległymi w każdej, nawet najmniejszej miejscowości, na których widać także młode kobiety w mundurach.

Pani Galina odpowiedziała, że Lwów ma „święty raj” w porównaniu z innymi miastami. Pociski i drony docierają także tu, i to często, ale to „kropla w morzu” wobec tego, co dzieje się w Sumach czy Połtawie. Jako dziecko czytała o II wojnie światowej i myślała, jak dobrze, że wojny już nie ma. Dziś nikt nie wie, kiedy się skończy.

Baczewscy, wódka i ceny

Restaurację Baczewskich autor nazwał czymś więcej niż lokalem, „wielką historią, która wciąż żyje”. Mimo ogromnej popularności nie straciła jakości. Ceny, jak na lokal klasy premium z pianistą grającym na żywo, w porównaniu z polskimi mogą zaskoczyć:

  • woda za darmo;
  • półlitrowe piwo około 11 zł (ok. 2,6 euro);
  • duszona karkówka około 45 zł (ok. 10,6 euro);
  • sernik lwowski 23 zł (ok. 5,4 euro);
  • cappuccino około 10 zł (ok. 2,4 euro).

Autor przypomniał, że to we Lwowie rodzina Baczewskich zbudowała alkoholowe imperium. Jego zdaniem ich założona w XVIII wieku destylarnia była pierwszą fabryczną wytwórnią wódki na świecie, a Baczewscy jako pierwsi rozlewali wódki i likiery do kryształowych karafek zamiast zwykłych butelek. Wojna bezpowrotnie zniszczyła lwowską fabrykę, ale legenda przetrwała.

Wieża ratusza i polskie napisy

Pani Galina wyjaśniła, że na wieżę ratuszową wjeżdża się windą na ostatnie piętro, a potem pokonuje około 155 stopni. Przyznała, że gdy weszła tam pierwszy raz, długo nie mogła złapać tchu. Na murach wciąż widać polskie napisy, jak szyld „Jan Muszyński”. Przewodniczka wspomniała też ulicę Grodzickich, nazwaną na cześć siedemnastowiecznego komendanta wojskowego Lwowa. Dawne napisy kiedyś zamalowywano, a dziś uchodzą za modne.

Kościoły ze zdjęciami poległych

Lwów pełen jest kościołów, w których obok zabytków widać ślady współczesnej wojny: niekończące się rzędy zdjęć poległych. Autor przyznał, że był to dla niego jeden z najtrudniejszych momentów podczas zwiedzania Ukrainy. Gdyby miał wskazać jeden kościół, wybrałby katedrę ormiańską, z bliskowschodnim klimatem i mrocznymi freskami, jakich wcześniej nie widział. Pani Galina przypomniała, że Ormianie przyjęli chrześcijaństwo jako religię państwową już w 301 roku. Autor zwrócił uwagę na realistyczne, różne od siebie twarze na freskach, niepodobne do tradycyjnych przedstawień w kościołach katolickich.

Przewodniczka pokazała też podwórko z dawnym kołem do wciągania węgla, które podoba jej się dlatego, że „to nie jest sztuczne”, bo tam naprawdę mieszkali ludzie. Wiele kościołów ma osłony chroniące witraże przed odłamkami.

W drodze do Ukrainy autor spotkał Mirka, który objeżdża Polskę rowerem i zbiera pieniądze na leczenie chorego siedmioletniego Antosia.

Czy we Lwowie jest bezpiecznie?

Pytanie, czy we Lwowie można czuć się bezpiecznie, autor uznał za trudne do zamknięcia w jednym zdaniu. Jego zdaniem aplikacje z ostrzeżeniami o zagrożeniu, przestrzeganie alarmów i schodzenie do schronów mocno zmniejszają ryzyko, ale nie usuwają go, bo jest ono realne także na zachodzie Ukrainy. Zapytał przy tym retorycznie, czy turysta może dziś czuć się w pełni bezpiecznie w Berlinie, Paryżu czy Londynie.

Łyczaków i Orlęta

Cmentarz Łyczakowski i Cmentarz Orląt Lwowskich leżą obok siebie, kilka kilometrów od Rynku, więc można dojść tam pieszo albo dojechać Uberem. Łyczakowski autor porównał do paryskiego Père-Lachaise: przypomina raczej galerię sztuki na świeżym powietrzu niż zwykłą nekropolię, a dzięki zieleni lwowianie przychodzą tu na spacery. Spoczywa tu prawdziwy panteon polskiej sztuki i nauki, z Marią Konopnicką na czele.

Kawałek dalej leży Cmentarz Orląt Lwowskich. Widok setek białych krzyży na grobach nastoletnich, a często nawet dziecięcych obrońców miasta „chwyta za gardło”. Autor zapowiedział, że ich historii poświęci osobny odcinek.

Noc w schronie

Kilka godzin po zakończeniu zwiedzania przewodniczka zadzwoniła z ostrzeżeniem, że w nocy planowany jest zmasowany atak. Informacje miały pochodzić z wywiadu i od ambasady USA, która rzadko publikuje takie komunikaty. Nad Ukrainą pojawiło się 690 obiektów, a choć obrona przeciwlotnicza zestrzeliła 88 procent z nich, alarm objął także Lwów i autor na wszelki wypadek zszedł do schronu. Kolejne noce były już spokojne, a w Ukrainie spędził jeszcze tydzień.


Materiał „LWÓW 2026: Jak jest NAPRAWDĘ? Oceńcie sami…” dostępny na kanale Sowa on Tour na YouTube, liczącym 1,4 tys. subskrybentów. Opublikowany 16 czerwca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *