Dorota Roman w wideopodcaście Gazety Wyborczej „Przysposobienie Obronne” rozmawiała z Mariuszem Marszałkowskim, zastępcą redaktora naczelnego portalu defence24.pl, o wynikach szczytu NATO w Ankarze, ukraińskim programie antybalistycznym FREYA, przyczynach nieobecności Polski w koalicji antybalistycznej wspierającej Ukrainę oraz o napięciach na linii prezydent Nawrocki – minister Kosiniak-Kamysz.
Szczyt NATO: kluczowe zdolności antybalistyczne dla Ukrainy
Marszałkowski ocenił, że w dyplomacji każdy szczyt NATO z definicji jest przedstawiany jako udany, bo się odbył – realny obraz wyników trzeba wyczytywać z niuansów końcowych oświadczeń. Z perspektywy Ukrainy kluczowe okazało się utrzymanie wsparcia wojskowego mimo przedłużającej się i wyczerpującej wojny, a przede wszystkim rozmowy o budowie zdolności antybalistycznych – czyli możliwości zwalczania rakiet balistycznych typu Iskander. Zaznaczył, że ostatnie tygodnie pokazały, iż Ukraina nie jest w stanie skutecznie bronić nieba nawet nad Kijowem, co Rosja bezkarnie wykorzystuje do atakowania celów w całym zasięgu tych rakiet.
Drony kontra rakiety balistyczne – różnica skali zagrożenia
Marszałkowski wyjaśnił różnicę między zagrożeniem dronowym a balistycznym. Drony, takie jak Gerania czy Shahedy, niosą głowicę bojową o wadze 50-90 kg i mogą być zestrzeliwane relatywnie prostymi środkami – karabinami, mobilnymi grupami ogniowymi czy dronami przechwytującymi, choć latają ich setki każdej nocy. Iskander niesie głowicę o wadze około pół tony, a jego zwalczanie jest znacznie trudniejsze technicznie: od wystrzelenia do uderzenia mija zaledwie 10-15 minut, rakieta leci po stromej trajektorii balistycznej z ogromną prędkością i w ograniczonym stopniu manewruje.
Na świecie zachodnim istnieją dziś tylko dwa systemy zdolne skutecznie zwalczać takie zagrożenia: francusko-włoski SAMP-T oraz amerykański Patriot. Pociski przechwytujące do Patriota kosztują 4-6 milionów dolarów za sztukę, a produkuje się ich rocznie około 600 – podczas gdy Rosja produkuje rocznie około 900 Iskanderów. Marszałkowski zaznaczył, że globalny popyt na te pociski dodatkowo zwiększają Iran, państwa Zatoki Perskiej oraz armia amerykańska, co czyni je towarem ekstremalnie deficytowym.
Obietnica Trumpa o produkcji Patriotów na Ukrainie – mało realna
Dorota Roman zapytała o obietnicę Donalda Trumpa dotyczącą zgody na produkcję pocisków do systemu Patriot na Ukrainie. Marszałkowski ocenił ją jako deklaratywną, ale trudną do zrealizowania – to bardzo skomplikowana i drogocenna technologia, której Amerykanie nie chcą przekazywać nawet bliskim sojusznikom. Przypomniał, że Polska od lat bezskutecznie zabiega o ulokowanie choćby serwisu tych pocisków (o cyklu życia około 20 lat, wymagających okresowych, kosztownych przeglądów w USA) na swoim terytorium, a mimo to Amerykanie się na to nie zgadzają, traktując produkcję jako biznes prywatnej firmy.
Wskazał, że Polska produkuje jedynie drobny komponent tych rakiet – silniczki korygujące lot – podczas gdy najbardziej strzeżoną technologię, głowicę naprowadzającą, Stany Zjednoczone chronią nawet przed najbliższymi sojusznikami, stawiając Polskę niżej w hierarchii zaufania niż na przykład Wielką Brytanię. W przypadku Ukrainy dodatkowym problemem jest infiltracja rosyjskich służb specjalnych (regularnie demaskowana przez SBU) oraz fakt, że zasięg zmodernizowanych Iskanderów wynosi już około 800 km, obejmując większość terytorium Ukrainy – co praktycznie uniemożliwia bezpieczne ulokowanie tam kosztownej linii produkcyjnej. Jako porównanie przywołał ukraiński pocisk manewrujący Flamingo, którego elementy (paliwo, silniki) mimo prostszej konstrukcji produkowane są w Danii i Czechach, a na Ukrainie odbywa się jedynie montaż końcowy.
Ukraiński program antybalistyczny FREYA
Marszałkowski opisał ukraiński projekt FREYA jako rozwinięcie technologii pocisku stosowanego w sowieckim systemie S-300W z czasów zimnej wojny. Ukraińcy dysponują pewną liczbą rakiet do tego systemu, z których część ma sprawne głowice, ale niesprawne silniki – z tych elementów, wspieranych zachodnimi radarami i systemami dowodzenia, chcą zbudować własny system antybalistyczny. Państwa zaangażowane w projekt korzystają prawdopodobnie z francuskiego systemu SAMP-T, którego Ukraina również już używa, choć – jak zauważył Marszałkowski – Ukraińcy nie chwalą się jego skutecznością przeciw Iskanderom, bo obecna wersja ma w tym zakresie ograniczone możliwości. Docelowa wersja SAMP-T, zdolna w pełni zwalczać pociski balistyczne, dopiero wchodzi do użytku we Francji, a Ukraina może ją otrzymać za kilka lat – stąd planowany termin wdrożenia systemu FREYA to koniec 2027 roku.
Dlaczego Polski nie ma w koalicji antybalistycznej
Dorota Roman zapytała o przyczyny nieobecności Polski w dziewięciopaństwowej europejskiej koalicji antybalistycznej wspierającej Ukrainę, mimo tłumaczeń premiera Tuska o braku odpowiedniej oferty polskiego przemysłu zbrojeniowego. Marszałkowski ocenił to jako świadomą decyzję – Polska postawiła na system Patriot jako najbardziej dojrzały i najskuteczniejszy technicznie, w przeciwieństwie do dopiero rozwijanego docelowo SAMP-T, ale ma ograniczone możliwości produkcyjne i wciąż trudne negocjacje z Amerykanami.
Wyjaśnił mechanizm finansowy stojący za takimi koalicjami: Ukraina otrzymała od Unii Europejskiej pożyczkę w wysokości 90 miliardów euro na cele obronne, po wycofaniu węgierskiego weta, przy czym UE wymaga, by pieniądze te były wydawane na sprzęt produkowany w Unii. Jako przykład wskazał niedawną umowę na dostawę szwedzkich myśliwców Gripen, finansowaną właśnie z tej pożyczki, a nie z budżetu ukraińskiego Ministerstwa Obrony – co oznacza, że korzystają na tym zarówno Ukraina, jak i unijni producenci sprzętu, a nie Stany Zjednoczone. Ocenił, że podobny mechanizm napędza koalicję antybalistyczną: państwa wspierające Ukrainę finansowo chcą w zamian uzyskać kontrakty na sprzęt wojskowy, który Ukraina będzie musiała kupić.
Technologia dronowa: mit ukraińskiej wyjątkowości
Marszałkowski zakwestionował powszechne przekonanie o unikalności ukraińskiej technologii dronowej, wskazując, że Ukraińcy mają przede wszystkim najwięcej praktycznego doświadczenia bojowego, ale duża część technologii i komponentów trafiających na Ukrainę pochodzi z zagranicy – w tym z Polski, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Wyjaśnił, że kluczową wartością współpracy dronowej z Ukrainą jest możliwość przetestowania sprzętu w realnych warunkach bojowych, czego Polska – nieprowadząca wojny – nie może zaoferować we własnym zakresie. Zaznaczył, że o ile w latach 2022-2023 Ukraina przyjęłaby każdy oferowany sprzęt bez zastrzeżeń, dziś ma do wyboru dziesiątki firm chcących testować swoje rozwiązania na polu walki i może stawiać warunki.
Ocenił, że decyzja o niepodpisaniu przez Polskę umowy o współpracy dronowej z Ukrainą podczas szczytu w Ankarze (w przeciwieństwie do Danii, Holandii i Estonii) ma podłoże czysto polityczne, związane z negatywnym sentymentem społecznym wobec Ukrainy w sondażach – stworzono narrację, że w zamian za przekazanie sprzętu (jak np. dyskutowane od dawna przekazanie starych MiG-ów) Polska otrzyma „technologię”, choć nie sprecyzowano jaką ani na jakich warunkach.
Przestarzałe MiG-i i realne korzyści z Ukrainy
Marszałkowski ocenił, że przekazanie Ukrainie przestarzałych polskich MiG-ów byłoby korzystne, bo i tak czeka je kosztowna utylizacja. Podkreślił jednak, że prawdziwą wartością współpracy z Ukrainą nie jest sama technologia dronowa (którą Polska – dysponując własnym przemysłem, specjalistami i zakładami pracującymi w reżimie pokojowym – jest w stanie opracować samodzielnie, bazując na chińskich silnikach, głowicach z różnych pocisków i francuskich cywilnych systemach sterowania), lecz dane operacyjne zdobyte przez Ukraińców podczas ataków na terytorium Rosji – topografia terenu, dane o rosyjskich radarach obrony powietrznej czy lokalizacji infrastruktury energetycznej. Wyraził żal, że dyskusja koncentruje się na dronach, podczas gdy prawdziwie deficytową w Polsce technologią, w której Ukraina ma unikalne, jeszcze sowieckie doświadczenie przemysłowe, są systemy rakietowe – przywołując przykład polskiego pocisku przeciwpancernego PIRAT, produkowanego na licencji ukraińskiego rozwiązania, choć nieprzyjętego na uzbrojenie Wojska Polskiego.
Napięcia między prezydentem Nawrockim a ministrem Kosiniakiem-Kamyszem
W końcowej części rozmowy Marszałkowski ocenił relację między prezydentem Karolem Nawrockim a szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem jako trudną, podyktowaną zbliżającym się kalendarzem wyborczym i rywalizacją PiS i PSL o elektorat wiejski. Ocenił, że napięcia te realnie szkodzą wojsku, wskazując na problemy z kompletowaniem list awansów generalskich przy okazji świąt państwowych (3 maja, 15 sierpnia, 11 listopada), co wcześniej nie było przedmiotem sporu politycznego.
Zapytany o publiczne, ostre wymiany zdań między prezydentem a szefem MON na platformie X podczas szczytu NATO w Ankarze, Marszałkowski określił to jako dramatyczne i niebezpieczne, zauważając, że taki spektakl obserwują też Ukraińcy, którzy – jego zdaniem – dobrze wiedzą, jak wykorzystywać polskie podziały polityczne do własnych celów. Porównał obecną sytuację do wcześniejszej współpracy ponad podziałami przy budowie Baltic Pipe i terminalu LNG, wyrażając wątpliwość, czy podobne porozumienie byłoby dziś możliwe w obszarze bezpieczeństwa.
Kto po generale Kukule?
Na pytanie, kto obejmie stanowisko szefa Sztabu Generalnego po kadencji generała Wiesława Kukuły, Marszałkowski odpowiedział, że trudno dziś wskazać konkretne nazwisko, gdyż decyzja będzie wynikiem twardych negocjacji między MON a obozem prezydenckim. Ocenił, że sam generał Kukuła, mimo krytycznych głosów, sprawdza się na stanowisku i jest akceptowalny dla obu obozów politycznych, co może oznaczać przedłużenie jego kadencji przynajmniej do wyborów parlamentarnych.
Rozmowę poprowadziła Dorota Roman. Wideopodcast „Na 900 rosyjskich Iskanderów, Europa produkuje tylko 600 pocisków” w ramach cyklu „Przysposobienie Obronne” opublikowano na kanale Gazeta Wyborcza na YouTube, liczącym 48,3 tys. subskrybentów, 16 lipca 2026. Wydawczynią podcastu była Martyna Turska-Bukaty, realizacja: Filip Wejner i Łukasz Niemodko.