Operacja „Imperator” — Marek Kozubel o nowym śledztwie NABU wobec Krawczenki
Marek Kozubel był gościem Mateusza Lecha w programie KREMLINKA SHOW. Rozmowa dotyczyła narastającego niedoboru rosyjskich rekrutów, wypowiedzi pisarza i posła Zachara Prilepina o imperialnych ambicjach Rosji, niejasności wokół rzekomego porozumienia między Donaldem Trumpem a stronami konfliktu, ukraińskiej operacji „Vivaldi” oraz dymisji i tajemniczej ucieczki prokuratora generalnego Ukrainy Rusłana Krawczenki.
Prilepin: „kończą nam się Rosjanie”
Kozubel omówił głośną wypowiedź Zachara Prilepina — pisarza, posła rosyjskiej Dumy i długoletniego propagandysty wojny na Donbasie od 2014 roku — wygłoszoną na Moskiewskim Międzynarodowym Jarmarku Książki. Prilepin miał powiedzieć wprost, że Rosji brakuje już ludzi nawet do walki z Ukrainą, oraz że potrzebne są kolejne „republiki”, z których można będzie czerpać siłę roboczą i żołnierzy. Kozubel zaznaczył, że choć Prilepin jest zaangażowanym propagandystą, prawdopodobnie ma dostęp do rzetelnych danych demograficznych, co czyni jego wypowiedź szczególnie znaczącą. Wspominając, że Prilepin parał się też poezją, Lech zażartował, że chętnie wyzwałby go na „pojedynek na wiersze” swoimi piosenkami o „ruskim mirze” — Kozubel odpowiedział żartobliwie, że trzeba by je najpierw przetłumaczyć na rosyjski, bo Prilepin i tak patrzy z góry na język polski.
Rozmówcy przywołali dane Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy, według których na 16 września rosyjskie straty osobowe od początku wojny sięgnęły 1 511 530 osób, ze wzrostem dobowym o około 1530–1700. Podano też liczbę 12 345 utraconych rosyjskich czołgów, ale Kozubel od razu zastrzegł, że to dane orientacyjne — obejmują też pojazdy jedynie czasowo wyłączone z walki, niekoniecznie trwale zniszczone. Kozubel zwrócił uwagę, że od 2024 roku liczba zabitych i zmarłych od ran zaczęła przeważać nad liczbą klasycznie rannych, częściowo z powodu praktyki pozostawiania rannych żołnierzy bez pomocy przez towarzyszy broni. Przywołał też szacunki szefa brytyjskich sił zbrojnych Richarda Knightona, który 12 września mówił o pół milionie zabitych i łącznie około 1,5 miliona strat rosyjskich ogółem — ocenił jednak, że rzeczywista liczba poległych może być jeszcze wyższa.
Demograficzna pułapka Rosji
Lech i Kozubel przeanalizowali strukturę demograficzną Rosji, wskazując na wyraźny deficyt roczników w wieku 15–29 lat, co komplikuje uzupełnianie strat na tle bardziej licznego pokolenia 39–50-latków. Kozubel podkreślił, że oficjalne dane Banku Światowego (143,5 miliona mieszkańców) opierają się na danych rosyjskiego Rosstatu i są prawdopodobnie zawyżone. Zwrócił uwagę, że rosyjskie straty koncentrują się w grupie wiekowej 20–55 lat wśród mężczyzn, a więc dokładnie tej, która jest najbardziej produktywna ekonomicznie.
Kluczowym czynnikiem pogłębiającym problem jest ekstremalnie niskie bezrobocie w Rosji — 2,1–2,2 procent według danych banku centralnego — co oznacza, że każdy żołnierz wysłany na front i każdy zabity lub trwale okaleczony to bezpośrednia strata dla rynku pracy, w przeciwieństwie do sytuacji wysokiego bezrobocia, gdzie takie straty byłyby mniej odczuwalne. Kozubel wspomniał też o rosyjskich przepisach ułatwiających zatrudnianie weteranów po amputacjach, na przykład jako kierowców autobusów miejskich — Lech zareagował na to sceptycznie, zwracając uwagę, że w Rosji przepisy nie zawsze przekładają się na rzeczywistość, przywołując własne obserwacje, jak traktowani są tacy pasażerowie w rosyjskich autobusach.
Rozmówcy odnieśli się też do emigracji z Rosji po 2022 roku — magazyn „The Bell”, analizując dane z 70 państw, ustalił, że do połowy 2024 roku z Rosji wyjechało i nie wróciło niecałe 650 tysięcy obywateli, a licząc migrantów z Azji Środkowej — nawet około miliona osób. Lech przywołał też doniesienia o ucieczce około 100 tysięcy Tadżyków z Rosji w ostatnich tygodniach, obawiających się objęcia mobilizacją, co uderza w sektory takie jak rolnictwo (problemy ze zbiorem ziemniaków) i budownictwo — zaznaczając, że wśród wyjeżdżających są też brygadziści i fachowcy, których utrata boli gospodarkę znacznie bardziej niż utrata zwykłych robotników fizycznych.
Imperialne wyznanie Prilepina
Kozubel zacytował dalszą część wypowiedzi Prilepina, w której ten opowiedział się otwarcie za odbudową imperium rosyjskiego, obejmującego nie tylko Ukrainę, ale i inne dawne republiki Związku Sowieckiego, w tym Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan i Baszkirię — argumentując, że gdyby te kraje wciąż były częścią Rosji, ich obywatele walczyliby dziś na Ukrainie „tak samo jak Jakuci i Buriaci”. Lech skomentował to jako dowód zacofanego, kolonialnego sposobu myślenia, niepasującego do współczesnego zglobalizowanego świata.
Rozmówcy zastanawiali się, czy podobna do niemieckiej czy japońskiej powojennej transformacji mentalności imperialnej byłaby możliwa w przypadku Rosji. Kozubel wspomniał przy tym, że dokładniej temat okoliczności zakończenia wojny z Japonią wyjaśniłby zapewne komentator Michał Piekutowski, zaznaczając jednak, że Japończycy byli gotowi negocjować warunki kapitulacji, ale Amerykanie nie byli na to skłonni. Przywołano też przykład Wielkiej Brytanii, gdzie nastąpiła częściowa autorefleksja nad kolonialną przeszłością, choć Lech zauważył, że kraj ten zmaga się dziś z poważnymi problemami gospodarczymi.
Brak realnego porozumienia Trumpa z Rosją i Ukrainą
Kozubel ocenił, że ogłoszone przez Donalda Trumpa 14 września porozumienie między Rosją a Ukrainą najprawdopodobniej nie istnieje w żadnej formalnej postaci — nie ma ram czasowych, mechanizmów kontroli ani podpisanych dokumentów, a już dzień później, 15 września, obie strony ponownie wymieniały się atakami dronowymi i rakietowymi. Powołując się na anonimowego urzędnika ukraińskiego cytowanego przez RBC Ukraina, ocenił, że Trump mógł celowo ogłosić fikcyjne porozumienie, by wywrzeć presję na obie strony, zwłaszcza Ukrainę, do zaprzestania działań.
Kozubel przywołał komentarze ukraińskich analityków — Marii Zolkiny z Fundacji Inicjatyw Demokratycznych, która oceniła, że Trump najprawdopodobniej wywiera większą presję na Europę i Ukrainę niż na Rosję, wiążąc to z wypowiedziami przedstawiciela USA przy NATO Matthew Whitakera, obarczającego Ukrainę odpowiedzialnością za wzrost cen paliw; Ołeksandra Musijenki, oceniającego, że Trump próbuje przeforsować korzystny dla siebie rozejm energetyczny; oraz Iwana Usa z Centrum Analitycznego Zjednoczona Ukraina, który ocenił działania administracji Trumpa jako cyniczne, zwracając uwagę, że to Rosja, produkująca jedynie 70 procent krajowego zapotrzebowania na paliwo, najbardziej korzysta na wysokich cenach ropy, mimo strat zadanych jej przemysłowi rafineryjnemu przez Ukrainę.
Rozmówcy zwrócili uwagę, że ustawa senatorów Lindseya Grahama i Richarda Blumenthala, przewidująca ostrzejsze sankcje wobec Rosji, utknęła w Kongresie i może zostać podjęta najwcześniej na początku przyszłego roku — co Lech ocenił wprost jako realną pomoc dla Rosji ze strony administracji amerykańskiej. Kozubel zauważył też, że Ukraińcy, świadomi niewiarygodności zarówno Rosji, jak i administracji Trumpa, nauczyli się grać równie cynicznie — Wołodymyr Zełenski, komentując rzekome porozumienie, nie potwierdził jego istnienia, domagając się wiarygodnych mechanizmów kontroli i monitoringu.
Operacja „Vivaldi”: pierwszy etap czy dezinformacja?
Kozubel omówił wypowiedź generała Andrija Biłeckiego, dowódcy ugrupowania broniącego między innymi Słowiańska i Kramatorska, który 15 września poinformował, że niedawne odzyskanie terenu na północny wschód od Łymania nad rzeką Żerebeć to dopiero pierwszy etap operacji „Vivaldi” — nazwanej od utworu o czterech porach roku, co wywołało spekulacje o kolejnych trzech fazach działań. Kozubel przyznał, że nie wiadomo, czy Biłecki celowo sugeruje dalsze kroki dla wzmocnienia morale i zdezorientowania Rosjan, czy rzeczywiście planowane są kolejne etapy — wskazując jako potencjalne kolejne cele miejscowości takie jak Kreminna czy Rubiżne, zbliżające Ukraińców do Siewierodoniecka. Jako źródła map obrazujących sytuację przy rzece Żerebeć wskazał portal Deep State oraz mapę analityka Andrew Perpetuy, zastrzegając, że w momencie nagrania nie odzwierciedlały one jeszcze pełnej skali ukraińskich zdobyczy.
Kozubel przywołał też reakcje rosyjskich wojennych blogerów na te wydarzenia — Jurij Podolaka miał publicznie apelować, by „powiedzieć Putinowi, że pod Łymaniem się wycofujemy, a nie nacieramy”, co rozmówcy zinterpretowali jako oznakę paniki w rosyjskich kręgach propagandowych.
Lech zaproponował alternatywną interpretację celu operacji — możliwość, że ukraińskie działania mają zmusić rosyjskie dowództwo do pośpiesznego, niedostatecznie przeszkolonego wysyłania nowo zmobilizowanych rekrutów na front, zamiast pozwolić im na pełne szkolenie, co zwiększałoby ukraińską przewagę jakościową. Kozubel przyznał, że to prawdopodobny, choć niejedyny możliwy cel operacji, obok wykrwawiania rosyjskich rezerw mobilizacyjnych oraz paraliżowania rosyjskiej logistyki.
Manipulacje propagandowe i taktyka bombardowań
W trakcie rozmowy Kozubel opisał zjawisko coraz powszechniejszych manipulacji z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w rosyjskiej propagandzie wojennej — nagrania, na których żołnierz jest cyfrowo wstawiony w miejsce, w którym faktycznie nie przebywa, albo flaga „znika” po poruszeniu kamery. Przywołał głosy rosyjskiego kanału Rybar, wskazujące, że tego rodzaju fałszywa narracja prowadzi żołnierzy na froncie do wpadania w pułapki, ponieważ nikt nie wyjaśnia im, co jest propagandą, a co rzeczywistym stanem terenu — zdarzały się przypadki, gdy ogień artyleryjski czy bomby szybujące kierowano w niewłaściwe miejsca na podstawie fałszywych komunikatów o „zdobytym” terenie.
Kozubel odniósł się też do krytykowanych przez siebie wcześniej błędów analitycznych francuskiego analityka Clémenta Molho, tłumacząc, że Rosjanie traktują dziś kierowane bomby lotnicze (KAB) niemal jak artylerię z 1922 roku — bombardując profilaktycznie całe pasy zieleni wzdłuż linii frontu, niezależnie od tego, czy faktycznie znajdują się tam pozycje ukraińskie, pozostawiając za sobą pola usiane lejami jak po dawnych ostrzałach artyleryjskich.
Tajemnicza ucieczka prokuratora generalnego Krawczenki
Kozubel szczegółowo zrekonstruował chronologię wydarzeń związanych z odwołaniem prokuratora generalnego Ukrainy Rusłana Krawczenki, powiązanego wcześniej z aferą korupcyjną „Kartagina” prowadzoną przez NABU i Specjalizowaną Antykorupcyjną Prokuraturę (SAP). Mimo że Krawczenko zapowiedział swoją dymisję już 7 września po spotkaniu z Zełenskim, formalne rozporządzenie prezydenckie trafiło do parlamentu dopiero po tygodniu, w bardzo niejasnych okolicznościach.
13 września o godzinie 23:19 Krawczenko wprowadził do rejestru postępowań przygotowawczych informację o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa NABU Semena Krywonosa, dotyczącą rzekomych nieprawidłowości związanych z fikcyjną adopcją. Około godziny 1:00 w nocy 14 września złożył wniosek o czasowe zrzeczenie się osobistej ochrony państwowej, a o 2:30 w nocy przekroczył granicę polsko-ukraińską na przejściu Szeginie-Medyka. Kozubel zwrócił uwagę na precyzyjne rozłożenie tych wydarzeń w czasie, sugerujące wcześniejsze przygotowanie wyjazdu. Dodatkowo żona Krawczenki, Ołeksandra Szowkoplas, opuściła Ukrainę już 12 września, przez Mołdawię do Rumunii.
Już 14 września o 17:26 następca Krawczenki na stanowisku, Maksym Krym, oznaczył wpis dotyczący Krywonosa jako „wprowadzony omyłkowo” i anulował go. 15 września o 12:30 Rada Najwyższa Ukrainy głosami 317 do 0 przyjęła dymisję Krawczenki, którą tego samego wieczoru zatwierdził dekretem prezydent Zełenski.
Kozubel przywołał oficjalną wersję Krawczenki, według której miał on jechać na posiedzenie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy dotyczące porywania ukraińskich dzieci przez Rosję — zwrócił jednak uwagę, że Krawczenko nie figurował jako zaproszony uczestnik tego panelu, a zamiast do Francji trafił na Litwę (Lech żartobliwie skwitował to jako efekt „remontów w Polsce, objazd”). Kozubel podzielił się też dwiema niepotwierdzonymi jeszcze informacjami: że NABU i SAP prowadzą rzekomo kolejne, poważniejsze śledztwo o kryptonimie „Imperator”, w którym figurantem miałby być sam Krawczenko, oraz że praktyka automatycznego podpisywania niedatowanych wniosków o dymisję przez urzędników sięga jeszcze czasów szefostwa Andrija Jermaka w Biurze Prezydenta.
Podsumowując wątek ukraińskiej polityki wewnętrznej, Kozubel zażartował, że z ukraińskiej sceny politycznej dałoby się nakręcić serial znacznie bardziej realistyczny niż „House of Cards” z Kevinem Spaceyem, bo w tamtejszej polityce nikt nie ma „plot armor” — nikt nie jest przez dłuższy czas nietykalny.
Materiał „Marek Kozubel – Rosyjski ekspert – Rosjanom brakuje mężczyzn do walki” ukazał się na kanale KREMLINKA SHOW (104 tys. subskrybentów) 16 września 2026 roku. Rozmawiali Mateusz Lech i Marek Kozubel.


