„Niech wyżywają się na froncie”. Miller o młodych Ukraińcach w Polsce — Leszek Miller w programie „Jankowski KONTRA”

Leszek Miller był pierwszym gościem nowego programu Grzegorza Jankowskiego „Jankowski KONTRA” na kanale Polsat News. Były premier opowiedział się za odsyłaniem młodych Ukraińców do kraju, zażądał od Kijowa rozliczenia z polskiej pomocy i ocenił, że Ukraina przegrywa wojnę. Mówił też o mediach głównego nurtu, reformie służby zdrowia, przyszłych wyborach, aferze Rywina, kulisach reformy administracyjnej, cenach paliw i sporze rządu z prezydentem. Wyjaśnił swoje stanowisko w sprawie związków jednopłciowych, a na koniec poruszająco opowiedział o śmierci syna i utracie wiary.

Dziesięć pytań, odpowiedzi „tak” lub „nie”

Jankowski rozpoczął od serii pytań, na które gość miał odpowiadać „tak” lub „nie”. O tym, czy Karol Nawrocki jest dobrym prezydentem, Miller powiedział najpierw „zobaczymy”, a dociskany, że jest za wcześnie, by oceniać. O Donaldzie Tusku po prawie trzech latach rządów stwierdził, że myślał, iż będzie lepszym premierem, co prowadzący odczytał jako „nie”. Przy pytaniu, czy Polska powinna dostarczać broń Ukrainie, Miller najpierw dopytał „czy co?”, a po chwili namysłu odpowiedział „jeszcze tak”. Opowiedział się za odsyłaniem młodych Ukraińców na Ukrainę, o co, jak zaznaczył prowadzący, poprosił go jego ojciec, oraz za likwidacją programu 800 plus. Nie uważa, by Rosja napadła na Polskę, i nie popiera przyjmowania migrantów zgodnie z unijnym planem. Edwarda Gierka ocenił jako dobrego przywódcę. Na pytanie, czy Tusk siłą wejdzie do Trybunału Konstytucyjnego, odpowiedział, że wolałby, by tego nie robił, i że do tego nie dojdzie.

„Niech się wyżywają na froncie”

Proszony o minutowe uzasadnienie, dlaczego młodzi Ukraińcy powinni wracać, Miller przypomniał, że prosił o to wielokrotnie prezydent Wołodymyr Zełenski, a w Ukrainie po prostu brakuje ludzi. Mówił o przerażających scenach z ukraińskich miast, gdzie specjalne brygady porywają ludzi na ulicach, co w Polsce nazywało się kiedyś branką, a po krótkim szkoleniu wysyłają ich na front. Jego zdaniem, skoro w Polsce i gdzie indziej są tysiące młodych mężczyzn, którzy się tu „wyżywają”, niech wyżywają się na froncie. Jankowski zaoponował, że ci ludzie pracują. Opowiedział o dwóch ukraińskich technikach w wieku około 35–40 lat, którzy robili u niego naprawę i mówili mu, że jeśli tylko pojawią się na granicy, zostaną zatrzymani i wysłani na pierwszą linię frontu, gdzie przeżywalność jest znikoma. Prowadzący przyznał, że rozumie ich niechęć do powrotu, i podkreślił, że Ukraińcy zasilają polską gospodarkę. Miller odpowiedział, że były czasy, gdy w Polsce nie było Ukraińców i kraj świetnie sobie radził. Jankowski przypomniał, że wtedy panowało masowe bezrobocie i Polacy wyjeżdżali za chlebem, a nadmiar rąk do pracy był odwiecznym, trwającym od 300 lat problemem Polski, który zniknął dopiero około 2016–2017 roku. Miller zaznaczył, że mówi o czasach członkostwa w Unii, i nazwał mitem tezę, że bez Ukraińców, podobnie jak bez Somalijczyków czy Kolumbijczyków, polska gospodarka się zawali. Wskazał, że postęp technologiczny i sztuczna inteligencja przejmą coraz więcej ciężkich procesów produkcyjnych, a zapotrzebowanie na pracę ludzką będzie spadać.

Obywatelstwo trzeba wysłużyć

Jankowski zapytał cynicznie, prosząc widzów, by się nie gniewali, czy nadanie obywatelstwa wszystkim Ukraińcom i Białorusinom w Polsce nie byłoby zastrzykiem demograficznym, skoro ich dzieci będą już Polakami, a naród się kurczy. Przywołał spotkanie wpływowego niemieckiego środowiska sprzed lat, gdzie mówiono, że Polaków, Czechów i Słowaków trzeba asymilować, bo w drugim pokoleniu będą Niemcami. Miller odpowiedział, że obywatelstwa nie nadaje się za darmo i trzeba na nie zasłużyć. Sam szedłby w przeciwnym kierunku i zaostrzał wymagania, bo polskie władze popełniły poważny błąd, przyjmując na początku każdego, i będą miały z tym coraz więcej kłopotów. Prowadzący przytoczył słowa ukraińskich techników, że 80–90 procent Ukraińców zostanie w Polsce, a prędzej czy później dostaną obywatelstwo, jak Polacy na Wyspach. Miller przyznał, że ma rodzinę z Ukrainy, która przyjechała zaraz po wybuchu wojny, sprzedała wszystko i zapowiedziała, że nigdy nie wróci. Zaznaczył jednak, że to ludzie w jego wieku, a on mówi o młodych, którzy mają rodziny w Ukrainie i powinni tam wrócić. Na uwagę, że nie wrócą na pobojowisko, bo w Polsce mają lepiej, odpowiedział, że tacy ludzie nie czują żadnych zobowiązań wobec ojczyzny ani obowiązku jej obrony. Skoro bez przerwy słychać, że Ukraina walczy w imieniu Polski, by rosyjskie czołgi nie przejechały przez Warszawę, to jego zdaniem młodzi Ukraińcy powinni być w Ukrainie, a nie w Polsce.

Broń tak, ale ze sprawozdaniem

Pytany, dlaczego mimo to popiera dostawy broni, Miller postawił warunek: weryfikację tego, co dzieje się z pomocą. Porównał to do pożyczki: kto prosi o kolejną transzę, powinien przedstawić sprawozdanie z wykorzystania poprzedniej. Według niego w Polsce nikt nie pyta, co się stało z około 300 czołgami wysłanymi w pierwszej fazie wojny, z ciężkim i lżejszym sprzętem ani z przekazanymi miliardami euro. Zełenski, jak to ujął, przychodzi i mówi „dajcie”, a Polska daje. Na pytanie, czy sugeruje, że pomoc jest rozkradana przez Ukraińców, odpowiedział, że oczywiście i że wszyscy o tym wiedzą. Jankowski opowiedział, że jego ojciec przy niedzielnym obiedzie z odrazą mówił o Zełenskim, który tylko prosi „dajcie, dajcie, dajcie”. Zapytał, czy Miller nie obawia się, że taka narracja to kampania dyskredytująca Ukraińców, po której Polacy w końcu przestaną pomagać. Miller odpowiedział, że bez tej pomocy Ukraina nie istnieje, ale jeśli Polska nigdy nie dostanie sprawozdania, to tak będzie i tak powinno być. Polska nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym, ma zobowiązania wobec własnych obywateli i nie może rozrzucać pieniędzy i sprzętu. Jankowski zaznaczył, że w sprawie kontroli wydatków ma to samo zdanie co gość, ale czuje się w obowiązku zadawać takie pytania, bo wielu widzów myśli inaczej.

Ukraina przegrywa, Putin ją zniszczy

Miller wyjaśnił, że pomoc ma sens tylko dopóty, dopóki jest nadzieja lub pewność, że Ukraina wygra, a jego zdaniem Ukraina przegrywa. Przypomniał, że premier Tusk, ku jego zaskoczeniu, powiedział w Sejmie, iż miesięczne straty w zabitych i rannych wynoszą 27 tysięcy Ukraińców, i zapytał, jak długo można to ciągnąć. Jankowski odparł, że Ukraińcy bronią się na tysiąckilometrowym froncie i, mówiąc cynicznie, wykrwawiają rosyjskie siły, a po raz pierwszy w historii to nie Polacy, nie on i nie jego syn muszą iść na front. Miller przyznał, że jako brytyjskiemu politykowi łatwo byłoby mu mówić o walce do ostatniego Ukraińca, Polaka czy Czecha, ale jego zdaniem Polacy nie muszą walczyć. Na pytanie o Rosjan nad Bugiem odpowiedział, że Polska już graniczy z Rosją i jest to bardzo spokojna granica. Na argument, że bez Ukrainy Rosja nie jest imperium, odpowiedział, że o imperialności Rosji decyduje broń jądrowa, atomowe okręty podwodne, rakiety balistyczne i lotnictwo, a przesunięcie granicy nieco na wschód czy zachód nie ma znaczenia. Jankowski zapytał, dlaczego mając to wszystko, Rosja nie może poradzić sobie z Ukrainą, którą niektórzy nazywają skorumpowanym, upadłym państwem. Miller odpowiedział, że gdyby chciała, toby sobie poradziła, na co prowadzący zareagował niedowierzającym „ojojoj”. Miller wyjaśnił, że Putin ryzykuje wszystko, a między Ukraińcem a Rosjaninem jest jego zdaniem bardzo niewielka różnica, bo wielu Ukraińców ma rodziny w Rosji i odwrotnie. Ocenił, że skoro Ukraina zaczęła bombardować głąb Rosji, czas na zniszczenie Ukrainy właśnie nadszedł, poczynając od elektrowni i ciepłowni przed zimą. Zastanawiał się, co miał na myśli Zełenski, gdy w Ameryce wyraził nadzieję na zakończenie wojny przed zimą. Jankowski odpowiedział, że to Rosjanie nie mają paliwa przez ukraińskie ataki i stali się importerem paliw, a Donald Trump apeluje do Ukraińców, by nie bombardowali rafinerii. Miller odparł, że Trump apeluje z powodu cen ropy, a nie dlatego, że Rosjanom brakuje paliwa.

Mainstream i kapitał, który ma narodowość

Prowadzący zauważył, że temat Ukraińców w Polsce wraca przy wielu rodzinnych obiadach. Miller zapowiedział, że powie coś, co „połaskocze serce” dziennikarza: ceni Jankowskiego, bo ten nie powiela formułek obowiązujących w mediach głównego nurtu. Jego zdaniem dziś w Polsce kto ma własne zdanie i je wypowiada, zostaje nazwany „ruską onucą” albo przestaje być zapraszany do mediów, co spotkało i jego. Przyznał, że nie bywa w telewizji publicznej ani w TVN, bo ma inne zdanie, i ironizował na temat haseł o „wolnych mediach”, pytając, od czego są wolne. Prowadzący dodał, że jego także nazywano kiedyś działającym na rzecz Putina, gdy rozmawiał o energetyce, i zaapelował do TVN, TVP i innych mediów, by zapraszały Millera, bo to świetny rozmówca, a „co im szkodzi”. Miller cieszy się, że dożył czasów mediów społecznościowych, bo dawniej to, czego nie pokazała telewizja i nie powiedziało radio, nie istniało, a dziś sieć tę lukę wypełnia. Za mediami zawsze stoją jego zdaniem jakieś siły, kapitał państwowy lub prywatny, który chce zdobyć wielkie widownie i ma polityczne ambicje, by nimi sterować, a przez swoich zwolenników w parlamencie zyskać wpływ na władzę. Jankowski przywołał tezę, którą głosił m.in. Robert Gwiazdowski, że ludzie głosują emocjami, a politycy sterują nimi przez media. Miller odpowiedział, że najczęściej głosują portfelami, ale też emocjami, bo zawartość portfela przekłada się na emocje, a media wyjaśniają, dlaczego jest ona marna. Przypomniał, że dawną maksymę, iż kapitał nie ma narodowości, szybko zweryfikowano: kapitał, także medialny, ma narodowość, a przynajmniej sympatie. Za mediami nie stoją jego zdaniem Tusk, Włodzimierz Czarzasty ani Jarosław Kaczyński, bo kapitał państwowy łatwo rozliczyć, choć kontrolna funkcja Sejmu praktycznie dziś nie istnieje. Chodzi raczej o prywatne grupy kapitałowe sterowane zza kulis, ale nie chciał ich wymienić. Pytany o wpływy zagraniczne, przypomniał, że sam wprowadził Polskę do Unii Europejskiej i się z tego cieszy, a dociskany, by mówił wprost, przyznał, że wpływ jest, bo decyzje Komisji Europejskiej Polska musi wykonywać.

NFZ: „wyborcy tego żądali”

Jankowski zapytał, dlaczego Miller zlikwidował kasy chorych i stworzył Narodowy Fundusz Zdrowia, który według prowadzącego zwyrodniał w patologię. Miller odpowiedział, że żądali tego wyborcy. Kasy chorych wprowadził w 1999 roku rząd Jerzego Buzka, a wyborcy byli tak rozwścieczeni, że AWS w 2001 roku, mimo silnego mandatu, nie weszła do Sejmu. Likwidację kas i utworzenie NFZ przegłosowała solidarnie cała koalicja SLD, Unii Pracy i PSL. Fundusz istnieje od 2002 roku i żaden ze zmieniających się „jak w kalejdoskopie” rządów go nie zlikwidował, co jego zdaniem coś dowodzi. Ku zaskoczeniu prowadzącego, który skwitował to słowami „nie wierzę”, Miller przyznał, że korzysta z NFZ i nie ma prywatnego ubezpieczenia. Do stomatologa chodzi prywatnie, a gdy przed kilku laty potrzebował operacji, przeszedł ją prywatnie za 50 tysięcy złotych. Jankowski przekonywał, powołując się na ekspertów, że mniejsze kasy liczyły każdy grosz, a jeden centralny „wór” z setkami miliardów złotych otworzył drogę lobby lekarskiemu, farmaceutycznemu i producentów sprzętu. Wskazał też na lobby samorządowe, bo samorządy kontrolują kilkaset szpitali z radami nadzorczymi, podając przykład Szpitala Południowego w Warszawie, gdzie zasiadanie w radzie ma przynosić 26 tysięcy złotych miesięcznie. Miller nazwał to „opowieściami z mchu i paproci”, bo kasy działały rok czy dwa, a 16 kas oznaczałoby 16 państwowych worów. Prowadzący przywołał przykład Śląskiej Kasy Chorych i dodał, że sam był w mazowieckiej, która działała dobrze, a Miller podkreślił, że Śląska to wciąż jedyny przywoływany przykład. Na pytanie, dlaczego AWS przegrała, Jankowski odpowiedział, że była umoczona w afery, prywatyzację i bezrobocie, i odbił piłeczkę, pytając, dlaczego Miller po tej zmianie sam szybko stracił władzę. Miller odparł, że jego zniszczono komisją i aferą Rywina. Podkreślił, że dla ludzi nie ma nic ważniejszego niż zdrowie, więc gdyby kasy były tak dobre, wyborcy rzuciliby się do urn. Sam pamięta tłumy szturmujące kasy chorych.

Tusk boi się lekarzy

Pytany, czy NFZ jest okradany za wiedzą polityków, Miller odpowiedział, że nie wie, ale nie może tego wykluczyć, a rządzący być może zarządzają nieudolnie albo mają w tym interes. Odesłał też do obecnie rządzących z pytaniem, dlaczego do tego dopuszczają. Szczerze się uśmiał, gdy usłyszał, że elementem reformy ma być zatrudnienie stu kontrolerów pracy lekarzy, bo to wydawanie resztek pieniędzy na kontrolę, co Jankowski skwitował przywołaniem Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej. Opowiedział o koledze o kulach, który całą noc czekał na szpitalnym oddziale ratunkowym. Zgodził się, że Tusk odkłada reformę ochrony zdrowia ze strachu przed strajkami lekarzy, pielęgniarek i anestezjologów, i ocenił, że żadna reforma już nie zostanie wprowadzona, bo najtrudniejsze sprawy trzeba załatwić w ciągu pierwszych trzech, najwyżej sześciu miesięcy kadencji.

Wybory: arytmetyka królową Sejmu

Pytany, czy Tusk utrzyma władzę, Miller najpierw odpowiedział twierdząco, myśląc o dotrwaniu do końca kadencji, a następnie ocenił, że wynik przyszłych wyborów rozstrzygnie się o przysłowiową żyletkę między PiS a Tuskiem. Przypomniał, że poprzednie wybory wygrał PiS, ale nie miał zdolności koalicyjnej, a teraz może być odwrotnie: Platforma wygra, ale bez większości, a PiS przegra z dużą zdolnością koalicyjną. Jego zdaniem Konfederacji, także Sławomirowi Mentzenowi, bliżej do Kaczyńskiego, a Grzegorz Braun chętnie pójdzie z PiS, który go weźmie „z największą przyjemnością”, bo po wyborach królową Sejmu staje się arytmetyka. Jeśli Braun, Mentzen, Krzysztof Bosak, Kaczyński i Mateusz Morawiecki będą mieli większość, rzucą się sobie w ramiona, zapewniając o przyjaźni na zawsze, choćby na trzy, cztery miesiące. Wyjaśnił, że każda partia, także jego, ma program przedwyborczy, zakładający samodzielne rządy, i powyborczy, będący syntezą z programami koalicjantów. Jankowski zarzucił politykom traktowanie wyborców jak idiotów, wskazując na niezrealizowane obietnice Tuska, w tym 60 tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku, rozliczenia poprzedników i reformę zdrowia. Miller odpowiedział, że on sam nigdy tak nie postępował i dlatego miał kłopoty, bo gdyby zachowywał się jak jego następcy, poradziłby sobie nawet ze sprawą Rywina. Dziś, jak ocenił, mówi się jedno, za tydzień drugie, licząc, że wyborcy zapomną, i dotyczy to także Konfederacji i środowiska Brauna. Zastrzegł, że partie różnią się programami i celami, ale w technice władzy różnic nie ma.

„SLD załatwiano trzy razy”

Miller przyznał, że został „załatwiony” aferą Rywina, choć nie wie do końca przez kogo, sugerując, że prowadzący może się domyślać. SLD załatwiano jego zdaniem trzy razy: najpierw Józefa Oleksego sprawą „Olina” i zarzutem szpiegostwa dla KGB, potem Włodzimierza Cimoszewicza, który miał poważne szanse na prezydenturę i niepotrzebnie zrezygnował, prawdopodobnie pod wpływem szantażu i działań służb, a wcześniej jego samego. Według Millera robiono to, bo z SLD nie dało się wygrać demokratycznymi metodami, tylko „czarną robotą” przeciwników politycznych, i ma nadzieję, że kiedyś wszystko wyjdzie na jaw. Gdy Jankowski zasugerował Lecha Wałęsę w sprawie Oleksego i jednego z kandydatów na prezydenta w sprawie Cimoszewicza, prosząc chociaż o inicjały, Miller wskazał na byłego funkcjonariusza Urzędu Ochrony Państwa działającego na czyjeś zlecenie. W sprawie Rywina winnym jest jego zdaniem ten, kto namówił Rywina do tej operacji, i był to ktoś w Polsce. SLD było wtedy bardzo silne po miażdżącym zwycięstwie i kończyło negocjacje akcesyjne, więc, jak to ujął, chodziłby „jak paw” i trzeba było go zniszczyć. Stała za tym grupa polityczna „pomieszana z medialną”, której celem nie było więzienie dla Millera, lecz obalenie jego rządu i zastąpienie go mniej twardym, bardziej usłużnym. Grupa ta później doszła do władzy. Pytany, czy był to PiS, czy Platforma, odpowiedział „coś pośredniego” i odesłał do Jana Marii Rokity. Jankowski przypomniał, że Rokita, u szczytu sławy w czasach komisji Rywina, miał być „premierem z Krakowa”, wisiały już plakaty, ale sam został wyeliminowany w Platformie, co prowadzący jako publicystyczną tezę przypisywał Tuskowi. Zapytał, czy to Tusk chciał załatwić Millera. Gość nie potwierdził, ale wspominał kampanię wymierzoną w SLD i przemówienia o „państwie Millera”, które nazwał ohydnymi. Gdy jego rząd proponował trudny plan Hausnera, Platforma zamiast pomóc wystąpiła z programem „3 razy 15”, który po upadku rządu schowała do szuflady. Zaprzeczył, że ma żal do Tuska, choć prowadzący uważał, że „to w nim siedzi”: odbyli później tysiące rozmów i grali w ping-ponga. Sam zapytał prowadzącego, dlaczego ten nie pyta, kto wygrał, i przyznał, że przegrał, bo Tusk jest młodszy. Jankowski dopytywał o picie z politykami, mówiąc, że słyszał o „mocnych głowach” Jarosława Kaczyńskiego i Tuska. Miller przyznał, że naprawdę dużo potrafił wypić tylko Oleksy, najwięcej z nich wszystkich, i zastrzegł, że nie chodzi o alkoholizm, lecz o spotkania, na których po załatwieniu najważniejszych spraw pojawia się butelka wina czy wódki.

Jak Kielce wygrały z Koszalinem

Miller opowiedział kulisy reformy administracyjnej. Rozważano 8, 18 czy 22 województwa, a w końcu skrystalizowały się koncepcje 15 i 17, z których SLD chciało 17, a AWS 15. Zdenerwowany klinczem marszałek Sejmu Maciej Płażyński w nocy zaprosił polityków do siebie, zaproponował kompromis, czyli 16, i poprosił Millera o wskazanie województwa do skreślenia. Miller zadzwonił do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który odpowiedział, że to nie jego sprawa, i do kolegów, którzy kazali mu decydować samemu. Zrezygnował z Koszalina na rzecz Kielc, co zaskoczyło obecnych, bo Koszalin był okręgiem Kwaśniewskiego. Zaprzeczył, że zrobił komuś na złość: uznał, że Kielce bez pomocy nigdy nie zostaną województwem. Około drugiej w nocy na stół wjechały wina, whisky i wódka. Wtedy podszedł do niego Marian Krzaklewski i ostrzegł, że AWS ma na SLD różne haki, na co Miller, sam „dobrze podcięty”, odpowiedział, że zobaczą, kto kogo. Wbrew przypuszczeniu prowadzącego Krzaklewski nie wywołał wtedy afery, ale AWS próbowała powołać dwie komisje śledcze, w sprawie wydatków Kwaśniewskiego jako ministra sportu i w sprawie „moskiewskiej pożyczki”, i oba wnioski upadły w Sejmie. Jankowski skwitował, że mieszkańcy Koszalina wiedzą już, dlaczego nie mają województwa środkowopomorskiego, a mieszkańcy Kielc mogą świętować w ten sam sposób co politycy tamtej nocy. Miller życzył Koszalinowi odzyskania województwa. Pytany, czy opozycja i rządzący w ogóle wtedy rozmawiali, i to „przy wódeczce”, odpowiedział, że często, choć niekoniecznie przy alkoholu, i że miał w AWS kilku bardzo przyjemnych rozmówców. Gdy przekształcał SLD w partię, zgłosili się do niego politycy AWS, którzy chcieli zrobić to samo, i umówili się na rywalizację jednej partii lewicowej i jednej prawicowej, ale AWS miała większe opory i nie zdążyła.

Kaczyńscy i Tusk

Pytany, czy Tusk spotyka się z Kaczyńskim, Miller odpowiedział, że z tego, co wie, nie. Wspominał, że Jarosław Kaczyński zaprosił go kiedyś do kancelarii premiera, a ostatni raz widzieli się w Sejmie około 10 lat temu. Z Lechem Kaczyńskim spędził kilka godzin w samolocie lecącym na zaprzysiężenie prezydenta Wiktora Janukowycza do Kijowa. Rozmawiali w cztery oczy o życiu, a Miller radził mu, by na spotkaniach był tak ciepły i komunikatywny jak w rozmowie, a nie oficjalny i zirytowany, co podniosłoby jego szanse w wyborach. Prezydent obiecał wziąć to pod uwagę, ale potem był Smoleńsk. Z Tuskiem często spotykał się przed wyborami w 2023 roku i zaraz po nich, ale potem przestali. Tusk pytał go, jak zacząć rządzić, a Miller powtarzał, że najważniejsze sprawy trzeba załatwić w ciągu pierwszych trzech miesięcy. Zaprzeczył, że rozmawiali o sprawie Rywina, bo to stare czasy. Ujawnił, że namawiał Tuska do startu, choć rodzina mu to odradzała, przewidując piekło, a Tusk sam obawiał się, że pęknie pod codziennymi „ciosami w brzuch, głowę i nos”. Jankowski zauważył, że premier w dużej mierze sam się o to prosi, choćby w sprawie szpitali i paliwa. Miller przyznał, że to nic przyjemnego, i dodał, że uważał Tuska za jedynego polityka zdolnego wygrać z Kaczyńskim, co się sprawdziło. Zastrzegł jednak, że Kaczyński wciąż może wygrać z Tuskiem.

Paliwo po 9 złotych i wojna pałaców

Jankowski powiedział, że ostatnio tankował benzynę po 8,30 zł, a jego żona po ponad 9 zł, i zapytał, czy Miller zadzwoniłby do prezesa Orlenu. Miller odpowiedział, że część ceny zależy od rynków światowych, ale akcyza, podatki i VAT zależą od rządu. Zapytał, po co rząd zrezygnował 1 września z programu obniżenia cen paliw, skoro sytuacja się nie ułożyła, i ocenił, że ludzie kupią paliwo także po 10 zł. Ekipa Tuska ma według niego wielką umiejętność tłumaczenia, że ma dobre pomysły, a złe siły uniemożliwiają ich realizację, na co ludzie kiwają głowami ze współczuciem. Jankowski nazwał to wciskaniem kitu i przytoczył Roberta Gwiazdowskiego, według którego każdy premier miał kiedyś telefon do szefa Orlenu, a dziś politycy zasłaniają się tym, że to spółka giełdowa. Miller zaznaczył, że sam nie miał telefonu do prezesa Orlenu, a gdy chciał zwalczyć nielegalną produkcję alkoholu i przemyt, obniżył akcyzę, bo tak się to robi, a nie poleceniami administracyjnymi. Pytany, czy dzwonili Morawiecki i Tusk, odpowiedział, że nie wie i nie może wiedzieć. Uważa, że Tusk nie zadzwoniłby osobiście do prezesa Orlenu, bo „się ceni” i dzwoni najwyżej do premierów czy ważnych ministrów, choć ma od tego ludzi. Pytany, czy uzależnianie programu obniżek od podpisania przez prezydenta ustawy o nadzwyczajnych zyskach koncernów to szantaż, odpowiedział, że razi go przedstawianie prezydenta jako jedynej przeszkody w realizacji celów rządu, co nie jest prawdą. Prezydent z równą lubością zrzuca wszystko na rząd, a „duży i mały pałac” toczą wojnę na śmierć i życie, nie kastetami i szablami, lecz o sympatię opinii publicznej. Jedni mówią, że mają wspaniałe pomysły, tylko „paskudnik z Krakowskiego Przedmieścia” się nie zgadza, a drudzy, że ich pomysły blokują „ci z Alei Ujazdowskich”.

„Są dwie płcie”

Miller zastrzegł, że nie zawsze chodzi tylko o grę, bo czasem w tle są poważne kwestie konstytucyjne i ideowe, jak związki jednopłciowe. Jego zdaniem konstytucja przesądza, że małżeństwo w Polsce to związek kobiety i mężczyzny, co nie wyklucza związków partnerskich. Zapytany, czy dopuściłby małżeństwa jednopłciowe, odpowiedział najpierw przecząco, a dociskany przypomnieniem, że jest człowiekiem lewicy, wyjaśnił, że jest legalistą, sam pracował nad konstytucją i gdyby udało mu się ją zmienić, wprowadziłby je natychmiast. Większe opory ma wobec adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, bo nie wie, czy dziecko z „dwoma tatusiami czy dwiema mamusiami” będzie szczęśliwe i czy nie spotka go hejt w szkole. Jankowski przywołał ekspertów, według których nie ma to znaczenia, a przemoc często zdarza się w rodzinach heteroseksualnych. Miller przyznał, że sam wychowywał się bez ojca, pod czułą opieką mamy, ciotek i babci, i nie wyniósł z tego żadnej skazy ani nie odczuwał braku ojca. Podkreślił jednak, że jego zdaniem są dwie płcie, i dodał, że już słyszy wrzask. Na niedowierzające pytanie prowadzącego, czy więcej nie ma, odpowiedział, że nie. Jankowski stwierdził, że w takim razie gość nie jest człowiekiem lewicy, nazwał to stwierdzenie przewrotem kopernikańskim i przewidział, że rzucą się na niego ideowi pobratymcy.

Syn

Na koniec prowadzący zapytał, czego Miller najbardziej żałuje. W życiu politycznym gość wskazał błędy w niektórych nominacjach personalnych. W życiu rodzinnym najbardziej żałuje śmierci syna. Przyznał, że wyrzuca sobie ciągły brak czasu dla najbliższych i że być może w jakimś sensie ponosi za to odpowiedzialność. Myśli o tym wiele razy dziennie. Wie, że musiał wybierać między karierą polityczną a rodziną, i bardzo go to męczy. Gdy Jankowski, katolik, powiedział, że wierzy w spotkanie z bliskimi w niebie, Miller odpowiedział, że był katolikiem, ale nie wierzy. Przyznał, że byłoby mu łatwiej, gdyby wierzył, bo czułby ciekawość, w jakich okolicznościach spotka syna. Wychował się w bardzo katolickiej rodzinie, był ministrantem, przyjął chrzest i bierzmowanie, miał ślub kościelny, a syna ochrzcił w kościele, ale stopniowo odszedł od Kościoła, choć czasem tli się w nim myśl, że może jednak. Prowadzący odpowiedział, że ma pewność, a Miller przyznał, że mu jej zazdrości. Pytany, co powiedziałby synowi, gdyby go spotkał, odpowiedział, że tęskni i że wyrzuca sobie spotkania, które się nie odbyły, rozmowy, których nie przeprowadził, i sytuacje, które nie powinny mieć miejsca, ale bardzo tęskni. Jankowski pożegnał gościa jako byłego premiera, byłego europosła i „twardego człowieka”. Zaznaczył, że był to pierwszy odcinek jego programu na kanale Polsat News, i zachęcił widzów do zgłaszania kolejnych gości i pytań. Według opisu programu nowe odcinki będą ukazywać się w soboty o 17:00.


Rozmowę przeprowadził Grzegorz Jankowski. Materiał „»ODSYŁAĆ MŁODYCH UKRAIŃCÓW« Leszek Miller w BEZLITOSNYM wywiadzie” dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 552 tys. subskrybentów. Opublikowany 3 października 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *