Lwów w czasie wojny. Knajpki pełne ludzi i okna zabezpieczone przed bombami — Aga z kanału Agatravel

Aga, autorka podróżniczego kanału Agatravel, wybrała się z przyjaciółką Doti do Lwowa, by na własne oczy zobaczyć kraj, który większości z nas kojarzy się dziś przede wszystkim z wojną. Chciała sprawdzić, jak wygląda miasto pełne historii, pięknej architektury i śladów polskiej przeszłości, i czy podczas takiej podróży czuć, że za wschodnią granicą Polski trwa wojna. Wróciła oczarowana: Lwów okazał się przepiękny, czysty i zadbany, a życie toczy się w nim na pierwszy rzut oka normalnie, choć zabezpieczone przed bombardowaniami okna kościołów i pomniki przypominają, że kraj jest w stanie wojny.

Rzeszów jako baza wypadowa

Podróż zaczęła się w poniedziałek o 9 rano od sześciogodzinnej trasy do Rzeszowa, który posłużył za bazę noclegową przed przekroczeniem granicy. Aga przyznała, że była podekscytowana, ale czuła też „lekki stresik”. Uspokajała się, że Lwów jest na tyle blisko Polski, iż nic złego się nie stanie. Mimo deszczu, przed którym chroniły się w pelerynach, przyjaciółki obejrzały rzeszowski rynek z pomnikiem Tadeusza Kościuszki i ratuszem, deptak przy ulicy 3 Maja, który przypomniał Adze ten w Lublinie, „oldschoolowy” dworzec autobusowy, będący dla niej widokiem z dzieciństwa, oraz kontrowersyjny, ale okazały pomnik Czynu Rewolucyjnego. Wieczorem tak lało, że nagrywanie nie było możliwe nawet w płaszczach przeciwdeszczowych.

Granica bez kolejek, ale z zieloną kartą

Przekroczenie granicy następnego dnia poszło sprawnie i szybko, bo w kolejce było może pięć osób. Jedynym problemem okazał się brak zielonej karty, czyli międzynarodowego potwierdzenia ubezpieczenia OC. Ubezpieczyciel przysłał ją jednak mailem w ciągu kilku minut. Aga przestrzegła widzów, że zielona karta jest wymagana przy wjeździe do Ukrainy i trzeba ją mieć przy sobie. Po deszczowym Rzeszowie po ukraińskiej stronie przywitało je słońce i około 30 stopni.

Żurek po lwowsku u Baczewskiego

Po zameldowaniu w hotelu we Lwowie przyjaciółki, głodne od rana, poszły do restauracji Baczewskich, jak to ujęła Aga, chyba najpopularniejszej w mieście. Aga zamówiła żurek po lwowsku i pieczone żeberka, a Doti pierogi z wołowiną. Potem obeszły Rynek, którego kamienice Aga nazwała przepięknymi i „obłędnymi”. Zauważyła, że lwowski rynek z ratuszem pośrodku i otaczającymi go kamienicami przypomina wiele polskich rynków. Zwróciła uwagę na okna kościoła zabezpieczone przed ewentualnymi bombardowaniami, ale też na knajpki w uliczkach odchodzących od rynku, w których życie toczy się normalnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. W zaułkach wciąż można natrafić na polskie akcenty, takie jak dawne polskie napisy na budynkach.

Cmentarz Łyczakowski i Orlęta Lwowskie

Drugi dzień we Lwowie przyjaciółki zaczęły od Cmentarza Łyczakowskiego, którego Aga nie wyobrażała sobie pominąć. Już od wejścia, przy okazałym grobowcu rodziny Baczewskich, nekropolia zrobiła na niej imponujące wrażenie. Przypomniała, że to jeden z najstarszych cmentarzy w Europie, odpowiednik warszawskich Powązek, zajmujący 42 hektary, na którym spoczywa wielu Polaków, m.in. Maria Konopnicka. Odwiedziły też Cmentarz Orląt Lwowskich, młodych obrońców miasta z wojny polsko-ukraińskiej, z których najmłodszy miał według autorki zaledwie 9 lat.

Prospekt Swobody, Opera i Katedra

Główną aleją miasta, Prospektem Swobody, przyjaciółki doszły do pomnika Adama Mickiewicza, zabezpieczonego, jak zaznaczyła Aga, „z wiadomych powodów”, i do okazałego gmachu Opery Lwowskiej. Wokół niej ludzie odpoczywali, siedzieli, palili, pili i jedli, więc na pierwszy rzut oka trudno było uwierzyć, że trwa wojna, choć Lwów jest stosunkowo spokojny. Kaplica Boimów, mauzoleum zamożnej rodziny przybyłej z Węgier, była zakryta, prawdopodobnie z powodu remontu lub zabezpieczenia przed atakiem. Przyjaciółki obejrzały też Katedrę Łacińską, jedną z najważniejszych świątyń Lwowa, zbudowaną w XIV wieku, gdy miasto należało do Królestwa Polskiego, i przez stulecia najważniejszy kościół katolicki w mieście.

Czysto, zadbanie i „wypasione fury”

Aga przyznała, że spodziewała się po Ukrainie czegoś innego i jest bardzo mile zaskoczona. Lwów ją urzekł: po mieście chodzi się bez celu, a każda uliczka zaskakuje. Szczególnie rzuciło jej się w oczy, że jest „mega czysto” nie tylko w centrum, ale i dalej od niego, gdzie ulice są równie zadbane. Przyznała też, że spodziewała się w Ukrainie głównie starych samochodów, a tymczasem jeżdżą tam „fury wypasione”. Na koniec przyjaciółki weszły na Wzgórze Zamkowe, by zobaczyć panoramę miasta, ale drzewa wszystko zasłaniały, co Aga skwitowała słowem „lipa”. Podsumowała, że był to krótki, ale intensywny wyjazd, z którego wracają z mnóstwem wrażeń, zdjęć i wspomnień, i zachęciła widzów do odwiedzenia Lwowa.


Materiał „POJECHAŁYŚMY DO UKRAINY! Jak naprawdę wygląda Lwów?” dostępny na kanale Agatravel na YouTube, liczącym 1,08 tys. subskrybentów. Opublikowany 6 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *