Wakacje na Zakarpaciu „na pełnej petardzie”. Termy i aquapark w cenie noclegu — Krzysztof z kanału „Auto dla Kowalskiego”

Krzysztof, autor kanału „Auto dla Kowalskiego”, zabrał widzów do Kosonia na ukraińskim Zakarpaciu, który Ukraińcy nazywają Kosyno. Miejscowość leży tuż przy granicy z Węgrami, około 233 kilometrów drogami od polskiej granicy. Autor zatrzymał się w nowym hotelu Apartel Kosyno, otwartym zaledwie dwa miesiące przed jego przyjazdem, z którego pokoje mają widok na kompleks term i aquaparku. Pokazał pokoje, strefę spa, restaurację i baseny termalne. Przyglądał się też cenom z perspektywy rodziny z dziećmi, popularnemu w Ukrainie modelowi inwestowania w apartamenty i ukraińskiemu „bzikowi” na punkcie wody. Jak sam podsumował, wszystko było „na pełnej petardzie”.

1200 kilometrów na południe, 37 stopni w cieniu

Krzysztof przyjechał do Kosonia swoim busem, jak policzył, około 1200 kilometrów na południe od domu. Hotel widać z daleka razem z aquaparkiem, ale znalezienie wjazdu sprawiło mu kłopot, bo, jak zauważył, wjazdów „w ogóle nie ma”. Na miejscu panował upał, termometr pokazywał 37 stopni, a autor porównał to do Dubaju, zastrzegając, że w Polsce też jest wtedy gorąco i „co to w ogóle za lato”. Po zameldowaniu dostał pokój na czwartym piętrze, z informacją, że śniadania wydawane są na parterze od 8.00 do 10.30. Swój samochód zaparkował sam i dopiero ostatniego dnia zorientował się, że hotel ma obsługę, która przyprowadza i odstawia auta gości. Z uśmiechem przyznał, że jego bus był „najgorszym samochodem na tym parkingu”, choć obok stał jeszcze „lepszy” Mercedes. Wśród aut gości wypatrzył m.in. czterodrzwiowe Porsche. Przy wyjeździe zachwycił się chińskimi samochodami, które jego zdaniem wyglądają w Ukrainie ładniej niż w Polsce i przypominają raczej Porsche niż „nudne” modele znane z naszych dróg.

Pokój, spa i schrony w każdym hotelu

Pokój zrobił na autorze dobre wrażenie: światło zapala się po otwarciu drzwi i gaśnie po ich zamknięciu, klimatyzacja chłodzi, jest lodówka, telewizor i duży balkon z tarasem z widokiem na aquapark. Krzysztof zwrócił uwagę na drobiazg, że w pokoju wisiały szlafroki w dwóch kolorach, białe i kremowe. Na drzwiach każdego pokoju wisi podświetlany wianek, a autor zastanawiał się, czy świecenie oznacza, że ktoś jest w środku. Strefa spa obejmuje klimatyzowane baseny wewnętrzne, jacuzzi, fontanny, saunę aromatyczną o temperaturze 50 stopni, grotę solną, w której można się zrelaksować, kubeł do oblewania się zimną wodą i przebieralnie z numerowanymi szafkami. Fińska sauna miała akurat przerwę techniczną. Autora zaskoczyło, że wszystkie pomieszczenia są opisane również alfabetem Braille’a. Zauważył też, że w tym hotelu, jak w każdym, w którym był w Ukrainie, są schrony przeciwbombowe, i przyznał, że chętnie by taki zobaczył. W hotelu działają też siłownia, kort tenisowy i place zabaw dla dzieci, a w trakcie jego pobytu montowano nowe huśtawki i fontannę. Upał przerwała burza, po której zrobiło się wyraźnie chłodniej.

Policzki cielęce za 40 złotych

W hotelowej restauracji Krzysztof zjadł na tarasie. Za długo duszone policzki cielęce w sosie demi-glace z truflowym purée ziemniaczanym zapłacił równowartość około 40 złotych, a za inne dania około 35 złotych. Zamówił też carbonarę i pizzę.

Termy i aquapark w cenie pokoju

Największą zaletą hotelu jest według autora to, że w cenie noclegu goście mają dostęp do całego kompleksu term i aquaparku, bez dopłat za zjeżdżalnie, baseny czy inne atrakcje. Według opisu filmu nocleg dla dwóch osób kosztował w dniu emisji 131 euro (ok. 573 zł) za noc w tygodniu, a w weekendy więcej. Ci, którzy nie nocują w hotelu, też mogą wejść do kompleksu: bilet na trzy godziny kosztuje równowartość 80 złotych, a całodzienny 150 złotych. Dzieci do 150 centymetrów wzrostu wchodzą za darmo, co autor nazwał naprawdę wysokim limitem i dodał, że taki sposób rozliczania jest w Ukrainie dość popularny. Jako ojciec trójki dzieci wyjaśnił, że podczas rodzinnych wakacji największym problemem nie jest cena hotelu, lecz wszystko, co dochodzi później: bilety, aquapark, jedzenie, lody i drobiazgi. Tutaj nie musi co chwilę liczyć, czy nie przekroczył dziennego budżetu. Dlatego od lat pokazuje Ukrainę jako kierunek dostępny cenowo dla zwykłego Kowalskiego. Podkreślił, że największym luksusem na wakacjach nie jest pięciogwiazdkowy hotel, lecz możliwość odpowiedzenia dziecku, które prosi „tato, chodźmy jeszcze raz”, bez obawy, że już za dużo wydano. Krzysztof dodał, że w Polsce za osobne bilety do aquaparku, na termy i za hotel zapłaciłoby się „kosmos”, więc nie dziwi go, że w Kosoniu jest tak wielu gości.

Korty, padel i domki pod strzechą

Na terenie kompleksu są korty tenisowe, na których ma się odbyć turniej Kosyno Cup z pulą nagród w wysokości około 20 tysięcy złotych. Autor pokazał też kort do padla i zażartował, że w padla mógłby zagrać nawet Kowalski, który z rakietą nigdy nie był za pan brat, bo przynajmniej daleko za piłką biegać nie trzeba. Dodał, że może kiedyś sam tu zagra. Krzysztof sprawdził, że rosnące na terenie palmy są prawdziwe, a nie sztuczne, i skwitował, że skoro są palmy, to jest „na grubo”. Animacje dla dzieci trwają do 21.00. Dla tych, którzy mają „za dużo pieniążków”, są domki do wynajęcia zamiast hotelu, a kolejne są w budowie, niektóre z dachem pokrytym trawą. Wiele budynków ma dachy kryte słomianą strzechą, jak dawne wiejskie chaty, co autor uznał za ciekawe. Przy kompleksie działa też podświetlony sklep z ubraniami damskimi, a wieczorem z głośników płynęła muzyka. Krzysztof pokazał też dwa duże agregaty diesla, które pokazała mu obsługa.

Apartament na udziały i „beczki Palikota”

W narracji autor omówił model inwestycyjny, który według niego rozpowszechnia się w całej Ukrainie. Inwestor kupuje apartament, który operator wynajmuje turystom, i otrzymuje ustaloną część przychodów lub zysku. Jest też wariant, w którym nie kupuje się całego apartamentu, lecz tylko jego część. Krzysztofowi przypomniały się przy tym słynne „beczki Palikota”, z tą różnicą, że zamiast beczki jest apartament, a zamiast kogoś, kto wypije inwestycję, jest turysta płacący za nocleg. Autor przyznał, że sam jest zdziwiony, że w Ukrainie to działa, bo wszyscy wiemy, jak podobne historie potrafią się kończyć w Polsce. Nazwał to „finansową abrakadabrą”.

Śniadanie z planem żywieniowym na trzy dni

Autor z humorem opisał ukraińskie śniadania hotelowe. Niezależnie od tego, czy hotel jest skromny, czy wykwintny, stół wygląda tak, jakby za chwilę miała przyjechać komisja ONZ. Można przyjść bez apetytu, a wyjść z planem żywieniowym na trzy dni. W nowoczesnych podgrzewaczach są jajka, mięso i coś, co wygląda jak obiad, bo o ósmej rano gość dostaje już mięso w sosie. Są świeże owoce, wyciskane soki, a nawet mleko w proszku dla dzieci, więc jeśli ktoś zapomniał, że ma dziecko, hotel mu przypomni. Potrawy są podobne do polskich, tylko granica między śniadaniem a obiadem została dawno przekroczona. Do tego szampan, bo kawa to za mało, a człowiek dopiero otworzył oczy, a już ktoś proponuje bąbelki.

Woda jako osobna religia

Na termy trzeba było wymienić hotelową kartę na opaskę, co zajęło autorowi chwilę. W Kosoniu woda jest według niego wręcz osobną religią. Źródło odkryli w latach 80. radzieccy geolodzy, którzy nie szukali basenu dla turystów, lecz ropy. Ropy nie znaleźli, ale natrafili na gorącą, mocno zmineralizowaną wodę, na której dziś stoi całe Kosyno. Według kompleksu zawiera ona m.in. żelazo, wapń, magnez, sód, potas i cynk. Przy basenach są opisy: ten na stawy, ten na układ ruchu, ten na relaks, ten z hydromasażem, więc, jak żartował autor, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy jest jeszcze na wakacjach, czy już na turnusie sanatoryjnym. Według informacji kompleksu woda jest wykorzystywana m.in. przy problemach z układem ruchu, chorobach układu nerwowego i niektórych schorzeniach układu krążenia, a przy basenach podano zalecany czas kąpieli. W basenach termalnych ma 40–45 stopni, czyli dokładnie tyle, by po kilku minutach zrozumieć, po co wymyślono leżak. Na terenie są też ścieżki do masażu stóp z ułożonymi kamykami i sekcje imitujące deszcz z ciepłej wody. Zjeżdżalni jest dużo, choć wyglądem zdradzają już swoje lata. Krzysztof zauważył, że nowe aquaparki budowane są w Ukrainie praktycznie w każdej miejscowości wypoczynkowej.

Pięć baniaków przy drodze

Autora zaskoczyło, jak bardzo Ukraińcy mają „bzika” na punkcie wody, co podkreślił z pełnym szacunkiem. Kto jeździł z nim po Ukrainie, widział, jak ludzie zatrzymują się przy drogach i źródłach, wyciągają baniaki, kanistry i butelki i je napełniają, czasem jakby pół miejscowości dostało wiadomość, że zabraknie wody. W wielu miejscach Ukraińcy naprawdę korzystają z lokalnych źródeł i wód mineralnych, a w Kosoniu tę kulturę zamieniono w cały kompleks, w którym woda jest głównym bohaterem, a aquapark i zjeżdżalnie tylko bonusem. Dlatego Ukraińcy chętnie tu przyjeżdżają: dzieci mają atrakcje, a dorosły może usiąść w termach, popatrzeć na góry i przez chwilę udawać, że problemy świata zostały za bramą. Chyba że przesadzi z siedzeniem w ponad 40 stopniach i jedynym problemem stanie się wyjście z basenu. Autor poprosił, by następnym razem, widząc przy ukraińskiej drodze człowieka napełniającego pięć baniaków, nie pytać, po co mu tyle, tylko pomyśleć, że może wie coś, czego my jeszcze nie wiemy. Dodał, że Ukraińcy niemal nie piją wody z kranu, wiedzą, która woda na co pomaga, i pewnie mają rację, bo są od tego zdrowi. Przyznał, że gdy znajomy Ukrainiec opowiadał mu o wodach, pytał, kogo w Polsce to zainteresuje, bo u nas nie ma takiej mentalności. Na koniec Krzysztof odnotował, że pogoda się zmieniła, co tylko poprawiło jakość nagrania.


Materiał „Na Pełnej Petardzie ! KOSYNO – Ukraina okiem Kowalskiego 2026” dostępny na kanale Auto dla Kowalskiego na YouTube, liczącym 33,2 tys. subskrybentów. Opublikowany 3 października 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *